Polacy

Zgodnie z planem Polska reprezentacja do lat 20 wysoko pokonała Tahiti. Jak powiedział po meczu Jacek Magiera, 5:0 to najniższy wynik, jaki zakładali Polacy przed meczem.

Tahiti to absolutny outsider grupy A, ale o tym wiedzieli wszyscy już przed mistrzostwami. Polacy po porażce z Kolumbią mieli za zadanie przywrócić wiarę w naszą kadrę. Po wygranej Senegalu z Kolumbią nasze szansę na pierwsze miejsce są już nikłe, ale wciąż, po wysokiej wygranej z przeciwnikami z Oceanii i z nadzieją na dobre 90 minut z Senegalem, możemy jeszcze spokojnie wyjść z grupy. Jeśli nie z drugiego, to z trzeciego miejsca. W zasadzie przed mistrzostwami cel był jasny i każdy inny wynik będzie traktowany jako absolutna porażka. Polacy mają zagrać więcej niż trzy spotkania w mundialu na własnym terenie.

Niespodziewane zmiany

Selekcjoner Jacek Magiera znów nie omieszkał lekko zaskoczyć i zmienił kilka nazwisk w wyjściowej jedenastce Polaków. Od początku na ławce zaczął kapitan Tymoteusz Puchacz, Mateusz Bogusz oraz Tomasz Makowski. Największym zaskoczeniem było posadzenie od pierwszej minuty pomocnika Lechii, który jako jedyny wnosił cokolwiek do naszej ofensywy w meczu z Kolumbią. Najmniejszym zdziwieniem jest zmiana w defensywie, ponieważ Sebastian Walukiewicz doznał lekkiej kontuzji głowy w pierwszym spotkaniu i najprawdopodobniej pełne 90 minut rozegra z Senegalem.

W pierwszym składzie od początku zaczął Marcel Zylla, który w konfrontacji z przeciwnikiem z Południowej Ameryki późno wszedł na boisko i nie dał się poznać z dobrej strony. Przed defensywą zamiast Makowskiego wyszedł Adrian Łyszczarz z opaską kapitańską, co miało rozruszać ofensywnie naszą grę w środku pola. W końcu największą niespodzianką w pierwszym składzie był 17-letni Nicola Zalewski. Piłkarz AS Romy nie był typowany nawet do składu na mistrzostwa świata, a tym bardziej do gry na turnieju. Obszerne zmiany najpewniej wynikały ze szkoleniowego podejścia do turnieju trenera Magiery. Nie była to raczej próba wstrząśnięcia drużyną, albo kara za słabe czwartkowe zawody.

Spotkanie zaczęliśmy w ustawieniu 4-2-3-1. Na środku defensywy grał Szota z Sobocińskim, w środkowej dwójce bardziej wycofany Slisz i rozgrywający Łyszczarz. Trójka ofensywnych pomocników Zylla, Kopacz oraz najmłodszy Zalewski wymieniali się pozycjami, grając raz bliżej środka, by zaraz odejść bliżej skrzydła. Znów nie można powiedzieć złego słowa o kibicach, którzy nieustannie dopingowali młodych Biało-Czerwonych. Ci, którzy nie byli wcześniej w Łodzi, z pewnością zapamiętają sobie tę atmosferę na zawszę.

“W meczu z Kolumbią brakowało nam gry w bocznych sektorach boiska jeden na jeden, jeśli chodzi o skrzydłowych, dlatego na przykład wystawiłem dziś Zalewskiego. Jestem zadowolony z jego dzisiejszego występu” – komentował po spotkaniu Jacek Magiera.

“Nicola przyjeżdżając na MŚ U-20 jest pełnoprawnym zawodnikiem tej drużyny. To że jest najmłodszy nic nie znaczy, a wręcz przeciwnie. Nicola od razu znalazł wspólny język z kolegami. Słaby piłkarz by nie wszedł tak dobrze do tej drużyny, nie obroniłby się” – kontynuował selekcjoner

Bez polotu, ale z golami

W pierwszych dziesięciu minutach Polacy byli momentami nieporadni przy piłce. Dopiero po pierwszej okazji Marcela Zylli w 8 minucie zaczęli lepiej szanować futbolówkę przy nodze. Dwie minuty później do strzału doszedł Steczyk, ale w niestandardowy sposób piłkę wybił golkiper Tahiti. Widać od początku było duży brak zrozumienia u naszych zawodników. Nie powinno to dziwić, gdyż dla wielu z nich był to pierwszy mecz rozgrywany w takim zestawieniu.

To nie przeszkodziło jednak Bednarczykowi, który fenomenalnym uderzeniem z półwoleja zza pola karnego wyprowadził kadrę Magiery na prowadzenie. Nie oszukujmy się, to musiało prędzej czy później nastąpić, a biorąc pod uwagę zgranie tej ekipy, można się było spodziewać raczej przebłysku indywidualności, aniżeli pięknej i składnej akcji. Zdobyty gol dodał Polakom wiatru w żagle. Wpierw z defensywą Tahiti zabawił się Łyszczarz, kilka minut później w poprzeczkę z pola karnego trafił Zylla. Okazja goniła okazję, ale wciąż brakowało akcji kombinacyjnych, które obnażyłyby słabość przeciwników ale i pokazały, że bez niej też byśmy sobie poradzili.

