Szwecja
Młodzieżowy Futbol

Królowie Skandynawii, odrodzeni po serii niepowodzeń i ustabilizowani po odejściu Ibrahimovicia. Szwecja to całkowicie inny zespół. Czy ta odmienność okaże się kluczem do sukcesu?

Zbliżamy się już do końca #DrogaNaMundial, a na horyzoncie wyraźnie widać Rosję. Mundial rozpocznie się już w tym tygodniu, ale nie zamierzamy zostawić was bez odpowiedniego kompendium wiedzy na temat wszystkich uczestników. Tym razem wybieramy się do Szwecji.

Niedoceniona przeszłość, lecz na barwność narzekać nie mogą

Mówiąc o przeszłości reprezentacji “Trzech Koron” nie wszyscy wiedzą, iż na przestrzeni dziesiątek lat osiągali oni naprawdę wiele. Wszystko rozpoczęło się już w 1934 roku, gdzie podczas drugich mistrzostw globu w historii, Szwedzi odpadli dopiero w ćwierćfinałach. Choć tamten zespół nie wyróżniał się niczym szczególnym to ze względu na niewielką konkurencję – korzystali. Do tego stopnia, że cztery lata później drużyna znad Skandynawii zajęła czwarte miejsce na mundialu. Gdy wydawało się, iż ów rezultat może stanowić odniesienie dla kolejnych szkoleniowców przez lata, w 1950 roku Szwecja zdobyła brąz. Mimo zwycięstwa na Igrzyskach Olimpijskich dwa lata wcześniej nikt tak naprawdę nie myślał, że są w stanie ugrać miejsce na podium. Można rzec, iż Szwedzi stawiali twarde warunki, aczkolwiek na końcu i tak nie byli brani jako faworyci.

Mijają kolejne lata, a w zespole z północnej Europy apetyty rosną. Podczas igrzysk zdobywamy złoto, a w 1952 roku srebro, na mundialu zgarniamy brąz i eliminujemy potęgi futbolu. Skoro jesteśmy w stanie walczyć z najlepszymi, zróbmy to na własnym terenie, zgarnijmy złoto.

W 1958 roku Szwecja została organizatorem największej imprezy piłkarskiej na świecie i kibiców nie zawiedli, albowiem doszli do finału. Pech chciał, że w finale znaleźli się również Brazylijczycy, czyli jedna z najlepszych reprezentacji na świecie. Choć gospodarze wysoko przegrali na własnym terenie aż 2:5, to tamta jedenastka do dzisiaj posiada niepodważalny autorytet.

Czas zatracenia, lata świetności przepadły

Po najjaśniejszym okresie w futbolu kadry “Trzech Koron” przyszły ciemne lata. Wprawdzie wszystko, co dobre kiedyś się kończy, to w tym przypadku skutki były okrutne. Szwecja czekała na jedną, dosłownie jedną osobę, która chwyci za stery i poprowadzi reprezentacje jak za dawnych lat. Zbawicielem okazał się Tommy Svensson, który w 1992 roku dał ojczyźnie drugi w historii brązowy medal mistrzostw świata.

W piłkarskim świadku pojawiły się głosy o odrodzeniu niebiesko-żółtych, lecz szybko ucichły, gdy Szwecja cztery lata później na mundial nie pojechała. Po kolejnych próbach zawładnięcia “Starym Kontynentem” znów przyszedł czas posuchy aż do czerwca obecnego roku. Mija już dwanaście lat, odkąd Szwecja ostatni raz pojawiła się na mundialu.

Szwecja

Bez idola = bez szans?

Po zakończeniu reprezentacyjnej kariery przez Zlatana Ibrahimovicia spodziewano się powolnej odbudowy narodowego kolektywu. Drużyna opierająca się na jednym piłkarzu, teraz miała stać się zespołem wyważonym w każdym obszarze boiska. Brak, nie bójmy się powiedzieć – narodowej gwiazdy nie wpłynął negatywnie na osiągnięcia reprezentacji. Machina zaczęła działać, zaczęła wygrywać i zgarniać, co należne.

