Galaktyczna przyszłość futbolu
90min.com

Temat na dziś to galaktyczna przyszłość futbolu. Real Madryt szykuje się na nowy sezon, ale nie w byle jaki sposób. Pełna załoga talentów robi wrażenie!

Ostatnio spoglądając na kilka świeżych nazwisk we współczesnym futbolu, tych robiących największą furorę, zauważyłem, iż większość powiązana jest z “Królewskimi”. W sposób bezpośredni (występujący w klubie) lub pośredni (plotki transferowe). Czemu by nie przyjrzeć się tym nazwiskom bliżej? Skoro już się za to wziąłem, to z chęcią podzielę się z Wami swoimi przemyśleniami.

Od kibica, dla kibica. Takim hasłem rozpoczniemy

Od lat obserwuję hiszpańską ekstraklasę, więc wątek nie jest mi obcy. W ciągu najbliższych lat wiele się zmieniło w polityce transferowej klubów z Hiszpanii. Nie tylko pod względem umiejętności, lecz przede wszystkim pod kątem klasy piłkarza. Dzisiaj pod lupę weźmiemy wyłącznie zespół z Estadio Santiago Bernabéu. No może lekko zahaczę o Barcę, ciężko się powstrzymać.

Idąc śladem historii, galaktyczna taktyka też przechodzi modernizację

Pamiętamy czasy sprowadzania wielkich gwiazd za jeszcze większe pieniądze. Ronaldo (ten brazylijski), Robinho, Luis Figo, Zinédine Zidane, Kaká, David Beckham bądź bardziej współczesne nazwiska, Gareth Bale i Cristiano Ronaldo. Oczywiście biała strona Madrytu znana jest z tego typu ruchów transferowych (czyt. marketingowych) i mimo upływających lat ten system dalej świetnie funkcjonuje. Co jednak, gdyby go trochę zmodernizować?

Katalońska “La Masia”, słynąca z produkcji prawdziwych piłkarskich diamentów z roku na rok traci w schematach głównej drużyny. Nie mówimy tutaj o braku kandydatów na zastępstwo dla najlepszych, a o systemie wykorzystania tych młodych zawodników. Nie odbiegajmy jednak od tematu i skupmy się na Realu.

Spójrzmy na ruchy transferowe “Galacticos” w ostatnich kilku latach pod kątem wieku. Już 7 lat temu mieliśmy poruszenie. W 2010 roku za 25 milionów euro do zespołu prowadzonego przez Mourinho trafił Angel Di Maria. 22-letni wtedy skrzydłowy nie tylko zachwycił szkoleniowca swoją znakomitą techniką, ale i okazał się świetnym ruchem, patrząc z przebiegu czasu. Tego samego lata w hiszpańskiej stolicy ujrzeliśmy również 21-letniego Mesuta Özila, który kosztował bagatela 15 mln euro. Niemca nikomu raczej przedstawiać nie trzeba. Oczywiście, powiecie, że przecież niewypały również były jak Canales, Sahin, czy do dzisiaj sławny Illarramendi. Odpowiem – nie ma klubu bez wpadek. Te akurat nie sprawiły większych kłopotów drużynie.

Co jak zestawimy ich z tymi o barwniejszej historii? Pierwszy z brzegu, Raphael Varane. Ściągnięty z francuskiego Lens za 10 milionów euro po niespełna jednym seniorskim sezonie. Ryzyko bardzo duże, ale chęć znalezienia odpowiednika Ramosa (również trafił do Realu po pierwszym seniorskim sezonie) była zbyt duża, by odpuścić. Co możemy powiedzieć dzisiaj? Strzał w dziesiątkę, a gdyby nie kontuzje to już wcześniej trafiłby do światowego topu. Dorzućmy do puli Casemiro, Isco i Carvajala, robi wrażenie?

Co dalej? Na przykład “transfery wewnętrzne”. Przejście zawodnika ze szkółki do pierwszej drużyny. Jesé i Morata. Ten pierwszy kariery w “Los Blancos” nie zrobił natomiast spacerkiem trafił do PSG, gdzie został wypożyczony do Las Palmas, a obecnie Stoke City. W Anglii, choć od niedawna to już pokazuje umiejętności za czasów gry w juniorach. Ten drugi grał przecież dla “Bianconeri”, ba… strzelał dla Juve i walczył o puchar LM. Później wrócił raz jeszcze na Santiago Bernabéu. Obecnie sprzedany do Chelsea za ponad 60 milionów. 60 baniek za rezerwowego! Czapki z głów dla Florentino Péreza. Tych przykładów można wymienić jeszcze kilka jak nie kilkanaście, ale nie o to przecież chodzi.

Wróćmy do teraźniejszości, czyli odmłodzonego Realu

Pod uwagę wezmę zawodników nieprzekraczających 22 lat. Jesús Vallejo, 20-latek ograny w niemieckiej ekipie z Frankfurtu. Defensor, który podczas UEFA EURO U-21 tworzył jedną z najlepszych defensyw turnieju. Hiszpan w wielu europejskich średniakach znalazłby dla siebie miejsce w podstawowym składzie, a tutaj robi dopiero za 4 skrzypce.

