Łukasz Matusik
Fot: Tomasz Flakowski

Fablok Chrzanów zachwycił Europę na prawdopodobnie najlepszym międzynarodowym turnieju do lat 13 na Starym Kontynencie. Doszli do ćwierćfinału, gdzie odpadli dopiero po rzutach karnych z PSG. Drużyna z Chrzanowa była jedyną polską ekipą w ćwierćfinale Number One Cup. O trudnych warunkach treningowych, o braku wsparcia ze strony miasta, a także o przyczynach sukcesu tej drużyny, opowiedział nam trener Fabloku U-13 – Łukasz Matusik.

Arek Dobruchowski: Gracie w takim turnieju z poważnymi europejskimi markami. Jako jedyna polska drużyna weszliście do fazy play-off, choć mamy tutaj tak uznane akademie w Polsce jak Zagłębie Lubin, Śląsk Wrocław, czy Wisłę Kraków. Zrobiliście świetny wynik na Number One Cup w Gdańsku, choć wasze warunki do przygotowywania się do tego turnieju nie były rewelacyjne …

Łukasz Matusik: Niestety, nie mamy pełnowymiarowego sztucznego boiska. Od okresu listopadowego, czyli kiedy zmieniamy czas z letniego na zimowy i po prostu szybciej robi się ciemno, światło dzienne nie wystarcza. Musimy trenować na orliku, który ma wymiary 60 x 30, bo tam mamy światło. Tyle jesteśmy w stanie zrobić. Mamy też halę, ale tam jest inna powierzchnia, w ogóle wszystko jest tam inne. Liczymy teraz na dobrą współpracę z samorządem i mamy nadzieję, że powstanie boisko i będziemy mogli się dalej rozwijać.

Graliście wcześniej na tak mocno obsadzonych turniejach?

W tak dużym turnieju jeszcze nigdy nie graliśmy. Jednak w tej kategorii wiekowej wygrywaliśmy dużo turniejów. Cały czas grywamy z mocnymi zespołami w Polsce. Od momentu zakończenia ligi, co tydzień gdzieś jeździmy i gramy, bo nie mamy “domu”. Tydzień w tydzień gramy z mocnymi zespołami. Cały czas jesteśmy w rytmie meczowym, żeby nam to nie uciekało, bo trenujemy na małym boisku, a do tego dochodzi zima (…)

To są ogromne koszta (…)

Za boisko, jako goście, nie płacimy. Dojazd wygląda tak, że rodzice biorą samochody i jadą. To są duże koszta przede wszystkim dla nich. Mamy nadzieję, że miasto w jakiś sposób nas wspomoże, żeby rodziców trochę odciążyć. Ci chłopcy mają szanse na duży sukces, ale coś miasto musi im dać – to nie może działać w jedną stronę. Nie chcę atakować naszego miasta, ale naprawdę w ostatnich latach była duża stagnacja. Nikt niczym się nie interesował. Teraz dzwoni nowy burmistrz z gratulacjami. Przed turniejem ściągnął lokalną telewizję i nakręcili spot o nas. Da się? Przecież to jest promocja miasta, gdzie miasto nie dało złotówki.

Rozumiem, że tych wszystkich chłopców zbieracie z 40-tysięcznego Chrzanowa i jego okolic. Funkcjonujecie tak jak inne duże akademie, czyli bierzecie do drużyny chłopców, jakich tylko chcecie?

My mamy takich chłopców, którzy chcą grać. Duże akademie mogą sobie wybierać zawodników. Staram się po mniejszych miejscowościach jeździć i namawiać, lecz mimo tych dużych sukcesów ciężko jest kogokolwiek przyciągnąć, żeby tak sam z siebie przyszedł do juniorów Fabloku. W tych mniejszych miejscowościach jest kilku ciekawych chłopców, którzy pewnie jakby przyszli,  potrenowali trochę, to nadawaliby się do składu. Odbyliśmy kilka rozmów, ale idzie to bardzo opornie. Jedno mnie zastanawia. Rodzic mając fajnego syna, woli, żeby w małych miejscowościach wygrywali po 20:0, niż dać chłopaka, żeby zagrał sobie z Juventusem.

