polska

W Łodzi bramek nie oglądaliśmy. “Biało-Czerwoni” dzielą się punktami z liderem grupy A i tym samym grają dalej.

W trzecim meczu, kończącym etap fazy grupowej reprezentacja Polski podejmowała Senegal. Porażka z Kolumbią oraz wysokie zwycięstwo z Tahiti uformowało podopiecznych Jacka Magiery na trzecim miejscu w grupie. Natomiast zespół z Afryki po dwóch spotkaniach z kompletem punktów i bez straconej bramki. Mecz z Senegalczykami miał przesądzić o awansie “Biało-Czerwonych”.

Polacy już na początku meczu zdecydowanie ruszyli na rywala. Próby gry atakiem pozycyjnym zmusiły Senegal do klasycznego już dla drużyny Dabo wycofania, by uderzyć z kontry. W tym się czują lepiej i to było widać. Na skrzydle dzisiaj w układance Jacka Magiery pojawił się Jakub Bednarczyk, który dotychczas grał bliżej własnej bramki, a w obronie zastąpił go Serafin Szota. Strzelec pierwszego gola dla “Biało-Czerwonych” na tegorocznym mundialu próbował szarpać, szukając w głębi pola karnego rosłego Benedyczaka. Nie gorzej spisywał się po drugiej stronie Michał Skóraś, który ani myślał rezygnować z walki bark w bark z silnymi defensorami Senegalu.

DAN ZAGADOU – NIE JESTEŚMY FAWORYTAMI – KLIKNIJ TUTAJ!

Sobociński i Walukiewicz uraczyli nas tym, do czego przyzwyczajali w ostatnich miesiącach, czy to w klubach, czy meczach sparingowych. Mowa rzecz jasna o długich, przeszywających zagraniach, czy próbach dogrywania prostopadle do wychodzącego Adriana Benedyczaka oraz Marcela Zylli.

Zmiana warty, raz jedni, a raz drudzy

Po kwadransie naporu ze strony podopiecznych Jacka Magiery, to ekipa z “Czarnego Lądu” spróbowała przejąć inicjatywę, choć próby rozgrywania przez środek pola często kończyły się stratą. Zwykle barwny Souleymane Aw z problemami przy nacisku Polaków, w środku bez pomysłu Lopy. Drame i Niang, którzy lubują się w grze na wyprzedzenie regularnie wymieniali się pozycjami, ale brakowało tego, co najważniejsze – efektu.

Mimo pojedynczych zrywów obu ekip, tak naprawdę dopiero w 30 min. meczu Senegal oddał poważny strzał, choć w rezultacie niecelny. Bednarczyk odpowiedział ekwilibrystycznym uderzeniem, ale zbyt lekkim, by sprawić kłopot Dialy’emu Ndiaye. Tempo meczu wyraźnie spadło, wkradły się także błędy przy prostym przyjęciu piłki przez, co i jedni i drudzy minimalizowali podejmowane ryzyko.

Jeszcze przed przerwą “Lwy Terangi” postraszyli Majeckiego, ale przytomnie Sebastian Walukiewicz oddalił zagrożenie. Do przerwy w Łodzi nie oglądaliśmy bramek.

Kwadrans w szatni i 45 minut gry o awans

Po przerwie bez zmian w szeregach obu drużyn, choć przy jednym ze starć ucierpiał Walukiewicz. Były zawodnik Pogoni Szczecin nie jest oszczędzany przez rywali. Podopieczni Dabo mimo momentami ostrej gry nie kwapili się do nacisku przez, co “Biało-Czerwoni” mieli miejsce i czas na konstruowanie akcji ofensywnych. Brakowało jednak elementu, na którego szczególnie czekali kibice zgromadzeni na stadionie – bramki. W zasadzie, aby trafić do siatki rywala trzeba oddać strzał.

Po kilkunastu minutach smętnej gry, Senegal zaserwował nam trójkową akcję przed naszą szesnastką. Ostatecznie groźny strzał zablokował Sobociński. Szkoleniowiec “Lwów Terangi” postanowił wprowadzić na boisko Youssoupha Badji, mając nadzieję na zwiększenie kreatywności w ataku. Jacek Magiera widząc, że Skóraś opadł z sił odpowiedział Tymoteuszem Puchaczem.

W 67. min o strzał z dystansu pokusił się… Jan Sobociński. Z minuty na minutę podopieczni Magiery starali się przemieszczać nawet całym zespołem na połowę przeciwnika, ale tak jak można się było spodziewać, czym bliżej końca, tym sił już nie starczało.

Magiera musiał reagować, bo remis niekoniecznie satysfakcjonował, więc dziesięć minut później na murawie zameldował się Dominik Steczyk. Puchacz za to próbował rozruszać podmęczone skrzydła, ale na próbach się kończyło, bo i wsparcia nie było. Na ostatnie minuty pojawił się Adrian Łyszczarz, który zastąpił Zyllę.

Ostatecznie mecz kończy się bezbramkowym wynikiem i podziałem punktów. Senegal ma ich siedem, więc i pierwsza lokata w grupie stała się faktem. Polska kończy z czterema oczkami, a przy naszym bilansie to wystarcza, by wyjść z trzeciego miejsca.

Autor: Michał Kwieciński