Łyszczarz, Adrian Łyszczarz
WKS Śląsk Wrocław

Gdy w wieku 16 lat trafił do Śląska, niemal z marszu rozpoczął treningi z pierwszym zespołem. Jeszcze w sezonie 16/17 doczekał się pierwszych minut na boiskach Ekstraklasy, a wraz z początkiem obecnej kampanii ruszył na podbój I ligi. Sam Jacek Magiera widzi w nim jednego z liderów kadry U-20, która za kilka miesięcy przystąpi do walki w mistrzostwach świata. Nie da się ukryć – Adrian Łyszczarz to jeden z najbardziej utalentowanych piłkarzy młodego pokolenia w naszym kraju.  

ŁAWKA CZY PIERWSZY SKŁAD? CO CZEKA SEBASTIANA WALUKIEWICZA WE WŁOSKIEJ SERIE A? 

Michał Grzela: Nie od dziś wiadomo, że wszystko w życiu ma swój początek. Każdy z nas podejmuje decyzje, które wpływają na to, jak wygląda nasza przyszłość. Powiedz, jak to było z Tobą i z piłką? Kiedy postawiłeś swój pierwszy krok?

Adrian Łyszczarz: Kiedy byłem małym dzieckiem, wpadła mi w rękę gazeta, w której była reklama dawnej szkółki Wiko Wrocław (ówczesne FC Wrocław Academy). Zawołałem tatę i powiedziałem mu, żeby zawiózł mnie na trening.

Pamiętasz swój pierwszy trening we Wrocławiu? W jakim byłeś wieku?

Miałem 6 lat – jeszcze nieskończone. Trening pamiętam doskonale, wszedłem do rocznika ’97, ponieważ nie było nikogo oprócz Pawła Olszewskiego urodzonego w ’99.

Po pierwszym treningu zdecydowałeś – “zostaję”?

Nie było innej możliwości. Byłem tak ochoczo nastawiony do gry w piłkę, że zrobiłbym wszystko, byle tylko zostać.

Urodziłeś się w Oleśnicy, a wychowywałeś w Bierutowie. Dojazd na treningi i z powrotem nie stanowił dla Ciebie ani Twoich rodziców żadnego problemu? Jak sobie z tym radziliście?

Zaangażowała się w to cała rodzina. Nie jest tajemnicą, że najwięcej czasu zabierałem rodzicom. Wyrazy uznania należą się także mojej babci, która równie często woziła mnie do Wrocławia. Bez mojej rodziny nic by się nie udało. Wszystko im zawdzięczam.

Wsparcie od najbliższych to podstawa! Wróćmy jednak do tego, co działo się w samym Wrocławiu. Jak oceniasz sam pobyt w FC Wrocław Academy? Czy czułeś, że to jest Twój drugi dom?

Oczywiście. W końcu jestem wychowankiem tego klubu. Pojawiałem się tam praktycznie codziennie przez kilka lat. Poznałem wiele osób, z którymi do dziś utrzymuję kontakt.

Razem z FC WA debiutowałeś w sezonie 15/16 w Centralnej Lidze Juniorów. To był zarówno dla Ciebie, jak i dla całej drużyny dobry okres. Zagrałeś w 28 meczach i strzeliłeś 5 goli, a na koniec sezonu zajęliście 4. miejsce w grupie zachodniej CLJ. Jak wspominasz występy w tych rozgrywkach oraz ich poziom?

Ciężko pracowaliśmy, żeby znaleźć się w takim miejscu. Okres ten uważam za jeden z ważniejszych w swoim życiu. To właśnie po sezonie 15/16 przeszedłem do Śląska Wrocław. Moim zdaniem poziom w CLJ był wysoki, zwłaszcza dla mnie. Mimo że rywalizowałem z chłopakami 2 lata starszymi od siebie, to moja gra wyglądała zadowalająco.

Wspomniałeś o przejściu do Śląska. Zainteresowali się Tobą właśnie ze względu na dobre występy w CLJ, czy historia jest inna?

Zainteresowanie ze strony Śląska było już tak naprawdę od dłuższego czasu. Jednak na zmianę klubowych barw zdecydowałem się dopiero po rozegraniu pełnego sezonu w CLJ.

Przychodzisz do Śląska w lipcu 2016 roku i zaczynasz z wysokiego C. CLJ zamieniasz na III ligą i na dobrą sprawę z marszu zaczynasz treningi z pierwszym zespołem. Czułeś się przygotowany na takie wyzwania?

Przygotowałem się na to, że będę występował i trenował w drugim zespole. Nie spodziewałem się jednak, że tak szybko zawitam na trening pierwszej drużyny.

Pierwszy zespół to był poziom, do którego musiałeś przywyknąć, przejść pewien okres aklimatyzacji, czy wręcz przeciwnie – czułeś się gotowy na rywalizację z najlepszymi zawodnikami w klubie od pierwszego dnia?

Poziom był naprawdę wysoki, ale czułem się tam dość swobodnie. Nie zmagałem się z żadną presją. Wychodziłem na każdy trening z uśmiechem na twarzy i robiłem swoje.

To bardzo ważne, aby czerpać radość nawet ze zwykłego treningu. Takie podejście bywa pomocne, co wydaje się potwierdzać Twoja historia – jeszcze w tym samym sezonie doczekałeś się debiutu w Ekstraklasie. Pamiętasz swoje pierwsze minuty z Ruchem?

Wszystko pamiętam bardzo dokładnie – zero stresu. Wynik był dla nas bardzo korzystny. Trener Urban powiedział, że mam wyjść i grać tak jak na treningu.

We wcześniejszej fazie sezonu występowałeś głównie w III lidze. Czy treningi z pierwszym zespołem i gra w rezerwach były dobrym przygotowaniem do debiutu w Ekstraklasie?

