falcon
Fot. Marcin Pirga

“Jesteśmy grupą osób z wielką pasją, dla których piłka nożna to coś więcej niż tylko sport, dla nas football to styl życia”. Takie słowa możemy przeczytać na stronie akademii Falcon Golden Goal Academy. Prosto z Anglii na turniej PROFBUD CUP przyleciała drużyna założona przez Polaków. Zapraszamy na rozmowę z trenerem zespołu Danielem Grabowym.

Bartek Lodko: Kiedy powstała wasza akademia?

Daniel Grabowy: Nasza akademia powstała w maju 2013 roku.

Jaki cel wam przyświecał?

Naszym celem była zabawa, więcej ruchu dla dzieciaków. W Anglii jest bardzo mało godzin wychowania fizycznego, więc wpadliśmy na pomysł, że trzeba szkolić młodzież. Na Wyspach jest wiele polskich dzieci i to była nasza pierwsza grupa “odbiorców”, ale później doszliśmy do wniosku, że zrobimy akademię bardziej europejską.

Ile zawodników u was trenuje?

Zaczęło osiem osób w Bridgwater, a aktualnie mamy szkółki w czterech miastach, gdzie obecnie trenuje ok. 180 dzieci. Chłopcy i dziewczynki od 4. do 12. lat.

Większość jednak to są Polacy?

Tak, na ten moment ok. 80% szkolonych dzieci jest z Polski, ale mamy też adeptów z Rosji, Anglii, Litwy, Rumunii czy Portugalii.

W Anglii rywalizujecie w jakiej lidze?

Jest to sobotnia liga angielska “FA League”, jesteśmy w najwyższej dywizji.

Z kim tam możecie się mierzyć?

Dywizje są podzielone na hrabstwa (w Polsce województwa przyp. red.), my jesteśmy w Somerset. Gramy z okolicznymi wioskami, miasteczkami, np. z Bristolem nie gramy, bo to jest wyższa, niedzielna liga. Mamy parę chłopaków, którzy wywodzą się z naszej akademii i grają w dużych klubach piłkarskich, jak Yeovil Town, Southampton czy Bristol City. Justyn Grabowy, mój syn, trzy lata temu trafił do Southampton Developer Center, stamtąd na rok trafił już do drużyny Świętych, a teraz gra w Yeovil. My traktujemy naszą akademię jako zabawę, chcemy pokazać tym dzieciakom świat. Oni kochają piłkę. W naszej lidze poziom jest wyrównany, a przyjeżdżamy tu grać z tak potężnymi akademiami, jak Legia czy IF Brommapojkarna, gdzie trenuje 4000 dzieciaków. My mamy w tej kategorii wiekowej piętnastu chłopaków, z czego czterech nie przyjechało.

Rodzice angażują się w klub?

Rodzice są bardzo zaangażowani. Nie mamy dużego sponsora, żeby jeździć na tego typu turnieje. W lidze nasza gra wygląda bardzo dobrze, walczymy jak równy z równym, a tutaj przyjechaliśmy, zwiedzamy, bawimy się bardziej. Dostaliśmy zaproszenie na ten turniej, więc z niego skorzystaliśmy.

Pierwszy raz jesteście na turnieju w Polsce?

W Polsce owszem nie byliśmy na jeszcze żadnym turnieju.

Co pan sądzi o turnieju PROFBUD CUP?

Naprawdę świetny turniej. Chylę czoła organizatorom. Mamy pomysł z właścicielem, żeby wybudować taki balon też u nas. Chcemy się rozwijać, robimy różne kursy, mamy bardzo fajnych trenerów, którzy cały czas się szkolą. Jeden obecnie jest w Bilbao. Beniaminek był też u nas na jednym turnieju w Anglii, na eliminacjach do Sokolika rok temu. Jesteśmy za to zaproszenie bardzo wdzięczni, a teraz musimy podnieść na duchu chłopaków, żeby dokończyli rozgrywki do końca. Porażki po 10, 15 do zera pokazują, w jakim miejscu jesteśmy.

Uważa pan, że przegranie meczu 0:15 może czegoś nauczyć chłopaków?

Oczywiście. Przede wszystkim charakteru. Większość chłopaków po spotkaniu płakała. Myślę, że przyniesie to im korzyść na kolejne spotkania. Niektóre drużyny też traciły po pierwszym dniu na tym turnieju po 50, 60 bramek i strzeliły po dwie, trzy. My nie strzeliliśmy jeszcze żadnej (w następnym dniu już to się udało przyp. red.) i teraz myślę, co zrobić, żeby te trzy mecze wytrzymali jeszcze dzisiaj do końca. Jestem trenerem w Anglii już pięć i pół roku, chodzę po meczach większych drużyn i uważam, że tutaj poziom jest zdecydowanie wyższy. Nie wiem tylko dlaczego w tej naszej polskiej piłce mamy taki poziom w młodzieżówkach, a później to wszystko “staje”. Być może zawodnicy za szybko wyjeżdżają do zagranicznych klubów. Jestem naprawdę zszokowany, jak wysoki tu jest poziom. Widać to najlepiej po nas. Tak jak mówię, my mamy piętnastu dzieciaków w tej kategorii wiekowej, traktujemy to jako zabawę, gramy w lidze sobotniej, wygrywamy różne turnieje. Odstajemy też trochę fizycznie tutaj, 7 meczów po 20 minut każdy. W Anglii jest to zakazane.

Dlaczego zakazane?

