Maciej Bykowski
Maciej Bykowski i jego STF Champion Fot: Arkadiusz Dobruchowski

Szkoła Techniki Futbolu “Champion” to warszawska akademia, która ma swoją bazę na Ursynowie i istnieje już 6 lat. Pomysłodawcami i założycielami tej akademii są byli piłkarze: Marcin Mięciel i Maciej Bykowski. Z tym drugim, byłym zawodnikiem m.in. Panathinaikosu Ateny, Lecha Poznań, ŁKS-u Łódź czy Polonii Warszawa, porozmawialiśmy na turnieju Opalenica Cup. Tam jego drużyna w roczniku 2010 rywalizowała z FC Porto! Jak im poszło? Dlaczego w ogóle powstała akademia STF Champion?

Arkadiusz Dobruchowski: Dlaczego z Marcinem Mięcielem zdecydowaliście się założyć akademię STF Champion? Nie było takiej w Warszawie, która skupia się na technice?

Maciej Bykowski: Nie, po prostu z Marcinem stwierdziliśmy, że chcemy pozostać w piłce. Osobiście nie wiązałem swojej dalszej przyszłości z żadną menadżerką czy trenowaniem seniorów. Bo wiadomo, jak u nas jest z trenerami seniorów. Dzisiaj praca jest, a za dwa dni tej pracy może nie być. Chciałem osiąść w miejscu, w którym mieszkam, czyli Warszawie. Nie chciałem ciągle wyjeżdżać i mieszkać w innych miastach. Zrobiliśmy tutaj coś swojego na miejscu, mamy kurs UEFA A i chcieliśmy to fajnie wykorzystać. Stwierdziliśmy, że nasze doświadczenie może pomóc chłopcom. Możemy im wiele przekazać. Wyszło to wszystko spontanicznie, bo Marcin miał taki sam pomysł na siebie. Stworzyliśmy fajny projekt, mamy obecnie 250 chłopców w akademii.

ADAM FRĄCZCZAK O OPALENICA CUP: “TAKIE TURNIEJE SPRZYJAJĄ, ŻEBY DZIECI WYRASTAŁY NA ZDROWYCH I WYSPORTOWANYCH FACETÓW”

Jaki jest główny cel Akademii STF Champion?

Chcemy, żeby dzieci jak najdłużej uprawiały sport. Chcielibyśmy, żeby oni jak najwięcej grali, biegali i uczyli się też techniki. Choć nie ukrywam, że naszą ambicją, z racji, że graliśmy długo w piłkę, jest też wyszkolenie jakiegoś fajnego zawodnika, który będzie grał na polskich boiskach, a może w Europie. Trzeba wierzyć w to, że stać na to któregoś z tych zawodników.

Jaki jest najstarszy rocznik w Waszej akademii?

Rocznik 2004. Gdy my zakładaliśmy akademię w 2013 roku to te roczniki, trenowały już w innych akademiach. Ciężko było nam do tej drużyny pozyskać zawodników, ale myślę, że od rocznika 2007, który był pierwszym naborowym, te wszystkie kolejne, są stricte nasze.

Czym się wyróżniacie, jeśli chodzi o same treningi?

Na pewno wyróżniamy się tym, że mamy małe grupy treningowe. Na jednego trenera przypada 10 chłopców. To prowadzi do tego, że trener może skorygować pewne błędy zawodników. Przez to, że jest tych dzieci mało, mogę poświęcić im więcej czasu. Mamy swoją bazę treningową na Ursynowie. Chłopcy latem mogą trenować na boiskach trawiastych, a zimą na sztucznym zadaszonym boisku, bo mamy swój balon. Myślę, że warunki do uprawiania sportu dzieciaki mają rewelacyjne.

Rodzice chętnie przyprowadzają dzieci na nabory do akademii?

Tak, ale trzeba sobie zdać sprawę z tego, że przyjeżdżają do nas dzieci, które blisko nas mieszkają. Bo nikt z Pragi nie będzie godziny dojeżdżał w jedną stronę na treningi na Ursynów. To są dzieci lokalne, które blisko naszej bazy mieszkają. Przez to też mamy ograniczoną liczbę tych dzieci.

Czy dla Was jako szkoleniowców liczą się wyniki na takich turniejach?

Każdy z nas przyjeżdża tutaj, żeby wypaść jak najlepiej. Z tym wiążą się też wyniki. Natomiast wynik nie może przysłaniać tego, czego my uczymy, tj. rozgrywanie piłki od tyłu, żeby budować tę akcję podaniami. Chcemy, żeby chłopcy mieli świadomość, że wynik nie jest najważniejszą sprawą. Nie chodzi o to, żeby kopnąć piłkę do przodu, przenieść jak najszybciej ciężar gry na drugą stronę, bo tam zabierzemy piłkę i strzelimy bramkę. My mamy swoją strategię i dzieciaki są tego uczone od początku. Próbujemy wyjść od tyłu podaniami, tak, żeby one nauczyły się kreatywności pod naszym polem karnym, a jak tego się nauczą, będzie im łatwiej grać w ataku pozycyjnym na połowie przeciwnika.

Jak oceniłby poziom sportowy turnieju Opalenica Cup?

Poziom sportowy jest tu zróżnicowany. Są tu drużyny, które widać, że są na bardzo wysokim poziomie, jak na tę kategorię wiekową. Są też drużyny trochę słabsze, które mają okazję się spotkać z zespołami lepszymi. Przypomnę, że są tu takie ekipy, jak Luton Town, FC Porto, czy Olympiakos Pireus. Nie zawsze mamy możliwość, żeby z takimi zespołami się mierzyć.

