młodzieżowcy, obowiązkowej
Fot. LOTTO Ekstraklasa

Od sezonu 2019/20 dużej zmianie ulegną przepisy najwyższego poziomu rozgrywek w Polsce. W Ekstraklasie zniesiony zostanie limit gry obcokrajowców, lecz co dla nas wydaje się najważniejsze, wprowadzony również będzie przepis obowiązkowej gry młodzieżowca.

O tym pomyśle dyskutowano już od lata, kiedy to duże zmiany nastąpiły w działaniu systemu premiowania za stawianie na młodych graczy – Pro Junior System. PZPN chciał za wszelką cenę wprowadzić, tak jak ma to miejsce w Pucharze Polski, obowiązek wystawienia przynajmniej jednego młodzieżowca w pierwszej jedenastce obu zespołów. Ale włodarze Ekstraklasy także chcieli wziąć kawałek chleba dla siebie, więc ich inicjatywą było zniesienie limitu obcokrajowców spoza Unii Europejskiej wprowadzonego w sezonie 2016/17. Wygląda na to, że obie strony w końcu się dogadały i wszystko wskazuje na to, że nowe przepisy zostaną oficjalnie przegłosowane już w najbliższy piątek.

WIĘCEJ O WCZEŚNIEJSZYCH ROZMOWACH PZPN Z EKSTRAKLASĄ PRZECZYTASZ TUTAJ

W ostatnich dniach działacze związkowi nie próżnowali. Mamy do czynienia z kolejną rewolucją, zaraz po dyskusjach nad zmianą granicy wieku juniora starszego w CLJ. (WIĘCEJ) Jak już dało się zauważyć przy rozmowach o pomyśle powrotu do CLJ U-19, jest to przyznanie się PZPN-u do błędu. Teraz skrajnie podobnie sytuacja ma się ze zniesieniem limitu obcokrajowców, który, jak dobrze pamiętamy, miał polepszyć sytuacje Polaków (w tym młodych) w klubach Ekstraklasy. Wprowadzony w życie dwa lata temu limit, okazał się utopią i polskie zespoły nadal lubowały się w skupowaniu zawodników z zagranicy, z tym małym zastrzeżeniem, że byli to obywatele państw UE. Związek więc wbił sobie dwa samobóje i to w dosyć kuriozalnie prosty sposób.

PZPN nie antycypował

Gdyby ktoś chciałby podostrzyć werdykt, można by jeszcze wspomnieć o programie Pro Junior System, który, w przeciwieństwie do niższych lig, w Ekstraklasie absolutnie furory nie zrobił. Na pieniądze oferowane przez PZPN raczej mało kto spoglądał. Nawet jeśli ktoś zgarniał nagrody główne, były one tylko jednym z tych argumentów, które przy okazji zadecydowały o postawieniu na młodzież w danej ekipie. Później związek jednak odrobił straty, kontynuując nomenklaturą meczową, dzięki decyzji o stworzeniu jednej, 16-zespołowej CLJ. Tutaj działaczy należy pochwalić, bo z pewnością nie był to krok prosty do wykonania. Choćby z powodu liczby drużyn niezadowolonych, które masowo spadły do lig wojewódzkich.

W najnowszej wersji FIFY pojawiła się nowa, często spotykana fraza Dariusza Szpakowskiego. “Dobrze antycypował” można podczas jednego spotkania usłyszeć od kilku do kilkunastu razy. I tak prawie cała Polska dowiedziała się o znaczeniu tego słowa, prawie cała, bo PZPN wciąż najwyraźniej jego znaczenia dobrze nie zna. Działacze, jak widać na powyższych przykładach, wciąż z nim mają problem i musieli kilkukrotnie sprzątać po samych sobie. Bardzo trafnie w tekście na www.pilkakarpia.pl proces ten ujął Łukasz Karpiak:

Parafrazując stare powiedzenie o socjalizmie: PZPN naprawił problemy, które sam stworzył. Jednak PR-owo wszystko się zgadza, sukces odtrąbiony, można się rozejść.

Drodzy młodzieżowcy(!)