Maksymalnie dziecko w takim wieku w Anglii może grać 100 minut dziennie.

Czyli teoretycznie, gdyby turniej odbywał się w Anglii, łamalibyśmy regulaminy?

Tak, w Polsce normy są inne. Jak np. turniej jest dwudniowy, to jest osiem drużyn w grupie i gra się cztery mecze w sobotę po 15 minut, a w niedzielę pozostałe trzy mecze itd.

Porównując polskie drużyny z rocznika 2008, 2009 do angielskich, to jak wypadamy?

Bardzo dobrze. Uważam, że w wielu turniejach w Anglii “na luzie” by sobie poradziły. Myślę, że każda z drużyn polskich na turnieju ma szansę wygrać z dowolną drużyną na Wyspach, jeśli grałyby tak, jak tutaj.

Kto w Anglii jest obecnie hegemonem w tych rocznikach?

W naszych stronach zdecydowanie największą akademią jest Southampton (wychowankami tej akademii są m.in. Gareth Bale czy Theo Walcott przyp. red.) Oni grają w lidze niedzielnej, która jest lepsza od sobotniej.

Są rodzice z wami?

Nie, nie ma z nami rodziców. Jest nas czterech opiekunów z Falcon, a z rodziców tylko ja, bo jestem trenerem. Będę zadowolony, jeśli chłopcy będą walczyć dalej. Jutro jest kolejny dzień, na pewno będziemy walczyć, nie przyjechaliśmy tu, żeby się “położyć” przed którąś z drużyn. Doświadczenie, które tutaj zdobywają jest pozytywne i będzie procentować na kolejne lata. Rodzice są zadowoleni. Ja jestem zadowolony, że pojechali bez nich, w końcu są to jeszcze dzieci. Szczerze, jestem zaskoczony poziomem piłkarskim dzieciaków w Polsce. Nie przywykliśmy do tego, żeby przegrywać po piętnaście zero, żeby bramki nie strzelić. W Anglii nigdzie nie widziałem takich wyników. Niektórzy grają naprawdę świetnie. Czapki z głów dla trenerów. Pograć z takimi akademiami i zobaczyć, jak my w porównaniu do nich wyglądamy, to bardzo budujące doświadczenie. Nie ma co ukrywać, jesteśmy dużo słabsi. Dodatkowym aspektem może być strach, że wychodzimy na boisko i “znów dostaniemy 0:10”. Teraz musimy pokazać charakter i to, że mamy paru dobrych zawodników.

Chłopcy urodzili się w Polsce?

Nie, wszyscy chłopcy urodzili się w Anglii.

A np. śledzą polską ligę?

Myślę, że tak. Bardziej jednak angielską, ale każdy z nich ma też tutaj swoją ulubioną drużynę z Polski.

Rodzice musieli dopłacić do tego wyjazdu?

Tak, wszystko kosztuje. Nie mamy sponsora, który by to nam sfinansował. W tym momencie to się nie liczy. Dla nas liczy się przede wszystkim zabawa, a to, co będzie w przyszłości, to się dopiero okaże. Jak któryś z nich zagra w wyższej lidze, może w Premier League czy Championship będziemy z tego dumni. Jeden, dwóch, trzech, pięciu, to są dzieci, więc nie da się tego przewidzieć. Pokazujemy im na tym turnieju, że muszą ciężko trenować, żeby być na takim poziomie, co drużyny tutaj. Zespoły obecne na PROFBUDZIE trenują po cztery razy w tygodniu, my trenujemy dwa razy po półtorej godziny. Zazwyczaj są to wtorki i czwartki, a w sobotę są mecze ligowe, dwa razy po 30 minut, 9 na 9 ze spalonymi. Na turniejach gramy od marca do końca lipca.

Ile wynosi składka u was?

Miesięcznie składka wynosi 40 funtów.

W Anglii dużo jest dużo tego typu balonów?

Bardzo mało. Dużo jest boisk sztucznych, ale wszystkie odkryte. My trenujemy cały rok na dworze, bo tam nie ma takich śniegów i mrozów (dla porównania w Krośnie dzisiaj był jeden stopień na minusie, w Londynie osiem na plusie), jak tutaj.

Angielski związek przykłada dużą uwagę do tego typu niedużych akademii?

Żeby grać w takiej lidze jak my, to naprawdę musieliśmy spełnić wiele wymagań i norm. Jest bardzo dużo papierkowej roboty. Przez pierwsze dwa lata tylko trenowaliśmy, bo w lidze nie mogliśmy grać. W zeszłym roku w U-11 brakło nam do mistrzostwa jednej bramki. Na ten turniej przygotowaliśmy się od września, co czwartek Ci, co byli w stanie dojeżdżać 30 kilometrów w jedną stronę, to przyjeżdżali do nas na trening. Łącznie wyszło ok. 10-12 treningów. Dla nas poziom jest tu za wysoki, ale walczymy, nie poddajemy się, gramy dalej.

Jeszcze na koniec. Jaki jest długofalowy plan waszej akademii?

Naszym planem jest otworzenie szkółek w kolejnych miastach. Najważniejsze jest dla nas, żeby te dzieciaki się nie zmarnowały i poszły do lepszych zespołów. Każdy z nas poza trenowaniem ma swoją własną pracę, to jest nasz wolontariat. Kochamy to, jest to nasza pasja.


*Rozmowa była przeprowadzona 8 grudnia przed drugim dniem spotkań.