Antonio Ferreira
Michał Grzela

Drugi tydzień z rzędu jego podopieczni dochodzą do finału międzynarodowego turnieju. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie zwycięstwa w meczu finałowym z Lechem Poznań. Jak opiekun rocznika 2008 portugalskiej Benfiki Lizbona podsumowuje turniej The Royal Cup w Jarocinie?

MF: Gratulujemy drugiego miejsca. Jak ocenia Pan turniej The Royal Cup pod względem organizacji i poziomu sportowego?

Antonio Ferreira: Turniej był bardzo dobrze zorganizowany. Dla naszych chłopców format gry 9×9 był czymś zupełnie nowym, gdyż na co dzień rywalizujemy w grze 7×7. Jestem jednak bardzo zadowolony z tego jak sobie tu poradzili i cieszę się, że mieliśmy możliwość zaprezentowania się na tym turnieju.

Rozegraliście w Jarocinie dziewięć spotkań, zarówno z drużynami z Polski, jak i z zagranicy. Która drużyna Pańskim zdaniem postawiła najtrudniejsze warunki?

Każdy mecz był dla nas wyzwaniem. Boiska nie były duże, drużyny przeciwne dobrze zorganizowane i nie było łatwo strzelić bramkę. Oczywiście wymagającym zespołem był Lech Poznań, również Juventus, a także pozostałe drużyny z Polski bowiem poziom piłkarski w Waszym kraju jest dobry, macie dobrych piłkarzy i dobre zespoły.

Pierwszego dnia turnieju graliście znakomicie  i wszyscy zgromadzeni na stadionie byli zachwyceni poziomem, który reprezentowaliście. Drugiego dnia ta dyspozycja była wciąż dobra, jednak nie aż tak, jak w sobotę. Co mogło być przyczyną lekkiego obniżenia formy przez Pańskich zawodników?

Myślę, że to był efekt zmęczenia. W piątek musieliśmy wstać o 5 rano i  spędzić 16h w podróży, by znaleźć się w Polsce. Na miejsce dojechaliśmy po północy, a 5-6 godzin później musieliśmy już wstać, żeby przygotować się do meczów. Zagraliśmy dużo spotkań i niestety ciało nie jest maszyną. Wiem jednak, że chłopcy dali z siebie wszystko.

JAK POLSKI SYSTEM SZKOLENIA OCENIA TRENER AKADEMII ŚLĄSKA?

Dodatkowo bardzo często występujemy na różnych międzynarodowych turniejach. W ubiegły weekend braliśmy udział w turnieju w Maladze, w którym dotarliśmy do finału. Dzisiaj gramy w Polsce i również wystąpiliśmy w finale. Wynik, mimo iż nie jest najważniejszy, motywuje chłopców do lepszej gry.

W Jarocinie wystąpiliście w finale, ale nie zdołaliście go wygrać. W jakim aspekcie Lech okazał się drużyną lepszą?

Staraliśmy się wygrać to spotkanie, jednak Lech grał bardzo dobrze w defensywie. Spotkanie trwało 18 minut i po stracie gola nie ma zbyt dużo czasu na odrobienie strat z bardzo dobrze zorganizowaną drużyną

Wracając jednak do samego początku. Kiedy zrodził się pomysł, by przyjechać do Polski? Czy zwrócił się do Was bezpośrednio ktoś z organizatorów?

Niestety nie wiem, gdyż nie zajmuję się takimi sprawami na co dzień. Zazwyczaj jednak dostajemy zaproszenie z kraju, staramy się występować tam, gdzie możemy zmierzyć się z różnymi stylami gry. Jest to dodatkowa wartość dla chłopców, jeśli mogą zmierzyć się z rówieśnikami z Niemiec, Polski, Włoch. Jest to dla nas bardzo ważne, by możliwie jak najczęściej poznawać odmienne sposoby myślenia o piłce i organizacje gry.

A jak zdefiniuje Pan polski styl gry?

Każda drużyna, która wystąpiła na tym turnieju trochę różni się od pozostałych. Jeden zespół skupiał się głównie na defensywie i nastawiał na szybkie przeniesienie piłki pod naszą bramkę, inny natomiast grał bardziej otwartą piłkę i mniejszą wagę przykładał do gry obronnej. Widać jednak po wynikach The Royal Cup i zwycięstwie Lecha, że polscy chłopcy mają dużą jakość.

Wspomniał Pan, że graliście na turnieju w zeszłym tygodniu. Graliście również w ten weekend. Czy w następny weekend również planujecie występ na turnieju w obcym kraju?

Nie, nie. Byłoby to zbyt wyczerpujące dla chłopców, którzy muszą skupić się również na nauce, co przy takiej liczbie wyjazdów nie jest łatwe. Planujemy wystąpić na mistrzostwach za kilka tygodni. Oprócz tego w ostatnim tygodniu maja weźmiemy udział w turnieju w Niemczech, a w czerwcu także we Francji i Serbii.


Z Antonio Ferreirą 28 kwietnia w Jarocinie rozmawiali: Michał Grzela i Hubert Koncewicz