Jak daleko są te miejscowości od Chrzanowa?

Wszystko w obrębie 20 kilometrów. Do powiatu należą dwa duże ościenne ośrodki: Libiąż i Trzebinia. Z nami jest jeden zawodnik z Libiąża. Liczymy, że nas wzmocni w lidze wojewódzkiej. W małych miejscowościach czasem jest fajny chłopak, ale trudne są rozmowy z rodzicami. Odnoszę wrażenie, że niektórzy rodzice traktują dzieci, jak nie swoje. Przywożą dziecko na trening i mają spokój. Nic innego ich nie obchodzi. U mnie w drużynie jest inaczej, widać wielkie zaangażowanie. Jest kilku chłopców, którzy muszą pokonać więcej niż 20 kilometrów. Ten chłopak, który strzelił tę fantastyczną bramkę z Karpatami Lwów – Tomasz Dusik – ma spory kawałek do nas. Jednak chłopak cieszy się, że do nas przyszedł, a decyzję podjął praktycznie w jeden dzień, bo od razu jechał z nami na obóz. Trzech zawodników chętnie wyciągnąłbym z tych mniejszych miejscowości, ale jest ciężko. Z moich obserwacji wynika, że duże akademie mają łatwiej, bo mają materiał ludzki. Kogo chcą, to mają. Jakby chcieli kogoś z moich chłopaków, to pewnie by zabrali. Jednak próbujemy stworzyć zawodnikom warunki, żeby ich jeszcze przytrzymać, bo oni dobrze się rozwijają. Pokazują to te duże turnieje, gdzie ci chłopcy mierzą się z drużynami z absolutnego topu.

SPRAWDŹ, CO POWIEDZIAŁ TRENER PSG O FABLOKU CHRZANÓW!

Wspominałeś, że jest duże zaangażowanie w twojej drużynie. Rozumiem, że rzadko twoi chłopcy omijają treningi?

Chłopaki mają bardzo wysoką frekwencję sięgającą 95%. “Dziewiątka” nie opuścił żadnego treningu przez 4 lata. Nie choruje w ogóle. Wprowadziliśmy taką motywację, że za najwyższą frekwencję będziemy nagradzać pucharem. To on zgarnia wszystkie. Czasem jest ktoś z nim, kto też ma 100%. W takiej sytuacji dajemy dwie nagrody. Jednak oni chcą i cały czas trenują. To są też lata pracy, bo ustaliliśmy z rodzicami, że wakacje są tylko w lipcu. Trenerzy do mnie dzwonią: “Jak to jest, że ty masz wszystkich ludzi?”. Liga startuje w sierpniu i mówią mi: “Nie mam dwóch, trzech, czterech, a ty wszystkich masz?”. “Mam wszystkich” – odpowiadam. Ci z tych ościennych miejscowości nie rozumieją tego, ale to trzeba wytłumaczyć rodzicom. Rozumiem, że w lipcu wypoczynek jest drogi, ale ja też jadę w lipcu, mimo że nie zarabiam, Bóg wie ile. My pracujemy od sierpnia, chłopaki mają miesiąc na odwiedziny dziadków, wujków itd. Wykorzystują ten czas, bo weekendy też rzadko są wolne. Rodzice to rozumieją i zawsze mam wszystkich, chyba że chłopak jest chory albo ma kontuzję.

W Chrzanowie piłka nożna jest na pierwszym miejscu?

Nie. Piłka ręczna jest na pierwszym miejscu, od zawsze była. Zespół MTS Chrzanów gra na zapleczu Ekstraligi. W tym sezonie dobrze sobie radzą, zajmują czwarte miejsce w lidze.

