tłok cudów twarzą, gnębiąca, regularna Oddech, trzy, gromi, rozczarowuje,
Młodzieżowy Futbol

Patrząc w górę tabeli, od razu w oczy rzuca się tłok, który zapanował po zawirowaniach w ostatnich tygodniach. Żaden zespół już nie jest zabójczo regularny i na szczyt wdrapać może się każdy z obecnej pierwszej czwórki. I oby tak emocjonująco było do samego końca rozgrywek.

Licząc wyniki pierwszych czterech zespołów w tabeli po 14. kolejce, nie znajdziemy żadnego weekendu, w którym faworyci solidarnie by wygrali swoje spotkania. Za każdym razem obserwujemy więc potknięcie któregoś z klubów czołówki. To sprawia, że choć wciąż na szczycie jest Korona, to różnice punktową zdają się zacierać do wartości minimalnych. Taki model odpowiada nie tylko satysfakcji kibiców, ale i rozwojowi zawodników, którzy odpuszczać nie mogą i muszą grać pod pełną presją oraz z pełnym skupieniem. Za słabsze momenty płaci się surowo, nawet w meczach z dolną częścią stawki.

Przekonałby się o tym chociażby Lech, który już prawie nadgonił resztę peletonu walczącego o mistrzostwo CLJ. Gdyby nie przegrana w weekend, Poznaniacy dogoniliby w tabeli Pogoń Szczecin. Jednak przegrali w meczu finalistów z sezonu 2017/18. Jedyną bramkę dla Lecha zdobył Filip Szymczak, który teraz przebywa na testach w klubie z Półwyspu Iberyjskiego (Więcej TUTAJ). W barwach “Pasów” rozstrzelał się Krystian Bracik. Stoper ekipy Kordiana Wójsa ustrzelił dublet, w tym jedną bramkę z rzutu karnego.

“Wiedziałem, jak mniej więcej gra Lech, jakie są walory tego zespołu. Chytrze ustawiłem zespół, co przyniosło oczekiwany efekt” – podsumował krótko szkoleniowiec Cracovii, cała wypowiedź TUTAJ.

Legia Warszawa skromnie pokonała u siebie beniaminka Elanę Toruń 2:1. W szeregach “Stołecznych” w końcu odblokował się Zjawiński, który także dwukrotnie pokonał w sobotę bramkarza rywali. Drugi z beniaminków zaś niespodziewanie trzeci “nowy” zespół w lidze Escole Varsovia. Goście z Bełchatowa wygrali 2:1, a wszystkie trzy bramki padły w pierwszych szesnastu minutach spotkania.

Jagiellonia po przełamaniu w ostatniej kolejce poszła za ciosem i zwyciężyła w kolejnym ligowym starciu. Co ciekawe, sukces na boisku w Lublinie również nie przyszedł łatwo tak jak ten zeszłotygodniowy w Białymstoku. Dopiero w doliczonym czasie gry Jadze skórę uratował Eryk Matus. W Krakowie świetny powrót na juniorskie boiska zanotował Jan Łoś. Po ponad dwóch miesiącach napastnik Arki zagrał w CLJ i od razu nie tylko strzelił gola, ale i tym samym zagwarantował swojej ekipie zwycięstwo w trudnym spotkaniu z Wisłą Kraków.

CZAS NA NOWY CYKL! PIERWSZA ODSŁONA “NA ZAPLECZU” JUŻ DOSTĘPNA! NIE PRZEGAP!

Dramat we Wrocławiu

Natomiast to, co wydarzyło się przy Oporowskiej, było niewytłumaczalne nawet dla trenera przyjezdnego Ruchu Chorzów. Niebiescy nie przegrali z kretesem, nie ponieśli porażki, ale zostali sromotnie skarceni. 1:7. Takie wyniki jak ten się zdarzają. Ale rzadko bywają tak zasłużone. Ruch na 90 minut zamienił się w pachołki. Tym bardziej dziwi taka kolej rzeczy, gdyż zaledwie tydzień wcześniej potrafili po dobrej, zorganizowanej grze pokonać w Chorzowie Wisłę. Dla Śląska to była najprawdopodobniej najłatwiejsza potyczka w sezonie. Ciężko będzie znaleźć inną kandydaturę.

“Dzisiaj nie było kompletnie drużyny.[…] Nie rozumiem i nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć. Z pełną odpowiedzialnością mówię, że chłopcy byli dziś nieprzygotowani fizycznie i przede wszystkim mentalnie. Początek był tragiczny – w cztery minuty straciliśmy dwie bramki.” – po spotkaniu mówił Ireneusz Psykała, szkoleniowiec Ruchu.

Nie gorzej działo się w Szczecinie. Co różniło jednak to spotkanie od wyżej opisanego, to z pewnością było to spotkanie dwóch zespołów, a nie jednego i 11 pozorantów. Według trenera Łęczyńskiego było to jedno z najlepszych spotkań w lidze, prawdziwa reklama Centralnej Ligi Juniorów. Trudno się nie zgodzić z trenerem Pogoni, gdyż widowisko to stało na naprawdę wysokim poziomie. Zarówno Zagłębie, jak i gospodarze pokazali swoje zarówno drużynowe i indywidualne oblicza. Koniec końców to przyjezdni zdobyli ostatnie dwa gole i zwyciężyli 4:2. Na listę strzelców wpisywały się znane nam już nazwiska. Dwukrotnie Sypek, po razie Turski oraz Poręba. Z takimi nazwiskami po prostu nie mogło być nudno.

Jednak jakby tego było mało, 14. kolejka przyniosła nam również skandal pozaboiskowy. Lider tabeli Korona nie rozegrała swojego spotkania z powodu jawnego zatajenia faktu przez włodarzy Górnika Zabrze. Kielczanie dopiero przyjechawszy do Zabrza, dowiedzieli się, że mecz rozgrywać mają na sztucznej murawie. Trener Mierzwa stanowczo zaprotestował, mając słuszne obawy o zdrowie zawodników. Pełne objaśnienie sytuacji i wypowiedź trenera znajdziesz tutaj.

ABY ZOBACZYĆ CAŁY TERMINARZ CLJ – KLIKNIJ TEN LINK

PozycjaKlubPWDLGDPts
11410221732
21510231432
3158431428
4159151328
515816625
6158071024
715717022
815636321
915555020
1015537-418

2 KOMENTARZE

  1. powinien być walkower,ale Korona ma honor i 01.12 rozegra ten mecz chociaż wcale nie musiała
    Tortillaaa taką macie teraz nazwe

ZOSTAW ODPOWIEDŹ