najgorsze 60 minut
Sławomir Stachura

Rozgrywki LOTTO Ekstraklasy zbliżają się nieuchronnie do końca. Nie musi to jednak oznaczać końca emocji w tym sezonie na naszym piłkarskim podwórku.

W I lidze toczyć się będzie zacięta walka o awans. Natomiast w Centralnej Lidze Juniorów zespoły niczym małe lwiątka w klatce będą bić się do samego końca o utrzymanie, a także prawo udziału w półfinałach. Jeszcze przed kilkoma tygodniami wydawało się, że zespół Korony Kielce powalczy o końcowy triumf w juniorskich rozgrywkach. Wydarzenia ostatnich tygodni nie dają już jednak praktycznie żadnej nadziei młodym “Scyzorykom”.

Zła passa 

Marzenia Koroniarzy zaczęły sypać się na początku poprzedniego miesiąca. Podopieczni trenera Marka Mierzwy sensacyjnie ulegli na wyjeździe Resovii Rzeszów, która niedawno dołączyła do grona spadkowiczów. Kilka dni później “Złocisto-Krwiści” zgubili punkty z warszawską Polonią, remisując 0:0. I gdy wydawało się, że porażka z Cracovią dwa tygodnie później, w zaległym meczu 19. kolejki, to koniec nieprzyjemnych doświadczeń Korona rozegrał najgorsze 60 minut w całym sezonie.

Bez owijanie w bawełnę mówię – na meczu nie byłem, ale trenerowi Mierzwie zaufam. On najlepiej wie, na co stać jego podopiecznych, a takie właśnie zdanie padło z jego ust kilkanaście minut po zakończeniu meczu z MOSP-em Białystok. Szkoleniowiec Korony podzielił mecz z zespołem przyjaznych na dwie części: pierwsze 30 minut i końcowe 60.

Mecz z MOSP-em gwoździem do trumny? Trzeba walczyć do końca! 

Skąd taka analogia spytacie? Odpowiedź jest banalnie prosta. Pierwsze pół godziny młodzi Koroniarze zagrali na naprawdę dobrym poziomie, czego potwierdzeniem był wynik spotkania – 2:0. Wszystko zaczęła sypać się w 34. minucie, gdy bramkę do MOSP-u po kontrataku zdobył Damian Kuźma. Po chwili na stadionie przy ulicy Szczepaniaka było już 2:2. Po raz pierwszy w sobotnie popołudnie piłkę do bramki wpakował najlepszy w odczuciu trenera Mierzwy zawodnik tego meczu – Damian Płotczyk. Za sprawą 22 trafienia w sezonie Piotrka Pierzchały, Korona zdołała co prawda wyjść jeszcze przed przerwą na ponowne prowadzenie. Jednak cztery minuty po wznowieniu gry Wiktor Długosz sprezentował piłkę przeciwnikom, a okazji na wyrównanie nie zmarnował wspominany przed chwilą Płotczyk. Mecz zakończył się ostatecznie wynikiem 3:3.

Uzyskany rezultat sprawił, że Korona spadła na 4. miejsce w ligowej tabeli. Do 2. Cracovii zespół trenera Mierzwy traci już 6 punktów. Jednocześnie, “Złocisto-Krwistych” taki samy dystans dzieli od strefy spadkowej. Biorąc pod uwagę, że do końca rundy zasadniczej zostały trzy kolejki, a na rozkładzie Kielczan wciąż znajdują się mecze z SMS-em Łódź, Stalą Rzeszów i Legią Warszawa, to trudno wyobrazić sobie radykalną zmianę sytuacji Korony w tabeli. Oczywiście, podopieczni Marka Mierzwy do samego końca muszą pozostać skoncentrowani i nie mogą tracić motywacji. Pamiętajmy: co nas nie zabije, to nas wzmocni!

14 KOMENTARZE

Comments are closed.