Kolumbia

Polska w pierwszym spotkaniu na mistrzostwach świata poległa w znanym nam już stylu. Kolumbia wygrała 2:0 po bezbarwnym występie prawie całego polskiego zespołu.

Przed spotkaniem role były jasno podzielone. Polacy, nawet mimo miana gospodarza nie byli nazywani faworytami. Umiejętności techniczne i zgranie miało być zdecydowanie po stronie Kolumbijczyków i mało kto oczekiwał innego scenariusza. Polacy po krótkim, kilkudniowym obozie przygotowawczym przed Mundialem nie mogli mówić o świetnym przygotowaniu, raczej bliższe prawdy będzie powiedzenie, że do mistrzostw przystąpili z biegu. Ale na końcu trzeba pamiętać, że mają przewagę własnej publiczności.

Graliśmy w przewadze

Od samego początku spotkania nie zawodził dwunasty zawodnik reprezentacji Polski. Kibice gromko oklaskiwali i dopingowali polaków na boisku. Co chwila słychać było jedna bądź dwie trybuny, co kilka minut krzyki podnosiły się na całym stadionie. Czuć było, że obecni są kibice Widzewa i umieją nakręcać fenomenalną atmosferę.

Przechodząc zaś do wydarzeń boiskowych, Jacek Magiera zaskoczył wszystkich i zdecydował się od początku na ustawienie z trzema obrońcami. Formacja miała pomagać Polakom swobodnie rozgrywać w ofensywie, chcieliśmy od początku zacząć odważnie, ale po kilkunastu minutach na chęciach się właściwie skończyło. Kolumbia poczekała i patrzyła na co nas stać. Kiedy jednak odkryliśmy karty, Kolumbijczycy ruszyli do pressingu i na błąd niedługo trzeba było czekać.

NAJBARDZIEJ WYBRAKOWANI NA MUNDIALU U-20?

Na skrzydłach naszych bocznych obrońców rozruszali Angulo i Sinisterra, natomiast największa gwiazda Kolumbii Hernandez nieco bezproduktywnie biegał między naszymi środkowymi obrońcami. Z drugiej strony próbowali Puchacz i Kopacz, mniej efektownie i mniej efektywnie, ale próbowali. Gdy Kolumbia była docierała na naszą połowę, Polacy bronili z dwójką stoperów i dwójką bocznych obrońców, co na początku dawało wymierne efekty. Jednak już po kilkunastu minutach Polacy załatwili sami siebie.

Pierwszego gola straciliśmy w 23 minucie. Przypomniał się Senegal, przypomniał się seniorski mundial. Chcieliśmy rozgrywać od tyłu i to się zemściło. Piłkę przejął Ivan Angulo, a nazwisko zobowiązuje do wykorzystywania tak prostych sytuacji. Na wszystko na szczęście szybko zareagowali kibice. Wsparcie z trybun po straconym golu jeszcze się zintensyfikowało i byliśmy świadkami kibicowskiej fiesty w Łodzi. Niestety na boisku odpowiedniej reakcji u Polaków nie było. Zaczęliśmy grać apatycznie, nie potrafiliśmy wyjść z własnej połowy. Tylko raz udało nam się fajnie rozklepać środek pola rywali, ale akcja spełzła na niczym. Jedynym pozytywem w środku pola był Makowski, ale koledzy marnowali dobre wykwity jego kreatywnej gry.

Powielamy błędy po przerwie

Na drugą połowę Polacy wyszli w tym samym składzie, a ich gra nie uległa wielkim zmianom. W 50 minucie tym razem w rozegraniu pomylił się Bartosz Slisz. Piłkę znów przejął Angulo, ale świetnie zachował się Majecki. W tej samej jeszcze akcji popisał się pięknym zwodem i strzelił, jednak znów został zablokowany. Kilka minut później boisko na noszach opuścił Sebastian Walukiewcz. Na murawę wszedł Jakub Bednarczyk. Tym samym podopieczni Magiery musieli zapomnieć o ustawieniu z trzema stoperami, co chyba wyszło im na dobre.

“Walukiewicz zderzył się w pierwszej połowie z przeciwnikiem i miał zawroty głowy w przerwie. Lekarze jednak doprowadzili go do pełnej sprawności. W drugiej części meczu kolejne zderzenie spowodowało, że nie mógł kontynuować gry. Pojechał do szpitala i czeka na diagnozę, najpóźniej otrzymamy ją jutro rano” – powiedział po spotkaniu Jacek Magiera.

