Honduras, młodzieżowy mundial
sport.tvp.pl

Przed nami dwa ostatnie spotkania mistrzostw świata do lat 20. Śmiało można powiedzieć, że to turniej obfitujący w zaskoczenia i niespodziewane rezultaty. Faworyci zostali odprawieni z kwitkiem, a o medale zawalczą głównie zespoły z łatką “czarnych koni”.

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który jeszcze w maju wieszczył tak szybkie odpadnięcie z mistrzostw reprezentacji Portugalii czy Argentyny. Niech przed szereg wyjdą eksperci, którzy po fazie grupowej spodziewali się tak długiej obecności Ekwadoru w Polsce. Wreszcie niech ujawni się człowiek, który stawiał na Ukrainę czy Koreę w finale. Obiektywnie wszystkie z tych zdarzeń były mało prawdopodobne. Co dopiero pomyśleć, że wszystkie się spełniły.

Najszybszą i całkiem trafną kontrą byłoby powiedzenie, że przecież to piłka młodzieżowa. W niej sytuację irracjonalne mają miejsce znacznie częściej niż w profesjonalnej piłce. Jednak nie do końca zgodne z prawdą jest, iż to właśnie ta “młodzieżowość” najlepszych drużyn zaprowadziła je tak daleko. Sprawdziły się podobne schematy, które doprowadziły Francję do mistrzostwa świata w Rosji. Kluczowa okazała się dojrzałość, kolektywność i dobrze zorganizowana defensywa. Faworyci okazali się piłkarsko niedojrzali. Momentami wydawało się, że piłkarze Portugalii czy Francji mieli przeświadczenie, że grając bez większego wysiłku, konsekwencją wygrają bój z rówieśnikami. Nie należy odbierać im zaangażowania, ale było go trochę mniej niż u tych, którzy zaszli daleko.

Dyscyplina, ale nie “autobus”

Dyscyplina taktyczna okazała się bardzo ważna, a nawet kluczowa w fazie pucharowej czempionatu. Gdy spojrzymy na parę finalistów, możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to ułożone, pewne swoich atutów drużyny, których taktyka to złoty środek pomiędzy zorganizowaną i kompaktową defensywą a młodzieżową kreatywnością w ofensywie. Ukraina i Korea to najpewniej drużyny, których schematy są najbardziej widoczne na boisku. Jednocześnie, gdy spojrzymy na fragmenty chociażby półfinałów, Korea wcale nie chowała się za podwójną gardą, a Ukraina nie postawiła autobusu przed własnym polem karnym. Prawdopodobnie, nawet gdyby podopieczni Petrakova i Jung-Yonga chcieli zastosować jakieś skomplikowane warianty taktyczne, nie udałoby im się to, ponieważ to wciąż piłka młodzieżowa, za dużo w niej błędów indywidualnych.

CLJ U-17: LECH GROMI KORONĘ I JEST W FINALE!

W zasadzie już po 1/8 finału było wiadomo, że to jest i będzie turniej niespodzianek. Przebojowe Mali po pełnym najnudniejszych przestojów i najciekawszych fragmentów spotkaniu wyeliminowało Argentyńczyków. Reprezentacja Mali zaskarbiła sobie serca wielu kibiców, szczególnie w Bielsko-Białej, gdzie Polacy konsekwentnie dopingowali Afrykańczykom. Malijczykom jednak zabrakło tego, z czym zaczęli turniej. Mahamoutou Kane w fazie grupowej postawił na twardą defensywę i ofensywnie usposobieni piłkarze Mali z początku wydawali się trochę uwięzieni w systemie. Na szczęście dla kibiców, defensywna strategia Kane’a nie wypaliła i Malijczycy potrafili niejednokrotnie grać – jak to mówi Jurgen Klopp – heavy metal. Konfrontacje z Arabią Saudyjską, Francją, Argentyną i Włochami okazały się fenomenalnymi koncertami.

O włos w finale

Piłkarskich thrillerów nie omieszkali zaprezentować kibicom również Koreańczycy z Południa. Finalista znany z minimalizmu w ćwierćfinale musiał momentalnie przestawić wajchę i dać całą naprzód, gdy Senegal atakował. Po 90 minutach wydawało się, że Afrykańczycy są już o krok od półfinału, ale Lee Ji-Sol uratował Azjatów. Chwilę później bardziej szalona dogrywka. Kiedy wydawało się, że więcej dramaturgii nie może już być, Koreańczycy fatalnie zaczęli serie rzutów karnych, żeby na końcu wyjść zwycięska ręką. Pokazali niesamowity charakter, który poniósł ich do finału. Wszystkim zarządza “Generał” Lee Kangin, który może tylko żałować, że już jest zawodnikiem Valencii, bo tak zgłosiłyby się po niego największe kluby Europy. Dwóch reprezentantów Korei wciąż gra w drużynach uniwersyteckich. Właściwie należy mówić w czasie przeszłym, bo po takim występie nie ma szans, że ktoś ich stamtąd nie wyciągnie.

Co więcej zaskoczy?

Przed turniejem dużo mówiło się o RPA, Nigerii, Mali czy Japonii, jako o kandydatach na czarnego konia. Gdy spojrzy się na rozkład koszyków, w najlepszej czwórce mistrzostw nie znalazł się żaden zespół z pierwszego koszyka. W finale zmierzy się przedostatnia ekipa drugiego koszyka z przedostatnią drużyną trzeciego koszyka! Królem strzelców mistrzostw świata zostanie Erling Haland, który wszystkie dziewięć goli zdobył w jednym spotkaniu z Hondurasem. Trochę tych absurdów doświadczyliśmy, ale absolutnie nie świadczy to o słabym poziomie mistrzostw, a wręcz przeciwnie, bo faworyci wcale tragicznie nie grali, a odpadli zasłużenie.

Ostatnim absurdem, zaskoczeniem i lekkim rozczarowaniem jest już sprawa zupełnie pozaboiskowa. Po EURO U-21 wszyscy chyba spodziewali się większej widowni na meczach mistrzostw świata. Kibice faktycznie uwierzyli, że do Polski przyjeżdżają przyszłe gwiazdy futbolu i popyt na bilety był, jednak przeszkodą okazał się… system biletowy FIFA. Problemy logistyczne były bolączką wielu kibiców, którzy ochoczo wybierali się na stadion, by uświadczyć zamkniętych bram. Nie raz niestety miała miejsce taka sytuacja, kiedy to przy w połowie wypełnionym stadionie, kilka dni przed meczem w systemie nie było już biletów. Na szczęście, jeśli chodzi o tych, którzy na stadion przyszli, trzeba powiedzieć o małym zaskoczeniu, ale pozytywnym. Chociaż w głębi duszy każdy chyba wiedział, że polscy kibice pokażą, jak się dopinguje, nie tylko na meczach rodaków.