Przybylski
Foroyar

Wielu uważa, że poziom futbolu na Wyspach Owczych jest mizerny. Ciężko się nie zgodzić, choć nie było nam do śmiechu po ostatnim remisie z Farerami w eliminacjach do Euro U21. Tamtejszą kulturę doskonale zna Michał Przybylski, który na tej malutkiej wyspie spędził niemal całe życie. 

Na Wyspy Owcze wyjechał w wieku 3 lat. Tam został już na dobre u boku ojca, Tomasza Przybylskiego. Co ciekawe, pan Tomasz z piłką miał co nieco wspólnego. Przed wyjazdem był piłkarzem Floty Świnoujście, którą opuścił w fatalnych okolicznościach. Od tamtej pory na obczyźnie zajął się przede wszystkim dobrze płatną pracą – budowaniem łodzi. Ciągle pamiętał jednak o rozwoju swojego syna.

Krajobraz, drugi dom i farerska ekstraklasa

Góry. To pierwsze, co zobaczyłem po przybyciu na Wyspy Owcze. Są tam wszędzie, w Świnoujściu ich nie widziałem. Wszędzie leżał śnieg – tak swój przyjazd do ojca zapamiętał 20-latek. Zdziwiły go tamtejsze zwyczaje i sposób bycia. Tam nie zamyka się domów ani samochodów, a kradzieże zdarzają się niezwykle rzadko. To państwo “wychowane” na rybach, do czego Polak szybko się przyzwyczaił. Podobnie jak do języka, z którym nie ma najmniejszych problemów. Krótko mówiąc – Przybylski w tym chłodnym kraju czuł się naprawdę szczęśliwie. Szybka aklimatyzacja pozwoliła mu na piłkę, która wkrótce stała się dla niego jedyną opcją na życie. Wyróżniał się w juniorach, aż zadebiutował w farerskiej ekstraklasie. W zeszłym roku został wybrany najlepszym młodym zawodnikiem rozgrywek, na stole pojawiły się propozycje z Norwegii i Danii. Musiały one jednak trochę poczekać…

Z LEGII DO NIEMIEC – WYWIAD Z WOJCIECHEM KOSSMANNEM 

Orzełek na piersi największą przygodą 

Przyszło. Powołanie od trenera Dariusza Gęsiora na zgrupowanie reprezentacji Polski do lat 20. Po przyjeździe do Kluczborka – miejsce zgrupowania – po raz pierwszy w życiu zetknął się z naturalną murawą. Przez całe życie trenował na sztucznej trawie, jednak nie przeszkodziło mu to w debiucie w biało-czerwonych barwach. Było to 9 listopada 2017 roku, a Przybylski pojawił się na placu gry w 60. minucie. Polacy przegrali wówczas z Portugalią 1:2 – był to jak na razie jedyny epizod Michała z orzełkiem na piersi. Jego potencjał skomentował trener Gęsior: W meczu słabo się zaprezentował, ale w treningu wyróżniał się świeżością i nosem do zdobywania bramek z różnych pozycji. Potrafi uderzyć i lewą, i prawą nogą. Ma łatwość dochodzenia do sytuacji, ale i pewne braki techniczne oraz koordynacyjne. Fizycznie nie jest jeszcze za mocny, ale pod kątem instynktu coś w nim jest. A, jak się później okazało, jego przygoda z polskim futbolem dopiero się rozpoczynała…

Transfer – powrót do matki. W Polsce trudniej niż u ojca. 

Po zgrupowaniu został zaproszony na testy do Wisły Płock. Nie zdecydował się jednak na transfer – przeprowadzka byłaby dla niego ogromnym krokiem. Jednak wkrótce ofertę złożył Widzew Łódź. Tutaj Przybylski wątpliwości nie miał – gra w klubie z ekstraklasową przeszłością mu odpowiadała. No i do tego świadomość, że będzie miał przy sobie mamę, która została w Polsce i mieszkała w Łodzi. 20-latek był zachwycony warunkami pracy w Widzewie: Myślę, że Widzew już teraz byłby mistrzem Wysp Owczych. Inne drużyny z III ligi, z którymi graliśmy sparingi, na pewno nie, ale Widzew tak. Wydaje mi się, że zespół jest już przygotowany na II ligę, może nawet na I.

Choć zapowiadało się kolorowo, to rzeczywistość okazała się brutalna. Michałowi było piekielnie trudno wywalczyć miejsce w składzie i przekonać do siebie trenera Franciszka Smudę. Na boisku spędził raptem 63 minuty, głównie grywając w rezerwach Widzewiaków. Wkrótce okazało się, że ponowna wizyta na Wyspach Owczych nastąpi szybciej, niż się spodziewano…

Przybylski
Marcin Zubrzycki / Newspix
Ale to już było!

Przed obecnym sezonem Przybylski został wypożyczony na pół roku do klubu ze stolicy – B36 Torshavn. Dobry wybór? Cóż, farerski futbol zna jak własną kieszeń – mimo, że w lipcu tamtejsza ekstraklasa trwała już w najlepsze, 20-letni pomocnik udowodnił, że wie jak strzelać bramki. W 6 meczach zaliczył 3 strzelone gole i wszystko wskazuje na to, że ten licznik prędko się nie zatrzyma. Jedną kastę zdobył w ostatnim spotkaniu przeciwko EB/Streymur, a jego drużyna zwyciężyła 5:1. Dodatkowo napastnikiem drużyny z Torshavn jest… inny Polak, 30-letni Łukasz Cieślewicz, który swoją przeszłość w głównej mierze, podobnie jak Przybylski, wiązał z krajami skandynawskimi. Klub Polaków zajmuje obecnie 4. miejsce w tabeli z dorobkiem 43 punktów.

Prawdopodobnie w grudniu ponownie ujrzymy Michała w barwach Widzewa. Czy tym razem przekona do siebie sztab łódzkiej ekipy i pozostanie na dłużej w Polsce? Tego mu życzymy – szczęśliwego życia i regularnej gry w ojczyźnie, za którą zapewne tęskni najbardziej.