Katarczycy

Po meczu z USA Katarczycy schodzili z boiska płacząc. Ambicje sięgały nieba, wynik pozostawił ich na dnie. Niestety, mistrzostwa świata do lat 20 przerosły przyszłych organizatorów dorosłego mundialu.

Mecz w Tychach już przed rozpoczęciem nie należał do tych, które się świetnie zapowiadały. Katarczycy nie mieli już żadnych szans na wyjście z grupy, a Amerykanie potrzebowali ledwie remisu do awansu. Wcześniejsze spotkania Kataru łagodnie mówiąc nie porwały. Dużo można było obiecywać sobie po Amerykanach, którzy są jednymi z faworytów turnieju. Nie ma więc lepszej okazji, by jechać kilka godzin pociągiem przez połowę Polski, jak ta, żeby obejrzeć spotkanie o tak niskim stopniu zainteresowania.

Na trybunach było 3 651 widzów

Początek, jak przystało na ambitnych chłopców z Kataru, zwiastował w miarę ciekawe spotkanie. Obie drużyny nie chciały oddawać inicjatywy, ale też nie kwapiły się do szybkich, nie przemyślanych ataków. Katarczycy próbowali rozciągać grę i rozgrywać, grać z klepki, tworzyć przewagę w małej grze. Amerykanie chcieli zaś atakować bardziej przez środek, czego zalążkiem była akcja z pierwszych minut meczu, gdy wchodzącemu przed szesnastkę Servanie “na ścianę” odegrał Soto.

Katarczycy podrażnieni brakiem goli na turnieju oddawali sporo strzałów, nawet z mniej dogodnych pozycji. Amerykanie mieli zauważalną gołym okiem przewagę fizyczną i szybkościową, jednak nie potrafili tego skutecznie wykorzystać. Podopieczni Pinheiro tworzyli zgrany kolektyw i ciężko było się im przeciwstawić. Z drugiej strony, gdy podchodzili bliżej bramki Amerykanów, ci przestawiali ich niemal jak juniorów.

Chwila ożywienia

Mecz znacząco ożywił się dopiero po zepsutej okazji Khaleda w okolicach 35 minuty. Amerykanie stworzyli w zasadzie najpierw sytuację rywalom, by po niej zacząć zagrażać pod bramką Katarczyków. Taki impuls na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy znacząco obudził nieco ospałych dzisiaj Tyskich kibiców. Po chwilowym sztormie Jankesów do głosu doszli Bordowi i bramce Ochoi zagroził Mohammed Waad, który jako jedyny z Kataru mógłby już aspirować do gry w poważnej, seniorskiej piłce, a wszystko nie ze względu na wybitne umiejętności, a swoje warunki fizyczne. Niestety na próbach się skończyło i drużyny zeszły po słabej pierwszej połowie do szatni.

ZOBACZ, CO MÓWILI POLACY PO MECZU Z SENEGALEM!

Jako, że aura znów nie rozpieszczała, temperatura była bardziej marcowa, niźli majowa (już prawie czerwcowa) w przerwie trzeba było ruszyć po ciepły napój. Szczęśliwie w pokoju dla dziennikarzy można było znaleźć garnek z pysznym , gorącym leczo. Przy tak dobrym daniu przerwa minęła bardzo szybko, można było zabierać się na drugą połowę, z nadziejami na bardziej porywające widowisko.

Świeższy początek

Drugie 45 minut zaczęło się co prawda bardziej energicznie, ale wciąż zawodnicy mieli tendencję do zwalniania gry. Katarczycy wygrywali więcej pojedynków z przeciwnikami, można było odnieść wrażenie, jakby w przerwie ktoś ich nauczył boiskowego cwaniactwa. Katar miał dziś jednak kilka dobrych okazji, które koncertowo schrzanili napastnicy Bordowych. W myśl zasady, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, po jednej z tych akcji stracili bramkę.

Po odbiorze nieudolnie rozgrywać próbowali Suhail i Waad, a to wszystko wykorzystał z zimną krwią Weah. Sito i bramka w jednej akcji, to zdecydowanie za dużo, jak na ten spokojny, co by nie powiedzieć, mecz. Kolejne minuty mijały pod znakiem kunktatorstwa. Obie drużyny nie za wiele się kwapiły, aby zmienić wynik. Na boisko wszedł Abdulrasheed, po którym wiele sobie obiecywałem na tym turnieju, a który na razie nie zrobił nic. I w tym spotkaniu podtrzymał swoją “formę”.

