Lindstrom
fot. Twitter Jesper Lindstrom

Strzelec dwóch goli w meczu z Lechią, wychowanek klubu. 19-letni Jesper Lindstrom szybko zaznaczył się w świadomości kibiców Broendby. Już niedługo powinien pokazać się całej Europie.

Dziewięćdziesiąta minuta spotkania Broendby – Lechia. Przy wyniku 2:1 oba zespoły szykują się do dogrywki. Trener Niels Frederiksen wprowadza na boisko 19-letniego Jespera Lindstroma. Wielu duńskich ekspertów zaciera ręce, bo nastolatka na murawie spodziewało się od początku gry. Dla zdecydowanej większości widzów nazwisko nie jest znane, ale nie dla kibiców Broendby. Ci bardzo entuzjastycznie reagują na wejście “Jobbe” i głośno oklaskują zmianę. Kilka minut później Lindstrom zdobywa bramkę po fantastycznym ruchu ze środka pola. Broenby wygrywa już 3:1 i jest jedną nogą w III rundzie eliminacji do Ligi Europy. Mija kwadrans, a ofensywny pomocnik duńskiego zespołu drugi raz pakuje piłkę do bramki Kuciaka, tym razem po fatalnym błędzie w defensywie Lechii.

Wychowanek klubu zapewnia awans swojej ukochanej drużynie, dając o sobie znać już nie tylko w Danii, ale i w Europie. W pół godziny zmienił przebieg spotkania, a mógł przecież mieć nawet hattricka. Powiedzieć, że tak właśnie pracuje się na szacunek kibiców, to nic nie powiedzieć. Jednak “Jobbe” na ten szacunek zapracował sobie już wcześniej. Niewiele czasu zajęło młodemu Duńczykowi skradnięcie serc fanów z okolic Kopenhagi. Lindstrom do pierwszego zespołu dołączył bowiem dopiero przed przygotowaniami do rozpoczynającego się sezonu. Wcześniej w seniorskiej ekipie Broendby zdołał wystąpić tylko raz, przy okazji meczu w Pucharze Danii. W listopadzie 2018 roku wszedł na 10 minut z ławki przy stanie 4:1 w starciu z drugoligowym BK Marienlyst.

Kamień milowy

Dotychczas błyszczał w juniorskiej “Boys League”, duńskim odpowiedniku polskiej CLJ U-19. Statystyki mogą być swoistym potwierdzeniem dużego potencjału 19-letniego ofensywnego pomocnika. W ubiegłym sezonie w 17 meczach zdobył 11 bramek, a do swojego dorobku dołożył trzy asysty. Umiejętności pokazał także na wyższym poziomie, w lidze rezerw. W drugiej drużynie Broendby strzelił pięć goli w zaledwie siedmiu rozegranych spotkaniach. Kamieniem milowym dla duńskiego talentu z pewnością była zmiana szkoleniowca w ekipie Kamila Wilczka.

Klub z obrzeży stolicy Danii zatrudnił trenera duńskiej młodzieżówki, która m.in. wygrała grupę eliminacyjną do EURO U-21, kończąc miejsce wyżej od Polaków. Niels Frederiksen dostał misję odbudowania renomy klubu i zbudowania zespołu na poważne europejskie granie. W dużej mierze w Broendby chcą opierać zespół na zawodnikach perspektywicznych i przyszłościowych, jakim z pewnością jest bohater rywalizacji z Lechią Gdańsk.

Frederiksen na początku swojej kadencji “wyłapał” najzdolniejszych chłopców z akademii Broendby, by dawać im pojedyncze szansę w pierwszych meczach sezonu. Największym beneficjentem planu nowego szkoleniowca jest oczywiście “Jobby”. Trener wpierw dał mu dwie szanse z ławki rezerwowych, a w ostatnim ligowym starciu z Odense 19-latek wybiegł od pierwszej minuty. Odpłacił się golem, który poprowadził drużynę do zwycięstwa 3:2 po dublecie Wilczka. W lidze zaliczył więc trzy występy, które okrasił golem i asystą. W rozgrywkach Europejskich również nie musiał długo czekać na debiut. Wszedł na 7 minut w pierwszym spotkaniu z Interem Baku. Reszty pucharowej historii, na własne nieszczęście, doświadczyliśmy z bliska.

Skromny, zakochany w Broendby

Można zauważyć wśród piłkarskiej młodzieży pewną prawidłowość, według której to skromniejsi i bardziej pracowici piłkarze szybciej przekraczają bramy seniorskiej piłki. Do takich na pewno należy Jesper Lindstrom, który w wywiadach jak mantrę powtarza, że musi dużo pracować, starać się, a debiuty i dobre wejście w profesjonalny futbol to tylko pierwszy krok do poważnej kariery. Wie, że jeszcze długo to nie on będzie rozdawał karty w szatni i czeka go jeszcze wiele potknięć przed dotarciem na szczyt. A ten jest mu wróżony. Co poniektórzy fani nazywają go nowym Laudrupem, ci mniej pompatyczni po prostu “nadzieją duńskiego futbolu”.

Lindstromowi towarzyszy urocza i piękna historia. Dziecko, które od kategorii U-13 przeskakiwało przez kolejne szczeble w Broendby, w końcu dostało szansę na stadionie wypatrzonym z okien własnego domu. Kocha klub, a jeszcze bardziej jego kibiców. Przed spotkaniem podchodzi do kibiców i robi “Fenerbache”, jak nazywają specjalne powitanie piłkarza z fanami w Broendbyvester. Sam określa swoje pierwsze mecze na murawie Vilfort Park jako “coś niesamowitego”. Gdybyśmy żyli w czasach piłki niesplamionej pieniądzem, można byłoby mówić o narodzinach nowej legendy Broendby. Teraz jednak, w dobie rozbudowanego skautingu i wielkich sum transferowych trzeba śmiało przyznać, że Jesper Lindstrom długo w Broendby nie zabawi.