Od przyszłego sezonu każdy zespół Ekstraklasy będzie musiał mieć w szerokiej kadrze kilku polskich młodzieżowców. Trenerzy i włodarze klubów będą musieli większą uwagę skupić na młodych talentach, co należy zdecydowanie uznać za plus tego przepisu. Co przyniesie za sobą złe konsekwencje, to ogromne zainteresowanie menadżerów i windowanie pensji i odstępnego do góry, bo przecież gdy klub będzie potrzebował młodzieżowca, to będzie skłonny wydać więcej. To skutki, które dotknął osób trzecich, należących stricte do piłkarskiego świata. Co z samymi zawodnikami, kibicami, poziomem naszej piłki?

Obecnie sytuacja jest jasna. Tam, gdzie młody zawodnik jest lepszy od doświadczonego, gra. Ile mamy takich regularnie grających młodzieżowców w Ekstraklasie? Po szybkiej kalkulacji myślę, że spokojnie zamknęlibyśmy się w dwudziestce, co i tak byłoby w wielu kolejkach dosyć przesadzonym wynikiem. Większość talentów, które kluby traktują poważnie, jest na wypożyczeniach w I, II lub czasem w III lidze. W niższych ligach obowiązuje zapis o obowiązkowej grze młodzieżowca. Po sezonie dwóch czy trzech młodych odejdzie za granicę, o ile szczęście dopisze, garstka nowych pojawi się w obiegu i cykl nam się zapętli.

Nasza liga produkuje bardzo mało klasowych piłkarzy i PZPN nowymi przepisami chce to zmienić. Jeśli sam w sobie zapis według działaczy coś zmieni, to owszem, mają racje. Sprawi, że kibice przekonają się, jaki jest faktyczny stan naszego szkolenia. Dojdzie do sytuacji, w której zespoły będą musiały na siłę wyjmować z “inkubatorów” – jak o CLJ mówił Łukasz Olkowicz z “PS” – nie gotowych do grania w ESA zawodników. Być może faktycznie długofalowo skłoni to kluby do zainwestowania w akademie, ale przecież już teraz kilka zespołów robi to z powodu własnych chęci, bez pomocy PZPN-u. Filozofia przychodzi z zachodu i szkolenie w dużych ośrodkach się poprawia, co może potem niesłusznie trafić na konto działań ludzi Bońka.

Ora et labora

Związek, co cały czas trzeba powtarzać jak mantrę, zamiast pomóc biedniejszym i mniejszym klubom i szkolić ich trenerów, dofinansowywać infrastrukturę itp., bawi się w przepisy. Oczywiście obiektywnie przepis swoje korzyści ma i również na swój sposób PZPN robi małe kroczki do przodu, jeśli chodzi o szkolenie najmłodszych, ale nadal, postęp jest niewspółmierny do możliwości tak dużego kraju, w jakim żyjemy. Niektórzy mówią o degrengoladzie naszego futbolu, ale raczej mówią to, mając na myśli zasadę “Kto nie idzie do przodu, ten się cofa“. Mnie w tym kontekście bardziej przychodzi na myśl “My robimy małe kroczki, ale inni biegną“. Efekt w obu przypadkach jest podobny i ma odwzorowanie w rzeczywistości. Europejski, nawet ten u naszych sąsiadów, futbol, nam ucieka.

Szczęście w nieszczęściu przykład w Polsce przed dwoma laty dał Lech Poznań. W jednym okienku rozbił bank, sprzedając swoich wychowanków za granicę. Pamiętajmy, że stawianie na młodzież i budowanie silnych akademii jest także (O dziwo!) opłacalne dla prezesów klubów. PZPN podejmuje nieśmiałe kroki z AMO, programem nadzoru najzdolniejszych juniorów, ale wciąż związkowcy nie chcą zmieniać podstaw. Nie czują potrzeby słynnego sloganu pracy u tych podstaw. Dlatego jest tylu przeciwników nowych przepisów. Panowie ze związku chcą zlikwidować górę lodową, poczynając od samego jej szczytu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