Strielcow
sportslive.ru

Swego czasu zwany był rosyjskim Pele. Nawet sam legendarny Brazylijczyk uważał i w swoich wypowiedziach podkreślał, że radziecki napastnik był piłkarzem po prostu od niego lepszym. Niestety, życie napisało historię, którą nie sposób sobie wyobrazić i która uniemożliwiła weryfikację słów wypowiedzianych przez 3-krotnego Mistrza Świata z kraju kawy. Jak dokładnie wyglądała droga, którą przeszedł Eduard Strielcow? Zacznijmy od samego początku… 

Strielcow przyszedł na świat jeszcze przed rozpoczęciem II wojny światowej, w 1937 roku. O jego dzieciństwie nie wiemy wiele, ojciec zostawił rodzinę, w związku z czym matka musiała dźwigać ciężar utrzymania sama na swoich barkach. Ponadto, to co śmiało możemy przypuszczać, że niedługo po tym jak stanął na nogi zaczął kopać futbolówkę. W innym wypadku nie zbliżyłby się w tak ekspresowym tempie do piłkarskiego szczytu.

Zanim jednak wierzchołek wielkiej góry stał się widoczny dla Strielcowa, urodzony w Perovie zawodnik kształtował swoje umiejętności w przyzakładowym zespole Fraser. Pewnego dnia, drużyna, której barwy reprezentował nasz dzisiejszy bohater mierzyła się z moskiewskim Torpedo.

Talent zauważony przez odpowiednich ludzi

Torpedo było klubem, którego filozofia jak na ówczesne czasy mocno odbiegała od standardów. Brak większych powiązań z milicją, czy też wojskiem, a przede wszystkim, to co z naszej perspektywy najbardziej interesujące, czyli misja wychowawcza względem młodych piłkarzy. Klub organizował mecze z przyzakładowymi drużynami ze stolicy Związku Radzieckiego i w ten sposób poszukiwał piłkarskich perełek. Jedną z nich, jak się później okazało, był właśnie Strielcow. Szybkość, nieskazitelna technika i siła tura, niespotykana w tak młodym wieku. Styl gry skrojony pod napastnika, który miał siać postrach pośród formacji defensywnej każdego rywala. Trenerzy Torpedo nie mogli przepuścić takiej okazji.

Stagnacja była dla niego obcym pojęciem 

Strielcow praktycznie z marszu stał się członkiem pierwszej drużyny. Miał wówczas zaledwie 16. lat! Dla młodego zawodnika nie stanowiło to jednak żadnego problemu, bez pardonu przywitał się z dorosłą piłką pakując piłkę do bramki kolejnym przeciwnikom. I pod żadnym pozorem nie miał zamiaru na tym poprzestać. Już w drugim sezonie został królem strzelców rozgrywek ligowych. Fantastyczna forma musiała zaowocować powołaniem do reprezentacji ZSRR. I rzeczywiście, reprezentacyjną służbę Strielcow rozpoczął już w 1955 roku.

Pierwszy mecz w narodowych barwach, Strielcow, rozegrał 26 czerwca na stadionie Rasunda w Sztokholmie, przeciwnikiem była oczywiście Szwecja. Spotkanie zakończyło się druzgocącą porażką gospodarzy, 0:6. Ogromna w tym zasługa gracza Torpedo, który zaliczył debiut jakiego nie wyśniłby sobie nawet największy marzyciel. Hat-trick w reprezentacji swojego kraju w wieku 17. lat? Żaden problem. Na tym jednak nie koniec. Kolejne trzy bramki w drugim spotkaniu w kadrze? To również da się zrobić, a na własnej skórze przekonali się o tym Hindusi, którzy co prawda strzelili bramkę Sowietom, ale stracili jednocześnie….11 goli.

