dziewiątki
Tomasz Łasica / Gazeta Krakowska

Już za 25 dni usłyszymy pierwszy gwizdek mistrzostw świata do lat 20 rozgrywanych w Polsce. Po raz pierwszy na naszej ziemi, po raz pierwszy z udziałem od 2007 roku i turnieju w Kanadzie. Jacek Magiera miał niewiele czasu na pracę z zespołem. Dziś poszukamy odpowiedniej “dziewiątki”.

Od czasu debiutu byłego szkoleniowca Legii za sterami kadry U-20, “Biało-Czerwoni” do siatki rywala trafiali dziesięciokrotnie. Trzy razy w zwycięskim meczu z Czechami, raz z Holandią, dwa z Ukrainą i aż czterokrotnie z Japonią. Na osiem rozegranych sparingów (wyłączając mecz z Anglią rocznika 1998/1999) aż pięć razy opuszczaliśmy murawę bez zdobytej bramki i o jeden więcej jako pokonani. Jeśli spojrzymy na wszystkie trafienia Polaków, to trudno nie zauważyć, że tylko w jednym przypadku po zdobytej bramce  skończyliśmy z porażką na koncie. Mowa o meczu z Holandią.

SZEROKA KADRA POLSKI U-20 – SPRAWDŹ TUTAJ!

Kim zagramy na mundialu?

Już na wstępie widzimy aż 10 nazwisk, które znalazły się na liście szerokiej kadry Jacka Magiery. Z pewnością ów zestawienie zmniejszy się o ponad połowę. Na warsztat trafią zawodnicy będący dotychczas częścią reprezentacji U-20. Częścią w jakimkolwiek stopniu. Bergier, Marchwiński, Żukowski oraz Bida powołania się nie doczekali, więc w tym przypadku mówimy o dość nieśmiałej kandydaturze. A może wyłącznie o wyróżnieniu?

Sebastian ma na koncie 18 występów w pierwszoligowych Wigrach, gdzie gra na zasadzie wypożyczenia ze Śląska Wrocław. Bramki jeszcze nie zdobył. Marchwiński na świeczniku po meczu z Legią w Ekstraklasie, gdzie jego gol dał “Kolejorzowi” zwycięstwo. Na najwyższym szczeblu w Polsce zagrał w tym sezonie sześć razy i zdobył dwie bramki. Częściej szatnie dzieli z zespołem trzecioligowych rezerw. Żukowski jest piłkarzem Lechii, dla której w tym sezonie zagrał łącznie 96 minut w ligowych rozgrywkach. Mówiąc o Bartoszu Bidzie mamy przed oczami gracza pożyczonego przez “Wigierki” od białostockiej “Jagi”. Siedem spotkań i trzy bramki to dotychczasowy dorobek 18-latka.

Szukając bramek i szukając “dziewiątki”

Sebastian Strózik już przy pierwszej okazji zadebiutował w kadrze Jacka Magiery. Mecz z Włochami zakończony srogą porażką, aczkolwiek kwadrans spędzony na boisku to zbyt niewiele, by zmienić obraz gry, choć indywidualnie pokazał się z dobrej strony. Od tamtej pory w zespole do lat 20 znalazł się jeszcze sześć razy (wliczając mecz z Anglią), dając do zrozumienia, że nie bez przyczyny Cracovia postawiła właśnie na niego.

Ze Szwajcarią znów tylko kilka minut. Na debiut w wyjściowym składzie poczekał do październikowego meczu z Czechami. Kilka dobrych zagrań, udział przy bramce Puchacza, lecz i powtarzające się błędy w ustawieniu. 19-latek zagrał także z Holandią, Portugalią, a także zaliczył 60 sekundowy epizod z Ukrainą. Wiosną zamiast meczu z Japonią była Anglia. Spoglądając z perspektywy czasu wyraźnie widać progres.

