Mistrzostwa Świata mają niestety tą specyficzną cechę, że strasznie szybko się kończą. Pamiętam jak przed chwilą Jadon Sancho prowadził Młode Lwy do pierwszego zwycięstwa na turnieju. Teraz wszyscy wiemy kto sięgnął po złoto, zaledwie 22 dni, aż 52 spotkania. Dzisiaj skupmy się jednak na ostatnich dwóch, które zwieńczyły turniej oraz wybór nagród indywidualnych.

Przed przeczytaniem, zapraszam do przeczytania podsumowania FAZY GRUPOWEJ oraz PUCHAROWEJ Mistrzostw Świata U-17 2017!

Zacznę od meczów, zostawiając “truskawkę na torcie” – najgorętsze nazwiska i nagrody indywidualne – na koniec. Na pierwszy ogień – mecz o trzecie miejsce.

Brazylia – Mali

Mali jako drużyna najczęściej uderzająca na bramkę rywali (aż 184 razy w 7 meczach!), nie inaczej taktycznie podeszła do sobotniego meczu. Tym razem na bramkę Gabriela Brazao oddali 27 uderzeń, co przełożyło się na dziesięć celnych. Korzystając z swoich lepszych warunków fizycznych, bardzo często próbowali z daleka, jednak znakomity golkiper Kanarków nie dał się pokonać. Strzelaninę urządzili sobie gracze defensywni. Najgroźniejsze okazję mieli dwaj defensywni pomocnicy Salam Jiddou, kapitan Mohamed Camara oraz defensor Boubacar Haidara. Do szatni bramkarze obu drużyn schodzili z czystym kontem.

Na drugą połowę bardziej zdeterminowani wyszli Brazylijczycy. Już w 55 minucie pięknym rajdem popisał się Alan. Rozpoczął pięknym odbiorem, wbiegł między dwóch Malijskich obrońców, na końcu “podając” do bramkarza. Golkiper Orlątek popełnił jednak olbrzymi i niewytłumaczalny błąd,który porównać można chyba tylko pamiętnego do kiksa Boruca z Irlandią Północną. Niestety dla młodego Youssoufa Koita bramka przesądziła o dalszych losach spotkania, stawiając podopiecznych Jonasa Komli w trudnej sytuacji. Malijczycy robili dużo szumu pod bramką Brazylii, jednak ostatecznie drogi do siatki nie znaleźli. Przeciwnie do Youriego Alberto, który jak się okazało, zaliczył tzw. “wejście smoka”. Przypieczętował brązowy medal dla Canarinhos strzelając w 88′ minucie do prawie pustej bramki, po pięknej akcji kolejnego zmiennika Rodrigo Nestora oraz asyście Brennera.

Subiektywny piłkarz meczu? Dla mnie faworytem bramkarz Kanarków ,Gabriel Brazao.

fot. a.espncdn.com

Walka o złoto, czyli Anglia – Hiszpania

Pierwsza część gry przypominała zaciętą walkę bokserską, która okiem zwykłego kibica wygląda na wyrównaną. Jednakże tylko jeden zawodnik wyprowadza skuteczne do bólu ciosy, próbując rozwalić przeciwnika na punkty, a drugi robi efektowne przed telewizorem show, ukazując piękno tej dyscypliny. W boksera “punktującego” zamienili się Hiszpanie, pozycję drugiego niechętnie musieli objąć Synowie Albionu. Gola numer jeden dla La Furia Roja w zasadzie przypisujemy Sergio Gomezowi, jednak piłkę w stronę bramki skierował –  bo o kopnięciu nie można tu powiedzieć – Cesar Gelabert. Przy drugiej bramce bezpośredni udział miała znowu ta dwójka. Układ również się nie zmienił. Podawał Gelabert, do siatki futbolówkę posłał zawodnik młodej Barcelony. Cała akcja zasługuję na pochwałę, ale szczególnie – sam strzał. Piękny półwolej z kilku metrów uderzony na dalszy słupek – palce lizać. Podwójnie ukąszeni Anglicy wykorzystali swoją szansę i złapali kontakt minutę przed przerwą. Autorem nie kto inny jak Rhian Brewster. Ładnym dośrodkowaniem popisał się Steven Sessegnon . Wychowanek londyńskiego Fulham, który zawinił przy dwóch straconych bramkach, znakomicie odkupił swoje winy asystując przy trafieniu Anglika. W połowie więc na tablicy widniał wynik 2:1 dla Hiszpanów.

Druga część gry odbywała się pod dyktando młodych Lwów. Zaczęli z wielkim animuszem, co zaowocowało golem w 58′ minucie gry. Drugą asystę zliczył Sessegnon, a swoje drugie trafienie w turnieju dołożył Gibbs-White. Anglicy byli agresywni, biegali, walczyli, stłamsili rywala. Na prowadzenie wyszli już 10 minut po drugiej bramce, autorem gola niezastąpiony Philip Foden. Hiszpanie za potrzebą chwili wyszli do wysokiego pressingu. Wyspiarze wykorzystali błędy kolegów z południa i trafili dwukrotnie pod koniec spotkania, ustalając wynik na 5:2 i tym samym zdobywając złoto.

Subiektywny piłkarz meczu? Chcąc być śmiesznym powiem – Sessegnon, zaagażowany w aż 4 gole, będąc poważnym – perełka The CitizensPhilip Foden.

fot. Twitter

Nagrody Indywidualne

Po zakończeniu turnieju czas na wybór najlepszych. Trzy kategorie, trzech zwycięzców. Pierwsza, najbardziej oczywista – Adidas Golden Boot. Tu zgodnie z oczekiwaniami po jego grze w fazie pucharowej, zwyciężył Rhian Brewster. Mistrzowskie złoto mu nie wystarczyło. Napastnik młodzieżowego zespołu The Reds, którego Klopp bacznie obserwuję i ma niebawem przetestować w I drużynie. Strzelił osiem bramek w całym turnieju, tylko jedną z nich w fazie grupowej, kiedy przebywał w cieniu Sancho. Prawdziwy lis pola karnego, którego nazwisko z pewnością trzeba zapamiętać.

Przy przyznawaniu drugiej nagrody decyzja jest nieco bardziej subiektywna. Adidas Golden Ball – najlepszy zawodnik turnieju. Philip Foden, bohater Anglików, znakomity piłkarz Manchesteru City, o którym niejednokrotnie w superlatywach wypowiadał się sam Pep Guardiola. Młodych Synów Albionu niejednokrotnie ratował swoją bardzo dobrą grą indywidualną. W 7 występach zdobył trzy bramki. Niezły wynik jak na skrzydłowego. Najważniejsze jednak jest to co robił dla kolegów, jego współpraca z bocznym obrońcą Sessegnonem układała się znakomicie, również przyjemnie się na to wszystko patrzyło.

fot. Twitter – Phil Foden

Trzecia, jak można się domyślić, dotyczy najlepszego bramkarza. Adidas Golden Glove, po polsku – Złota Rękawica. Tu zwyciężył golkiper Kanarków Gabriel Brazao. Zawodnik brazylijskiego Cruzeiro w siedmiu meczach miał aż 29 obron. Wpuścił tylko pięć bramek, z czego trzy z nich stracił w meczu z niesamowitą Anglią. Cały turniej w jego wykonaniu był dobry, potwierdził to w ostatnim meczu o trzecie miejsce, kiedy zawodnicy Mali słali potężne uderzenia w jego stronę.