Anna Konkol
Łukasz Polczyk

W marcu walczyła o awans na Mistrzostwa Europy, na co dzień gra na najwyższym ligowym poziomie w GKS-ie Katowice, a nie skończyła nawet 18 lat. Gra w Ekstralidze jest dla niej spełnieniem marzeń, ale nieśmiało spogląda dalej, na zachód od polskiej granicy.

NIESPODZIEWANY TRIUMFATOR TURNIEJU W SULEJÓWKU! JAKA BYŁA ICH DROGA DO SUKCESU?

Hubert Koncewicz: Dzisiaj jesteś reprezentantką Polski, występujesz w Ekstralidze. A jak to wyglądało na początku? Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z piłką i dlaczego właśnie ją wybrałaś?

Anna Konkol: Moja przygoda z piłką zaczęła się na podwórku z tatą i bratem. Zawsze lepiej czułam się w towarzystwie chłopców i wolałam z nimi kopać piłkę niż bawić się lalkami. Sprawiało mi to radość i podobało mi się to, że nie jestem jak większość dziewczyn, tylko idę w kierunku czegoś ambitnego i wielkiego. Chciałam pokazać wszystkim, że dziewczyny też potrafią!

Pewnego dnia zamieniłaś jednak grę z rodziną na treningi w klubie.

Zabawę z piłką zaczęłam w klubie sportowym Rymer Rybnik w Niedobczycach. Grałam tam z chłopakami w moim wieku, z którymi chodziłam do klasy. Przez 5 lat byłam w niej ja i 20 chłopaków.

Faktycznie nie było tam miejsca na zabawę lalkami.

Byłam od zadań specjalnych w tej grupie. (śmiech) Przez 5 lat pełniłam rolę przewodniczącej klasy. Szybko zapracowałam na to, że byłam dla chłopców autorytetem i wiele razy musiałam sprowadzać ich do porządku w szkole i na boisku… Mimo, że byłam dziewczyną, to czuli do mnie respekt i słuchali mnie, gdy była taka potrzeba.

A jak wspominasz grę z chłopakami? Wiem już, że na boisku temperowałaś młodzieńcze fantazje, ale czy czysto piłkarsko również przewyższałaś ich umiejętności?

Początki były trudne, lekceważono mnie, bo byłam dziewczyną. Szybko jednak pokazałam co potrafię i myślę, że dzięki temu, ile wnosiłam do gry drużyny, zostałam zaakceptowana. Często trenerzy drużyn przeciwnych na początku spotkania kierowali zbędne komentarze w moim kierunku. Nazywali mnie słabym punktem drużyny, ale to tylko mnie motywowało. Spotykając się w kolejnych meczach, trenerzy tych samych drużyn kazali jednak chłopakom uważać na mnie. Nie traktowali mnie już jako słaby punkt, lecz jako zagrożenie.

W którym momencie zdecydowałaś, wtedy pewnie wspólnie z tatą, że warto iść w tym kierunku na serio?

Myślę, że pierwszym momentem kiedy pomyślałam, że to może być coś więcej niż zabawa, było powołanie do kadry wojewódzkiej. Odegrałam wówczas ważną rolę w finale ogólnopolskiej olimpiady młodzieży do lat 14. To był chyba jeden z przełomowych momentów w moim życiu. Postanowiłam wtedy, że będę walczyć o swoje marzenia i nadal to robię. Powoli, konsekwentnie staram się iść cały czas do przodu.

Pewnego dnia nadszedł czas, gdy zamieniłaś grę z chłopakami na treningi w żeńskim klubie.  Wybrałaś TS ROW Rybnik, co stało za tą decyzją?

TS ROW Rybnik był klubem powstającym w moim mieście, który zaczynał dopiero od 3 ligi. Ja byłam w tej drużynie od początku. Skończyłam 14 lat i nie mogłam już grać z chłopakami, więc zaczęłam czegoś szukać. Miałam propozycje z Wodzisławia, Bielska… ale w końcu postawiłam na Rybnik. Miałam najbliżej i dobrze czułam się z dziewczynami, które tam poznałam. Z Rybnikiem awansowałam do 2 ligi, a następnie przyczyniłam się do awansu do 1 ligi oraz do sukcesów w futsalu.

Twoja dobra gra w Rybniku zaowocowała kolejnym transferem, tym razem do ekstraligi. Dlaczego Katowice? Była to jedyna propozycja, czy do GKS-u skłoniło Cię coś szczególnego?

Nie, nie była to jedyna propozycja. Ja sama nie byłam pewna czy jestem gotowa na zmianę klubu, ale gra na najwyższym poziomie w Polsce przekonała mnie do tego. Oczywiście swoją “cegiełkę” dołożyła bliska odległość od domu i korzystne warunki jeśli chodzi o szkołę.

Okazało się, że nie taki diabeł straszny. Szybko wywalczyłaś miejsce w pierwszym składzie i nie zamierzasz go oddawać.

Ciężko pracuję i staram się wykorzystywać swoje szanse. To czy gram, czy nie, to decyzje trenera. Ja je szanuję i pracuję zawsze, żeby być gotowa w każdym momencie. Na pierwszy skład czy wejście z ławki. Zawsze chcę wnieść coś dobrego do gry zespołu.

Mówisz o czymś dobrym dla zespołu, zatem czas na pytanie o Twoje mocne strony, w jakim aspekcie czujesz się najmocniejsza?

Możemy pominąć to pytanie? Nie lubię oceniać siebie.

Oczywiście, przejdźmy zatem do treningów w GieKSie. Jesteś młoda, grasz w Ekstralidze i uczysz się. Nie masz problemów z pogodzeniem wszystkiego tak, by nic nie straciło?

Czasami jest ciężko. Szczególnie po powrotach z zgrupowanie reprezentacji, gdy po dwóch tygodniach wracasz do szkoły i jednocześnie trzeba wszystko nadgonić i pracować nad bieżącym materiałem. Na szczęście w SMS ułatwiają nam to dodatkowymi zajęciami indywidualnymi i wspierają nas w tym co robimy.

I również jesteś przewodniczącą klasy? (śmiech)

Nie… w liceum postanowiłam już odejść od takich zadań. Nie chcę dokładać sobie obowiązków. Wolę mieć więcej czasu na piłkę.

Na koniec chciałbym zapytać o przyszłość. Wiem, że marzysz o wyjeździe za granicę. W którym klubie chciałabyś kontynuować swoją karierę?

Trudno powiedzieć. W Anglii to może Chelsea, a w Niemczech Essen. Nie myślałam jeszcze o tym tak poważnie. Aktualnie gram w Ekstralidze i na tym się skupiam. Swoje plany i marzenia mam z tyłu głowy. Na wszystko przyjdzie czas.