Ile razy w tygodniu trenujecie? Macie klasy sportowe?

Nie mamy. Wszyscy dookoła mają klasy sportowe. My trenujemy trzy razy w tygodniu, a oni pięć. Mając klasy sportowe, trenujesz z chłopaki do południa, a po południu chłopcy mają czas na naukę, wyjście ze znajomymi itd. U nas wygląda to tak, że trenują chłopaki po południu i do tego mają jeszcze wiele innych zajęć. Proste rozwiązanie – zrobić klasy sportowe. Wtedy masz zawodników przed południem, a poza tym możesz ich pilnować w zakresie nauki i dodatkowo motywować. Wszystkie duże akademie mają klasy sportowe, boiska i zasób ludzki – gdzie nie spojrzysz. Wisła Kraków, Śląsk Wrocław, GKS Katowice, Pogoń Szczecin, czy nawet Tarnovia Tarnów – praktycznie wszyscy. My mamy zupełnie inne warunki. Kolejny problem jest taki, że brakuje u nas drugich trenerów. Jedna osoba prowadzi zajęcia dla 20 osób. Zobacz, jak to wygląda, choćby na tym turnieju, przyjeżdżają ekipy, gdzie jest 3-4 ludzi ze sztabu szkoleniowego, a ja tu jestem sam.

Dlaczego w Chrzanowie nie ma klas sportowych?

Piłka ręczna ma klasy sportowe. W mieście boją się, że może być tak, że będą dwie klasy piłki nożnej, a “szczypiorniak” się nie otworzy. Do tej pory nie chcieli sobie na to pozwolić. Klasa sportowa sama w sobie jest dla takiego chłopaka dobra. Jednak tam próbują na siłę tych chłopaków przekonać na piłkę ręczną. Nauczyciele przerabiają wielu takich chłopaków na szczypiornistów. Z mojej “dziewiątki” chcieli zrobić piłkarza ręcznego. Nauczyciel kilka razy podchodził do rodzica i próbował przekonać, ale rodzic twardo odpowiadał “Proszę Pana, on będzie grał w piłkę nożną. Koniec tematu”. Jednak jest wielu rodziców, którzy dają się przekonać. Z tych starszych roczników wielu nam przerobiono na piłkarzy ręcznych, bo byli z tego rejonu, gdzie są te klasy sportowe. Niech każdy wybierze sobie to, co chce. Dla przykładu – ja nie chodzę do piłkarzy ręcznych i ich nie namawiam na zmianę dyscypliny. Gracie w piłkę ręczną? To grajcie.

Tylko piłka ręczna ma klasy sportowe?

Mamy klasy sportowe w szachach, pływaniu, piłce ręcznej, siatkówce. U nas w rejonie gorsza jest tylko koszykówka, bo nie ma jej wcale.

Skoro w Chrzanowie nie macie klas sportowych, to rozumiem, że chłopcy uczą się w różnych szkołach. To nie utrudnia ci pracy?

Tak, chodzą do różnych szkół, bodajże dziesięciu. Każdy jedzie na wycieczkę, kiedy indziej. Z reguły te wycieczki są zgłoszone wcześniej, bo tak to nie byłoby kim grać. Zabierz mi pięciu ludzi i nie jestem w stanie grać. Bez nich nie ma drużyny. W jednej klasie jest ich sześciu i nie przyjdą, bo jadą na wycieczkę. Kim mam grać w takiej sytuacji? Natomiast w klasie sportowej masz jeden pełny cykl i jadą wszyscy. Niektórzy jeżdżą na zielone szkoły, które trwają tydzień, bądź półtora. Wiadomo, że to koliduje z meczem. To są takie problemy, o których duże akademie nie mają pojęcia. Oni mają większy komfort pracy, mają wszystko w jednym miejscu. W takich akademiach ustala się wszystko pod trenera, a ja ustalam pod chłopaków, żeby pojechali na wycieczkę i zagrali też w ligowym meczu.

