Gutowski
Krzysztof Szymczak, Dziennik Łódzki

Transfer do Widzewa, miejsce w pierwszym składzie RTS-u od początku do końca rundy, a na domiar tego wszystkiego debiut w reprezentacji Polski do lat 20. Jesień dla Konrada Gutowskiego była niezwykle udanym okresem. 

“To chłopak z potencjałem, który ma pracować, a co z nim dalej będzie – zobaczymy. Wszystko w jego nogach i głowie” – tak Gutowskiego w październiku oceniał trener Jacek Magiera. I nie ma tym nic dziwnego. “Gutek” po świetnym sezonie w barwach Podbeskidzia w CLJ bezpardonowo wszedł do pierwszej drużyny Widzewa. W ciągu kilku miesięcy z zawodnika anonimowego stał się postacią rozpoznawalną w szeroko pojętych kręgach miłośników młodzieżowej piłki. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości – Konrad Gutowski to jedno z większych odkryć, zbliżającej się do wielkiego końca, jesieni.

KADRY U-17 I U-19 POZNAŁY RYWALI W II RUNDZIE ELIMINACJI! KLIKNIJ PO WIĘCEJ INFORMACJI! 

Michał Grzela: Jak wspominasz początek swojej przygody z piłką? Jak to się stało, że trafiłeś do Podbeskidzia?

Konrad Gutowski: Zaczynałem w Kobiernicach. Tamten okres wspominam bardzo dobrze. Treningi nie odbywały się w określonym roczniku. Pamiętam, że w rozgrywkach ligowych rywalizowaliśmy z chłopakami nawet 3-4 lata starszymi ode mnie. Natomiast w tym samym czasie jeździłem do Kęt z kilkoma kolegami, żeby tam rozgrywać równocześnie różne turnieje. Po jednym z takich turniejów wpadłem w oko trenerowi z Podbeskidzia i tak to się zaczęło. Byłem wtedy w V klasie.

Jak wyglądała Twoja droga w Podbeskidziu, od zespołów juniorskich aż do drużyny U-19 i pierwszego zespołu, w którym koniec końców nie zadebiutowałeś?

W zespołach juniorskich grałem do 16 roku życia, później z kolegą – Danielem Mikołajewskim – trafiliśmy do rezerw, gdzie rozegraliśmy całą rundę w III lidze. Pierwszy raz zostałem zaproszony na trening pierwszego zespołu w czerwcu 2016 roku, gdy funkcję trenera pełnił Dariusz Dźwigała. Po pewnym czasie zostałem odesłany do rezerw i na treningu pojawiłem się, gdy trenerem był już Jan Kocian. Spodobałem się i zostałem na dłuższy czas. Miałem już debiutować, stałem przy linii bocznej, ale niestety – nie udało się. Koniec końców znów trafiłem do rezerw, a decyzją klubu przesunięto mnie do juniorów. Tam spędziłem trochę czasu. Awansowaliśmy do Centralnej Ligi Juniorów, a ja zaliczyłem dobrą rundę. Gdy wróciłem do pierwszego zespołu, rozpocząłem współpracę z trenerem Adamem Noconiem. Znów pojechałem na dwa obozy przygotowawcze, widziałem, że wygląda to dobrze – dostawałem dużo minut w sparingach. Po powrocie miałem podpisać kontrakt, niestety tak się nie stało. I jak można się domyślić, znów trafiłem do rezerw.
Pobyt w Bielsku oceniam naprawdę pozytywnie, bardzo dużo wyniosłem z treningów z pierwszym zespołem, jak i pod wodzą trenera Łosia w zespole U-19.

W zeszłym sezonie zaliczyłeś świetną rundę jesienną w CLJ, ale mimo to nie udało Ci się zadebiutować w pierwszej drużynie? Czy to oraz spadek zespołu U-19 z CLJ skłoniło Cię do podjęcia decyzja o opuszczeniu Podbeskidzia?

To prawda, pierwsza runda w CLJ była świetna. Każdy skazywał nas z góry na porażkę, a my zajmowaliśmy miejsce, dające utrzymanie. Moje odejście z Podbeskidzia wiązało się z wieloma rzeczami, dokładniej mówiąc osobami. Zostałem bardzo źle potraktowany na koniec wieloletniej przygody z tym klubem. Nie chce się już nad tym rozwodzić, w tej chwili to już nieważne. Moim celem było odejście. Swoimi występami chcę udowodnić, również kilku osobom, że tak naprawdę potrafię grać w piłkę.

