odwołane, Marek Mierzwa
Łączy nas piłka

12 maja 2019 roku, Kielce, stadion przy ulicy Wojciecha Szczepaniaka. Juniorzy starsi Korony grają ze Śląskiem przy niespotykanym na tym poziomie wsparciu z trybun. Celem gospodarzy na to spotkanie jest przypieczętowanie tytułu mistrzowskiego. Niesione dopingiem kibiców “Scyzory” wygrywają z wiceliderem 3:0, na boisko wbiegają kibice, zaczyna się świętowanie. Na sukces, bez wątpienia duży i istotny dla klubu, złożyła się ciężka praca nie tylko zawodników, ale również sztabu ludzi na czele z trenerem Markiem Mierzwą.

CLJ: GKS BEŁCHATÓW WCIĄŻ W GRZE O UTRZYMANIE!

Michał Grzela: Jesteście mistrzami Polski. Jak Pan podsumowuje ten sezon? Czy przed rozpoczęciem rozgrywek spodziewałem się Pan, że tę drużynę stać na taki sukces?

Marek Mierzwa: Na pewno przed początkiem rozgrywek nie spodziewaliśmy się, że będziemy mistrzem Polski. Tak naprawdę byłoby to niedorzeczne. Zdajemy sobie sprawę, że rywalizujemy z akademiami, które mają od nas dużo większe możliwości. Powiem jednak szczerze, że po 8., może 9. kolejce, dochodziła do mnie ta świadomość, że możemy powalczyć o mistrza. Widziałem, jak ci chłopcy się rozwijają, jakie postępy robią, jak są mocni mentalnie i przede wszystkim piłkarsko.

Szybko zdołaliście zbudować sporę przewagę nad rywalami.

Po rundzie jesiennej dużo osób już chciał nas koronować, ale ja cały czas przestrzegałem, że musimy wywalczyć to na boisku. Z każdym meczem zbliżaliśmy się do tego tytułu i przypieczętowaliśmy to dziś w najlepszy możliwy sposób. Śląsk to zespół, który szczególnie w ofensywie ma dużo jakości i w moim przekonaniu zasługuje na wicemistrzostwo.

Jakie uczucie towarzyszą Panu w tym momencie, dosłownie kilka chwil po zapewnieniu sobie tytułu mistrzowskiego?

Fakt, iż będąc wychowankiem Korony, udało się zdobyć tytuł dla klubu, gdzie sam zaczynałem przygodę z piłką, niezmiernie mnie cieszy. Na pewno podobnie jest w przypadku Krzysztofa Mądzika czy Piotrka Gila, którzy również są wychowankami Korony. Dla mnie osobiście to coś niesamowitego. Na pewno będziemy chcieli, aby zawodnicy, którzy byli częścią tego zespołu, dalej się rozwijali. Mam nadzieję, że większość z nich będzie miała okazję grać na wysokim poziomie, bo mają ku temu spore predyspozycje.

Z jakimi problemami w takim sezonie, gdzie wszystko wychodzi, musi zmagać się trener? Czy takie sytuacje, wymagające zdecydowanego działania, w ogóle mają miejsce?

Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że zespół to żywy organizm. Trzeba na bieżąco reagować na różne sytuacje. Nigdy nie jest tak, że wszystko jest idealnie. Bez wątpienia siłą tej drużyny jest świadomość. Większość chłopaków doskonale wie, do czego dąży – to ułatwiało nam pracę. Oczywiście były momenty, w których trzeba było zareagować, czy to poprzez rozluźnienie atmosfery, czy przez strofowanie zawodników. Tak, jak już powiedziałem, to jest żywy organizm. Musieliśmy włożyć dużo pracy w aspekt psychologiczny, żeby to funkcjonowało przez cały sezon w taki, a nie inny sposób. Duże podziękowania należą się również wszystkim osobom, wcześniej opiekujących się tymi chłopakami, którzy dziś sięgnęli po tytuł.

Można w przypadku Korony mówić o aspekcie, który prowadził do naprawdę dużych kłopotów?

Naszym największym problemem jest bez dwóch zdań baza treningowa. Przy ulicy Szczepaniaka możemy trenować tylko raz w tygodniu, a na co dzień jesteśmy zmuszeni do tułaczki po Kielcach. Powiedzmy sobie szczerze, bazy treningowej jako takiej, na ten moment, po prostu nie mamy.

Mówi Pan o tułaczce. Można to zatem rozumieć, jako ciągłą zmianę miejsce treningu.

Dokładnie. W poniedziałek możemy zrobić trening na zakolach boiska przy ulicy Szczepaniaka, nawet wyjść do lasu, ale potem zaczynają się schody. Zdarzają się tygodnie, gdzie we wtorek jeździmy na Ceprowską, w środę na Prostą, w czwartek jesteśmy na małym boisku na Ściegiennego, a w piątek wracamy na Szczepaniaka. Zimą trenujemy na Osiedlu Świętokrzyskim, gdzie nie ma pryszniców. Zawodnicy nie mają, gdzie się wykąpać. Samo boisko nie było czesane przez dwa lata i odpowiednio pielęgnowane, co automatycznie zwiększa ryzyko kontuzji. Myślę, że to najwyższa pora, aby głośno, o tym powiedzieć. W klubie wszyscy, na czele z włodarzami, zdają sobie sprawę z tego problemu i robią wszystko, żeby polepszyć tę bazę, ale jest naprawdę ciężko. Dlatego, w takich warunkach, ten sukces smakuje jeszcze lepiej.