Lepszego przygotowania chyba nie można sobie wymarzyć! Treningi z bardzo doświadczonymi zawodnikami pomogły mi w bardzo wielu aspektach, nie tylko w tych piłkarskich, ale również tych związanych z życiem codziennym.

Mówisz o sprawach życiowych. Masz na myśli profesjonalizm w podejściu do bądź co bądź, wykonywanego przez Ciebie zawodu?

Tak, starsi zawodnicy przekazywali mi wskazówki, takie, które wykorzystałem i pozwoliły mi się stać lepszym zawodnikiem.

W Śląsku rozwijałeś się dalej przez kolejne miesiące. W sezonie 17/18 rozegrałeś 10 meczów w Ekstraklasie, jednak na te występy złożyły się na niewiele ponad 150 minut. Nie masz poczucia, że mogłeś ten czas wykorzystać nieco lepiej?

Nie. Myślę, że i tak zagrałem sporo meczów, zważając na to, w jakim wówczas byłem wiek oraz z jakimi zawodnikami rywalizowałem. Jestem z tego okresu zadowolony.

W  końcu jednak trafiłeś na wypożyczenie do I-ligowego GKS-u Katowice. Sam chciałeś spędzać więcej czasu na boisku kosztem, przynajmniej na papierze, niższego poziomu, czy to była wspólna decyzja – Twoja oraz klubu?

Sam chciałem pójść poziom niżej, żeby zacząć częściej grać. Po rozmowach w klubie doszliśmy do wniosku, że jest to dobrym wyjściem i odszedłem na wypożyczenie.

Opcja z GieKSą była najlepszym, czy jednym rozwiązaniem?

Była najlepszym rozwiązaniem.

Pierwsze miesiące na zapleczu Ekstraklasy masz już za sobą. Nie był to łatwy czas dla całego zespołu, niemniej jednak zapytam o Twoje odczucia. Rozgrywki spełniają Twoje oczekiwanie, poziom jest wyraźnie niższy niż ten, z którym spotkałeś się w Ekstraklasie?

I liga nie odstaje poziomem od Ekstraklasy. Na zapleczu jest mniej czasu na podjęcie decyzji, zazwyczaj ma się już rywala na plecach i trzeba wiedzieć przed przyjęciem piłki, co chce się z nią zrobić. Dlatego tak ważna jest obserwacja, nad którą pracuję na każdym treningu.

Mówisz o szybszym podjęciu decyzji. A jak to wygląda z tężyzną fizyczną? Musiałeś zadbać o rozwój tego aspektu, aby lepiej radzić sobie w I lidze?

Od dłuższego czasu pracowałem nad tym, żeby poprawić swoje parametry fizyczne. Myślę, że przebiega to pomyślnie. Ciągle rozwijam się w tym aspekcie.

Twój wyjazd do Katowic zbiegł się w czasie z debiutem w reprezentacji U-20. W kadrze trenera Magiery zagrałeś już pięć meczów. Przygotowanie do mistrzostw świata to największe wyzwanie w Twojej dotychczasowej karierze?

Mam w głowie to, że jest to być może najważniejszy okres w moim życiu. Staram się jednak podchodzić do tego na spokojnie, dbając o szczegóły – rzetelność i sumienność to podstawa. Wierzę, że efekty będą nagrodą za moją ciężką pracę.

Kadra U-20 to Twój pierwszy kontakt z trenerem Magierą. Dobrze Ci się z nim współpracuje? Potrafi zadbać o jedność grupy?

Nie mamy na co narzekać. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik – pełen profesjonalizm. Pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją, żeby każdy szczegół był dopracowany i wszystko, co robimy, miało w mniejszym lub większym stopniu przełożenie na boisko.

Nie jest tajemnicą, że trener Magiera sporo rotuje, jeśli chodzi o powołania na kolejne zgrupowania. Czy dla Was – zawodników – stanowi to jakieś problem, czy nowi gracze szybko przechodzą okres adaptacji i znajdujecie wspólny język?

Nie ma z tym problemu. Jesteśmy jedną drużyną. Jeśli wchodzi ktoś nowy, to jest to w naszym wspólnym interesie, żeby jak najszybciej i jak najlepiej wpasował się do drużyny. Pomagamy wszystkim, bo tylko razem możemy coś osiągnąć.

Rozmawiamy o kadrze i o mistrzostwach. Z pewnością cele są mocno związane zarówno z jednym i drugim. Powiedz jednak, co jest dla Ciebie najważniejsze w tym sezonie? Wyznaczasz sobie stale jakieś konkretne zadania, czy po prostu skupiasz się na wykonywanej pracy?

Staram się pracować, tak dobrze, jak tylko potrafię i żyć z dnia na dzień. Wiadomo, że mam z tyłu głowy mistrzostwa świata, ale muszę się skupić na codzienności, na klubie. Nie mogę niczego zaniedbać.

Można zatem domniemywać, że swoisty rachunek sumienia wykonasz we własnym zakresie już po zakończeniu sezonu.

Wtedy przyjdzie czas na przemyślenia i analizy, na razie trzeba się skupić tylko i wyłącznie na ciężkiej pracy.

Na koniec zapytam o dość odległą z punktu widzenia dzisiejszego dnia przyszłość. Czy masz jakieś marzenie, do którego dążysz i które daje Ci tę dodatkową energię do dalszej pracy? Jest coś takiego, czy uważasz, że jest to zbyteczne zaprzątanie sobie głowy?

Energię daje mi tylko i wyłącznie moja rodzina. Chcę, żeby byli ze mnie dumni i szczęśliwi razem ze mną.