Pogoń U-18
pogonsportonet.pl

W Szczecinie miniony sezon CLJ uznają za udany. To nie oznacza jednak, że dziewiąte miejsce w tabeli zadowala piłkarzy i trenerów Pogoni. Celem jest rozwój zawodników, a wynik stanowi absolutne tło.

Dziewiąte miejsce, jedenaście porażek i 47 bramek straconych. Negatywne liczby dość mocno dały o sobie znać w kontekście minionego sezonu dla Pogoni. Jednak dla równowagi należy wspomnieć o 10 punktach przewagi nad strefą spadkową, 11 ligowych zwycięstwach i 56 bramkach zdobytych. Te statystyki są czysto poglądowe, bo sam trener Łęczyński nie przywiązuje do tego typu wyliczeń większej wagi. W Pogoni jak mantrę powtarzają, że liczy się rozwój indywidualny, progres i postęp. Da się wyczuć, że nie są to korporacyjne hasła bez pokrycia, a szczera i wprowadzona w życie idea, która napędza proces szkoleniowy w Szczecinie.

Zrozumiawszy filozofie i cele klubu łatwiej interpretować wyniki, które na samym początku sezonu zapowiadały, że CLJ będzie miała nowego hegemona. Seria sześciu zwycięstw z rzędu nie przeszła bez echa i Szczecinianie zostali już po miesiącu rozgrywek okrzyknięci ich nowym faworytem. Faktycznie same nazwiska mogły imponować tym, którzy obserwują młodzieżową piłkę i juniorskie reprezentacje Polski. Pogoń U-18 zaczynała sezon z Kozłowskim, Wędrychowskim, Żurawskim i Smolińskim w składzie. W realiach CLJ to naprawdę to była naprawdę drużyna przez duże D. A przecież w ataku biegał jeszcze Hubert Turski, który wydawał się być pewnym kandydatem do korony króla strzelców ligi.

man, Pogoń U-18
Hubert Turski, fot. Akademia Pogoni

Po pięknej serii przyszedł kultowy w tych rozgrywkach bój z wicemistrzem, zakończony wygraną Śląska 5:4. W Pogoni dublet zaliczył Kacper Kozłowski, a po drugiej stronie hattrickiem popisał się Samiec-Talar. To spotkanie było dla Pogoni, która zagrała w optymalnym zestawieniu, początkiem końca serii miażdżenia rywali. W tabeli za plecami czyhała niezmordowana Korona, a Pogoń stopniowo zaczęła przerzucać talenty do drużyny rezerw. “Wiemy, że w przyszłości nie cały zespół będzie grał w piłkę, a jednostki. Dlatego postawiliśmy na indywidualności. Przez to byliśmy biedniejsi o punkty i liczby zwycięstw” – komentował ruchy kadrowe w zespołach Pogoni Piotr Łęczyński, trener “Portowców”.

Pikowanie

Szczecinianie stopniowo przesuwali się w dół tabeli i jesień ukończyli już na piątym miejscu. Runda wiosenna rozpoczęła się dużymi nadziejami, bo od dwóch kolejnych przekonujących zwycięstw, wpierw z Legią, a potem z Lechem. Były to jednak trudnego łatwe początki, gdyż już na wiosnę Pogoni brakowało kilku kluczowych ogniw z rundy jesiennej. Konsekwentne przesuwanie najlepszych jednostek do drużyny rezerw sprawiło, że w CLJ mogły ogrywać się mniej znane nazwiska. Choć po prawdzie, tych najlepszych, jak choćby Turskiego, też w składzie Pogoni U-18 nie brakowało. Nie raz ich obecność była aż nadto zauważalna. Faworyci trenera Łęczyńskiego szybko jednak znów wrócili do rezerw, w których widoczny był deficyt boiskowych liderów. Pogoń musiała więc znów tasować talią wychowanków, w rezultacie czego od 22 kolejki zespół trenera Łęczyńskiego nie zdołał wygrać żadnej ligowej konfrontacji.

“Na wiosnę mieliśmy zdecydowanie zmieniony skład. Wielu chłopaków poszło już w zimę do zespołu rezerw. Jesień była potraktowana jako przetarcie przed wiosną. Zawsze podkreślaliśmy, że dla nas najważniejszy jest rozwój indywidualny zawodników, liczyliśmy się z tym, że mogą wystąpić konsekwencje w postaci braku punktów czy przegranych meczów” – znów podobnie o gorszej formie zespołu U-18 wypowiadał się Piotr Łęczyński.

W zasadzie po zagwarantowaniu utrzymania Pogoń przestała zdobywać punkty. “Portowcy” sezon zamknęli swoistą klamrą, bowiem zaczęli rozgrywki od sześciu kolejnych zwycięstw, a skończyli na sześciu porażkach z rzędu. Nie było jednak paniki, a w ostatnim meczu sezonu większość drużyny stanowili chłopcy z ekipy do lat 17. Jak powiedział szkoleniowiec szczecińskiej młodzieży, nawet porażki wiele wnoszą do procesu szkoleniowego. “Zawodnicy wiedzą już, jak to jest przegrać po jednym błędzie i wracać dziesięć godzin autokarem. Wiedzą, jak to jest, będąc drużyną lepszą, przegrać czy zremisować mecz. Wiedzą z czym to się je i jak każdy moment spotkania jest ważny, bo na takim poziomie momenty decydują o końcowym wyniku” – zauważył opiekun dziewiątego zespołu tabeli.