Strózik
małopolskie.naszemiasto.pl

Strózik jeszcze za czasów gry w Centralnej Lidze Juniorów przyzwyczaił nas do pozycji centralnego napastnika. “Pasy” wcielając Sebastiana do pierwszej drużyny, zdefiniowali pozycję nastolatka na grę bliżej boku boiska. Raz lewego, raz prawego. Problemy ze skrzydłami poniekąd zmusiły Cracovię na taki zabieg. W meczach z Piastem, Lechią, czy Śląskiem pojawił się także bliżej środka, tuż za napastnikiem. Na nominalnej pozycji, jako osamotniony strzelec zagrał tylko raz w meczu z Wisłą Płock. Na siłę można by dorzucić spotkanie z Górnikiem, ale kolejny 60 sekundowy zryw trudno oceniać. Zabieg czysto taktyczny.

W 19 występach na boiskach Ekstraklasy tylko raz umieścił futbolówkę w siatce. Problem wydaje się z natury oczywisty. Krakowski klub potrzebuje wzmocnienia przy linii, rotując i sprawdzając również niedoświadczonego Strózika. 19-latek natomiast ma z tym problem, co z reguły weryfikuje boisko. Niemniej jednak młodszy zawodnik, to bardziej elastyczny zawodnik, z którego jeszcze wiele można ulepić. Być może taki właśnie jest zamysł Probierza, który niejednokrotnie chwalił Strózika, jednocześnie wskazując na braki z pewnością siebie. Tej ma przybyć z czasem.

DOMAGALSKI: “POLSKA ODSTAJE POD WZGLĘDEM PODEJŚCIA DO SZKOLENIA” – SPRAWDŹ TUTAJ!

Tak blisko, a jednak tak daleko…

Dawid Kurminowski mimo powołania na jeden z ostatnich meczów kadry U-20 z Japonią, ostatecznie wrócił ze zgrupowania wcześniej. Uraz przeszkodził w debiucie, ale nie musi być blokadą w drodze na mundial. Dawid świetnie sobie radzi na Słowacji, mimo że liczbowo wygląda to trochę gorzej. W I lidze 16 meczów i pięć bramek, lecz po przejściu do Ziliny już po pięciu spotkaniach prawie wyrównał połowę kilkumiesięcznego dorobku z gry dla Zemplina. Perspektywa wzrastającej formy 20-latka wydała się atrakcyjna, choć w zespole Magiery mógł zagrać jedynie na treningu.

Dominik Sokół do drużyny trafił w marcu wraz ze wspomnianym wcześniej Kurminowskim. Zawodnik Radomiaka Radom miał trochę więcej szczęścia, bo doczekał się swojej szansy w postaci kilku minut z Japonią. Za mało, by weryfikować, “za dużo”, by przekreślić. Piłkarz drugoligowca realnych szans na walkę o pierwszy skład nie ma, ale regularna gra w klubie pozwala wierzyć na ponowne założenie koszulki z orzełkiem na piersi. “Myślałem sobie, że fajnie byłoby zagrać w tej reprezentacji. To był dla mnie bodziec do trenowania. Udało się do niej trafić, ale kolejny etap to znaleźć się w kadrze na mundial U-20” – mówi Dominik po powrocie ze zgrupowania.

dziewiątki
Góralu, czy ci nie żal…

Michał Góral mierzy 192 cm wzrostu i zdecydowanie lepiej wygląda w ataku pozycyjnym, ale potrafi dostosować się do gry z kontry. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że dla Michała gra głową nie stanowi żadnego problemu, a świetne warunki fizyczne pomagają przy nacisku rywala. Głównym atutem 19-latka jest jednak gra tyłem do bramki, co także ma wpływ na resztę zespołu.

Góral w łaski Magiery wpadł już podczas pierwszego zgrupowania. Mecz z Włochami spędzony na ławce, ale już ze Szwajcarią dostał szansę debiutu. Spoglądając na chłodno – wniósł niewiele, definiując występ na podstawie oczekiwań, a te przecież były dość wysokie. W sezonie 16/17 w CLJ zdobywał 24 bramki w 27 meczach. Po wejściu na poziom seniorski spadły i liczby. 8 goli w 31 spotkaniach można uznać za “piłkarski szok”. W końcu futbol juniorski to nie piłka seniorska.

