Japonia u20
Photo by Alex Livesey ? FIFA/FIFA via Getty Images

Rozbrojona Japonia. “Kraj Kwitnącej Wiśni” w poszukiwaniu alternatywnego rozwiązania.

Reprezentacja młodzieżowa ma to do siebie, że gdy przyjdzie potrzeba, to ustępuje głównej, seniorskiej. Selekcjoner Japonii U-20 bardzo dosadnie o ów zasadzie przekonał się na własnej skórze. W tegorocznej edycji Copa America udział wezmą dwa zaproszone zespoły – Katar i Japonia. Podopieczni Hajime Moriyasu, choć właściwie nie mają wyznaczonego celu, to do rozgrywek podchodzą z nadzieją na przyzwoity występ. Turniej w Brazylii ma być również szansą na sprawdzenie nowych kadrowiczów.

U-20: NOWA ZELANDIA BEZ SWOJEGO SNAJPERA? – SPRAWDŹ TUTAJ!

I tu pojawia się zgrzyt, który wpływa na drużynę do lat 20. Ta przecież jest uczestnikiem mistrzostw rozgrywanych w Polsce. Zgodnie z zasadami FIFA powołanie do pierwszej reprezentacji ma pierwszeństwo, jeśli mówimy o turnieju kontynentalnym. Japończycy natomiast w Copa America zagrają jako zespół zaproszony, więc według regulaminu nie ma konieczności nadania priorytetu. Niemniej jednak gra w zespole seniorskim często stawiana jest na szczycie bez względu na wagę rozgrywek.

Kogo zabrakło w Polsce?

Jednym z wielkich nieobecnych jest Hiroki Abe. 20-latek regularnie grający w Kashima Antlers w tym sezonie wielu bramek nie zdobył, mimo że dyspozycję Japończyka można uznać za więcej niż przyzwoitą, o czym świadczy również przejęcie klubowej “dziesiątki”. Abe to także wyraźna osobowość, więc i słabszą dyspozycję w przeciągu kilku chwil potrafi zamienić na “one man show”.

Z układanki selekcjonera Masangi Kageyamy wypadł także Takefusa Kubo. 17-latek to wschodząca gwiazda japońskiej piłki. Dwa lata temu jako reprezentant kadry U-17, otrzymał powołanie do zespołu U-20. Nastolatek do tej pory grał w każdej możliwej sekcji, odkąd skończył 14 lat, a już rok później grał dla klubowych rezerw! Dla Kubo gra na wysokim poziomie to chleb powszedni, co potwierdza między innymi powołanie do kadry U-21, czy tegoroczny angaż już w pierwszej reprezentacji. Taki obrót spraw oznacza, że do kadry U-20 prawdopodobnie już nie wróci nawet po turnieju w Polsce.

“Cudowny dzieciak” jak nazywany jest w kraju, błyskawicznie znalazł się na celowniku europejskich potęg. W tym pod lupą FC Barcelony, dla której w przeszłości już grał. Prawdopodobnie latem opuści rodzinne strony. 17-latek ma zaledwie 173 centymetry wzrostu i waży niespełna 67 kilogramów. Wielu porównuje go do starszego Ritsu Doana, który w ostatnim czasie jest częstym wyznacznikiem progresu dla młodych Japończyków. W przypadku Takefusy wszystko wydaje się rozwijać o wiele szybciej.

Młoda kadra Japonii nie skorzysta także z usług Keisuke Osako. 19-letni bramkarz jest graczem podstawowej jedenastki Sanfrecce Hiroshima, grającej w pierwszej lidze. Odkąd przejął pierwsze rękawice, wpuścił tylko dziewięć bramek.

Nieobecności ciąg dalszy…

Z reprezentacji w ostatniej chwili wypadł Daiki Hashioka. 20-latek w kwietniu nabawił się urazu (ścięgno udowe), który wykluczył go z mundialu. Tytanowy defensor Urawy, umiejący grać również w drugiej linii miał być jednym z głównych kandydatów do walki o pierwszy skład.

Japonia u20
AFC

Yuta Taki także z powodu kontuzji nie znalazł się w finalnym zestawieniu. Zawodnik Shimizu S-Pulse w tym sezonie rozegrał 14 meczów i strzelił cztery gole. Pomocnik niewielkich rozmiarów naciągnął mięsień tuż przed turniejem.

Kto lekarstwem na brak gwiazd?

Zespół Kageyamy jest zmuszony sięgnąć do tradycyjnej dla Japończyków filozofii, skupiającej się na jedności. Braki poszczególnych piłkarzy mają dopełniać partnerzy zależnie od stylu prezentowanego przez przeciwnika. Niemniej jednak i w obecnej kadrze Japonii można wyróżnić drugoplanowe postacie, dla których brak czołowych gwiazd może okazać się korzystny.

Podczas mistrzostw w Polsce warto zwrócić uwagę na pomocnika Kote Yamadę, gracza Yokohamy. Z peletonu wyrwać się może także Kyosuke Tagawa, który dzięki sporemu doświadczeniu może w trudnych momentach sam zagrzać zespół do walki. Porządnym punktem powinien być również Mitsuki Saito. Niewielka budowa wcale nie przeszkadza mu w skutecznym przechwytywaniu futbolówki.

Autor: Michał Kwieciński