Strielcow
Soccer, football or whatever

Igrzyska Olimpijskie 1956. To miał być dopiero początek…

Dwa mecze towarzyskie były tylko i wyłącznie formą rozgrzewki przed rokiem 1956 i Igrzyskami Olimpijskim w Melbourne. W Australii, ZSRR zachwycił sympatyków piłki nożnej i zgarnął tytuł pokonując w finale reprezentację Jugosławii. Sam Strilecow był kluczową postacią drużyny, ale w finale nie zagrał. Sama decyzja dziwi jeszcze bardziej gdy człowiek zda sobie sprawę, że to tak naprawdę dzięki świetnej postawie gracza Torpedo w półfinale z Bułgarią Sowieci mieli okazję przystąpić do meczu o pełną pulę. Sprawy przybrały taki obrót ze względu na kontuzję, którą odniósł klubowy kolega Eduarda, Welentin Iwanow. Trener reprezentacji, Gawriłł Kaczalin, twardo trzymał się zasady, że w ataku, obok siebie, muszą zagrać zawodnicy, którzy na co dzień grają w jednym klubie. W efekcie takiej decyzji Strielcow nie otrzymał złotego medalu. Przepisy w tamtych czasach przewidywały krążki z najcenniejszego kruszcu jedynie dla zawodników przebywających w meczu finałowym na boisku. Reprezentacyjny kolega, Nikita Simonian, chciał oddać nawet swój medal, lecz Strielcow odmówił zapewniając, że razem będą świętować jeszcze niejedno trofeum.

Rzeczywiście, wszystkie znaki na niebie wskazywały, że tak właśnie będzie. Strielcow zdobył z Torpedo wicemistrzostwo, “France Football” sklasyfikował go na 7. miejscu w plebiscycie na najlepszego piłkarza na Starym Kontynencie. Napastnik wciąż dawał również o sobie znać w reprezentacji, był kluczową postacią barażu z Polską, w którym stawką był awans na Mistrzostwa Świata. Mecz odbył się w Lipsku, Związek Radziecki wygrał 2:0 po golu i asyście nikogo innego jak właśnie Strieclowa. W meczach sparingowych także był nieodzownym elementem dobrze funkcjonującej układanki. W dzisiejszych czasach media przypięły by mu łatkę człowieka, który może porządnie zamieszać na imprezie czterolecia. Niestety, ale wszystkie dywagacje i debaty na temat tego, czego może dokonać Strielcow musiałaby odejść w zapomnienie, bowiem na turniej do Szwecji 21-letni zawodnik nie pojechał.

Dobra zabawa nie zawsze ma szczęśliwy finał … 

Pewnie większość z Was zastanawia się jak to w ogóle możliwe. W Waszych głowach krążą myśli, a na ich czele teza o kontuzji. Muszę ją jednak szybko obalić, czym wywołam u Was jeszcze większe zainteresowanie. Jak zatem mogło dojść, bądź co bądź, do tak kuriozalnej sytuacji?

Nie od dziś wiadomo, że sportowcy, w tym również piłkarze, od czasu do czasu, po prostu muszą się zabawić. Kopacze ze wschodu byli, a niekiedy wciąż są, znani z przyswajania niespotykanej ilości płynów mających wpływ na samopoczucie człowieka. I właśnie w taki sposób, jeden z majowych dni, postanowili spędzić Eduard Strielcow i kilku jego reprezentacyjnych kolegów. W ich ekwipunku nie zabrakło wysokoprocentowych trunków, a w towarzystwie znalazło się również miejsce dla kilku kobiet. Obecność jednej z nich, Mariny Lebiediewy, jak się później okazało, zaważyła na karierze Strieclowa.

Lebiediewa była córką generała Armii Czerwonej. Dzień po morderczej imprezie, która trwała dobrych kilkanaście godzin, do moskiewskiego prokuratora dotarło pismo jej autorstwa, które informowało, że kobieta została zgwałcona przez nikogo innego jak Eduarda Strielcowa. Co prawda kilka dni później wycofała postawione przez siebie oskarżenie, ale nie miało to już żadnego znaczenia. To wydarzenie sprawiło, że wielu partyjnych działaczy mogło w geście triumfu odkręcić dobrze zmrożoną butelkę wódki i swobodnie się napić.