Niedługo trwała sielanka po golu, kiedy w 82 minucie na boisku pojawiła się gwiazda wieczoru, VAR. Długo trzeba było czekać na ogłoszenie rzutu karnego dla Amerykanów, a wszystko po to, by bohaterem na końcu został bramkarz. Mierzący 180 centymetrów wzrostu, spisywany na straty, Shehab Mamdouh obronił w pięknym stylu jedenastkę słabo wykonaną przez Mendeza. Chwilę później, stuprocentową sytuację miał Weah, ale Mamdouh znów stanął na wysokości zadania. Szansę na podwyższenie wyniku miał jeszcze Ledezma w doliczonym czasie gry, ale tym razem Amerykanina zatrzymała poprzeczka.

Nadzieja rozerwana na strzępy

Sędzia zagwizdał koniec spotkania, Katarskie nadzieje już ostatecznie zamieniły się w proch. Zawodnicy Bruno Pinheiro nie strzelili nawet gola na turnieju, stracili sześć, przegrali wszystkie spotkania. Ale najsmutniejszy był chyba widok płaczących Katarczyków padających na murawę. Szczególnie przykro wyglądał smutek Mamdouh, bramkarza, który rozegrał dziś bardzo dobre zawody, broniąc dwukrotnie swój zespół przed utratą gola. Niestety, wygórowane oczekiwania zetknęły się z rzeczywistością i nastąpiła brutalna weryfikacja.

Trzeba tu podkreślić, jak specyficzny klimat towarzyszy kadrze Kataru. Zawodnicy kreowani na gwiazdy przed opuszczeniem kraju, wielotygodniowe przygotowania, odwiedziny prezydenta federacji, wielkie nadzieje, które okazują się płonne. Atmosferę widać po kibicach i dziennikarzach z tego kraju. Jak dotąd nie widziałem na trybunie prasowej ludzi, którzy tak mocno przeżywaliby każdą okazję swojej drużyny. Po niewykorzystanej sytuacji podnosił się huk, bo koledzy z Kataru uderzali pięściami lub nogami w stoliki czy podłogę. Wstawali, nawet gdy strzał oddawany był z pozycji, z której gol nie miał prawa paść. Oni też mieli wielkie nadzieje.

Za trzy lata mundial

Za trzy lata mundial odbędzie się w Katarze i gospodarze nie chcą skończyć turnieju na fazie grupowej. Patrząc na młodzież, mogą być to trochę przerośnięte oczekiwania, ale z drugiej strony, piłka w Katarze wciąż idzie do przodu. “Piłka nożna dopiero rozwija się w Katarze. Ci chłopcy nie grają co weekend, muszą się mierzyć tutaj, żeby się rozwijać. Co innego jest grać w Lidze Mistrzów, w najlepszych ligach w Europie, a co innego w Katarze. Różni nas doświadczenie, dlatego my się dopiero rozwijamy, dlatego tak ważne, by cały czas zdobywać doświadczenie” – mówił po meczu trener Kataru, Bruno Pinheiro.

Równocześnie selekcjoner podkreślał, że z samego sposobu gry jest zadowolony. Pod tym względem słusznie nie można wiele Katarczykom zarzucić. Próbowali grać swoją, ofensywną piłkę i było wiele momentów, w których im to wychodziło. “Jestem zadowolony z gry, nie z wyniku, ale z tego, jak radzili sobie zawodnicy. Przyjechaliśmy na turniej z nadzieją, że zagramy zgodnie z naszą tożsamością. Jestem dumny, że zagraliśmy tak, jak mieliśmy, czyli ofensywnie” – wnioskował Pinheiro.

Ostatnio także istotną kwestią był Ramadan. Zawodnicy pościli przez 18 godzin dziennie i to na pewno odbiło się na ich wytrzymałości. Jednak selekcjoner zapytany o ten niebagatelnie ciężki okres, starał się szukać pozytywów w sferze duchowej. Ponadto zaznaczył, że przed meczem z USA Katarczycy nie pościli, co było ich decyzją. “Ramadan to nie problem, jeśli jest się dobrze zorganizowanym. To, że zawodnicy nie jedzą przez 18 godzin dziennie może bardzo wzmocnić zespół mentalnie. Jednak przed tym meczem zawodnicy zdecydowali się nie pościć, ale kontynuują od jutra” – kwitował portugalski szkoleniowiec.

USA U-20 – KATAR U-20 1:0 (0:0)
76′ Timothy Weah