chmielowski
pixabay

Mógł być teraz na obozie przygotowawczym któregoś z klubów Ekstraklasy. Wybrał jednak inną drogę, ponieważ wziął się za rozwój młodych zawodników na Podkarpaciu. Zapraszamy na rozmowę z trenerem Beniaminka Krosno U-13 Kamilem Chmielowskim!

Bartek Lodko: W wieku 18 lat zostałeś kapitanem III-ligowych Karpat Krosno. Koledzy Ci zazdrościli tej funkcji?

Kamil Chmielowski: To trzeba by ich zapytać. Myślę, że wszystko było na zdrowych zasadach.

Dlaczego tak szybko powierzono Tobie opaskę kapitańską?

Sami mnie wybrali, co mogłem poradzić? (śmiech) Byłem jednym z młodszych zawodników w kadrze, powoli “pukałem” do drzwi pierwszego składu. Miałem różne oferty, ale wolałem zostać w Krośnie, bo tutaj się wychowałem, tu znajduję się mój ukochany klub – Karpaty. Zawsze marzyłem, żeby tu grać.

Miałeś ponoć oferty nawet z Ekstraklasy?

Jakieś pojedyncze były, ale nie ma sensu grzebać w starych czasach.*

Uważam, że to właśnie ciekawy wątek. Dlaczego zrezygnowałeś z kariery profesjonalnego piłkarza?

Ciężkie pytanie. Jak się jest w młodszym wieku, ma się większe możliwości, chęci. Potoczyło się to wszystko tak, że wylądowałem w Karpatach, później rozstałem się z tym zespołem i przeszedłem do Izolatora Boguchwała. Musiałem odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie. Czy mam szansę osiągnąć coś w piłce, grać na fajnym poziomie, czy będę tułał się gdzieś po II, III ligach, gdzie na dobrą sprawę ciężko utrzymać się tylko z tego i niepostrzeżenie można obudzić się już po “karierze”, z niczym. Miałem lat 20, 21 i człowiek musiał się zastanowić nad przyszłością, widział inne możliwości. Czasem trzeba podjąć o zmianie życiowej drogi.

Z perspektywy czasu uważasz, że była to dobra decyzja?

Nie wiem. Ciężko powiedzieć. Niczego nie żałuję w życiu, taką podjąłem decyzję.

Jak związałeś się z Beniaminkiem?

Poprzez osobę Grzegorza Rausa. Gdy zaczynałem przygodę z piłką w wieku trampkarza, to właśnie on “wyhaczył” mnie na jakimś szkolnym turnieju. Zaczynałem trenować w Karpatach pod jego okiem. Zawsze przypomina nam jeden epizod. Gdy mieliśmy grać w jednej linii, wiązał nas linami do bioder i tak wprowadzaliśmy grę strefą w Krośnie. (śmiech) Później nasze drogi się rozeszły i spotkaliśmy się w seniorach Karpat.

Od jak dawna tutaj pracujesz?

Niedawno zacząłem. Bodajże 3 lata. Z tą grupą z rocznika 2006 pracuję od wakacji.

W roli trenera stawiasz bardziej na rozwój, czy wynik?

Rozwój jest najważniejszy. Jak można stawiać na wynik, gdy w tym samym wieku stoją koło siebie chłopcy po 190 cm wzrostu i tacy po 120 cm? Fizyczność w tym wieku ma za duże znaczenie, żeby stawiać na jakikolwiek wynik. Tylko i wyłącznie rozwój.


*W 2013 roku Chmielowskiego na testy zaprosił Piast Gliwice.