bramek
Młodzieżowy Futbol

Za nami spotkania rewanżowe w półfinałach Centralnej Ligi Juniorów. Nie obyło się bez emocji, bramek, walki do samego końca i niespodzianek. Czego oczekiwać więcej? Razem z finalistami czekamy z niecierpliwością na pierwsze spotkanie finałowe

Witam wszystkich czytelników #PrzeglądCLJ i z przyjemnością wyjątkowo zastępuje za biurkiem głównego autora najlepszego cyklu o CLJ. Jeremi obecnie przebywa w Rosji, gdzie już jutro zobaczymy uroczyste otwarcie Mistrzostw Świata 2018. Skupmy się jednak na tym, co teraz, tutaj, a mowa o zakończonej 1/2 Centralnej Ligi Juniorów. Cóż to były za półfinały. Aż szkoda, iż rozgrywane w tych samych godzinach, aczkolwiek dla chcącego nic trudnego. Jeśli jeszcze nie czytaliście ostatniego wydania, to czas to nadrobić!

Szalony zwrot akcji w Ząbkach. Lech Poznań nie przyjechał się opalać!

Mecz warszawskiej Legii z “Kolejorzem” rozpoczął się o godzinie 15:00 na stadionie ząbkowskiego Dolcanu. Pogoda dopisywała, choć bardziej do plażowania niż grania w piłkę nożną. Duszno, gorąco, a obydwie ekipy mają za sobą długi sezon. Zapowiadało się na trudną, aczkolwiek niezbyt dynamiczną grę. Przypomnijmy, że to Legia w pierwszym meczu półfinałowym CLJ pokonała Lecha we Wronkach 2:1. Mimo że taki wynik w żadnym wypadku nie gwarantował bezpieczeństwa to jednak “Wojskowi” mieli być na uprzywilejowanej pozycji.

Klub z Warszawy nie oszczędzał swoich młodych piłkarzy, albowiem kilku z uczestników tego półfinału grało dzień wcześniej z Polonią Warszawa w III lidze (grupa wschodnia). Jednym z nich był, chociażby Michał Góral, który regularnie występuje w drugim zespole Legii, a na mecze CLJ-tki wpada sporadycznie. Ostatni raz w marcu przeciwko, o mamy zbieg okoliczności – warszawskiej Polonii. Tym razem przewidywany był od pierwszej minuty, by stanowić siłę ofensywy wraz z Łukaszem Zjawińskim, najskuteczniejszym z podopiecznych trenera Piotra Kobiereckiego.

U przyjezdnych kadrowo wcale nie gorzej. W defensywie wchodzący w dorosłe buty Wiktor Pleśnierowicz, Bartosz Mrozek, który od dłuższego czasu ogrywa się w rezerwach klubu, czy Hubert Sobol. Dokładnie ten, co przy każdym występie przed wejściem może dopisać sobie bramkę. Ostatni mecz bez strzelonego gola datuje na kwiecień, a na koncie przed spotkaniem  z Legią widniała liczba “21”.

Co tam się wydarzyło? Mnóstwo bramek, zwrotów akcji… tego nie można było przegapić

Jak można się było spodziewać, to Lech od początku musiał zdecydowanie postawić na atak. “Poznańska Lokomotywa” często grała skrzydłami, starając się wmusić błąd w szeregach rywala. Śmiałość przychodziła z łatwością, ale szybko odbiła się czkawką. Rzut rożny, Mikołaj Neuman dogrywa do Górala i mamy otwarcie na tablicy wyników. Znów ze stałego fragmentu gry? Owszem. O słabości Lecha w tym elemencie gry wiedzieliśmy przed spotkaniem, lecz błędów powielać nie można, gdy grasz o finał.

bramke
Młodzieżowy Futbol

Lech nie zamierzał odpuszczać, a utrata bramki podziałała jak płachta na byka. Nie było mowy o szaleńczych atakach, nie, nie, wyważona gra pozycyjna – to miało dać efekty i dało. Próba pressingu ze strony “Wojskowych”, ale nieudana, a dalej to już opowieść pod tytułem “gdy wychodzisz z krycia, zadbaj o asekurację”. Dogranie z boku boiska, przytomnie i po ziemi, a Michał Skóraś trochę z pomocą szczęścia pakuje piłkę do siatki rywala. Na zegarze jest remis, ale Poznaniacy nie mogą zwalniać. W 14 minucie o strzał z dystansu pokusił się Eryk Kryg, ale piłka nieznacznie minęła górną część obramowania bramki. Brakowało celności po obu stronach. Warszawiacy starali się grać górą, długo w stronę wychodzących napastników, natomiast Lech konstruował akcję środkiem, próbując atakować skrzydłami.