Charakterystyczne dla zespołów juniorskich jest to, że zawodnicy stale się zmieniają. Na pewno wyzwaniem jest zbudowanie drużyny, która jest monolitem na boisku i poza nim.

Wiadomo, to nie jest prosta sprawa. Przede wszystkim trener musi być sprawiedliwy i szczery. Nie można ściemniać, bo młodzi ludzie momentalnie wychwycą, że trener nie jest wobec nich szczery i po prostu oszukuje. Wtedy jest po drużynie, tworzą się podziały wewnątrz grupy. Zespół musi być zbudowany na dwóch wspominany przez mnie wartościach. Trener musi również trafić do zawodników i w pewien sposób przekonać ich, że muszą pracować. Ta grupa, która sięgnęła w tym roku po tytuł, pracowała bardzo mocno. Obciążenia treningowe, jakie mieliśmy, były bardzo duże, a mimo to chłopcy chcieli pracować. Mam nadzieję, że uda się również dotrzeć do następnych roczników.

Jako zespół U-18 na pewno współpracujecie z drużyną juniorów młodszych oraz z pierwszym zespołem. Jak wyglądają relacje między tymi trzema podmiotami?

Priorytet ma zawsze pierwsza drużyna. Pracujemy po to, żeby dostarczać zawodników właśnie tam. W zeszłym roku z drużyny U-19 debiutowali Pierzchała, Długosz i Dziubek. W tym roku w Ekstraklasie zagrali już Paweł Sokół i Oskar Sewerzyński. Liczę na to, że będą następni ludzie, którzy dostaną szansę debiutu. Tak, jak mówił trener Lettieri, dla nas w ostatnim czasie priorytetem było przypieczętowanie tytułu mistrzowskiego w CLJ, a także awans rezerw do III ligi. Przez cały sezon umiejętnie przerzucaliśmy zawodników do IV ligi. Na początku byli to gracze, którzy u nas nie łapali minut, a pod koniec sezonu ci, którzy wyróżniali się swoją postawą w CLJ. Teraz po zdobyciu mistrzostwa wszystkie siły kierujemy do IV-ligowych rozgrywek.

W tej chwili to założenia jedynie hipotetyczne, jednak jeśli drużyna rezerw awansuje do III ligi, to czy jej trzon miałby opierać się na młodych zawodnikach? Jaki jest plan na tę ekipę?

Pierwsze ustalenia w klubie już są, ale to już nie moja rola, a działu sportowego, pełnomocnika zarządu Pana Łukasza Foksa, czy też koordynatora Marcina Gawrona. Nie chcę się zajmować wszystkim. Myślę, że swoją działkę zrobiłem najlepiej, jak tylko mogłem. Aczkolwiek uważam, że trzon rezerw, jeśli te awansują do III ligi, będą stanowili chłopcy, którzy w tym i zeszłym roku wyszli z wieku juniora starszego.

Wspomniał Pan, że nie chciałby Pan zajmować się wszystkim w klubie. To słuszne podejście, jednak jaka w Pańskim przypadku jest rzeczywistość? Czy w Koronie na barki trenera spadają zadania, z którymi na dobrą sprawę nie powinien nigdy mieć do czynienia?

Przy zespole CLJ został zbudowany porządny sztab szkoleniowy. Obok mnie jest drugi trener – Krzysztof Mądzik – który jest jednocześnie kierownikiem drużyny, fizjoterapeuta Grzegorz Kowal, trener bramkarzy Piotr Gil, trener przygotowania fizycznego Andrzej Szołowski, który w klubie pracuje tylko i wyłącznie z juniorami starszymi Korony. Jak widać, w tym wypadku ten sztab jest skompletowany i to naprawdę są ludzie, którzy poświęcają się swojej pracy. Bez nich nie byłoby tego sukcesu. Nie jest jednak tajemnicą, że i tak robimy rzeczy, którymi powinni zajmować się inni ludzie. Z drugiej strony nie można też narzekać. Wiemy, jak to wygląda w niższych ligach w Polsce. Nie narzekamy, tylko robimy, aczkolwiek, żeby polska piłka poszła do przodu to musi zostać doinwestowane szkolenie młodzieży, sztaby, baza. Wszystko po trochu. W naszym przypadku wystarczy zwrócić uwagę na to jeżdżenie po różnych boiskach. W gruncie rzeczy taka sytuacja pozbawia nasz zespół tożsamości. Teoretycznie nasza szatnia jest tutaj, na Szczepaniaka, ale jesteśmy tu dwa razy w tygodniu. Muszę jednak przyznać, że idzie to w klubie do przodu i jest w tej materii znaczenie lepiej aniżeli w poprzednich latach. Myślę, że też stąd ten sukces.

Zdobywając mistrzostwo z klubem, którego jest Pan wychowankiem, spełnił Pan poniekąd jedno z marzeń. Co to oznacza dla Pańskiej przyszłości? Czy wie Pan już, jakie podejmie kierunki rozwoju osobistego w nadchodzących miesiącach?

Mój obecny kontrakt obowiązuje do końca czerwca. Na temat jego przedłużenia były wstępne rozmowy, ale żadnych konkretów nie ma. Na ten moment jeszcze nie wiem, gdzie będę pracował w przyszłym roku. Mam nadzieję, że będzie to Korona, ale nie mogę tego powiedzieć na sto procent. Gdy jest się wychowankiem, mając ten głęboko w sercu, wkłada się w tę pracę mnóstwo zdrowia i poświęca olbrzymią ilość czasu, ale jak będzie, czas pokaże.


Rozmowa została przeprowadzona 12 maja 2019 roku w Kielcach