Mikołaj
Kamil Ludwiński

Kwitnie współpraca między Akademią Piłkarską WBS Warszawa a Borussią Dortmund. Na obiektach BVB trenował kolejny piłkarz, który na co dzień szlifuje swoje umiejętności na warszawskim Wilanowie.

Pierwszym wychowankiem WBS-u Warszawa, który miał możliwość wyjazdu do Zagłębia Ruhry był Maxi Morawietz. Teraz przyszedł czas na Mikołaja Zalewskiego. Urodzony w 2008 roku zawodnik do WBS-u trafił przed trzema laty, w 2016 roku. Szybko okazało się, że Mikołaj w rywalizacji z chłopakami ze swojego rocznika radzi sobie znakomicie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Od początku ubiegłego roku młody zawodnik znajduje się w kadrze rocznika 2006, a teraz, po uprzedniej rekomendacji trenerów Akademii, otrzymał szansę treningów w Dortmundzie.

Tak szybkie przejście do kolejnej kategorii wiekowej oraz wyróżnienie, jakim niewątpliwie jest wyjazd do Niemiec, jest w pełni uzasadnione. “Mikołaj jest zawodnikiem bardzo dynamicznym i jak na swój wiek bardzo dobrze czytającym grę. Znakomicie ustawia się na boisku, jest zawsze pod grą. Dysponuje również świetnym przyspieszeniem, potrafi wygrać pojedynek jeden na jeden, strzelić bramkę prawą czy lewą noga” – mówi Kamil Ludwiński. Trener a zarazem Zastępca Kierownika Działu Sportu WBS-u zaznacza, że największym wyzwaniem Mikołaja jest fizyczność. Będąc częścią rocznika 2006, regularnie mierzy się ze starszymi zawodnikami, którzy nie tylko są wyżsi, ale także masywniejsi.

Powrót do rywalizacji z rówieśnikami

W Dortmundzie Zalewski wrócił do czasów sprzed przenosin do rocznika 2006 w Akademii WBS Warszawa. “Miałem cztery treningi z dwoma rocznikami. Pierwszą drużyną z jaką trenowałem, był zespół z rocznika 2009, a drugą była drużyna reprezentacyjna 2008” – opowiada sam zawodnik. Mikołaj zdradził nam również, jak wyglądały treningi na obiektach BVB, w tym w centrum treningowym w Brackel, które zrobiło na nim ogromne wrażenie: “Treningi były podobne do tych,  jakie mam w WBS Warszawa, gdyż trenerzy Akademii przechodzą szkolenia m.in. w Borussi Dortmund i zadają nam podobne ćwiczenia jak w Borussii”. Na pierwszy rzut oka można dojść do wniosku, że warunki zapewnione w Polsce, niczym nie ustępują tym, na które zawodnicy natrafiają w Dortmundzie. Różnic jest jednak więcej, niż można przypuszczać.

Jeden model, dwa światy 

W odróżnieniu od Polski nad jedną grupą treningową opiekę sprawuje kilku trenerów. Sztab jest rozbudowany. Jeśli chodzi o aspekty stricte piłkarskie,  jak mówi Mikołaj, gra z chłopakami z BVB była szybsza i bardziej techniczna w porównaniu do tego, z czym spotyka się na co dzień w naszym kraju. Do tego aspektu dochodzi podejście mentalne, które można utożsamić z pełnym profesjonalizmem od najmłodszych lat. “Zauważyłem, że moi rówieśnicy na treningach są tak zaangażowani, jak polskie drużyny na meczach ligowych. Nie ma prawie żadnych śmiechów czy dowcipów, narzekań. W Borussii na treningach żaden piłkarz nie odstawia nogi, walczy się o każdą piłkę do końca nawet jak od razu widać, że piłka opuści boisko” –ocenia Zalewski.

KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ, JAK WYGLĄDA WSPÓŁPRACA NA LINII AKADEMIA CRACOVII – MKS!

To, co różni WBS od BVB, to poziom sportowy w czystej postaci. “Poziom zawodników jest bardzo wysoki, i każdy z tych chłopców u nas w Polsce bez problemu mógłby grać z zawodnikami dwa lata starszymi” – twierdzi Kamil Ludwiński, kładąc jednocześnie nacisk na selekcję, której nie sposób porównać. W Borussii grają najlepsi piłkarze z całego regionu, absolutny top. Taka sytuacja jest jednak korzystna dla chłopców, takich jak Mikołaj. Umożliwia to każdemu z nich stałe podnoszenie sobie poprzeczki. “W Polsce również mamy bardzo dużo utalentowanych chłopców. Celem trenerów jest podnoszenie im poprzeczki coraz wyżej, aby mieli wyzwania i mogli się rozwijać. Nie chcemy za wszelką cenę utrzymywać ich w grupach, gdzie wszystko przychodzi im z łatwością” – dodaje Ludwiński.

“Wiele się nauczyłem”

Niezależnie od tego, jak rozwinie się kariera Mikołaja Zalewskiego, doświadczenie zdobyte w Dortmundzie będzie dla niego nieocenione. Treningi w jednej z najlepszych europejskich akademii mogą tylko zaprocentować, a podejście i ocena samego adepta mogą być dodatkową pomocą. “Podczas całej wyprawy wiele się nauczyłem” – zakończył Zalewski.