szczęścia
Foto: newspix.pl

Przegraliśmy z Włochami 1:0 i odpadliśmy z mistrzostw świata w 1/8 finału. Piłkarze mieli apetyty na więcej i zgodnie twierdzili, że do wygranej zabrakło głównie szczęścia.

Szczęśliwie doszliśmy do 1/8 finału, ale według naszych piłkarzy zabrakło szczęścia. Choć Włosi nie dominowali i cofnęli się w drugiej połowie, mecz mieli raczej pod kontrolą i specjalnie pozwalali naszej kadrze wejść na połowę. Jednocześnie było widać, iż z piłką przy nodze zawodnicy wychowani w klubach Serie A, B czy C czują się lepiej i łatwiej stwarzają dogodne okazje. Mimo tego Polacy faktycznie mieli kilka szans na zdobycie gola, których nie wykorzystali.

“Powiedziałem po meczu z Senegalem, że będziemy grać, jak równy z równym, obojętnie kto na nas będzie czekał. Myślę, że drużyna i ja pokazaliśmy razem, że się da, że walczyliśmy jak równy z równym i zabrakło nam jedynie szczęścia” – mówił po meczu Jakub Bednarczyk. “Ludzie oglądali taką Polskę, jaką chcieliby oglądać. Walczącą, stwarzającą sobie dogodne sytuacje. Taka jest piłka, jedni mają pecha, inni szczęście, nieszczęśliwy karny i przygrywamy ten mecz” – komentował spotkanie Dominik Steczyk.

Napastnik grający w czwartej lidze niemieckiej dwukrotnie w tym spotkaniu miał znaczący wpływ na wynik. Poza oczywistym zagraniem ręką, Steczyk miał również na nodze “piłkę meczową” w 93 minucie, kiedy z bliskiej odległości trafił w bramkarza Włoch. “Piłka była wysoko w górze, wiadomo, chciałem uderzyć najlepiej, jak mogłem. Ciężko było czysto trafić. Przy odrobinie większym szczęściu mogła ta piłka wejść w siatkę, ale tak się nie stało” – wyjaśniał reprezentant Polski.

Łzy zawodu

Trochę inaczej po meczu wypowiedział się Serafin Szota, który na wywiad wyszedł ze łzami w oczach. “Na ten moment naprawdę jest strasznie ciężko mi coś powiedzieć. To nie jest wytłumaczenie, po prostu naprawdę nie wiem co mam powiedzieć. Na pewno czegoś zabrakło, będziemy mieli analizę i wtedy się dowiemy, czego. Nie wiem, może skuteczności, może chłodnej głowy pod bramką przeciwnika. Trzeba sobie powiedzieć, że dzisiaj to nie był nasz zły mecz i dorównywaliśmy Włochom” – podsumowywał prawy obrońca kadry.

ZOBACZ PEŁNE PODSUMOWANIE SPOTKANIA POLAKÓW Z WŁOCHAMI

Trzeba się także zgodzić. Mecz z Włochami był naszym najlepszym na mundialu, co jest jednoznaczne z tym że ten turniej w naszym wykonaniu był słaby. Nie strzeliliśmy gola żadnej poważnej drużynie, armat wystarczyło tylko na Tahiti. Chciałoby się powiedzieć, że to wina skuteczności napastników, ale winna jest cała drużyna, która stwarzała okazji zdecydowanie za mało. Sprawiedliwie stało się, że nie przeszliśmy dalej. Jeśli jednak chcemy być sprawiedliwi, trzeba uznać, że patrząc na przebieg tego mecz, szanse na awans były.

“Wychodzimy z podniesioną głową”

“Ciężko mówić, czy jesteśmy zadowoleni. Na pewno nie jesteśmy po takim meczu, który mogliśmy wygrać. Nastroje nie są za dobre, odpadamy z turnieju, ale cele, które mieliśmy, zrealizowaliśmy, wyszliśmy z grupy. Po takim meczu nie możemy być zadowoleni, mogliśmy wygrać” – słusznie zauważył Steczyk. Natomiast z drugiej strony, popadanie w skrajność po jednym niezłym meczu to przesada. “Myślę, że nieraz pokazywaliśmy, że jesteśmy w stanie dorównać potęgom Europy czy świata, więc na pewno wychodzimy stąd z podniesioną głową i patrzymy pozytywnie w przyszłość” – dość przesadnie o całym turnieju powiedział Serafin Szota.

“Można powiedzieć, że były fragmenty gry, kiedy Włosi nie mieli nic do powiedzenia, gdzie my prowadziliśmy grę, byliśmy zdecydowanie drużyną lepszą. Po gwizdku sędziego każdy wiedział, że odpadamy z turnieju w naszym domu, gdzie naprawdę mogliśmy dzisiaj dojść do tego ćwierćfinału, to jest naprawdę przykra sytuacja” – także na wyrost po meczu mówił napastnik polskiej kadry, Dominik Steczyk. Nie można winić chłopaków za to, że poza boiskiem dali z siebie wszystko, ale chyba ktoś musi nauczyć ich realnie oceniać sytuację na boisku. Trzeba być krytycznym i umieć przyznać się do faktu, iż jest się słabszym od przeciwnika. Niestety, trochę wygląda to tak, jakby kibicie i zawodnicy żyli w dwóch różnych światach.

Mundial zaprocentuje?

Najważniejszy jednak po całym turnieju jest fakt, że zawodnicy zebrali cenne doświadczenie, które może zaprocentować w przyszłości. “Myślę, że to otoczenie, wyjście na mecz, na pełny stadion, dopingujący na maksa kibice. To uczucie, bycia na mistrzostwach świata to jest coś, czego nie zapomni się do końca życia” – podkreślał Jakub Bednarczyk. Jak mówił Jacek Magiera, dla wielu z nich to ostatnie występy z orzełkiem na piersi. Dlatego tak ważne będą teraz wspomnienia tych młodych chłopaków. To pozytyw, o którym wspomniał m.in. Szota. “Jestem strasznie szczęśliwy, że poznałem tę grupę osób. Bardzo dużo ten turniej mi dał. Na końcu pozostanie niesmak, bo jestem ambitną osobą i bardzo szkoda tego meczu, ale same pozytywne wspomnienia pozostaną” – kończył defensor Zagłębia Lubin.