błaszczykowski
krakow.wyborcza.pl

Jakub Błaszczykowski wczoraj po raz drugi w swojej karierze związał się kontraktem z “Białą Gwiazdą”. Wróćmy jednak do czasów, gdy Kuba był młodym piłkarzem, który dopiero wchodził na piłkarskie salony.

Swoją pierwszą umowę z Wisłą, Błaszczykowski podpisał w wieku 19 lat. Było to na początku stycznia 2005 roku, gdy trenerem Wiślaków był Czech Werner Licka. Ówczesna drużyna była najsilniejszą w Polsce i pewnie zmierzała już po trzecie mistrzostwo z rzędu. W składzie brylowali piłkarze, którzy nie są anonimowi nawet dla tych najmłodszych kibiców. Paweł Brożek, Maciej Stolarczyk, Arkadiusz Głowacki, Tomasz Frankowski, Mirosław Szymkowiak, czy Radosław Sobolewski. Krótko mówiąc, wyborowa ekipa.

Do drużyny dołączył także nieznany szerszej publiczności 19-latek z Truskolasów, który szybko dał się poznać jako utalentowany zawodnik. Do pierwszego składu wszedł praktycznie z miejsca i od razu zaczął rozdawać karty. Na pierwszą bramkę w lidze musiał poczekać do 24 kwietnia 2005 roku i spotkania z Amicą Wronki. Była to bramka na wagę zwycięstwa, ale miała również inne ważne znaczenie. Wisła wygrała we Wronkach pierwszy raz od sześciu lat.

Sport.pl wystawiając zawodnikom noty za cały sezon, pisał o nim wówczas: “Wejście smoka. Przebojowy, nieustępliwy. Dzięki jego rajdom kibice nie tęsknią za Gorawskim. Tylko w konfrontacji z Legią nawet on nic nie wskórał. Szybko został dostrzeżony przez trenera reprezentacji młodzieżowej Władysława Żmudę. Gdyby wszyscy dorównywali mu zaangażowaniem i ambicją, Wisła nie przegrałaby na wiosnę żadnego meczu”.

Kontuzja, która zabrała wiele

Spotkania w trzeciej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów z Panathinaikosem śnią się niektórym w Krakowie do dziś. Po genialnym spotkaniu przy ul. Reymonta, w którym świetnie zagrał nie kto inny, jak 20-letni wówczas Błaszczykowski, rewanż w Atenach miał być tylko formalnością. Niestety, ale Kuba z boiska po pierwszym meczu schodził z wyrazem goryczy na twarzy. Ból lewej nogi nie ustępował i postanowiono przeprowadzić dodatkowe badania. Kontuzja okazała się poważna – złamana kość śródstopia i prawie cała jesień poza grą. W rewanżu już nie zagrał, a Wisła przegrała dotkliwie 1:4, odpadając tym samym z marzeń o Ligę Mistrzów.

Dla młodego piłkarza, który zanotował świetną poprzednią rundę, taka sytuacja musiała być trudna do zaakceptowania. Podczas jego nieobecności Wisła cały czas radziła sobie bardzo dobrze, ale w tabeli krok przed nimi był zespół Legii Warszawa. Kuba do gry wrócił pod koniec listopada w meczu z Arką Gdynia. Zagrał 72 minuty, ale nie uchronił swojej drużyny od porażki.

Łącznie w sezonie 2005/2006 uzbierał na swoim koncie 17 ligowych występów, w których zanotował 5 asyst. Była to kolejna dobra kampania w jego karierze, udowadniająca, że w piłce nożnej może zajść naprawdę daleko.

Ostatni sezon przed wyjazdem

Błaszczykowski w końcu miał okazję zagrać pełny sezon w Ekstraklasie, niewykluczone, że ostatni (obecną umowę podpisał tylko na pół roku – przyp. red.). Wisła sezon rozpoczęła bardzo dobrze. Do 14. kolejki byli niepokonani, ale przytrafiało się im także sporo remisów. Kuba w rundzie jesiennej zdobył dwie bramki. Wtedy nie był już nieznanym piłkarzem z Truskolasów, tylko jednym z najlepszych skrzydłowych w lidze. Transfer do lepszego klubu pozostawał już kwestią czasu.

Druga część sezonu 06/07 nie była już tak udana, jak pierwsza. W Krakowie zaczęły się pojawiać problemy z regularnym punktowaniem. Rozpoczęło się od pierwszej porażki w sezonie z GKS-em Bełchatów. Wisła do meczu podchodziła będąc liderem, a rywale zajmowali ostatnie miejsce na “pudle”. W czołówce było bardzo ciasno, wystarczyły porażki w dwóch kolejnych meczach i Wisła wylądowała na 5. miejscu.

“Biała Gwiazda” zaczęła notować bardzo dużo remisów, zdarzyło się nawet, że trzy kolejne mecze skończyły się wynikiem 0:0. Kuba już wtedy pewnie przypuszczał, że po sezonie odejdzie z drużyny, ale nie odpuszczał i starał się grać, jak najlepiej potrafi. Miał 21 lat, ale spadła na niego rola lidera drużyny, który miał “ciągnąć cały ten wózek”. Przez cztery żółte kartki wykluczył się z bardzo ważnego spotkania, bo za takie należy uznać Derby Krakowa. Mecz zakończył się remisem, który nie dawał radości, ani jednej, ani drugiej ekipie.

“Wisełka” sezon zakończyła na 7. miejscu. Jeśli obecnie taka sytuacja nikogo szczególnie by nie zaskoczyła, to wtedy dla fanów była to prawdziwa porażka. A jak jeszcze dodamy fakt, że z klubu miał odejść Kuba, to wśród kibiców zapanowały depresyjne nastroje . Wisła pokazała jednak wtedy swoją prawdziwą siłę i w następnym sezonie zdeklasowała wszystkich, pewnie sięgając po tytuł.

Niemiecki średniak

Borussia Dortmund kilka lat temu była niemieckim średniakiem, który znacznie bardziej aspirował do spadku niż mistrzostwa. Chwała, finał Ligi Mistrzów i kilka wygranych pucharów, to duża zasługa trójki Piszczek-Błaszczykowski-Lewandowski. Wszakże gdy Kuba zmienił klubowe barwy, BVB nie była drużyną, która w Niemczech znaczyła wiele. Wygranie Ligi Mistrzów w sezonie 1996/1997 pozostawało już tylko wspomnieniem. Najważniejszym celem było uniknięcie spadku. 21-letni skrzydłowy do Borussii przechodził za kwotę ponad 3 mln euro, co, jak na polskie warunki robiło wrażenie. Podobnie jak w Wiśle, szybko wskoczył do pierwszego składu i cieszył swoją grą kibiców przez kilka, ładnych następnych lat.

Resztę historii już znacie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