Aby dostać się na Number One Cup musieliście pokazać się ze świetnej strony na innych turniejach. Jakie sukcesy odniosła ta drużyna (rocznik 2006) w ostatnim czasie?

We wrześniu wygraliśmy Cieślik Cup w Chorzowie. Kapitalnie obsadzony turniej, poza Lechem i Escolą byli wszyscy z Top 10 z Polski. Nasza drabinka turniejowa wyglądała tak: Korona Kielce w 1/8, Pogoń Szczecin 1/4, w 1/2 mielibyśmy Śląsk Wrocław, gdyby nie odpadł, a w finale pokonaliśmy Zagłębie Lubin. Drabinkę mieliśmy bardzo mocną. Wygraliśmy dwa lata temu Api Cup w Zakopanem, a w tym roku zajęliśmy trzecie miejsce za Sandecją Nowy Sącz i Stalą Rzeszów. W styczniu ubiegłego roku wygraliśmy Beniaminek Cup w Krośnie, gdzie za miesiąc będziemy bronić tytułu. Wygraliśmy mnóstwo turniejów, zajmowaliśmy też wiele miejsc na podium, ale nie o takiej randze.

Dostaliście się na Number One Cup i w Gdańsku trafiliście do ciężkiej grupy z Evertonem, Juventusem, Śląskiem Wrocław, Lechią Gdańsk i Karpatami Lwów. Wyszliście z tej grupy z drugiego miejsca. Który z tych meczów był najcięższy?

Everton był najtrudniejszym rywalem. Nie ukrywajmy, że to drużyna lepsza od nas. Jako jedyni potrafili wyjść spod wysokiego pressingu, nie wybijając piłki. Wielki szacunek dla nich, że potrafili tak rozegrać piłkę z bramkarzem. Bardzo mocni chłopcy pod względem fizycznym i wolicjonalnym. Na pewno półka wyżej od nas. Aczkolwiek warto podkreślić, że przy stanie 0:0 straciliśmy bramkę po szkolnym błędzie, która nie powinna się przytrafić na takim poziomie. Jednak zdarza się to seniorom, a co dopiero dzieciom.

Jakbyś miał porównać polskie drużyny z zagranicznymi, które grały na tym turnieju, jakie wskazałbyś różnice między nimi?

Na pewno ci z zagranicy szybciej podejmują decyzję, grają z pierwszej piłki. Moim chłopakom staram się mówić: “Podejmujcie decyzje szybciej. Będzie błędna – trudno”. Przez to nie mamy prawie strat, gdy staramy się grać szybciej. My akurat nie gramy wszystkiego piłką, jak inne duże akademie próbują, bo nie jesteśmy w stanie sobie na to pozwolić. My gramy futbol mieszany. Niektórzy zwracają nam uwagę, że gramy długą piłką, ale takie rozwiązanie jest, jak najbardziej umyślne. Zagrywamy długą piłkę na napastnika, aby otwierać sytuację 1 na 1. Niektórzy do oporu grają piłką do zanudzenia, ale to nie jest dobre rozwiązanie. Czasem trzeba wybić piłkę do przodu.

NUMBER ONE CUP NAJLEPSZYM TURNIEJEM MIĘDZYNARODOWYM U-13 W EUROPIE?

W jaki sposób można wytłumaczyć to, że w tym roczniku osiągacie takie sukcesy?

