janczyk
sport.tvp.pl

W poniedziałkowy poranek przyszedł czas na coś niespotykanego na naszym portalu – recenzję książki. Książki, o której ostatnio jest bardzo głośno, czyli biografia Dawida Janczyka, napisana wraz z dziennikarzem Piotrem Dobrowolskim.

Nie będę owijał w bawełnę. Nie pamiętam gry Janczyka na Mistrzostwach Świata U-20 w Kanadzie. Ciężko jednak, żebym pamiętał, bo miałem wtedy zaledwie niecałe 5 lat. O Janczyku usłyszałem dopiero po “zakończeniu” jego kariery. Właśnie dlatego chciałem przeczytać jego książkę – zawodnika, który był uznawany za największy piłkarski talent w naszym kraju od lat.

Czytając tę książkę miałem mieszane uczucia, ale na przekór oczekiwaniom nie było to współczucie, bo takowego wcale nie czułem. Czułem natomiast złość z domieszką swego rodzaju rozczarowania. 320 stron pożarłem w niecałe trzy doby. Mniej więcej do połowy publikację czyta się bez większych emocji. Janczyk bardzo wcześnie uwierzył w siebie, miał za sobą jeden dobry turniej, pokopał trochę w Ekstraklasie i za bardzo duże, jak na tamte czasy pieniądze, wyjechał do rosyjskiego CSKA.

Tam też zaczęły się jego pierwsze problemy z brakiem gry regularnej gry. W tym miejscu zatrzymam się na krótką chwilę bowiem mam do kolegi Janczyka pierwsze pytanie. Co miały wnieść do jego kariery i w jaki sposób miało mu pomóc, upijanie się do nieprzytomności w najlepszych klubach w Warszawie czy Londynie, wydając tam na imprezy po kilkadziesiąt tysięcy euro? Może ktoś wie, ale ja nie mam zielonego pojęcia.

Otoczony złymi ludźmi

Obecnie mówi się, że najgorzej prowadzone kariery to te Bartosza Kapustki i Bartłomieja Drągowskiego. Dawid Janczyk, podobnie jak wspomniana dwójka, również miał źle prowadzoną karierę. Piłkarz z Nowego Sącza był otoczony złymi ludźmi, którzy traktowali go jak bankomat i sprowadzili na złą drogę. Zrzucanie winy tylko na nich byłoby jednak błędem. Wobec tego kolejną rzeczą, której nie rozumiem, w czym miał mu pomóc alkohol? Może się wymądrzam. Nie jestem dorosły, nie mam większych problemów, to co mogę wiedzieć? Pewnie nie dużo. Aczkolwiek naprawdę nie wiem, czego oczekiwał Dawid. Jego “popijanie” zaczęło się bardzo szybko, nawet gdy grał jeszcze w Legii, a sama jego geneza jest ciężka do zrozumienia.

Rzeczą, która chyba najbardziej mnie denerwowała w tej książce były wywiady. Przynajmniej te z początku książki, wszystkie prowadzone w ten sam sposób. Pytanie: “Czy spodziewałeś się, że Dawid będzie miał problemy z alkoholem”? I zaraz po tym odpowiedź: “Nie, nigdy bym się nie spodziewał, w szatni był bardzo spokojny, nie wychylał się przed szereg”. Pierwsze wywiady wyglądają, jak napisane na podstawie jednego i tego samego wzorca.

Zmarnowana szansa na własne życzenie

W końcu CSKA Moskwa zdecydowało się wypożyczyć Dawida do belgijskiego Lokeren. Była to dla niego duża szansa, którą przez alkohol i własną głupotę stracił. Na miejscu miał byłego świetnego reprezentanta Polski Włodzimierza Lubańskiego, który w belgijskim miasteczku miał wręcz status legendy, wszyscy w klubie liczyli się z jego zdaniem. Trzeba to przyznać, Janczyk miał słabą głowę. Może nie do procentów, ale do życia. Od tego momentu zaczyna się ten schemat w każdym następnym klubie. Ciężka, wręcz mordercza praca na treningach po libacjach, powrót do niezłej formy i skuteczna walka o miejsce w pierwszym składzie. Wszystko, co dobre kończy się jednak niezwykle szybko. Dawid znów siadał na ławce, ponownie topił swoje emocje w alkoholu, pojawiała się pewna refleksja i Janczyk znów od nowa, po kolei, przechodził wszystkie wspomniane etapy w kolejnych klubach. Wtedy jeszcze miał pieniądze, więc było za co pić, później – już w Polsce – o te pieniądze było z miesiąca na miesiąc coraz trudniej.