Góral w poszukiwaniu regularności (bywało, że i w rezerwach Legii był drugim wyborem), ale i głównie formy trafił do pierwszoligowego Stomilu Olsztyn. W nowej drużynie od początku sezonu miał pełnić funkcję jedynego napastnika. Znów identyczna sytuacja. Brakuje liczb. Na Warmii 20 meczów i tylko pięć bramek. Przez kontuzje jesienią wypadł mu miesiąc z gry, co także miało swoje ujście w reprezentacji.

W walce o pierwsze skrzypce

Na dzisiaj pierwszym wagonie siedzi Adrian Benedyczak z Dominikiem Steczykiem. Gracz Pogoni Szczecin w Ekstraklasie debiutował wiosną ubiegłego roku. Po burzliwym okresie w szczecińskim klubie udało się utrzymać w lidze. Dla trenera “Portowców” ostatnie kilka meczów było świetnym momentem na przetestowanie kilku zawodników. Wśród szczęśliwców znalazł się gracz szerokiej kadry – Adrian Benedyczak. Młody napastnik dostał minuty, choć w dużej mierze pomogła mu sytuacja klubowa. Plaga kontuzji i słabej dyspozycji Frączaka otworzyła drzwi do ekstraklasowej piłki. 18-latek zagrał w trzech meczach, a latem został w Szczecinie na kolejny sezon. Klub traktuje Adriana jak wychowanka, a sam zawodnik w Szczecinie czuje się jak w domu.

Tak jak Michał Góral w zespole CLJ nie miał sobie równych. W 19 meczach zdobył aż 17 bramek i trzy razy asystował. Kosta Runjaić liczył, że zostawiając swojego “asa” będzie mógł w odpowiednich momentach odciążyć pierwszy garnitur. Choć z początkiem obecnego sezonu Benedyczak na boisku dostawał coraz więcej czasu, to wiosną częściej oglądamy go w drużynie rezerw.

369 minut w Ekstraklasie, lecz bez bramki na koncie. W trzeciej lidze wygląda to trochę lepiej, albowiem w dziewięciu spotkaniach między słupki trafiał sześć razy. Tak jak i w klubie, tak i w reprezentacji Adrian traktowany jest jako typowa “dziewiątka”. Choć zdarzyło mu się zagrać bliżej skrzydła, czy nawet w meczu z Piastem na… bramce. Co ciekawe, to nie był pierwszy mecz nastolatka w roli golkipera. W 2013 roku jeszcze w Gryfie Kamień Pomorski ze względu na warunki fizyczne na “jedynce” stanął podczas serii rzutów karnych. Wybronił trzy, a zespół w rezultacie wygrał.

Steczyk
Sportfoto Zink

Dominik Steczyk to jedyny napastnik, grający poza granicami kraju. W Niemczech gra już od czterech lat, a obecnie jest graczem Nürnberg, gdzie występuje w zespole rezerw. Dla 15-latka wyjazd z pewnością do łatwych nie należał, ale trudne początki zbudowały w nim wytrwałość. Obecnie na liczniku 20 meczów i 10 bramek, co jest najlepszym wynikiem spośród powołanych napastników do kadry. Jacek Magiera wyraźnie dał do zrozumienia, że widzi Steczyka w swojej układance i prawdopodobnie również na boisku. Dominik jak sam twierdzi – nie chce być, a zagrać na zbliżającym się mundialu.

W reprezentacji 19-latka zabrakło w pierwszym meczu z Włochami, ale już ze Szwajcarią zagrał od pierwszej minuty. Nie był to wymarzony debiut. Po przeciętnym występie Benedyczaka w pierwszym meczu uwaga była skupiona właśnie na Dominiku. Zdecydowanie lepiej wyglądało to z Czechami. Zastępując kontuzjowanego Gryszkiewicza dał powiew świeżości, a nawet zaskoczył konsekwencją przy powrotach do defensywy. Steczyk zagrał także z Portugalią i Ukrainą. W tym drugim strzelił dwie bramki i dał porządne zawody, aczkolwiek trochę zabrakło strzeleckiej pazerności. Nie zabrakło natomiast nastolatka w kolejnych meczach – z Japonią i Niemcami.


Autor: Michał Kwieciński