Na bramkę czekaliśmy do 36 minuty, gdy po znakomitym rajdzie Skórasia obejrzeliśmy powtórkę z pierwszej bramki “Kolejorza”. Płasko za ostatniego obrońcę i wślizgiem na 2:1 Jakub Karbownik. Być może wykończenie niezbyt piękne dla oka, ale czy to ma znaczenie?

Kwadrans w szatni i wszystko wyjaśni się tu i teraz

W drugiej odsłonie meczu Lech nie przestawał napierać na bramkę oponenta. Dużo prób strzałów, ale i świetnych interwencji Pawła Łakoty. “Duma Wielkopolski” nie chciała dłużej czekać. Z podobnym założeniem wyszła Legia, bo wpuszczenie Bartka Rymka było strzałem w dziesiątkę. Dobra próba rajdu zastopowana faulem i sędzia bez wahania podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł Olejarka (również zmiennik) i dał prowadzenie w dwumeczu. Prowadzenie, ale tylko na 4 minuty, ponieważ Michał Gładysz chwilę później nie dopilnował Sobola, który wyrwał się defensorowi Legii i mieliśmy 3:2. Fatalny błąd gracza Legii.

Cios “ostateczny” przyszedł w 76 minucie, albowiem “Legioniści” sami strzelili sobie w stopę. Świeży Mateusz Olejarka za próbę wymuszenia rzutu karnego został ukarany żółtym kartonikiem, a że jeden już posiadał to musiał zejść z boiska. Osłabiona Legia Warszawa miała problemy, które z miłą chęcią wykorzystał Skóraś i Tupaj, ustalając wynik na 5:2. Ostatecznie to Lech Poznań melduje się w finale po bardzo emocjonującym spotkaniu!

Wynik w dwumeczu:

Lech Poznań 6:4 Legia Warszawa 
bramek
Lech Poznań

A tak cieszyli się po meczu piłkarze Lecha:


Na Oporowskiej wcale nie gorzej. Przynajmniej w kwestii bramek

Szkoleniowiec Śląska, Piotr Jawny przed meczem z Cracovią wspomniał o odbudowie mentalności w zespole po przegranej w pierwszym meczu. Nie ukrywał, iż utrata choćby jednego gola może być ciosem do trumny. W zespole z Wrocławia zobaczyliśmy gwiazdy, ale i lekkie przebudowanie w pierwszym zespole. Bramki zdobywać miał przede wszystkim Sebastian Bergier.

W barwach Cracovii stali bywalce – Szymon Pająk, Sylwester Lusiusz, nie zabrakło również Radka Kanacha, który zaliczył już debiut w Ekstraklasie oraz Daniela Pika. O ostatnim mówić nie trzeba, idzie jak burza.

Bez wrażeń po pierwszych 45 minutach, a potem…

Cracovia od początku grała mądrze. Nie dawała wielu możliwości rywalom, na szybkie przedostanie się z futbolówką we własne pole karne. Dużo odbiorów w środku pola i próby Śląska gasły, zanim na dobre się rozpoczęły. W 11 minucie jednym podaniem Cracovia mogła wyprowadzić zabójczy cios, ponieważ Jakub Bator świetnie urwał się obrońcy, ale bramkarz gospodarzy przytomnie wyszedł do piłki, zanim napastnik zdążył ją w ogóle przyjąć.

Z biegiem czasu spotkanie stawało się płynniejsze, a Cracovia szukała swojej okazji na bramkę. Często w tym celu wykorzystywany był Sebastian Strózik, który momentami śmiało ogrywał rwali w pojedynkę. Również obrońcy nie bali się grać pod bramką przeciwną, a najlepszym tego przykładem był Szymon Pająk i jego lewa noga. Próby ofensywne nie działały negatywnie na defensywę gości. Szczelna obrona i przede wszystkim “strefa czyszczenia”. Tak to właśnie można nazwać. Linia pomiędzy obroną a pomocą, gdzie Krakowianie pilnowali przeciwnika na tyle inteligentnie, by ten nie mógł zagrać z klepki, szybko rozprowadzić piłki dalej. Przed gwizdkiem na przerwę, rywali, którzy duchem już chyba zeszli do szatni postraszył Wiśniewski. Na tyle skutecznie, że trafił do bramki. W jaki sposób? Lekkie uderzenie po ziemi, trochę winy bramkarza, ale i błyskotliwość strzelca.

Dużo niedokładności i brak pomysłu na grę ze strony Śląska sprawił, że po pierwszej połowie meczu było jedynie 1:0.

