finaliści

Finaliści już znani. Przegrani wracają na tarczy, ale walki nie można im odmówić

Zaczynamy z wysokiego C, bo w pierwszym spotkaniu półfinałowym pewny siebie Urugwaj podejmował sensację tej imprezy – Wenezuelę.

Prawdziwe latynoskie starcie w 1/4 Mistrzostw Świata U-20 w Korei Południowej. Obydwa zespoły do tej pory pokazały najlepszą jakość defensywną, nie tracąc ani jednej bramki aż do ćwierćfinałów.

Zawodnicy Coito jako jedni z faworytów grają na stałym poziomie w każdym dotychczasowym meczu. Tym razem ten poziom nie wystarczył. Mimo iż spotkanie było wyrównane to piłkarze “La Celeste” objęli prowadzenie po strzale z rzutu karnego. Egzekutorem oczywiście De La Cruz. Do wyrównania doprowadził Sosa Samuel strzałem z rzutu wolnego. Mecz niestety nie porywał tempem, a trafienie na remis z góry oznaczało serię jedenastek, bo w dogrywce nikt już nie miał zamiaru przechylić szali na swoją stronę.

W tym jakże nieprzewidywalnym aspekcie gry lepsi okazali się Wenezuelczycy. Finał dał im bramkarz, który wybronił strzał De La Cruza. Co ciekawe, wspomniany piłkarz (kapitan) w regulaminowym czasie nie chybił i to on we wcześniejszych meczach był pewnym wykonawcą tego stałego fragmentu gry.

Dla Wenezueli będzie to pierwszy finał MŚ w historii. Jeszcze nigdy na żadnym szczeblu rozgrywkowym piłkarze “La Vinotinto” nie doszli tak daleko. Wielkie sportowe święto bez względu na wynik w finale, będzie trwało bardzo długo.

Rezultat: Urugwaj 1:1 Wenezuela (3:4 w karnych) 

W starciu faworytów, Anglicy górą. Co za pogrom!

“Azzurrini”, czyli popularnie zwany młodszy rocznik reprezentacji Włoch nie zawiódł jako faworyt. Przed starciem w 1/4 pokazali kawał dobrego futbolu, dzisiaj jednak musieli uznać wyższość rywali

Orsolini & Panico vs Solanke & Lookman. Starcie najmocniejszych duetów tych mistrzostw!  Patrząc na wyżej wymienione osobowości, śmiało można stwierdzić, iż doszliśmy do poziomu najmocniejszych indywidualności tych rozgrywek. By wygrać, trzeba mimo wszystko współpracować z resztą drużyny.

W tytule wstępu wspomnieliśmy o pogromie, bo takie słowo najlepiej pasuję do tego, co działo się w drugiej odsłonie spotkania. Nie wybiegajmy jednak za daleko, bo warto o tym opowiedzieć trochę szerzej.

Już w 2 minucie meczu w siatce rywala piłkę umieszcza Orsolini. Mówiliśmy już o tym piłkarzu w poprzednich relacjach. Najlepszy strzelec tego turnieju i być może jeden z największych talentów na koreańskich boiskach. Jego współpraca z Panico spisywała się wyborowo, a gdy w linii obrony ma się piłkarza zwanego Dimarco, przeciwnicy muszą mieć się na baczności.

Prowadzenie już na początku wpłynęło bardzo negatywnie na psychikę Anglików. To zespół z Półwyspu Apenińskiego atakował, ale wiele akcji kończyło się bez strzału. Samo spotkanie miało szybki rytm, więc każdy zastój przez któregoś z graczy kończył się utratą piłki.

Druga połowa to całkowita odmiana ról. Można powiedzieć, iż te 15 minut przerwy wystarczyło, by “Wyspiarze” zdemolowali wręcz rywali. Włosi bez pomysłu na grę nawet nie potrafili wykonać składnej akcji. Ta sama drużyna co powstrzymała genialną Zambię teraz była bezradna.

 Solanke, Lookman, czy Kenny robili coraz więcej problemu włoskiej defensywie. Worek z bramkami musiał w końcu się rozerwać

Cichym sprawcą okazał się Sheyi Ojo, zawodnik Liverpoolu. 19-latek pokazał, że nie robi mu różnicy, z której strony posłana zostanie piłka, bo obydwiema nogami gra równie świetnie. Technika użytkowa na światowym poziomie, warto dodać.

Anglicy napierali, aż w końcu się udało. Solanke po niezbyt udanej interwencji bramkarza dobija piłkę i jest już remis. Na zmianę wyniku czekaliśmy dokładnie 11 minut, bo pod takim natarciem Anglików w końcu Zaccagno musiał skapitulować po raz kolejny. Tym razem Lookman dopełnił formalności. Asystującym nikt inny jak Ojo.

W końcówce meczu Włosi mimo ofensywnego ustawienia i kilku prób nawet nie sprawili wrażenia na oponencie. Taki obrót spraw znowu wykorzystał Solanke uderzając z dystansu niczym Lothar Matthäus w 1990 roku. Włoski golkiper puścił piłkę po rękawicach, a mógł się zachować zdecydowanie lepiej.

W rezultacie podopieczni Simspona są w finale jako reprezentant Europy i śmiało, można powiedzieć, że zasłużenie. Włosi w tych rozgrywkach grali dobrze, ale dzisiaj byli przynajmniej o 3 klasy niżej

*Ostatni raz w 1966 roku Anglicy wystąpili w finale Mistrzostw Świata, podsumowując wszystkie poziomy wiekowe. Ktoś jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć to zjawisko? 

Rezultat: Anglia 3:1 Włochy