Bogdan
Michał Grzela

O szkoleniu w największych polskich klubach można rozmawiać godzinami. Idealną okazją do uskuteczniania przywołanego procederu są turnieje juniorskie, na których obecni są trenerzy – ludzie znający temat od podszewki. Nie inaczej było w Jarocinie, gdzie w zeszły weekend odbył się turniej “The Royal Cup”. Jeden z naszych rozmówców, Marcin Bogdan, opiekun rocznika 2008 Cracovii, zdradza, jak wygląda proces kształtowania piłkarza w akademii “Pasów”.

Co się tyczy kwestii absolutnie podstawowej, a więc sposobów uzupełniania, a poniekąd i tworzenia kadr akademii, wyróżnia się trzy sposoby. “Szukamy piłkarzy. Są trzy drogi: przychodzą do nas sami, obserwujemy piłkarzy z mniejszych klubów, takich jak chociażby Wierchy Rabka. Kwestia jest tylko tego, czy dany trener chce temu chłopcu pomóc. W pewnym momencie, jeśli chłopak chce się dalej rozwijać, to musi zmienić klub na większy. Ostatnia – trzecia droga – to skaut będący trenerem. Ze względu na to, że szkolimy do wieku trampkarza młodszego skupia się on na regionie Małopolski” – opowiada Marcin Bogdan.

CLJ: GKS BEŁCHATÓW ODDALA SIĘ OD UTRZYMANIA!

W ostatni weekend kwietnia do Jarocina przyjechało 13 zawodników z grupy A rocznika 2008 Cracovii. Na co dzień trener Bogdan ma do dyspozycji 20 graczy. Tak, jak w wielu innych polskich akademiach, “Pasy” dysponują w roczniku dwiema grupami. Pierwsza z nich utożsamiana jest z wyższym poziomem sportowym. “Staramy się, aby grupy A faktycznie były topowe” – przyznaje Marcin Bogdan.

Zachodnia piłka im niestraszna

Dobra postawa i 1. miejsce w fazie grupowej sprawiło, że Cracovia znalazła się w grze o końcowy triumf w “The Royal Cup”. W fazie finałowej przeciwnikami “Pasów” były Arkonia Szczecin, Pogoń Szczecin, Lech Poznań, Juventus oraz Benfika. Dla zespołu z Małopolski okazja do gry zwłaszcza z dwoma ostatnimi drużynami była odejściem od tego, z czym spotykają się na co dzień. “To nie są drużyny, z którymi możemy mierzyć się co tydzień, choć bardzo byśmy chcieli” – mówi trener Bogdan. “Fajnie jest zmierzyć się z takimi ekipami. Możemy zobaczyć, gdzie my tak naprawdę jesteśmy i nawet nie czy, ale ile na ten moment nam brakuje” – dodaje po chwili.

“Pasy” zarówno meczem z Benfiką, jak i Juventusem wzbogaciły swój dorobek punktowy o jedno oczko. “Myślałem, że będzie to lepiej wyglądać z ich strony. Wydawało nam się, że nie wyjdziemy ze swojej połówki” – stwierdził po bezbramkowym remisie z Juventusem trener Bogdan. Podkreślił również, że zdecydowanie bardziej podobała mu się gra przyszłego triumfatora turnieju – Lecha Poznań, który pokonał Cracovię aż 4:1.

Dwa bezbramkowe remisy Cracovii, zwycięstwa Pogoni, a także Lecha w wielkim finale z rywalami, którzy słusznie kojarzyć się mogą z wielką europejską piłką, sugerują, że polskie zespoły w żadnym stopniu nie odstają od tych zachodnich. Co zatem sprawia, że za kilka lat najprawdopodobniej powstanie dysonans, który będzie przemawiał na korzyść chłopców z Juventusu, czy Benfiki?

