Jagiellonii, Kobeszko
akademia.jagiellonia.pl

Mam takie powiedzenie: “Zwycięstwa tuczą, porażki uczą” – mówi Wojciech Kobeszko, trener Jagiellonii U-18. Nadszedł czas podsumowań, w tym roku nie byle jakich, bo po pierwszym sezonie w pełni centralnej i zreformowanej Centralnej Ligi Juniorów. Zaczynamy od Jagiellonii, która kryzysową jesień zamieniła w piękna wiosnę. Co więc było powodem tak słabej dyspozycji w 2018 roku? Którzy zawodnicy najbardziej podobali się trenerowi? Dlaczego chłopcy zlekceważyli rozgrywki? Zapraszamy na wywiad z Wojciechem Kobeszko.

Jeremi Angowski: Jaka była różnica pomiędzy Jagiellonią na jesień, a tą na wiosnę?

Wojciech Kobeszko: Różnica polegała na tym, że wiosną mogliśmy systematycznie pracować i nie mieć kryzysu, jaki mieliśmy jesienią. Przede wszystkim chłopcy zmienili też swoje podejście i pojawiło się trochę więcej dyscypliny. Nie tyle samej dyscypliny, która była także jesienią, ale konsekwencji w działaniach na boisku, której nam brakowało na jesień. Gorzej graliśmy w defensywie jesienią niż wiosną. Wiosną broniliśmy tak jak zawsze, czyli całym zespołem. Jesienią pojawiały się indywidualne błędy i zespół też często źle reagował w defensywie.

Mówił Pan kiedyś, że chłopcy po zwycięstwie w CLJ U-17 za lekko potraktowali ligę i trochę ją zlekceważyli. Czy faktycznie tak było?

Tak. Można powiedzieć, że trochę straciliśmy czujność po tym sukcesie. Największym i głównym czynnikiem był nasz terminarz, przełożone mecze, chociażby ze względu na turniej w Holandii. Przełożyliśmy trzy spotkania, później doszły mecze reprezentacji młodzieżowej i łącznie wyszło koło sześciu przełożonych spotkań. Musieliśmy rozegrać te mecze w terminarzu środa-sobota, grając co trzy dni przez praktycznie półtora miesiąca. Wtedy niestety pojawiły się porażki, ciężko było wyczyścić głowy chłopakom. Pracując przez cały tydzień, byłoby to na pewno dużo łatwiejsze, a tak wpadaliśmy z jednego meczu w drugi. Myślę, że to nawet nie zmęczenie fizyczne dawało o sobie znać, lecz bardziej mentalne i psychiczne.

Myślę, że nie dźwignęliśmy tego między innymi właśnie przez to, że trochę za lekko, jak pan to dobrze określił, podeszliśmy do niektórych spotkań. Sukces z poprzedniego roku wyszedł nam troszeczkę bokiem. Mam nadzieję, że chłopcy wyciągną z tego dobrą naukę i skorzystają z tego w przyszłości, bo naprawdę uczulaliśmy ze sztabem szkoleniowym, że to nie będzie łatwa liga. Wiedzieliśmy, że są w niej naprawdę dobre zespoły. W każdym meczu można wygrać, ale i równocześnie trzeba się liczyć z porażką. Niekiedy tej piłkarskiej jakości brakowało w lidze, za to ambicji i zaangażowania żadnemu zespołowi nie można było odmówić.

Czy jest możliwe, aby cała grup zawodników straciła uwagę po takim sukcesie czy leży to bardziej po stronie jednostek? Chyba trudniej zarządza się zawodnikami po zdobyciu trofea.

