Łączy Nas Piłka

Z Legią zdobył dwukrotnie mistrzostwo kraju jako piłkarz. Później w roli trenera “Wojskowych” również sięgał po tytuł najlepszej drużyny w Polsce. Natomiast w rozgrywkach Ligi Mistrzów walczył jak równy z równym z wielkim Realem Madryt. Teraz jest selekcjonerem reprezentacji Polski do lat 20, która za kilka miesięcy zagra na mundialu, pełniąc funkcję gospodarza tej imprezy. Zapraszamy na rozmowę z Jackiem Magierą!

Bartek Lodko: Już jako piłkarz myślał Pan, że w przyszłości zostanie trenerem?

Jacek Magiera: Tak. W wieku 16 lat robiłem już swoje pierwsze zapiski. Miałem świetnych trenerów, którzy inspirowali mnie do tego, żeby kiedyś w przyszłości podążyć tą drogą. Wiadomo, że jak byłem nastolatkiem moje spojrzenie na pracę trenerską było zupełnie inne niż obecnie. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że widzę siebie najpierw w roli zawodnika, a potem szkoleniowca, czyli, że zostanę przy piłce na długie lata.

Często jest Pan ambasadorem takich turniejów jak PROFBUD CUP?

Raczej nie. Byłem kiedyś organizatorem turniejów w Częstochowie. Gdy byłem młodym piłkarzem, wraz z grupą przyjaciół organizowaliśmy turnieje dla dzieci. Natomiast tutaj z Beniaminkiem i PROFBUDEM jestem związany od kilku lat. Łączy nas przyjaźń, pasja do futbolu. Kiedy mogę, staram się odwiedzać tego typu turnieje. Nie zawsze mam na to czas, ale gdy się taki znajdzie, zazwyczaj w grudniu, staram się odwiedzać takie przedsięwzięcia. Celem jest może nie tyle inspiracja, co pokazanie najmłodszym, że znajdujemy dla nich czas oraz zarażamy ich pasją do piłki.

Da się porównać pracę trenera w klubie z pracą w reprezentacji, czy to jest zbyt diametralna różnica?

Da się porównać, ale zgadzam się – różnica jest diametralna. Jeżeli chodzi o pracę w klubie mamy zawodników na co dzień, możemy ich kształtować w każdym aspekcie. Widzimy ich praktycznie cały czas. Możemy wtedy pracować na każdym podłożu, czy to czysto piłkarskim, czy mentalnym. Natomiast w reprezentacji to jest bardziej selekcja. Więcej pracujemy teoretycznie niż praktycznie. Sam fakt, że do MŚ U-20 zostało pół roku, a my zawodników będziemy mieć tylko na jednym zgrupowaniu przez osiem dni, więc jest zupełnie inaczej, ale wiedzieliśmy od początku, jak to wygląda. Musiałem się trochę dostosować, zmienić nie tyle filozofie, co po prostu dobrze zaplanować nasze spotkania, aby jak najwięcej pokazać chłopakom, kiedy się widzimy.

Mierzył się Pan w tym roku* m.in. z Holandią, Portugalią czy Włochami. Dalej jest między nami duża przepaść w porównaniu do tych zespołów?

Nie chciałbym w tej chwili oceniać czy jest przepaść, czy nie. Zarówno reprezentacja Włoch, Portugalii oraz Holandii była na zupełnie innym etapie budowania drużyny. To były zespoły w dużej mierze starsze od nas. Różnica pomiędzy 18-latkiem a 19-latkiem jest bardzo duża. Włosi do momentu potyczki z nami rozegrali osiem oficjalnych spotkań, my nie zagraliśmy w tym składzie żadnego. Największa różnica była w intensywności. Zawodnicy z Holandii, Włoch czy Portugalii trenują w zespołach pokroju Juventusu, Ajaksu Amsterdam i Manchesteru United. Na treningach mogą się zmierzyć z piłkarzami pokroju Cristiano Ronaldo i to widać.

Poza intensywnością coś jeszcze nas różni?

