Król
90min.com/Młodzieżowy Futbol

Gdy mowa o Brazylii to przed oczami pojawia się 5-krotny mistrz świata, chluba Ameryki Południowej, lecz przede wszystkim piłkarski gigant rozjeżdżający rywali niczym walec. Gdzie król zgubił koronę?

“Canarinhos” to wciąż zespół walczący o najwyższą stawkę i brak wielkich sukcesów w ciągu ostatnich lat tego nie zmieni. Król walczy o poparcie poddanych, wystawiając wyselekcjonowaną kadrę, ale czegoś tu brakuje… Gwiazd? Zgrania? Przede wszystkim woli walki do samego końca, bo DNA zwycięzcy przecież już mają.

“Władcy futbolu”, czyli w skrócie o pierwszych triumfach

Brazylijski szał rozpoczął się dziesiątki lat temu, a dokładniej w 1950 roku. Był to pierwszy mundial po II Wojnie Światowej, a zespół dzisiaj grający w żółto-niebieskich trykotach został gospodarzem. Cała Brazylia żyła mistrzostwami, wierząc w sukces swojej reprezentacji. Do dyspozycji oddano słynną już Maracane, która sprawiała efekt prawdziwego kolosa. Największy stadion globu nie był jedynym powodem dzięki, któremu ekipy przyjezdne przecierały oczy ze zdziwienia. Sama organizacja rozgrywek stała na wysokim poziomie tym samym bijąc na głowę poprzednich gospodarzy. Wszystko po to, by w finale przeżyć jedną z największych sensacji w historii piłki nożnej. Niestety, na niekorzyść gospodarzy. Katastrofa z 1950 roku to historia zdecydowanie na inny materiał, ale to właśnie 68 lat temu zobaczyliśmy pierwszy zalążek wielkiej Brazylii.

Na smak zwycięstwa czekali 8 lat, by na mundialu w Szwecji zgarnąć najwyższą stawkę – złoto. Dzięki popisom wówczas 17-letniego Pelego, który popisał się hattrickiem w finale “Canarinhos” świętowało do białego rana. Czas Brazylijczyków w piłkarskim świadku miał dopiero kiełkować, co pokazali cztery lata później. Tym razem w zupełnie innych okolicznościach, albowiem już bez swojego asa. MŚ w Chile zostały okrzyknięte jednymi z najbardziej brutalnych w dziejach, a o tym najlepiej przekonał się legendarny piłkarz Santosu. Tytuł naszym tytułowym bohaterom zapewnił Garrincha i tym samym Brazylia po raz drugi została mistrzem świata.

Ostatni puchar świata w gablocie. Boski Ronaldo, mocny Rivaldo, niepowtarzalny Ronaldinho

Przeskakujemy do pierwszego turnieju XX wieku. Po zwycięstwach w 1972 i 1994 roku Brazylia była najbardziej utytułowaną reprezentacją w futbolu. Każda kolejna piłkarska generacja przynosiła ze sobą gwiazdy światowego formatu oraz masę sukcesów. Identycznie miało być w 2002 roku, gdzie podopiecznych Scolariego interesowało jedynie pierwsze miejsce na podium. W Azji po raz pierwszy mieliśmy dwóch organizatorów – Koreę i Japonię. “Canarinhos” wygrali wszystkie swoje mecze, strzelając 18 bramek, a “atak R” (Ronaldo,Rivaldo,Ronaldinho) schował konkurencję prosto do kieszeni.

W taki sposób trafiamy do teraźniejszości. Ani w 2006 roku, ani 4 lata później Brazylijczycy nie byli w stanie przejść etapu ćwierćfinałów. Powód? Przede wszystkim nadmierna pewność siebie, styl “imprezowy” i mnóstwo niedokładności. Ślad po wielkiej ekipie sprzed lat gdzieś zaginął. Ogromną szansą na odwet i odzyskanie wiary kibiców miał być ostatni turniej MŚ. Brazylia została gospodarzem, a nowa, odbudowana Maracana miała przynieść szczęście zacierając wspomnienia sprzed 64 lat. Neymar i spółka doszli do półfinałów, o których chcieliby chyba zapomnieć. Pogrom, bo to chyba najlepiej pasujące słowo. Największa porażka w historii kadry z Ameryki Południowej, a katem okazały się Niemcy – późniejsi zwycięzcy.

król
Goal.com
Przesyt dał się we znaki. W poszukiwaniu kolejnej złotej generacji

Do zbliżających się mistrzostw w Rosji “Canarinhos” zaczęli przygotowania już w październiku 2015 roku. W osiemnastu spotkaniach eliminacyjnych zgromadzili 41 punktów, przegrywając tylko raz. Taki rezultat pozwolił zająć im pierwszą lokatę w swojej grupie, a wynik 41 zdobytych bramek zachwycił nie jedną osobę.