Nie chodziło tu o indywidualności. My jako sztab szkoleniowy na pewno popełniliśmy jakieś błędy. Wnioski wyciągnęliśmy już w trakcie rundy, bo końcówkę jesieni mieliśmy bardzo dobrą, z sześciu ostatnich spotkań na jesień punkty zbieraliśmy w pięciu, przegraliśmy tylko jeden, ostatni, mecz rundy jesiennej z Wisłą Kraków. Można powiedzieć, że opanowaliśmy sytuację i wyszliśmy z dołka, niestety trochę za późno dla nas. Jeżeli chodzi o to, o co konkretnie pan zapytał, wydaje mi się przede wszystkim, że zawiedliśmy jako zespół. Powtórzę się, ale taka jest prawda. Brakło nam konsekwencji, właściwego podejścia. Przy braku konsekwencji pojawił się brak dyscypliny taktycznej na boisku. Nie mówię tu o dyscyplinie w zespole czy niesubordynacji. Właśnie te dwa aspekty sprawiły, że grając w tej lidze, musieliśmy za to zapłacić.

ZOBACZ NASZPIKOWANĄ GWIAZDAMI KADRĘ HISZPANII NA EURO U-21!

W niektórych momentach, używając nomenklatury bokserskiej, mieliśmy opuszczoną gardę. Jesienią traciliśmy głupie bramki, już wtedy mówiłem, że bardzo dużo indywidualnych błędów popełnialiśmy w tych spotkaniach. Ale, tak jak wcześniej mówiłem, formacje obrony i pomocy też nie funkcjonowały we właściwy sposób i przez to jako zespół w niektórych spotkaniach wyglądaliśmy fragmentami źle. Za te złe fragmenty płaciliśmy wysoką cenę, tracąc bramki. Jesienią rozegraliśmy też kilka ciekawych spotkań, w których pokazaliśmy się naprawdę dobrze, ale nie potrafiliśmy utrzymać tego poziomu przez większość czasu trwania spotkania.

Jak Pan motywował zawodników przed rundą, że znów zaczęli grać na miarę swoich możliwości? Straszył Pan spadkiem czy może motywował i mówił, że jest jeszcze szansa na dobre miejsce w tabeli?

Tak jak mówiłem, już jesienią nasza gra się mocno poprawiła. Na pewno przed rundą wiosenną mieliśmy świadomość, że jesteśmy niedaleko miejsca spadkowego, ale raczej za cel stawialiśmy sobie przede wszystkim, żeby zrehabilitować się za jesień i wejść do górnej połówki tabeli, co nam się udało w znakomity sposób. W końcu pokazaliśmy, na co nas stać, tak naprawdę. Jesienią momentami mieliśmy większe pole manewru ze składem. Wiosną, mimo mniejszego pola manewru, jeśli chodzi o skład personalny, poradziliśmy sobie zdecydowanie lepiej niż jesienią.

Długo rozmawialiśmy. Analizowaliśmy nasze mecze i przekonywaliśmy zawodników do zmiany podejścia i zwiększenia konsekwencji w tym wszystkim. Widać, że to zadziałało. Zaczęli znowu reagować właściwie. To czuć, gdy jest się trenerem. Czuć, gdy zespół zaczyna chwytać i rozumieć i przekłada to na boisko. Wtedy od razu pojawiają się wyniki. Teraz może i łatwo tak mówić, ale rzeczywiście tej konsekwencji i determinacji na pewno wiosną było dużo więcej. Jeżeli chodzi o samo podejście, mieliśmy świadomość, gdzie jesteśmy, ale spoglądaliśmy bardziej w górę tabeli i chcieliśmy przede wszystkim się odbić. Chociaż mieliśmy świadomość miejsca, w którym się znajdowaliśmy.

Patrząc przez pryzmat szkoleniowy, czy ten sezon miał więcej wartości, właśnie ze względu na trudności i ilość pracy, którą trzeba było wykonać w sferze mentalnej zawodników?

