MŚ
fot. Wyborcza Lublin

Wiemy już coraz więcej o zbliżającym się mundialu U-20 w Polsce. W niedzielę rozlosowane zostały grupy do turnieju. Nasza reprezentacja znalazła się w bardzo podobnym zestawieniu jak na zeszłorocznych MŚ w Rosji. W grupie zagramy z Kolumbią, Senegalem oraz Tahiti.

Stało się. Żarty znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Reprezentacja Polski do lat 20 wylosowała w grupie dwóch z trzech możliwych przeciwników, z którymi mierzyliśmy się na nieudanym mundialu w 2018 roku. W dodatku obie ekipy, z którymi zmierzymy się w maju, pokonały naszą dorosłą reprezentację w czerwcu ubiegłego roku.

Nierzadko w życiu zdarza się, że los daje szansę rehabilitacji, a człowiek (lub jak tutaj, drużyna) szybko może przekreślić swoje poprzednie niepowodzenia. Oczywiście mowa tutaj o dwóch zupełnie innych reprezentacjach, które oprócz przynależności narodowej nie mają ze sobą praktycznie nic wspólnego. Jednak młodzi Polacy mogą pokazać swoim rówieśnikom z innych kontynentów, że choć starsi koledzy się nie popisali, nie stanie się to regułą.

Szansa czy zdwojona presja?

Możemy to losowanie traktować dwojako. Może być to dodatkowa dawka motywacji dla chłopaków, którzy będą za wszelką cenę chcieli zmazać plamę po kompromitacjach drużyny Nawałki. Z drugiej strony musimy pamiętać, że w tym przypadku wzrośnie presja związana właśnie z wcześniejszymi wynikami. Teoretycznie profesjonalni sportowcy nie powinni przejmować się historycznymi meczami, szczególnie gdy nie brali w nich udziału i nie mieli najmniejszego wpływu na ich przebieg.

CLJ U-17: ESCOLA O KROK OD MISTRZOSTWA! CO POSZŁO NIE TAK?

Należy jednak pamiętać, że mamy do czynienia z młodzieżą, która wszelką presje chłonie doskonale i takie dodatkowe smaczki tylko zaogniają stres. Do dobrych stron takiego wyniku losowania należy przyjąć, że mamy nieco lepszy ogląd na przeciwników, z jakimi przyjdzie nam się mierzyć. Znamy atuty Senegalczyków i Kolumbijczyków.

Wiemy, że Afrykańczyków w żadnej mierze nie można lekceważyć i trzeba się przeciwstawić ich wyraźnej sile fizycznej. Młodzież z Ameryki Południowej na pewno będzie opiewała w fantazję i przebojowość utalentowanych Kolumbijczyków. To ogólniki, ale punkt wyjścia jest na pewno lepszy, niż przed rokiem.

Mają większe doświadczenie

Co ciekawe, Senegal w grupie na Mistrzostwach Świata U-20 był z Kolumbią również w 2015 roku. Cztery lata temu padł remis 0:0. Na boisku m.in. był obecny piłkarz Tottenhamu, Davinson Sanchez. Obie ekipy wyszły wtedy z grupy C, a Senegalczycy zdołali zająć czwarte miejsce. W meczu dwóch przegranych półfinalistów zmierzyli się z reprezentacją Mali, co tym bardziej pokazuje, ile na młodzieżowych turniejach potrafią dodać cechy fizyczne zawodników.

Senegalczycy na największej młodzieżowej imprezie świata byli także w 2017 roku. Ponownie udało im się wyjść z grupy, jednak odpadli już w 1/8 finału, ulegając Meksykowi 0:1. Dla Kolumbii ostatnie lata reprezentacji do lat U-20 nie były specjalnie udane. Do tegorocznych mistrzostw zakwalifikowali się jako ostatnia z czterech premiowanych awansem drużyn z latynoskiego turnieju.

Polska z przeciwnikiem spoza Europy w tej kategorii wiekowej nie grała od… 2007 roku. Ponad dekadę temu, kiedy w młodzieżowej kadrze bramki z rzutów wolnych zdobywał Grzegorz Krychowiak, reprezentacja U-20 wyszła z grupy na MŚ, by w 1/8 ulec Argentynie. Mamy więc dość nikłe doświadczenie, jeśli chodzi o pojedynki z interkontynentalnym towarzystwem.

Podobnie sytuacja ma się na Tahiti. Tam natomiast reprezentacja to półamatorscy piłkarze, którzy uprawianie swojej ukochanej dyscypliny łączą z pracą. Dla tych piłkarzy przyjazd do Europy to w większości pierwsza szansa, aby zetknąć się z kulturą starego kontynentu. Tak więc kreuje się nasza grupa, która reporterskich smaczków ma w sobie aż za dużo.

Ukryta kamera

Pięknie to wszystko, na gorąco po losowaniu, podsumował w swoim pytaniu do selekcjonera Magiery Adam Delimat, dziennikarz Łączy Nas Piłka.

“Panie Trenerze, kiedy Fernando Couto najpierw wylosował Kolumbię, później Bebeto Senegal, poczuł się pan troszkę jak w ukrytej kamerze?”

“Nie, uśmiechnąłem się oczywiście, bo wiedziałem, że taka grupa, jak w Rosji może zostać wylosowana. Rozmawiając nawet w kuluarowych spotkaniach z prezesem Bońkiem, czy też z innymi ludźmi w PZPN, mówimy, że taka grupa może być. Natomiast co innego, kiedy się żartuje, rozmawia luźno, a co innego, kiedy już mamy tych przeciwników na poważnie. […] Wpływu na to, kogo wylosujemy, nie mamy, wpływ mamy na to, jak ta drużyna będzie przygotowana do MŚ”.

Bez zaskoczenia odpowiedział selekcjoner. Takie spokojne, wyrachowane przesłanie na pewno musi trafić teraz do głowy zawodników. To właśnie w roli trenera leży, abyśmy do maja pozbyli się jakichkolwiek kompleksów związanych z przeciwnikami na MŚ. Co ważne, przed mistrzostwami zmierzymy się z Japonią, a więc kolejnym symbolicznym dla nas przeciwnikiem zza kontynentu.

Być może przywiązywanie właśnie takiej symboliki to rola tylko i wyłącznie dziennikarzy. Dziś jednak nie ma złudzeń co do tego, że drużyna Magiery ma do zabliźnienia stare rany. Ma szansę pokazać, że mistrzostwa świata nie muszą być dla nas tylko kolejną przełykaną goryczką i lekcją, która wciąż się powtarza.