Sukcesem tej drużyny jest to, że cztery ogniwa są bardzo mocne. Z jednym trenerem śmiałem się, że mam czterech zawodników klasy światowej, trzech europejskiej, a reszta to poziom polskiej ekstraklasy. To składa się na bardzo dobry team. Myślę, że tych 3-4 zawodników, o ile nic się w życiu nie wydarzy, oni są w stanie zaistnieć. Bramkarz i “dziewiątka” – myślę, że mogą wejść do każdego zespołu. Nasz bramkarz, Dawid Kraczka, był już na testach w Śląsku Wrocław. Powiedzieli tam, że jest fantastyczny, ale patrzą z wyprzedzeniem i myślą, czy on jeszcze urośnie. Dziś ma 175 cm wzrostu i już jest wyższy od swojego ojca. Boją się w Śląsku, że już może nie urosnąć. Kolejnym aspektem, który wpływa na to, że mamy te sukcesy jest trener bramkarzy, którego mamy na wyłączność. Zbigniew Adamski – fantastyczny człowiek, który jeździ po całym kraju, szkoli się, jest po prostu pasjonatem, bo prywatnie zajmuje się czymś innym. Poświęca swój wolny czas dla tych chłopaków. Żeby był sukces, my musimy jeździć, jeździć i jeszcze raz jeździć, żeby mierzyć się z najlepszymi, często kosztem własnej rodziny. Jesteśmy dowodem na to, że na małej miejscowości można zrobić bardzo dobrą drużynę.

Te wyniki i puchary pokazują, że ten rocznik 2006 macie bardzo mocny. Czy Fablok Chrzanów we wcześniejszych rocznikach, też odnosił takie sukcesy?

Prowadziłem rocznik 2000, tam też chłopcy byli mocni w rejonie. Również grali w lidze wojewódzkiej. Może nie było wtedy jeszcze takich możliwości, jakie są teraz. Byłem młodszym trenerem, wiele nauczyłem się, trenując tamtą grupę chłopców. Te błędy, które popełniłem, starałem się wyeliminować, zmieniłem kilka aspektów w treningu. Nie wiem, czy to moja zasługa, czy chłopców mam lepszych, ale się to rozwinęło. Choć wtedy też miałem fantastyczną grupę chłopców – Jakub Jochymek – trenuje teraz w Ekstraklasie, z Zagłębiem Sosnowiec. Raczej gra w rezerwach, ale ma już za sobą debiut w pierwszej drużynie, w sparingu z Wisłą Kraków. Z nimi największe osiągnięcie mieliśmy w Futsalu – na Mistrzostwach Polski dwukrotnie zajęliśmy 4. miejsce. Futsal w Chrzanowie też jest fajnie rozwinięty, a wtedy nie mieliśmy, gdzie trenować, bo nawet orlika nie było. Graliśmy w zimie na hali. Jednak wówczas nie byliśmy na takim poziomie, żeby zagrozić Wiśle czy Sandecji, bo grywaliśmy z nimi, ale przegrywaliśmy w większym wymiarze. W rejonie wygrywaliśmy wszystko, ale województwo to były za wysokie progi.

Natomiast seniorska drużyna występuje w A-klasie?

Tak, zajmujemy obecnie 6. miejsce w lidze, ale gramy głównie chłopcami z roczników 2001 i 2002. Przed tym sezonem zwolniliśmy trenera, gdyż przez trzy lata nie wywalczył awansu do okręgówki i zabrał ze sobą dziewięciu piłkarzy. Każdy inny klub w A-klasie podjąłby decyzję o rozwiązaniu, a my gramy dalej.

Jaka jest filozofia Fabloku?

Chcemy stawiać na młodzież. W tym sezonie do klubu dołączył trener UEFA Pro Piotr Stach, który w przeszłości prowadził drużyny z I ligi (np. Zagłębie Sosnowiec, Sandecja Nowy Sącz). On odpowiada za seniorów i juniorów. Już widać efekty jego pracy. Drużyna fajnie się prezentuje, większość klubów w powiecie jest zaskoczonych, że są to tak młodzi chłopcy, a tak potrafią grać piłką, realizują plany taktyczne, trzymają odległości między pozycjami. Gdy się na nich popatrzy, to można odnieść wrażenie, że ta drużyna powinna grać na wyższym poziomie rozgrywkowym. Jednak tutaj zderzają się z siłą fizyczną, walką i jeszcze popełniają błędy. Para stoperów Fabloku to rocznik 2001 i 2002. W Chrzanowie dbamy o szkółkę w każdym roczniku, ale różne wypadki losowe nam się przydarzają. Dla przykładu rocznik 2004 nam się rozpadł, gdyż chłopcy przenieśli się do innych zespołów.