Myślę, że tak. Wiadomo, że po cichu w końcówce myśleliśmy, że może uda nam się doścignąć miejsce medalowe, ale teraz można gdybać. Aczkolwiek uważam, że zajmując czwarte miejsce, znaleźliśmy się w naprawdę ścisłej czołówce. Każdy zespół oprócz Korony Kielce miał problemy, lepsze i gorsze momenty. Jesienią już było u nas lepiej i wiosną to potwierdziliśmy. Stąd nasze czwarte miejsce, bardzo wysokie w tabeli, biorąc pod uwagę rundę jesienną. Myślę, że biorąc pod uwagę względy szkoleniowe, na pewno po tych przejściach zawodnicy mają większą świadomość. Myślę, że będą bardziej skoncentrowani i czujni.

Ja mam takie powiedzenie: “zwycięstwa tuczą, porażki uczą”. Wydaje mi się, że mimo tych porażek na jesień wyciągnęliśmy wnioski, bo wiosną było ich naprawdę niewiele. Można powiedzieć, że mieliśmy jedną poważniejszą wpadkę ze Śląskiem u siebie, a resztę spotkań rozegraliśmy na niezłym poziomie. Za to należą się brawa dla zawodników, bo widać, że weszli na kolejny etap i poziom piłkarstwa. Są zawodnikami, którzy mają więcej świadomości i być może będą mieli większe możliwości w przyszłości.

Który z zawodników zaliczył największy postęp, jeśli porównywać rundę jesienną i wiosenną?

Ważnym elementem naszego zespołu był Karol Struski, który mimo słabszej jesieni w wykonaniu zespołu, zawsze był najbliżej dobrego poziomu. Wiosną funkcjonował już bardzo dobrze, myślę, że to był zawodnik, który grał najrówniej. To był jeden z naszych najlepszych zawodników na przestrzeni całego sezonu. Na pewno za jesień należy wyróżnić też Macieja Twarowskiego, który był naszym najskuteczniejszym strzelcem w rundzie jesiennej. Wiosną na pewno duży postęp zrobili także Mikołaj Wasilewski i Maciej Bortniczuk. Maciek strzelił sporo bramek na wiosnę, Mikołaj natomiast miał i bramki, i asysty. W naszym zespołowym rankingu wewnętrznym najlepszymi zawodnikami na przestrzeni sezonu, licząc asysty i bramki, byli Mikołaj Wasilewski i Eryk Matus. Oni z Karolem Struskim i Maciejem Twarowskim byli najefektywniejsi. Ta czwórka zawodników najlepiej punktowała na przestrzeni całych rozgrywek.

Dobrze się spisali i mam nadzieję, że będą kontynuować swoją dobrą grę w następnym sezonie. Mam też nadzieję, że kilku z nich zadebiutuje w Ekstraklasie. Wiadomo, że Maciek Twarowski już zadebiutował, dlatego z niego wiosną korzystaliśmy dużo mniej, niż jesienią. Był głównie w pierwszym zespole, tylko na początku rundy zszedł do nas jeszcze na kilka spotkań, później już był do dyspozycji trenera Mamrota. Już jesienią debiutował w Pucharze Polski i na wiosnę zagrał w trzech meczach Ekstraklasy. Dopiero w końcówce wrócił do CLJ na kilka spotkań, w których zdobył jednego gola i w zasadzie tyle go mieliśmy wiosną (śmiech). Mam nadzieję, że ci chłopcy pomału będą stawiać coraz odważniejsze i lepsze kroki w piłce seniorskiej.

Jak z przyszłością tych zawodników, których pan wyróżniał? Czy są przewidziani na wypożyczenia, czy zostaną w pierwszej drużynie? Co z Michałem Ozgą, który moim zdaniem także mocno wyróżniał się w Jadze?