Jedziemy dalej – Theo Hernández, który przyszedł w tym okienku transferowym. Ma dopiero 19 lat, a już robił furorę wśród hiszpańskich kibiców. Zapewne sporo w tym dołożył swoją żonglerką pokazową (za dobrze to mu nie poszło).

Jest i Marcos Llorente z Danim Ceballosem. Ten pierwszy wrócił z wypożyczenia, gdzie grał jak prawdziwy wyjadacz. Ten drugi do piłkarskiej sławy doszedł dzięki występom podczas Mistrzostw Europy do lat 21 na polskich boiskach.

W tym rozliczeniu nie może zabraknąć i Mayorala. 20-latek wrócił z Wolfsburga po przeciętnym sezonie i z miejsca dostał rolę zmiennika Benzemy. 

Oczywiście nie można zapominać o sławnym już na swój sposób Viníciusie. Brazylijczyku, wartym według madryckiego klubu 45 milionów euro. Tak, to ten, który dalej ma 16 lat i do 2019 roku będzie grał dla Flamengo.

Jest także pełnoletni już Achraf Hakimi, ale go w tym zestawieniu pominiemy, bo nie miał jeszcze okazji grać w pełnym wymiarze. Na koniec zostawiłem największą gwiazdę młodego pokolenia “Królewskich”, a być może i całego futbolu. Jemu poświęcę jednak osobny nagłówek.

Marcos Asensio. Nie tylko gwiazda wśród młodego pokolenia, ale i ból głowy mierzących się z nim przeciwników

O Hiszpańskim snajperze można mówić godzinami i opisywać tomami tylko po co? Żeby potwierdzić jego klasę? Żeby spróbować zestawić go z najlepszymi na świecie? To wszystko jest zbędne, bo przecież ma dopiero 21 lat. Czego można oczekiwać od 21-latka? Aby skosił trawnik, wyrzucił śmieci, pilnie się uczył, czy zbudował plany na przyszłość. W przypadku Asensio on te plany już realizuje, mało tego, robi to w świetnym dla oka stylu.

Debiutując w Superpucharze Europy, strzelił bramkę. Zrobił to raz jeszcze w kolejnych debiutach – liga, Liga Mistrzów oraz Puchar Hiszpanii. Co mogło się stać, gdy wyjdzie na murawę podczas Superpucharu Hiszpanii, a rywalem będzie FC Barcelona? Jedyną prawidłową odpowiedzią jest – strzelić bramkę i to nie byle jaką bramkę.

“Jestem ambitnym człowiekiem i tak jak wszyscy inni, chciałbym grać jak najwięcej i zbierać minuty. Tu, gdzie jestem, zaprowadziły mnie spokój, poświęcenie i ciężka praca”.

W swoim dorobku klubowym brakuje mu wyłącznie Pucharu Króla, ale to niewielkie zmartwienie nowego “Galaktycznego”. Prawdziwa zagwozdka brzmi następująco – Co dalej? Chyba nic odkrywczego nie powiem, że spełnieniem każdego piłkarza są sukcesy w barwach narodowych. Kto przecież nie marzył z nas za dzieciaka o wzniesieniu tego lśniącego pucharu Mistrzostw Świata. Hiszpania wydaje się, iż swoje 5 minut już miała. 2008 rok i zwycięstwo w Mistrzostwach Europy, powtórka dwa lata później w MŚ i jeszcze raz zdobywają Stary Kontynent w 2012. Koncepcja w końcu się wyrobiła, normalna sprawa. Czas odbudowy nie musi trwać w nieskończoność, bo mając taką generację młodych, zdolnych zawodników można samą prezentacją przyprawić przeciwnika o mdłości. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, jeśli tak to można ująć. Jak mocnym aspektem w tym całym kolektywie będzie Asensio? Śmiem stwierdzić, iż długo na odpowiedź czekać nie będziemy.

Słowem końcowym, o czym warto pamiętać, a gdzie jest pies pogrzebany

W 2013 roku średnia szkółki Realu, czyli Castilli wynosiła 21,2. Już wtedy tę ekipę zaliczano do dolnej części tabeli statystycznej wieku zawodników hiszpańskich drużyn. Warto dodać, że na przełomie sezonu 14/15 większość drużyn od Segunda División plasowało się na podobnym poziomie w tej kwestii. Taki rezultat musiał mieć odbicie w przyszłości i mimo wielokrotnych narzekań na złą politykę transferową, teraz możemy tylko puścić to w zapomnienie.

Obecnie kadra “Los Blancos” została odmłodzona do 25,3 lat. Dla porównania zestawmy ją z erą Carlosa Queiroza, gdzie mówiono o wielkim kryzysie ze względu na liczne porażki. Tamten podstarzały zespół liczył średnią w wysokości 29,2 lat.

Koniec końców, najlepsze sformułowanie mające na celu potwierdzenie mych dzisiejszych słów oraz poniekąd dostrzeżenie teorii zataczającego się koła zostawiłem na puentę: Królewscy wydali w tym okienku transferowym 42,5 miliona euro, a zarobili 141 mln euro.