Dlaczego Widzew?
Przede wszystkim był mną zainteresowany. Nikomu nie trzeba mówić, jak wielkim klubem był i jest. Teraz natomiast znajduję się na etapie odbudowy swojej pozycji w polskiej piłce. Widzew to kierunek przede wszystkim rozwojowy, II liga wymaga bowiem dwóch młodzieżowców na placu gry. Przyciągnęli mnie tu również kibice, niecodziennie można grać przy 17 tysiącach fanów. Są naprawdę niesamowici. Wróćmy natomiast do spraw piłkarskich. Przychodząc do Widzewa, liczyłem na jakieś minuty, nie spodziewałem się jednak, że wskoczę do składu i przez praktycznie całą rundę nie oddam nikomu swojego miejsca. Tak samo, jeśli chodzi o bramki. Powiedziałem sobie, że zobaczymy po całym sezonie i wtedy to ocenimy. Teraz nie ma się co zachwycać i nadmiernie cieszyć. Sezon trwa, wiele jest jeszcze do zrobienia. 

Czy oprócz Widzewa ktoś był zdeterminowany, żeby mieć Cię w swoich szeregach?

Tak, było zainteresowanie kilku klubów – nawet z Ekstraklasy. Było minęło i nie ma co się nad tym teraz rozwodzić. Lepiej wybrać nie mogłem. Moim zdaniem lepiej iść do II ligi niż do Ekstraklasy i nie podnieść się z ławki rezerwowych.

Mówisz o swoistym zaskoczeniu, jeśli chodzi o wywalczenie miejsca w pierwszym składzie Widzewa. Jak zatem skomentujesz fakt, że trener Jacek Magiera powołał Cię na październikowe mecze kadry U-20?

Było to ogromne zaskoczenie, ale i bodziec do dalszej pracy. Czuję się bardzo dobrze w II lidze. Fajnie to wygląda, a najbardziej cieszy fakt, że ktoś to docenił. Muszę jednak przyznać, że zupełnie się tego nie spodziewałem. To moja pierwsza styczność z drużyną narodową.

Jeśli poruszyliśmy już kwestię kadry, zapytam o trenera Magierę. Jak się z nim współpracuje, a jak wygląda współpraca w Widzewie z trenerem Mroczkowskim? Dostrzegłeś zasadnicze różnice?

Trudno powiedzieć. To mój pierwszy kontakt z trenerem Magierą. Natomiast podobieństwo, jakie zauważyłem to dobry kontakt z każdym z zawodników. Trener Mroczkowski, z którym zdążyłem się już trochę lepiej poznać, zawsze podejdzie i zapyta jak się czuje, czy nic mi nie dolega. Tak samo jest na boisku. Dostaję konkretne podpowiedzi i informacje, na co muszę zwrócić uwagę, nad czym muszę pracować.

Twoja rola na boisku w meczach kadry U-20 nieco różniła się od tej, którą pełnisz w klubie. Mógłbyś wyjaśnić, na czym dokładnie polegała?

Może nie tak bardzo różniła, bo i tu, i tu wyszedłem na skrzydle, czyli mojej nominalnej pozycji. Natomiast delikatna różnica była w ustawieniu na boisku. W kadrze musiałem pokrywać inne strefy boiska i odpowiadać za innych zawodników drużyny przeciwnej niż w klubie.

Jak oceniasz sam pobyt na zgrupowaniu reprezentacji? Jesteś zadowolony z tego, jak się zaprezentowałeś?

Jestem ogromnie zadowolony, ponieważ zobaczyłem wiele rzeczy z innej perspektywy. Analizę pod kontem indywidualnym, codzienne badania, nauka taktyki w trochę innej formie. Na pewno wyciągnę z tego dużo, a czy zaprezentowałem się dobrze? Ocenę pozostawiam trenerowi Magierze.

Wyznaczasz sobie jakieś cele, czy skupiasz się po prostu na tym, co dzieje się tu i teraz? 

Moim celem przychodząc do Widzewa, był rozwój. Powiedziałem sobie, że po sezonie muszę zrobić rachunek sumienia i jeśli uznam, że rozwinąłem się jako zawodnik – będę szczęśliwy. Nie stawiałem sobie celu w postaci bramek czy asyst. Chciałbym pomóc drużynie w awansie i to tak naprawdę się liczy. A jeśli chodzi o taki cel długoterminowy, zawsze moim wielkim marzeniem była gra w Premier League. Natomiast jeśli będzie to inna bardzo dobra liga, również będę ogromnie szczęśliwy.