CLJ: “NATURALNE BOISKO W TYM MOMENCIE NIE NADAJE SIĘ DO GRY”. MECZ KORONY Z GÓRNIKIEM PRZEŁOŻONY

Jak wygląda Twój warsztat trenerski?

Pierwsze co zrobiłem, to UEFA B w Niemczech. To była już ogromna dawka wiedzy. Do tego lokalne szkolenia. Do tego też myślałem, żeby iść dalej, ale to wszystko dużo kosztuje, a też nie zarabiamy horrendalnych kwot, żeby sobie na to pozwolić. Człowiek to, co ma, czyli warsztat musi używać do tego, czym dysponuje. Trener układa sobie wiele rzeczy sam, kiedy już zdobędzie pewną wiedzę. Trener na tym poziomie jest pasjonatem, ale wiedzę trzeba mieć.

Utrzymujesz się tylko z pracy jako trener?

Nie. Pracuje w szkole jako wuefista, ale poza powiatem. Znalazłem miejsce zatrudnienia poza powiatem, tam sobie pracuje. Tu poświęcam swój prywatny czas.

Jak wyglądaliście w lidze w tym sezonie?

Awansowaliśmy do głównej ligi wojewódzkiej. Jesienią występowaliśmy w drugiej lidze wojewódzkiej i zajęliśmy pierwsze miejsce. Na wiosnę będziemy rywalizować w lidze wojewódzkiej wraz z Progresem Kraków, Wisłą Kraków, Unią Oświęcim, Sandecją Nowy Sącz, Dunajcem Nowy Sącz, Okocimskim Brzesko i Tarnovią Tarnów. Chłopaki znowu będą mogli się sprawdzić z najlepszymi i powalczymy o pierwszą trójką. My nie przegraliśmy w lidze młodzików od 25 meczów. W lidze okręgowej wygraliśmy 11 na 11 możliwych spotkań, a następnie w drugiej wojewódzkiej 14 na 14, co daje nam 25 spotkań wygranych z rzędu na dużym boisku.

Wysoko wygrywaliście te mecze?

Pokonaliśmy Cracovię w dwumeczu 12:0. Ciekawostka, rewanżowego meczu nie zgodzili się nam przełożyć. Pojechaliśmy po trzech dniach grania na Api Cup w Zakopanem i dostali “piątkę”. Niektórzy ode mnie nie mieli naprawdę paliwa, ale wyszli, żeby im dokopać. Nie zgodzili się nam meczu przełożyć, żebyśmy nie zagrali na takim fajnym turnieju, ale mimo to wygraliśmy. W drugiej lidze wojewódzkiej mieliśmy bilans bramkowy bodajże 68:5 i to w drugiej lidze wojewódzkiej, a nie w jakiejś okręgowej. Zdobyliśmy 42 punkty, a drugi w tabeli Progres Kraków miał tych oczek 28. Jedynie mecze z Progresem były na wyrównanym poziomie, 1:0 i 2:1. Oni też mocni fizycznie i mają dobrego bramkarza.

Co Wam pozwala wygrywać z takimi drużynami?