Sztab ludzi – klucz do długoterminowego sukcesu

Nie jest tajemnicą, że na taki stan rzeczy składa się kilka czynników. “Sam byłem kiedyś przez tydzień w akademii Benfiki, zobaczyć, jak to wygląda. Naprawdę można pozazdrościć – samego obiektu, jego lokalizacji, a także fantastycznej selekcji” – opowiada Marcin Bogdan. Do tego wszystkiego dochodzi również liczba ludzi, która zatrudniana jest do pracy przy jednym zespole. “Przy każdym roczniku jest sześciu, siedmiu trenerów. Jest analityk, kierownik, każdy ma jakieś zadanie – jeden ma obserwować przeciwnika, drugi jest od przygotowania motorycznego, a jeszcze inny ma zajmować się analizą meczu. W Cracovii mam asystenta i tak naprawdę we dwóch musimy wszystko ogarnąć” – dzieli się swoimi doświadczeniami trener Bogdan.

Wystarczy pojechać na kilka międzynarodowych turniejów, aby dostrzec, że kluby, nawet te, wydawać by się mogło ze średniej europejskiej półki, już od najmłodszych lat kreują drużyny na wzór tych dorosłych. Tego w Polsce brakuje i jak widać nie jest to problem tylko najmniejszych podmiotów w naszym kraju. To, że w krakowskiej Bronowiance dopiero teraz wprowadzany jest do każdego rocznika drugi trener, wyrozumiały człowiek zdoła przyjąć do wiadomości. Natomiast fakt, że podobnej natury problemy dotykają kluby, które swoich przedstawicieli mają w Ekstraklasie, ciężko zaakceptować.

Dwa podmioty – jedna całość

Pozostając w temacie przywołanej Ekstraklasy warto odpowiedzieć sobie na pytanie, jak w Cracovii wygląda przejście między akademią, a klubem jako takim, który szkoli już pod kątem seniorskiej piłki. “Akademia i MKS to są dwa oddzielne podmioty, jednak współpraca między nimi jest ścisła. My dostarczamy zawodników do MKS-u” – mówi Marcin Bogdan, który jak się okazuje, jest pracownikiem obu podmiotów. Trener rocznika 2008 sprawuje pieczę także nad zawodnikami urodzonymi w 2005 roku. Dla nich sezon 2018/19 jest pierwszym pod egidą MKS-u. Oznacza to, że chłopcy opuszczają akademię w wieku trampkarza młodszego, a więc 13 lat.

Bogdan
Michał Grzela

Czy wobec tego wszyscy piłkarze z akademii automatycznie przenoszą się do MKS-u? Marcin Bogdan wyjaśnia krok po kroku cały proceder: “Trener, który będzie przejmował rocznik w MKS-ie, na koniec sezonu spotyka się z koordynatorem akademii. Organizujemy również test mecze, bo tych zawodników naprawdę jest dużo. W samym roczniku 2006 jest około 40 chłopaków, a musimy do MKS-u dostarczyć 25. Trzeba jednak pamiętać, że to trener, który będzie za ten rocznik odpowiedzialny już w MKS-ie, sam decyduje, ile on chce mieć zawodników”.

Przyszłość w naszych rękach

Szkolenia młodych adeptów futbolu z pewnością nie zakwalifikujemy do prac lekkich i przyjemnych. Warunki w naszym kraju są coraz lepsze, ale faktem jest, że elementy, składające się na ten proces, dopiero zmierzają ku lepszemu. To cieszy i daje nadzieję, że w przyszłości świadomość włodarzy i ich chęć inwestowana w młodzież nie będzie ogólnopolskim ewenementem. Cracovia to klub, który nie odstaje od uśrednionego poziomu i choć na ten moment nie wyróżnia się na tle pozostałych, to widać tu chęć do kompleksowego i przemyślanego działania. Problem braku rąk do pracy oraz ludzie, których lista zadań do wykonania jest długa, niczym podróż z Warszawy do Zakopanego starym polonezem, to niestety codzienności większości klubów w naszym kraju. “Nie pozostaje nic innego, jak tylko zacisnąć zęby i robić swoje” – zakończył Marcin Bogdan.