Podczas eliminacji do mundialu rozgrywanego w Rosji musieli zmierzyć się z Białorusią, Luksemburgiem, Bułgarią – co nie stanowiło żadnego problemu, ale i z Holandią oraz Francją. W tym przypadku poprzeczka zawieszona była kilka pięter wyżej. “Trójkolorowi” to przecież wicemistrzowie Europy, a także jeden z pretendentów do złota na MŚ. “Oranje” po trudnych latach przeplatanych z dużymi sukcesami zawsze potrafili zebrać się na tę najważniejszą imprezę. Taką niewątpliwie są mistrzostwa świata. W 2014 roku ostatni na podium, a cztery lata wcześniej ze srebrem.

Po długiej walce to właśnie drużyna znad Skandynawii zdołała powstrzymać Holendrów, zabierając bilet do Rosji. Czynnikiem decydującym okazały się bramki, których więcej strzelili tytułowi bohaterzy.

Brak efektu zaskoczenia gwoździem do trumny?

szwecja
Sweden Twitter

Reprezentacja “Trzech Koron” udowodniła w eliminacjach, że potrafi być groźna, a mecze z teoretycznie lepszymi oponentami niekoniecznie wywołują u nich zimne dreszcze. Przekonały się o tym Włochy, czy Francja. Z drugiej strony gra tą samą taktyką, bez większych przekształceń formacji to na dłuższą metę “pięta achillesowa” skandynawskiego zespołu. Klasyczne ustawienie 4-4-2 z równomiernym użyciem skrzydeł. Szwedzi lubią grać środkiem pola, ale ostateczne plany ofensywne przeważnie kończą się po akcji bokiem boiska.

Sytuacja w ataku może być problematyczna, albowiem Ola Toivonen bądź John Guidetti nie stanowią jakości przyprawiającej przeciwnika o ból głowy. Nie można Szwedom za to odmówić warunków fizycznych i szczelnej obrony. W eliminacjach stracili zaledwie dziewięć bramek, to o trzy więcej niż “Trójkolorowi”. Lindelof, Jansson, ale i doświadczony Olsson oraz Lustig stanowią solidny mur nie raz nie do skruszenia.

Brak Zlatana Ibrahimovicia bolał, ale przedstawiciele Skandynawii szybko się otrząsnęli. Problem polega na tym, że instynkt pozwalający wejść na wyższy poziom w ciągu ostatnich miesięcy regularnie się zaciera. Szwecja w 2018 roku wygrała tylko z Danią i choćbyśmy starali się na wyrost usprawiedliwić dzisiejszych tytułowych bohaterów argumentem “to tylko sparingi” to nie możemy. Eliminacyjny polot zgasł niczym świeczka w chłodną, wietrzną noc. Być może potrzebują kolejnego “zapalnika”? Być może właśnie takim będzie zbliżający się mundial.

Stare jare, ale młode też by się przydało

W reprezentacji Szwecji nie znajdziemy dosłownie żadnego młodzieżowca. Nawet jeśli nagięlibyśmy wiek o rok to i tak “Trzy Korony” zdają się jedną ze starszych ekip na mundialu w Rosji.

Potencjalną “młodą krew” stanowić ma, chociażby Victor Lindelof, czyli 24-letni piłkarz Manchesteru United. Ściągnięty z Portugalii przez Jose Mourinho miał być alternatywą w defensywie “Czerwonych Diabłów”. Sezon zakończył z 17 występami, więc ciężko stwierdzić, iż wszystko poszło zgodnie z planem.

Gwiazdą zespołu Anderssona ma być przede wszystkim Emil Forsberg, który słynie z zabójczego ostatniego podania. Mimo iż ubiegły sezon nie był dla niego zbyt hojny, to na pewno nie można lekceważyć piłkarza niemieckiego RB Lipsk.

szwecja
The United Stand

Szanse Szwecji na MŚ

“Trzy Korony” trafili do jednej grupy z obecnymi mistrzami, Meksykiem oraz Koreą Południową. Kluczowym spotkaniem będzie starcie z “El Tri”, bo to właśnie razem z drużyną pochodzącą z Ameryki Północnej będą walczyć o miejsce premiowane grą dalej. Ciężko uwierzyć, iż Niemcy będą w zasięgu ręki, a mecz z Koreą ma być formalną przepustką do kolejnej fazy. Czy wszelkie przypuszczenia się sprawdzą? Będzie ciężko, albowiem Meksyk nigdzie przed czasem się nie wybiera.

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