Michał Ozga rozegrał mniej więcej połowę minut w CLJ, gdyż często był zabierany do pierwszego zespołu, zarówno jesienią, jak i wiosną. Dlatego ciężko wyróżniać Michała, jeśli chodzi o naszą defensywę. Michał ma spory potencjał. Zadebiutował w meczu z Lechią i pokazał się z bardzo dobrej strony. Na pewno musi grać dużo więcej, niż grał do tej pory, żeby rzeczywiście pokazać swoją wartość w piłce seniorskiej. Prawdopodobnie kilku zawodników, o których rozmawiamy, pójdzie na wypożyczenia. Część także rozpocznie okres przygotowawczy z pierwszym zespołem Jagiellonii. Jest kilka wariantów. Nie wszystko jest jeszcze ustalone, ale na pewno część zawodników zostanie w drugim zespole i będzie stanowiła bezpośrednie zaplecze pierwszej drużyny. Zespół, który występował w tym roku w CLJ U-18 będzie tym zapleczem i większość z juniorów starszych będzie grała w rezerwach, a część zawodników na pewno zostanie wypożyczonych na ogranie czy to do pierwszej, czy to do drugiej ligi. Najlepsi, którymi interesują się trenerzy seniorów, spróbują swoich sił w pierwszym zespole. Mniej więcej tak to będzie wyglądało.

Czy fakt, że w Białymstoku reaktywowane są rezerwy sprawi, że w CLJ U-18 próbowani będą młodsi piłkarze, niż pozwala na to limit? W tym sezonie Jaga grała raczej rocznikiem 2000 i 2001, rzadko występowali młodsi piłkarze, tak jak chociażby w Pogoni czy w Lechu.

Czterech zawodników mogło grać z rocznika 2000, u nas grało głównie trzech. Grali Michał Ozga, Szymon Łapiński i Błażej Niezgoda, nie mieliśmy więcej zawodników z najstarszego rocznika. O sile naszego zespołu stanowił cały rocznik 2001, który w całości praktycznie przechodzi do drugiego zespołu. Teraz w CLJ będzie grał głównie rocznik 2002 i 2003. Jeżeli chodzi o ostatni sezon, Jakub Orpik (2003 – red.) zadebiutował i potem kilka razy zagrał w pierwszym składzie na początku rundy wiosennej. Zagrał trzy spotkania w pierwszym składzie i pokazał się z naprawdę niezłej strony, później grał w zespole CLJ U-17.

Jak by Pan ocenił pierwszy sezon w nowej formie CLJ? Czy obniżenie granicy wieku i scentralizowanie rozgrywek wyszło lub wyjdzie w przyszłości na dobre?

Za wcześnie jest na ostateczne oceny. Czas pokaże. Na pewno są plusy tej ligi, tak jak wcześniej powiedziałem. Jeżeli z jakimiś aspektami “nie dojedzie się na mecz”, mówię o determinacji, konsekwencji, zaangażowaniu, to się płaci za to bardzo wysoką cenę. Mecze naprawdę były zacięte, pełne walki, ale mimo wszystko brakowało niekiedy jakości piłkarskiej. Myślę, że akurat tego mogłoby być więcej. Nie wiem, czy obniżenie wieku miało wpływ na piłkarską jakość, być może tak, a być może nie.

Jest to trudny temat dla klubów, dla tych, którzy prowadzą zespoły, bo ci chłopcy mają jeszcze rok nauki przed sobą. Wychodzą do wieku seniora przed ukończeniem edukacji, przed egzaminem maturalnym i często przez to zmieniają miejsce zamieszkania. To często wprowadza trochę zamieszania i dezorganizacji. Nie wiem, czy to jest czynnik, który ma duży wpływ. Wydaje mi się, że troszeczkę ma, bo większość zespołów ma teraz rezerwy, więc zawodnicy w większości kończąc wiek juniora, będą przechodzić do zespołu rezerw lub do pierwszych zespołów.

Było naprawdę ciekawie. Liga na pewno była ciekawa. Jeździło się i nie raz trzeba było pokonać spore odległości. Graliśmy z naprawdę niezłymi zespołami. Można rzeczywiście powiedzieć, że to są najlepsze zespoły w Polsce. Suma summarum liga mogła się podobać, bo kolorytu dodawały transmisję z “Łączy Nas Piłka”. Marketingowo ta liga się na pewno “sprzedała”. Trzeba wyciągać wnioski, patrzeć w przyszłość i rozwijać ten młodzieżowy futbol.