Przekuć dominację na gole

Trzeba dodać, że nie były to porażki z grona tych kompromitujących. Zawodnicy Pogoni w wielu meczach mieli przewagę optyczną, budowali akcję, ale brakło im wyrachowania i doświadczenia, zimnej krwi. Przed własnym polem karnym nie udało im się ustrzec od błędów i wielokrotnie musieli poczuć gorycz porażki. Za rywali głównie mieli ekipy, które były mniej lub bardziej zamieszane w walkę o utrzymanie, także i ten aspekt nie przemawiał za “Portowcami”. “Chcieliśmy, żeby szczególnie w tej drugiej części rundy wiosennej w CLJ grali chłopcy z roczników 2002 i 2003, czyli spora część drużyny U-17 i rzeczywiście tak było, a mimo przegranych meczów z tych zawodników jesteśmy zadowoleni. Oprócz trzech spotkań, w których odstawaliśmy od przeciwnika, w każdym z pozostałych byliśmy albo równorzędnym, albo lepszym zespołem. Grając dużą liczbą młodych zawodników zapłaciliśmy frycowe” – tłumaczył Łęczyński.

PRZECZYTAJ, CO POWIEDZIELI TRENERZY PO FINALE MISTRZOSTW ŚWIATA U-20!

Z perspektywy trenera, jak i całego szczecińskiego klubu najważniejsze jest, że udało się odesłać kolejnych juniorów do rezerw, a niektórzy nawet zdołali zadebiutować w pierwszym zespole. “Nie robimy tego na pokaz, taką mamy politykę. Gdy graliśmy z Koroną Kielce, dwóch najlepszych juniorów zostało przesuniętych do drugiej drużyny, by grać w III lidze. Dziewięciu zawodników, którzy tego samego dnia mogli grać w ekipie U-18, w meczu na głównej płycie, przy kamerach, z liderem, wystąpiło w trzeciej lidze w meczu z Sokołem Kleczew” – mówił trener Pogoni U-18.

“Za parę lat nikt nie będzie pamiętał, na którym miejscu zakończyła rozgrywki drużyna U-18 Pogoni Szczecin. Chciałbym, żeby za parę lat dziennikarze czy ludzie, którzy interesują się piłką znali nazwiska chłopaków i wtedy będzie można przytaczać statystyki, ile meczów wygrali w juniorach” – dodawał.

Filip Balcewicz, fot. Kurier Szczeciński

Melodia przyszłości

Od tego roku w Centralnej Lidze Juniorów zobaczyliśmy pierwsze przebłyski talentów wyczekiwanego w Polsce rocznika 2003. W Pogoni na tle starszych kolegów wyróżnić się zdołali już Kacper Kozłowski czy Hubert Turski, których skauci Tottenhamu ocenili jako graczy z potencjałem na piłkarzy klasy światowej. Teraz wiele mówi się o zainteresowaniu hiszpańskiej Valencii Mateuszem Łęgowskim. Trener Łęczyński nie ukrywał, że jeśli chodzi o chłopców z Pogoni, pogłoski o dużych umiejętnościach chłopców z rocznika 2003 nie są przypadkowe.

“Tak, to bardzo mocna grupa. Prowadziłem w zeszłym roku rocznik 2003, odpadliśmy w półfinale (CLJ U-15 – red.) z Zagłębiem. Później prowadzona przeze mnie i trenera Maćka Mateńkę reprezentacja województwa zachodniopomorskiego zdobyła mistrzostwo Polski kadr wojewódzkich. Uważam, że na olimpiadzie młodzieży to duże osiągnięcie. Wielu z tych chłopaków ma już za sobą debiuty w juniorskich reprezentacjach Polski i konsultacje szkoleniowe czy selekcyjne. Rzeczywiście wielu z nich będzie w drużynie U-18, ale kilku z nich jest lub będzie w rezerwach” – opowiadał.

Wydaje się więc, że dla akademii Pogoni Szczecin przychodzą dobre czasy, w których o miejsce w tabeli nikt nie będzie musiał się martwić. Jedyną przeszkodą może okazać się trwająca przebudowa obiektów Pogoni, o której jednak trener nie wspominał w negatywnym świetle. Kolejny raz trzeba to przyznać, ale znów Pogoń mimo nie najlepszej sytuacji wynikowej klaruje się na jednego z liderów szkolenia w naszym kraju. Aczkolwiek zgodnie z filozofią szkoleniowca Pogoni U-18 z oceną należy jeszcze poczekać, kiedy (i czy w ogóle) nazwiska wychowane w Szczecinie zrobią hałas.