Po tysiąc od każdej drużyny i zaczynamy… Cracovia wa-bank

Niepotrzebne faule, słaba prezentacja w pierwszej części meczu i jak tu walczyć o awans? Niewiele celnych strzałów i brak argumentów, by zrobić to “coś”, co da nadzieję. Wyróżnić na pewno można było Sebastiana Jasińskiego, ale to za mało. W 63 minucie “Pasy” ruszają z kontrą, w ataku czterech piłkarzy i liniowa akcja – Pik – Lusiusz i Strózik. Całkowicie niekryty napastnik krakowskiej ekipy miał dużo miejsca i wykończył, jak trzeba. Michał Probierz na pewno byłby zadowolony, ale trudno się dziwić. Przyszłość maluje się w kolorowych barwach?

Śląsk Wrocław bezradny, Cracovia prowadziła już 2:0, a dzięki zaliczce z pierwszego meczu była jedną nogą w finale. Gra Wrocławian w finale Centralnej Ligi Juniorów przechodziła powoli do strefy marzeń.

Goście, mimo że tak naprawdę ostatnie minuty mogli zagrać oszczędnie, to wcale nie zamierzali. W 77 minucie jeszcze nałożyli pressing na oponenta na tyle skutecznie, że zmusili rywala do oddania piłki tuż pod własną bramką. Efekt? Przewinienie w polu karnym i z wapna na 3:0 strzela Sylwester Lusiusz. Kilka minut później rezultat ustala Patryk Zaucha. Na wielkie brawa w tej akcji zasługuje Robert Ożóg. Ostatecznie Cracovia zasłużenie trafia do finału CLJ!

Wynik w dwumeczu:

Cracovia 6:0 Śląsk Wrocław

 

Ranking najlepszych strzelców CLJ (sezon 17/18)

22 bramki – Piotr Pierzchała (Korona Kielce)
22 bramki – Hubert Sobol (Lech Poznań)
22 bramki – Łukasz Zjawiński (Legia Warszawa)
21 bramek – Sebastian Bergier (Śląsk Wrocław)

Piotr Pierzchała, mimo że jego zespół nie awansował do półfinałów CLJ, nadal nie został zdetronizowany w klasyfikacji strzeleckiej. Co prawda to Hubert Sobol będzie miał ostatnie słowo w tej kwestii, albowiem tylko on z ów wymienionych pozostał w dalszej grze. Swój dorobek bramkowy zwiększył również Łukasz Zjawiński, który w meczu rewanżowym z Lechem pewnie wykorzystał rzut karny.

Słowem końcowym…

Do finału trafiają zespoły nie tylko mocne na boisku, ale i w szatni. Śląsk Wrocław mimo dominacji, jaką narzucał przez cały sezon, w dwumeczu z Cracovią – przepadł. Oczywiście o sensacji nie ma mowy, bo przed meczem wszyscy zdawali sobie sprawę z formy Cracovii. Znakomicie przygotowani kondycyjnie, kreatywni w rozegraniu i co również ważne – konsekwentni. Gdy nie trzeba, ale można to nie przestają. Ręka Probierza czuwa nad krakowskim zespołem i widząc sezon, ale i mecze 1/2 CLJ możemy być pewni o ich postawę w meczach finałowych.

Drugim finalistą jest Lech Poznań, który o miejsce w półfinałach walczył do ostatniej kolejki z równie świetną Pogonią Szczecin. Gdyby nie zwycięstwo nad Śląskiem, Lecha w półfinałach mogłoby nie być. Wywalczony awans i dobre nastroje szybko mogły stać się jedynie pocieszeniem, albowiem gra z niepokonaną Legią Warszawa to mało ciekawy prezent. Poznaniacy przekonali się o tym na własnym terenie, gdzie przegrali, ale nie na tyle wysoko, by zapomnieć o dalszej walce. Z takim nastawieniem przyjechali do Ząbek i z takim podejściem walczyli bark w bark z “Legionistami”. Lech w dwumeczu był lepszy, ale nie ma co ukrywać, że pomógł incydent z Mateuszem Olejarką w spotkaniu rewanżowym. Czy jeśli jeden ze strzelców bramek w ów meczu zostałby na murawie, to wynik byłby taki sam? Ciężko powiedzieć, aczkolwiek Lech Poznań może być zadowolony – ciężka praca popłaca!

bramke
Piotr Sikora/AON Rembertów

WIELKI FINAŁ!

Cracovia – Śląsk Wrocław
 15 czerwca, 17:00 / stadion przy ul. Wielickiej

Zapraszamy również na mecz rewanżowy 20 czerwca.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