W 59 minucie Arturo Reyes zamienił Hernandeza na Sandovala, a ten już kilka chwil później mógł podwyższyć prowadzenie, ale dobrze ustawiony był Majecki. Od samego początku drugiej połowy było widać, że Kolumbijczycy poczuli sambę. Szczególnie Angulo, który regularnie bawił się ze Stanilewiczem i Sobocińskim. Widzieliśmy Elastico, przekładanki, na szczęście dla naszych obyło się bez popularnego “sita”.

Po okresie naporu Kolumbii jakby ze snu zimowego obudzili się nasi zawodnicy. Znów wszelakie dobre ofensywne akcje przechodziły przez Makowskiego, jednak było ich niewiele. Gra uśpiła także troszkę kibiców, ale Ci po zrywie Polaków znów pokazali, że na Widzewie być może nie ma Ekstraklasy na boisku, ale za to na trybunach jest liga mistrzów.

Pozbawieni złudzeń

Gdy w międzyczasie po wejściu na plac gry Carbonero zdążył obić słupek polskiej bramki, Biało-Czerwoni znów mieli moment przestoju. Na boisku pojawili się Zylla i Benedyczak, zeszli niewidoczni w drugiej części gry Bogusz i Puchacz. Nie uderzyliśmy w ostatnich dziesięciu minutach na przeciwników i to się na nas zemściło. Zabrakło energii na ostatnie minuty, zaangażowanie siadło i po kontrze w doliczonym czasie gry przegrywaliśmy już 2:0. Pokonać Majeckiego najpierw próbował Carbonero, ale bramkarz Legii był na posterunku. Nie popisali się obrońcy, a 19-latka po rykoszecie ostatecznie pokonał Sandoval.

“To był mecz na remis do momentu straty pierwszego gola. Gdy trzeba było gonić, brakowało nam siły przy piłce, gry kombinacyjnej, nasz napastnik był osamotniony, nasi skrzydłowi nie wchodzili między linie i nie wykorzystywali wolnych przestrzeni” – wyjaśniał ofensywną niemoc selekcjoner.

Zeszliśmy z boiska słusznie pokonani, nie ma co owijać w bawełnę. Nie mieliśmy nawet pół poważnej okazji bramkowej. Kolumbijczycy szesnaście razy próbowali uderzać na naszą bramkę. My mieliśmy trzy próby. Wyróżnić można Majeckiego, który kilka razy uratował nas przed stratą gola, ale z drugiej strony był trochę mozolny przy wznowieniu gry. W polu najlepiej zagrał Makowski, ale wyglądało to trochę tak, jakby koledzy nie dorównywali poziomem i wizją gry. Szarpał Kopacz, ale przy tym nazwisku nie można powiedzieć więcej.

“Ta drużyna niczym nas nie zaskoczyła, widać było u nich większe zgranie. Kolumbia grała piętnasty mecz w czterech ostatnich miesiącach, dla nas to był czwarty mecz. Widać było, że mieli opracowane schematy i dobrze się dogadywali na boisku. Dwie bramki padły po błędach indywidualnych. Kolumbia byłą lepsza, nie zamierzam z tym dyskutować. Byli bardziej zgrani i to dziś wykorzystali”

“Znam tych chłopaków. Nie ma mowy, że spuścimy głowy. Zawodnicy wchodzą w piłkę seniorską, sztuką jest podnieść się po takiej porażce. Zobaczymy, kto jest piłkarzem, który w przyszłości będzie grał na wysokim poziomie, gdzie trzeba umieć sobie radzić z takimi porażkami” – kończył selekcjoner reprezentacji Polski, Jacek Magiera.

“Kolumbijczycy czekali na nasze błędy”

“Kolumbijczycy czekali na nas, na nasze błędy przy wyprowadzaniu piłki, a my je popełnialiśmy”komentował spotkanie Tomasz Makowski. “Jeżeli zespól na takim turnieju strzela pierwszą bramkę to potem się cofa i ciężko jest stworzyć jakąś sytuacje. Nam brakowało ruchu z przodu, brakowało również zgrania. Tego czasu było (przypis: po sezonie) mało, ale są jeszcze dwa mecze do rozegrania, więc wszystko jest możliwe” – dodawał zawodnik Lechii.

“Trzeba nam więcej spokoju i opanowania. Nie mamy się czego bać. Z Tahiti musimy zagrać pewniej, ale nie możemy zlekceważyć przeciwnika. Nie gramy na papierze” – mówił po spotkaniu Bartosz Slisz, pomocnik reprezentacji Polski do lat 20.