Mamy indywidualności i bramkarza. W roczniku 2000 miałem dobry zespół, ale nie miałem bramkarza i to w tych kluczowych momentach dawało we znaki. Klucz do tych zwycięstw to dobry bramkarz i “dziewiątka”. Piotr Zieliński praktycznie, co turniej jest królem strzelców. Jak układam skład, to zawsze mówię: “W ataku Piotr Zieliński, nie ten z Napoli”. Lewą nóżkę ma świetnie ułożoną. Ściągnęliśmy też ostatnio Tomka Dusika, który też jest fantastyczny. Porównywalny jest poziomem z Piotrkiem. Konrad Machowski błysnął formą na tym turnieju. Miał wcześniej kilka kilogramów ponad stan, zgubił je i teraz jest bardziej mobilny, chodzi niesamowicie po boisku. Wspomniana czwórka została powołana na konsultację do kadry małopolski. Dawid i Piotrek byli już wcześniej sprawdzani, a Tomek i Konrad zostali teraz powołani przez Jałochę na konsultacje szkoleniowe.

Czy myśleliście w Fabloku, żeby zostać klubem partnerskim, jakiegoś zespołu z ekstraklasy? 

Zagłębie Sosnowiec chciało, żebyśmy zostali klubem partnerskim, ale my teraz rozmawiamy z Wisłą Kraków. W styczniu mamy podpisać umowę, ale nie wiadomo, co to z nimi będzie, patrząc na dzisiejszy stan klubu. Natomiast u nas w Chrzanowie kibice są za Wisłą, dobrze by to wyglądało. Dużo ludzi jeździ na mecze.

Na jakiej zasadzie miałaby funkcjonować ta umowa partnerska?

Tam jest wiele zapisków, które sobie analizujemy. Jednak wiadomo, że Wisła chciałaby od nas największe perełki. Nam w zamian oferują staże, szkolenia, wejścia na stadion, do tego zadzwonisz do nich o sparing i nie będzie problemu.

Jeden z trenerów mówił, że jest przepaść mentalna między zawodnikami z zagranicy a polskimi. Zgadzasz się z tym zdaniem? Jeśli tak, na czym polega ta przepaść? W czym się to objawia?

Myślę, że to może wynikać z pracy z psychologami we wczesnym wieku. Dla przykładu mój bramkarz pracuje indywidualnie z psychologiem. Miał problemy, jak wpuścił bramkę – zamykał się w sobie i wkurzał się na siebie, choć jest fantastycznym bramkarzem. Raz wracaliśmy z turnieju, gdzie graliśmy z GKS-em w finale. Wpuścił taką bramkę, że zawodnik strzelił, on sobie piłkę złapał, ale chciał ją szybko przybić do ziemi, uciekała mu i wpadła. Nie odzywał się przez całą drogę powrotną. Rozmawialiśmy z rodzicem, który jest tego świadomy. Niestety musiał za to zapłacić, ale psycholog rozmawia z tym chłopakiem i efekty są rewelacyjne. Widać to na tym przykładzie, ile rodzic musi wyłożyć pieniędzy. Rodzic inwestuje w swoje dziecko, choć nie jest powiedziane, że będzie sukces za kilka lat. Miasto, w którym dany chłopak się rozwija, powinno pomóc.

Czy w tym wieku powinno się wpajać dzieciakom, że wyniki są ważne? W Polsce są zdania podzielone na ten temat.

Jeśli wychodzisz na mecz i mówisz, że wynik jest nieważny, to po co rywalizujesz? Wynik jest ważny, ale nie może być nadrzędny. Rywalizując, wychodzisz i mówisz chłopcu, że wynik jest nieważny? Wyobraź to sobie. W sporcie wyniki są ważne. Nie można zabić pewnych relacji u tych najmłodszych, ale nie można też wejść do szatni i powiedzieć: “Chłopacy wynik jest dzisiaj nieważny, idziemy sobie pograć”. Ostatnio rozmawiałem na ten temat z innymi trenerami i niektórzy mówią “Wynikowcy, wynikowcy”. Nie wynikowcy, bo trzeba dzieci uczyć, natomiast nie można im mówić, że wynik jest nieważny. Rywalizujesz po to, żeby wygrać. Nie może też być tak, że przegrywasz i robi się z tego katastrofę. Trzeba opowiedzieć, wytłumaczyć i porozmawiać z tymi chłopakami.