Gdy już ekstaza po bramce ochłonęła, znów w nasze poczynania wkradła się nonszalancja. Nie wyglądało to na grę, w której to my my jesteśmy z “piłkarskiej Europy’. Ale już za moment znowu przypomniała o sobie defensywa Tahiti, a właściwie Moana Pito, golkiper grający w Tahitańskiej AS Tefanie. Długa prostopadła piłka wystarczyła, aby ominąć całą obronę przeciwnika i znaleźć Steczyka, który obsłużył dobrym dośrodkowaniem Zyllę i mieliśmy 2:0. Już kilkadziesiąt sekund później znów po dłuższym zagraniu w szesnastce znalazł się Steczyk, zwiódł i minął bramkarza, Polacy prowadzili już 3:0. W pierwszej części gry oglądaliśmy grę do jednej bramki, bezrobotny był Majecki , a więc jeśli chodzi o przebieg spotkania, wszystko szło zgodnie z planem.

Mniej goli, troszkę więcej polotu

Polacy na drugą połowę wyszli w tym samym zestawieniu. Od pierwszych minut, czego można było się spodziewać, obraz gry się zmienił. Uległ zmianie natomiast sposób budowanie akcji przez Polaków. Zaczęliśmy więcej grać na jeden kontakt, z klepki, a mniej było tak zwanego holowania piłki. Cały czas aktywni w ofensywie byli Zylla i Zalewski, a Kopacz potwierdzał, że dziś głową był poza boiskiem. Pierwszą bramkową okazję miał Steczyk po prostym zwodzie na skrzydle Zalewskiego i dobrym dograniu w pole karne, ale trafił w golkipera. W 58 minucie z boiska zszedł Kopacz. Wprowadzając Benedyczaka selekcjoner potwierdził, że David nie grał dziś na miarę oczekiwań.

MŚ U-20: AMERYKAŃSKI SNAJPER NA CELOWNIKU BVB

Szarpał cały czas Zalewski, kręcił Tahitańczykami na lewej stronie, aż w końcu przyniosło to wymierne efekty. W 62 minucie do siatki po raz drugi trafił Steczyk po skutecznej wrzutce 17-latka z AS Romy. Po czwartym golu dla Polski dwie niegroźne okazję miało Tahiti, a rozjuszony selekcjoner Magiera wstał z ławki i słusznie przywołał nasz zespół do porządku.

W następnych minutach wiele działo się na lewej flance boiska. Na placu gry pojawił się Gryszkiewicz, którego współpraca z Zalewskim układała się nieźle. Obaj mieli duży ciąg na bramkę i to po ich akcji padła piąta bramka dla Biało-Czerwonych. Po małym zamieszaniu w szesnastce na 5:0 trafił Adrian Benedyczak, dla którego była to już któraś próba strzału w przeciągu kilku minut. Napastnik Pogoni chwilę później miał kolejną okazję do zdobycia bramki, ale tym razem na linii bramkowej stanął defensor rywali.

Niespokojna końcówka

Czas upływał już bardzo spokojnie, gdy w 82 minucie sytuację nie do zmarnowania miał Tufariua. Na szczęście uniknęliśmy kompromitacji, bo refleksem wykazał się Majecki i przeniósł piłkę tuż obok lewego słupka bramki. Przed końcowym gwizdkiem usłyszeliśmy jeszcze pięknie odśpiewanego Mazurka Dąbrowskiego, przyśpiewki Widzewa oraz kilka okrzyków po zmarnowanych sytuacjach. Tahiti postanowiło na ostatnie minuty dosłownie zamurować bramkę. W momencie oddawania strzałów polu bramkowym po kilka razy stało wielu Tahitańczyków. W końcu sędzia zakończył mecz, który obfitował w mnóstwo strzałów i okazji Polaków.

Ponad 15 tysięcy ludzi w niedzielny wieczór obejrzało jak wiele można ugrać na błędach przeciwnika. Ponadto wydaje się, że przekonaliśmy się też, dlaczego Polacy nie będą faworytami w spotkaniu z Senegalem. Nasz zespół to nie zgrany kolektyw, a zbiór czasem niezłych, czasem na razie aspirujących do bycia niezłymi jednostkami. Jest to pewien obraz naszego szkolenia i polskiej piłkarskiej młodzieży, podobnie jak niedzielne spotkanie było tej Tahitańskiej.

“Nie oczekiwaliśmy dziś aż tak wysokiego rezultatu i tak wielu goli. Byliśmy dobrze przygotowani i uważam, że to był dobry mecz” – powiedział po spotkaniu trener Tahiti, Bruno Tehaamoana.

“Wiedzieliśmy, że Tahiti będzie grało bardzo ambitnie. Spodziewaliśmy się, że to będzie trochę mecz walki” – o ostrej momentami grze Tahiti mówił Dominik Steczyk.

“Mieliśmy wygrać kilkoma bramkami. Na odprawie przedmeczowej mówiłem o pięciu golach minimum, więc cel został zrealizowany” – podsumował po spotkaniu Jacek Magiera.