włosi

Odpadamy z turnieju po nieznacznej porażce 1:0 z reprezentacją Włoch. To był nasz najlepszy mecz na turnieju, a i tak wciąż wiele brakuje nam do naszych rywali.

Włosi w słoneczne popołudnie w Gdyni mogli poczuć się jak w ojczyźnie. Warunki do gry były idealne, murawa idealna, nic tylko cieszyć się piłką. Paolo Nicolato wystawił najprawdopodobniej najmocniejszą jedenastkę, jaką dysponuje na turnieju w Polsce. W ataku duet Scamacca – Pinamonti, w pomocy na Slisza i Makowskiego czekał Pellegrini, a w defensywie trójka stoperów Ranieri, Del Prato i Gabbia. Selekcjoner Magiera desygnował bliźniaczy skład do tego z meczu z Senegalem, jedyna zmiana nastąpiła na “dziewiątce”. W miejsce Adriana Benedyczaka wszedł Dominik Steczyk.

Azzurri od pierwszych minut podchodzili blisko polskiej bramki, ale to nie deprymowało wystarczająco Polaków w rozegraniu. Piłkarze Jacka Magiery jak zawsze próbowali rozegrania od tyłu, które klasycznie już było skuteczne do połowy boiska. Wielokrotnie próby prawą stroną spalały na panewce, gdyż dobrze naszą grę czytał Tripadelli. Choć kibiców było mniej niż na meczach w Łodzi (10 232), ci gdyńscy także dawali próbki swoich głośnych gardeł i wspierali raz po raz Polaków. Po kilku minutach rozegrania Polacy zaczęli stwarzać sobie sytuacje i naprawdę nieźle wyglądała nasza linia pomocy, która radziła sobie z włoskim środkiem pola. Groźny strzał oddał Marcel Zylla, ale piłka przeleciała obok bramki Plizzariego.

Klasyk, czyli dobry początek i krzywa w dół

Włosi polskiej bramce zagrażali tylko z rzutów rożnych, przy których niesamowity chaos panował w naszym polu karnym. Wreszcie nasza gra wyglądała tak, jakby piłkarze rozumieli wzajemnie siebie na boisku. Po czasie do głosu doszli bardziej Włosi, ale także nie tworzyli klarownych sytuacji, a prędzej mieli po prostu większe posiadanie piłki. Bardzo agresywnie grał Scamacca, a Pinamonti próbował chyba za pięknie przyjmować i podawać, bo nic z tego nie wychodziło. Pierwsza prawie stuprocentowa szansa na bramkę dla Włochów zaistniała po naszym błędzie w rozegraniu piłki, ale przestrzelił na szczęście Pinamonti.

W 36 minucie po rzucie wolnym Włochów w naszym polu karnym piłkę ręką odbił Steczyk. Sędzia podyktował słuszny rzut karny, choć nasz napastnik nie zagrywał umyślnie. Pinamonti pewnie podszedł i jeszcze pewniej słynną panenką pokonał Radosława Majeckiego. Dosłownie minutę przed przerwą mogło być 2:0, gdyby Scamacca lepiej wykorzystał szybką kontrę Włochów. Po pierwszej połowie bylibyśmy szczęśliwsi, jeśli Polacy podtrzymaliby grę z pierwszych minut całą pierwszą część gry. Niestety jednak po drodze zgubiliśmy tę pewność, z którą wyszliśmy dziś na boisko i wszystko zaczęło wyglądać, jak w spotkaniach grupowych.

45 minut zasadnych nadziei

Drugą połowę, podobnie jak pierwszą, zaczęliśmy od mocnego uderzenia, dosłownie i w przenośni, mowa o próbie Marcela Zylli. Golem zapachniało także w drugą stronę, ale chybił znów Scamacca. Po kilku minutach o wiele lepszą sytuację, bo sam na sam z bramkarzem, miał ponownie Zylla, ale tym razem na posterunku był włoski golkiper. Po chwili boiskowego harmidru i chaosu, Jacek Magiera zdjął z boiska słabo dysponowanego Makowskiego, któremu ewidentnie brakowało polotu. Na placu gry pojawił się Kopacz, który w myśl selekcjonera po słabych występach zostaje wpuszczony na głęboką wodę w Gdyni. I w istocie David zaliczył niezłe wejście, nie było widać po nim tremy czy nieśmiałości.

BRUNO MENDEZ – POZNAJ PIŁKARZA NAMASZCZONEGO PRZEZ TABAREZA

Ten mecz był inny od tych grupowych w wykonaniu Polaków. Oczywiście były momenty przestoju, ale przeciwko Włochom mieliśmy więcej pomysłu na grę, więcej zrozumienia i więcej pewności siebie. Indywidualnie piłkarze podejmowali wiele więcej dobrych decyzji, które co rusz były oklaskiwane przez publiczność. W drugiej części pojedynku bardziej widoczny był Michał Skóraś, który zaangażowaniem i dryblingiem dziś przerastał Włochów. Od 65 minuty napór Polaków nie ustawał, a każda akcja przechodziła przez Kopacza i Skórasia, którzy napędzali biało-czerwonych nieszablonowymi rozwiązaniami. Z boiska zszedł w końcu Stanilewicz, by na lewej stronie mógł wymiernie pomóc Skórasiowi Tymoteusz Puchacz.

Już w pierwszej akcji świetnie wypuścił kolegę na tzw. “setkę”. Tylko, że kolegą był Pinamonti, a Polaków przed katastrofą uratował przytomnie Majecki. Na około kwadrans przed końcem Włosi lekko opanowali boiskową sytuację i Polacy już nie mieli tylu szans. Na kilka minut przed końcem po składnej akcji głową obok bramki uderzył Benedyczak, który na murawie zastąpił wcześniej Szotę. Próbowaliśmy jeszcze kilka razy z dośrodkowań, ale nie znaleźliśmy drogi do bramki. Niestety, odpadliśmy. Po walce, ale trzeba przyznać, że przeciwnik był lepszy.

Wygrana o włos

Włosi mieli szczęście z rzutem karnym, ale zapewne gdyby tego gola nie strzelili, Pinamonti nie bawiłby się tak z Majeckim, a kadra Włoch nie byłaby taka wycofana przez większość spotkania. To nie jest reprezentacja, która wygrywa spektakularnie, co przyznaje sam trener Nicolato. Polacy w kategorii U-20 za to nie są reprezentacją, która wygrywa. Mimo tego słabego stylu, zawsze tym spotkaniom towarzyszyły szczególne emocje, za które trzeba podziękować. I ja pragnę podziękować za relacjonowanie meczów Polaków na tych mistrzostwach. Krótka, ale treściwa przygoda na mundialu, na którego rozstrzygnięcie jeszcze trochę poczekamy. Żegnam państwa z Gdyni, Jeremi Angowski.