Mają większą swobodę w poruszaniu się po boisku. Jesteśmy na etapie, gdzie zawodnicy reprezentacji Polski wchodzą dopiero do profesjonalnej piłki. Chciałbym, żeby jak najwięcej piłkarzy grało na poziomie Ekstraklasy, czy I ligi. Na ten moment niestety wielu zawodników występuje w rezerwach swoich klubów, czy dopiero wchodzi do pierwszych zespołów. Mają bardzo mało minut rozegranych na boisku i to da się zauważyć. W tym aspekcie wymagana jest cierpliwość. Potrzeba dużo czasu, żeby dostosowali się do tego poziomu piłki seniorskiej. Kluczowe jest pierwsze pół roku, gdzie ta adaptacja do wysiłku fizycznego jest zupełnie inna. U tych zawodników musi być wzmożona praca i świadomość tego, że w tych trudnych momentach, kiedy się nie gra, trzeba dodatkowo pracować.

Czy Pana jako selekcjonera reprezentacji Polski do lat 20 cieszy nowy przepis PZPN odnośnie do młodzieżowców?

Ten przepis jest oczywiście z korzyścią dla młodych piłkarzy, ale nie chciałbym, żeby to spowodowało u nich “drzemkę”. Chciałbym, żeby Ci młodzi gracze nie grali tylko, bo muszą, ale dlatego, że są lepsi od starszych. By tych zawodników na boisku zamiast jednego było trzech, czterech. To spowoduje, że pójdziemy piłkarsko w górę. Ten przepis na pewno pomoże młodym zaistnieć, oby skorzystali z niego mądrze. Najważniejsza weryfikacja dla nich będzie, nie wtedy, gdy są młodzieżowcami, ale rok później, kiedy stracą to miejsce z przywileju. Wtedy okaże się, że gra, bo jest dobry, czy dlatego, że musi.

Mamy w kadrze U-20 kilku zawodników, którzy są piłkarzami czołowych europejskich klubów, ale grają tylko w ich rezerwach, bądź też drużynach młodzieżowych. Lepiej dla nich, żeby grali w tych wielkich zespołach, ale juniorskich, jak np. Marcin Bułka w Chelsea, czy lepiej, żeby ogrywali się choćby w I lidze?

Myślę, że nie ma jednej drogi. Mamy kilku zawodników, którzy grają w Niemczech na poziomie juniorskim oraz drugich drużyn. Są zawodnicy, którzy trenują z pierwszym zespołem, ale nie grają w meczach ligowych. To widać. Z przykrością muszę powiedzieć, że np. Jakub Bednarczyk, który jest zdolnym zawodnikiem, trenuje z pierwszym zespołem, ale od momentu końca zgrupowania w październiku do początku listopada, nie zagrał ani jednej minuty w żadnym zespole, bo Bayer nie ma drużyny rezerw. Niestety, nie jest to korzystne dla zawodnika. Oni muszą grać. Jeden zawodnik rozwinie się w pierwszej lidze polskiej, a inny w trzeciej. Nie ma tego “najlepszego przepisu”, gdzie trzeba grać. Najważniejsze jest, żeby Ci piłkarze występowali, rozwijali się. Za każdego z tych młodych zawodników trzymam kciuki, natomiast kluczowe jest to, co przed nimi.

Spora część kadrowiczów występuje w I lidze. Moje pytanie, ile ogląda Pan meczów tych rozgrywek w weekendy?

Dużo. Teraz w grudniu mam więcej wolnego, bo pierwsza liga nie gra. Każdy z trenerów, który jest w sztabie, chociaż te trzy spotkania ogląda. Mamy pięciu trenerów, czyli piętnaście meczów w weekend oglądamy. Łatwo można policzyć. Jeżeli są cztery kolejki w miesiącu, 15 razy 4?

Sześćdziesiąt.

Tak, 60 meczów w miesiącu staramy się obejrzeć. Jest to poziom Ekstraklasy, pierwszej lub drugiej ligi. Niżej staramy się nie schodzić, ale kiedy jest możliwość wyjazdu na taki mecz, również go oglądamy.

Ilu piłkarzy jest monitorowanych przez sztab szkoleniowy?