Zespół prowadzony przez Tite miał sporo szczęścia w losowaniu do MŚ 2018. Przynajmniej z pozoru. Dzielenie grupy z Kostaryką, Serbią i Szwajcarią to wręcz prezent, gdy myśli się o największej nagrodzie z możliwych. Pierwsi w kwalifikacjach do turnieju poradzili sobie całkiem nieźle, ale ciężkiej konkurencji nie mieli. Szwajcaria zaskoczyła wszystkich i pozycję lidera oddała dopiero w ostatniej chwili. Serbia natomiast z 21 punktami na koncie wyprzedziła Walię, Irlandię, czy Austrię. Czy w takim wypadku rzeczywiście mowa o “łatwej” grupie?

Tite ma plan

Brazil 4-3-3 football formation

Brazylia ostatni raz przegrała w czerwcu ubiegłego roku. Mówi się, iż zwycięskiego składu się nie zmienia, a w tym przypadku również taktyki. “Canarinhos” przywykli do gry dwoma formacjami: 4-3-3 lub 4-1-4-1. Zdecydowanie częściej stosowane jest to pierwsze, klasyczne. Dzięki takiemu ustawieniu w jednej linii jest w stanie grać zarówno Jesus, Neymar, jak i Willian. Ten ostatni traci miejsce na rzecz Coutinho, gdy Tite stosuje drugi wariant. Tak niewielkie rotowanie pozycjami bardziej wynika z próby radzenia sobie bez Neymara. 5-krotni mistrzowie globu zdali sobie sprawę, iż nie mogą polegać na jednym graczu.

Gra z pozoru aż 3 mocno ofensywnymi zawodnikami asekurowana jest przez dwóch pomocników defensywnych. Najczęściej Fernandinho i Casemiro. Uzupełnieniem ma być Paulinho bądź Augusto. Szybkie i doświadczone boki obrony, mimo że z założenia nie są tak zwanymi “wahadłami”, to w rzeczywistości bywa różnie.

Z obiektywem wśród gwiazd, a gdzie ci młodzi?

Ederson, czy Marquinhos z grona “młodych” już dawno wyrośli. Jedną z czołowych postaci jest rzecz jasna Gabriel Jesus, któremu również lat nie ubywa. 21-letni napastnik ma być odpowiedzią na bolączkę środka ataku w ostatnich latach. W 10 rozegranych spotkaniach dla kadry narodowej strzelił 7 bramek, notując 5 asyst (mecze o stawkę). Wynik znakomity i taki prognostyk zapewnia podstawowy skład w kadrze Tite piłkarzowi Manchesteru City.

Choć w zapasie jest wiele młodych twarzy jak, chociażby Malcolm, Vinicius Junior, Neres, czy Arthur to raczej żaden z nich do Rosji nie poleci. Ostatni z wymienionych jest świeżym hitem, lecz nawet rejestracja w pierwszej reprezentacji nie daje większych szans na grę. Przynajmniej nie na zbliżających się mistrzostwach świata.

Barcelony król
weloba.cat
W poszukiwaniu złotego środka

Piłka nożna to sport nieprzewidywalny, gdzie żaden kolos, żaden tytan nie może zawsze czuć się jak faworyt. Dużo zimnej krwi na pewno przyda się w meczach z Serbią oraz Kostaryką. “Orły” to dla Brazylijczyków całkowicie coś nowego, a natomiast podopieczni Ramireza potrafią odsłonić największe słabości “Canarinhos”. Mówimy jednak o jednej z najwybitniejszych reprezentacji w historii i drużynie z najdroższym piłkarzem w dziejach. Wyjście z grupy to konieczność i dla fanów wręcz formalność. Naszym zdaniem wendeta po ostatniej klęsce będzie na tyle skuteczna, że Brazylia zamelduje się w półfinałach. Czy mają szansę na powiększenie gabloty o kolejną pozycję? Jak najbardziej, lecz do miana pierwszego w kolejce trochę im brakuje.

Autor: Michał Kwieciński