Pańska drużyna (rocznik 2010) grała z FC Porto. Fajnie ten mecz zaczęliście, prowadziliście 1:0, ale finalnie przegraliście 1:8. Czy Porto na tym etapie jest duże lepsze od Pańskiej drużyny?

Na ten czas FC Porto to zespół dużo lepszy. Udało nam się strzelić bramkę. Z przebiegu spotkania oni byli lepsi od nas pod każdym względem, przede wszystkim technicznym, ale też motorycznym, szybkościowym. Nie będę bał się tego stwierdzenia – to jedna z najlepszych akademii w Europie. Mają wyselekcjonowanych zawodników, a my mamy takich piłkarzy, jakich mamy i musimy coś z nich zrobić. Na dzień dzisiejszy jest nam ciężko rywalizować z takimi akademiami.

W jaki sposób pozyskujecie zawodników do akademii?

Nie ma u nas selekcji. U nas grupa rocznika 2010 A, czyli ta główna liczy 20 zawodników. Nie ma tych chłopców dużo, a trzeba z nich skleić jakąś fajną drużynę, uczyć ich indywidualnej techniki. Nie oszukujmy się, na tym etapie, grają w piłkę, a za dwa lata nie każdy będzie dalej trenował. Są młodzi i za te dwa lata będą chcieli inne rzeczy robić np. karate, judo, itp.

Zarówno Pan, jak i Marcin Mięciel, przez wiele lat graliście poza granicami naszego kraju. Pan w Grecji, a Mięciel w Niemczech i również w Grecji. Czy dzięki zdobytym tam znajomościom, organizujecie Waszym chłopakom jakieś fajne sparingi, albo wyjazdy na turnieje zagraniczne?

My jeździmy co roku do Dusseldorfu na mocno obsadzony turniej U11 Provinzial Pfingstcup. W zeszłym roku mieliśmy możliwość grać z West Hamem (rocznik 2007). Wygraliśmy 3:1, po meczu trener West Hamu pogratulował nam dobrego meczu. Rywalizowaliśmy również z Bayerem. Mamy możliwość styczności z tymi mocnymi akademiami. Dlatego też chcieliśmy przyjechać tu do Opalenicy, bo wiedzieliśmy, że jest FC Porto, Olympiakos. To są drużyny, które przyciągają jak magnes. Myślę, że fajne jest dla tych dzieciaków, że mają możliwość rywalizować z takimi drużynami. Bo widzą, czego im brakuje, nad czym muszą popracować oraz widzą, jak oni się zachowują. Ci chłopcy inaczej mentalnie pochodzą do meczów. Każdy wie, co robić. Trener mówi, a oni słuchają, stoją, jak wryci, a później realizują to, co usłyszeli. Nasi chłopcy mogą podpatrzeć te zachowania.

ZOBACZ ZDJĘCIA Z DRUGIEGO DNIA RYWALIZACJI NA OPALENICA CUP!

A takie wysokie porażki nie zniechęcają tych chłopców? Zauważyłem, że w meczu z FC Porto, w pewnym momencie chłopcy nie chcieli grać.

Oni się nie zniechęcają, zaraz im to przechodzi i grają mecz. Jest 5 minut płaczu, a w następnym spotkaniu dzieciaki dają z siebie wszystko. To jest fajne, że w każdym meczu widać zaangażowanie, widać, że chcą wygrywać. Gdy przegrają, to jest dla nich koniec świata (…) na 5 minut.

Jakieś wnioski po Opalenica Cup? Nad czym trener musi bardziej popracować z tymi chłopakami?

Na pewno nad mentalem. U nas często chłopcy są z dobrych domów. Wiele rzeczy za nich robią rodzice. To są chłopcy, którzy na boisku nie potrafią walczyć o swoje, przepchnąć się, szybko się załamują. Tak naprawdę nie mają charakterów takich typowych wojowników. Tak jak rozmawiamy z innymi trenerami, piłkarze zazwyczaj są z małych miejscowości. To są ludzie, którzy musieli sobie kariery wywalczyć, tacy z charakterem. Na pewno oni technicznie nie odstają od tych drużyn, może poza FC Porto, ale mentalnie jest jeszcze dużo do poprawy.

Jak u Was wygląda frekwencja na treningach?

Frekwencja jest różna, bo wiadomo, że nie każdy rodzic tych dzieciaków myśli o tym, że ich syn będzie zawodowym piłkarzem. Jedni chodzą na angielski, drudzy na pływanie. Ciężko jest pogodzić ze sobą te wszystkie rzeczy, zwłaszcza w Warszawie, gdzie odległości są duże. Różnie bywa z frekwencją, na pewno nie jest tak jakbym sobie, tego życzył. Nic na to jednak nie poradzimy, jesteśmy akademią komercyjną, nie możemy sobie pozwolić na takie ruchy jak Lech czy Legia. U nich, jeżeli kogoś nie ma długi czas na treningach, zostaje wyrzucony, a w jego miejsce jest kolejka 200 czy 300 innych chętnych.

Co by Pan radził młodym chłopakom, którzy zaczynają swoją przygodę piłkarską?

Nie mam patentu na mądrość. Myślę, że to są takie chwile, które mogą ich wzmocnić, żeby po porażce się nie załamać i brnąć do przodu. Trzeba mieć marzenie, żeby iść za nim, a do tego trening, trening i jeszcze raz trening. Czasami jest tak, że nie chce się iść na trening. To są te momenty kryzysowe, jeśli je przezwyciężysz – będzie dobrze.

Rozmowa została przeprowadzona 14 kwietnia na Opalenica Cup