W tej chwili w kadrze jest ok. 40. zawodników, których monitorujemy, ale oczywiście nie zamykamy drogi dla pozostałych. Kadra na MŚ jest coraz bardziej krystalizowana i ten trzon zespołu musi już być. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że na mistrzostwa powołujemy zupełnie innych zawodników niż tych, którzy grali w sparingach. Jest też miejsce dla każdego zawodnika, który “wystrzeli”. Nie zamykamy im drogi. Może się tak okazać, że pomiędzy marcem a majem ktoś pokaże się z bardzo dobrej strony w Ekstraklasie, będzie grał, zdobywał bramki, czy będzie skuteczny w defensywnie, to wtedy szansa na bycie w kadrze na MŚ jak najbardziej jest. Trzon zespołu już jest znany i tutaj się dużo nie zmieni. Najważniejsze jest, jak Ci zawodnicy będą się prezentować na wiosnę. To oni powinni nie dopuścić do sytuacji, że swoją słabą grą oddadzą miejsca w składzie. Tak, jak powiedziałem, nie ma takiej możliwości, że ktoś będzie grał za zasługi. O to miejsce trzeba walczyć. Teraz jest dla nich najważniejszy wiek, żeby wejść do piłki seniorskiej i tutaj jest największy przesiew, jeżeli chodzi o tych, którzy “wsiądą do pociągu i pojadą” i tych, którzy “zostaną na peronie” i będą grali na dużo niższym poziomie.

W przyszłym roku MŚ* do lat 20 odbędą się w naszym kraju. Rola gospodarza Pana stresuje?

Bardziej motywuje. Jestem zadowolony z tego powodu, jest to duże doświadczenie dla zawodników, dla wszystkich. Będzie wspaniała impreza. Cieszymy się. Powiedziałem chłopakom, że oni wygrali “szóstkę w totka” już dzisiaj tym, że mogą grać na takim turnieju. Wygrać “szóstkę w totka” to jedno, druga ważniejsza sprawa, to, jak zainwestujemy te pieniądze. To jest inwestycja w nich, dobra promocja piłkarzy, dajemy im sporą szansę. Można sobie ustawić swoją karierę na przyszłość, można zapisać się swoim występem w historii polskiej piłki. Tak do tego podchodzimy. Gramy z najlepszymi drużynami na świecie – wielka sprawa, cieszmy się tym.

Od razu po zakończeniu czempionatu do lat 20 odbywają się ME U-21. Czy będzie Pan nalegał, żeby Sebastian Szymański, który występuje w reprezentacji Czesława Michniewicza, cofnął się do młodszej reprezentacji?

Nie. Jesteśmy po rozmowie w sztabie. Do MŚ jest jeszcze dużo czasu, wszystko może się wydarzyć, ale swoje ustalenia w tej chwili zostawiamy dla siebie. Sebastian ma prezentować się, najlepiej jak potrafi, a co będzie, zobaczymy. Być może będzie taka sytuacja, czego życzę Sebastianowi, że będzie grał w pierwszej reprezentacji. Nie można powoływać teraz zawodnika na turniej, który będzie w czerwcu. Są to zbyt odległe czasy, żeby mówić, że ktoś ma zagwarantowane miejsce. Wszystko zależy od niego.

Jeszcze dużo czasu do turnieju, ale muszę zapytać. Jaki jest cel drużyny na MŚ?

Nawet nie wiemy jeszcze z kim gramy, więc trudno powiedzieć o celu. Nie wiem jeszcze, jakie postawimy sobie zadanie. Oczywiście naszym najważniejszym zadaniem jest dobre zaprezentowanie się na Mistrzostwach Świata, reprezentowanie godnie Polski, zrobienie jak najlepszego wyniku. Komentować z kim będziemy grali, możemy dopiero po 24 lutym, bo wtedy jest losowanie w Gdyni. To, co powiedziałem, dobra gra, zaprezentowanie się jak najlepiej potrafimy na MŚ, danie kibicom dużo radości z naszej gry. A co będzie? Czas pokaże.


* wywiad został przeprowadzony w grudniu 2018 roku