Upadek coraz niżej

Po Lokeren miały być europejskie puchary w Germinalu, ale z tych europejskich pucharów nic nie wyszło. Przyszło za to niewypłacalność i ostateczne bankructwo. Decyzja o przejściu do tego klubu była chyba jedną z najgorszych w karierze Janczyka. W Lokeren radził sobie całkiem dobrze, zarabiał, był szanowany, gdy grał, to nie upijał się do przytomności, ale kolejna głupia decyzja i skończyło się na braku gry w marnym Germinalu. W tym miejscu zadziałał znów schemat, o którym pisałem wcześniej.

Swoją drogą trzeba przyznać, że CSKA również zrobiło niezłe świństwo, gdy Janczyk był ich zawodnikiem. “Armiejcy” nie dbali o Janczyka, jak o swojego i wysyłając na wypożyczenia w coraz to większe “dziury” nie ułatwiali sprawy. Podobno do teraz są mu winni około miliona euro, ale ile w tym prawdy to nie wiem. Od wypożyczenia na Ukrainę przestał być piłkarzem, który sięgał po alkohol, został alkoholikiem, który gra w piłkę.

Powrót do Polski

Najpierw była Korona Kielce, następnie Piast Gliwice, a później Sandecja Nowy Sącz. W międzyczasie trzeba też napisać o zamkniętych oddziałach terapii, izbach wytrzeźwień oraz wizytach pogotowia. Jeśli jeszcze do pewnego momentu książki darzyłem go szacunkiem, to po późniejszych fragmentach ten szacunek straciłem całkowicie. Raczej bezpowrotnie. Są tam fragmenty o tym, gdy ratowano mu jednej nocy życie aż pięć razy razy. Jest też fragment na temat wyniesienia wisiorka córki do lombardu tylko po to, żeby uraczyć się wysokoprocentowymi trunkami.

Jak już wspomniałem o córce, to zatrzymajmy się na chwile przy rodzinie. Dawid ma żonę – Dominikę oraz dwójkę dzieci. Rzecz, na którą byłem po prostu wściekły to fakt, że pił nawet gdy bliscy byli przy nim. Może nie na ich oczach, ale jednak przy nich. Dziwię się jego żonie, że po tych dziesiątkach razy, gdy wyprowadzała się do swoich rodziców nie zdecydowała się na rozwód. Za każdym razem dostawał od niej drugą szansę, a on za każdym razem tę szansę koncertowo marnował. Na marginesie – Dominika musi naprawdę kochać Dawida. Dla niej wielki szacunek.

To samo było z klubami. Dano mu szansę w Koronie, to się obraził, że siedzi na ławce i zaczął pić. Karierę próbował mu ratować Zdzisław Kręcina w Piaście Gliwice, to nagle wpadł na pomysł, żeby znów zacząć pić, mimo że wódka zrujnowała jego życie. Dostał ostatnią szansę w Sandecji i też wrócił do picia, chociaż zdawał sobie sprawę, że nikt nigdy do poważnej piłki już go nie weźmie.

I znów od nowa

Pod koniec biografii możemy przeczytać rozmowę z jego mamą, która zarzuca synowej, że nie wystarczająco pomagała swemu mężowi. Sama pani Krystyna Janczyk opowiada o tysiącach przejechanych kilometrów między Nowym Sączem, a Warszawą oraz o setkach tysięcy złotych, które dała na życie swojemu synowi. Padają tam mocne słowa mianowicie: “Może nie powinnam tego mówić, ale w 99 przypadkach na 100, jeżeli mężczyzna tak się zachowuje, jeżeli regularnie pije, to zazwyczaj dzieje się tak przez kobietę”.

Podsumowanie

Ciężko mi powiedzieć, czy książka mi się podobała, czy nie. Uważam jednak, że jest warta przeczytania przez każdego młodego piłkarza – jako przestroga i drogowskaz na dalsze lata kariery.. Dawid na końcu pisze, że książka, w której szczerze opisuje swoją drogę pozwoli mu na ostatnią szansę, w jakimś większym klubie. Boje się, że może być o to trudno, ale Dawid znalazł nowy klub.

Szansę postanowił mu dać w swoim B-klasowym KTS Weszło dziennikarz Krzysztof Stanowski. Co jest przerażające napisał ostatnio, że próbował się z Dawidem umówić, aby w końcu ten stawił się na treningu KTS-u. Janczyk jednak błagał go o 50 zł na wódkę, bo w innym przypadku będzie musiał te pieniądze ukraść. Wydawało mi się, że tak “mocna” biografia zgra się w czasie z wyjściem Dawida na prostą. Tymczasem okazuje się, że nic się nie zmieniło i jest dokładnie tak samo, jak było wcześniej. Natomiast sama książka jest dla Janczyka tylko i wyłącznie windą do ponownej popularności.