Strielcow
Futbolgrad.com

Heros ludu, wróg ideologii 

Dla kibiców był bohaterem, ale dla ludzi trzymających ręce na sterach władzy stawał się co raz bardziej niewygodny. Po pierwsze, nie chciał grać ani dla związanego z milicją i KGB Dynama, ani dla wojskowego CSKA. Po drugie, wyrósł na kogoś więcej niż zwykłego obywatela ZSRR, a dobrze wiemy, że kult jednostki w bloku wschodnim mógł być skierowany tylko wobec wybrańców, a do takowych z całą pewnością nie należał piłkarz Torpedo. Po trzecie, Strielcow miał być zakochany w zachodnim stylu życia, co miał sugerować chociażby jego ubiór, czy niezadowolenie, które rzekomo wyrażał po każdym powrocie z jakiegokolwiek meczu rozgrywanego po drugiej stronie żelaznej kurtyny. I po czwarte, konflikt z ówczesną sekretarz Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii ZSRR, Jekateriną Furcewą. Córka tej właśnie kobiety liczyła, że stworzy wraz ze Strielcowem wzorcową Radziecką rodzinę, jednak piłkarz ani myślał wiązać się z tą kobietą. Sami widzicie, że “grzechów” 21-latek wobec czerwonej ideologii miał wiele. Oskarżenie Lebiediewej było być może mało wiarygodne, ale w zupełności wystarczyło, by zrujnować piłkarzowi życie.

Proces, kara, cierpienie 

To wszystko o czym wyżej wspomniałem wylądowało w życiorysie Strielcowa i tylko pogorszyło jego sytuację podczas samego procesu. Bronił go najwybitniejszy moskiewski prawnik, po jego stronie opowiadały się też masy ludzi, a co raz większą wątpliwość miała sama Lebiediewa, ale to było za mało, aby uchronić największy talent rosyjskiej piłki od nieuniknionej kary. Koniec końców, Strielcow został skazany na 12 lat więzienia, trafił do dawnego łagru Wiarłag w Archipelagu Gułag, gdzie został wysłany na ciężkie roboty.

Początkowo siedział z najgorszymi kryminalistami. Niedoszła legenda światowej piłki została zmieszana z błotem, nie tylko przez władzę, ale i przez współwięźniów. Jeden z nich, którego tożsamości nie znamy, jednego wieczoru tak dotkliwie pobił Strielcowa, że ten z licznymi złamaniami i potłuczeniami trafił na 4. miesiące do więziennego szpitala. Potem został przeniesiony, wylądował w więzieniu o znacznie bardziej przyjaznym środowisku. Ludzie wyciągali do niego pomocną dłoń, gdyż pragnęli zobaczyć go jeszcze kiedyś w akcji. I to marzenie, współdzielone z niezwykle liczną masą fanów jego talentu, ziściło się kilka lat później.

Strielcow
sport-express.ru

Powrót do gry i słodko-gorzkie sukcesy z ukochanym Torpedo 

W 1963 roku, po niecałych pięciu latach za kratami, Strielcow został zwolniony i wyszedł na wolność. Ciążyła na nim dyskwalifikacja i dopiero dojście do władzy Leonida Breżniewa w pełni umożliwiło napastnikowi pełnoprawny powrót na boisko. Nie mogło być inaczej i Strielcow znów wylądował w Torpedo. Ze swoim ukochanym klubem zdołał nawet zdobyć mistrzostwo kraju i zagrać w europejskich pucharach. Wrócił również do reprezentacji. Pobyt w więzieniu, co było do przewidzenia, uniemożliwił jednak powrót do formy, która pozwała Strielcowowa umieszczać w jednym szeregu z najlepszymi zawodnikami świata. W tym samym czasie, wspominany na początku Pele świętował swój 3. tytuł Mistrza Świata.

Strielcow zmarł na nowotwór 20 lipca 1990 roku, dzień przed swoimi 54. urodzinami. Zapewne niemały wpływ na tak wczesną śmierć miał pobyt w łagrze, który musiał odcisnąć swoje piętno również na zdrowiu fizycznym. Na łożu śmierci wyznał swojej byłej żonie, że żadnego gwałtu się nie dopuścił. Wcześniej milczał, bo bał się o losy swoich bliskich. Cała ta historia, od początku do końca, dla osoby, która nigdy wcześniej o niej nie słyszała wydaje się być absolutnie nieprawdopodobna. Jednak dla Eduarda Strieclowa życie było niczym dramat mrożący krew w żyłach. Za mniej niż 3 miesiące rozpoczną się Mistrzostwa Świata w Rosji i warto zapoznać się z tą właśnie postacią. Dla osób wybierających się na Mundial osobiście mamy na koniec jeszcze drobną ciekawostkę. Pomnik położony niedaleko wejścia na stadion “Łużniki”, przedstawiający piłkarza z futbolówką pod pachą, to właśnie Eduard Strieclow. Jeśli będziecie robić sobie zdjęcie na jego tle, to nie zapomnijcie z kim pozujecie do zdjęcia.

Źródło: Newsweek Historia