Stali
fot. Marcin Stępień/Agencja Gazeta

W najbliższych dniach, miesiącach, a może nawet latach z pewnością usłyszycie o Stali Rzeszów. Klub, który niedawno wywalczył awans do II ligi, rozwija się w zastraszająco szybkim tempie. O rozwoju, planach na przyszłość, treningach i nowej szkole w rozmowie z naszym portalem opowiada dyrektor sportowy Stali – Michał Wlaźlik.

Niedawno klub z Hetmańskiej znajdował się na równi pochyłej. Akademia była zaniedbana, działacze egoistyczni i stereotypowi, a do pierwszej drużyny często sprowadzano obcokrajowców w “podeszłym” wieku. Nagle wszystko obróciło się o 180 stopni i dziś na poziomie II ligi ponownie będziemy oglądać elektryzujące derby Rzeszowa. W jaki sposób “biało-niebiescy” odbili się od dna? Zapraszamy do lektury!

Michał Kusy: Widać, że akademia Stali Rzeszów z każdym dniem się rozwija. Jaki jest główny cel Waszego szkolenia?

Michał Wlaźlik: Na pierwszym miejscu stawiamy wychowanie człowieka. Wiemy, że akademia nie produkuje 100% zawodowych piłkarzy. To oscyluje raczej między kilkoma a kilkunastoma procentami w danym roczniku, choć wiadomo, że zawodowym piłkarzem można zostać na wielu poziomach – w II lidze, Ekstraklasie czy Premier League. Dlatego naszym zadaniem jest to, żeby wychować człowieka, który poradzi sobie w życiu, a jeśli w dodatku będzie znakomitym piłkarzem, to praca z nim będzie samą przyjemnością.

Dużo dała na pewno zmiana na stanowisku prezesa Stali. Rafał Kalisz przyszedł niespełna 2 lata temu, zapowiedział rewolucję – i tak też się dzieje. Jakie działania, wspólnie z obecnym prezesem, podjęliście ku rozwojowi akademii?

Tak naprawdę Rafał jest już właścicielem, ma 80% udziału w klubie, jego władza jest pełna. Razem chcieliśmy przede wszystkim stworzyć klub. Ten klub to cała społeczność wokół niego, to właśnie akademia, a nie tylko pierwsza drużyna. W Polsce to jest tak, jakby siedzieć na żyle złota, a nie budować kopalni. Akademia przy 40-milionowym narodzie to rzecz nieodzowna. Brak inwestycji w nią to właśnie ten brak kopalni. My chcemy to zmienić, dlatego Stal bardzo mocno inwestuje w akademię.

Trenerzy wyjeżdżają na staże zagraniczne, młodzi chłopcy biorą udział w prestiżowych turniejach, a do biało-niebieskiej części Rzeszowa zwracają się coraz to bardziej atrakcyjne drużyny. Jak to się stało, że w tak krótkim czasie zdążyliście się tak bardzo rozwinąć?

Duże znaczenie ma determinacja. Bardzo pragnęliśmy zmienić szkolenie zarówno w Rzeszowie, jak i w samej Stali. To ten cel jest naszym motorem napędowym. Tak naprawdę wiele jeszcze nie zrobiliśmy. Odwiedzacie nas w taki momencie, aby zobaczyć zalążek tego, co będzie za pół roku czy rok. Wówczas ruszy nasza szkoła, ruszą rzeczy, które stopniowo uruchamiamy w przeciągu tych ostatnich 12 miesięcy.

Od nowego roku szkolnego rusza Wasza Szkoła Mistrzostwa Sportowego. Jak będzie wyglądać organizacja placówki i skąd wziął się pomysł na zrealizowanie takiego przedsięwzięcia?

Szkoła ma być nieodzownym fundamentem naszego działania. Dzięki niej możemy mieć pełny wpływ na harmonogram dnia naszego zawodnika. Możemy ustalić treningi, lekcje, wyjazdy na turnieje czy cokolwiek, co jest potrzebne w rozwoju młodego piłkarza. Placówka będzie prywatna – nauczyciele są zatrudnieni przez klub na umowach o pracę. Nie ogranicza nas Karta Nauczyciela czy inne układy, które często mają miejsce w szkołach publicznych. To my w głównej mierze będziemy organizować życie ucznia, co jest nieodzowne, jeśli chcemy działać profesjonalnie. Nie możemy czekać na dziecko na godzinę 17 czy 18 po skończonych lekcjach. Nie wiemy, co zrobiło na WF-ie, jaki miało dzień, jak przebiegały same lekcje. Przychodzi tylko na sam trening, a rodzice gonią jak źli, żeby zdążyć dowieźć dziecko na czas. W naszym SMS-ie taki uczeń wróci o 17 już po pełnych zajęciach do domu, dzięki czemu będzie mógł odpocząć, spędzić czas z rodziną, zająć się innym hobby, a większość dnia będzie miał już za sobą.

Na sam koniec kwestia młodzieżowców i wychowanków – jaką rolę pełnią oni w pierwszej drużynie, prowadzonej przez trenera Janusza Niedźwiedzia?

Stal została przebrana – wychowankowie grają teraz w Cracovii jak Radek Kanach czy w Jagiellonii jak Bartek Bida. To są nasi podopieczni, których tu po prostu nie zastaliśmy. Pierwsi wychowankowie to chłopcy z rocznika 2000-2004, na których cierpliwie czekamy. Przygotowujemy ich do tego, chcąc wyciągnąć jak najwięcej z ich potencjału. W pierwszej drużynie wychowanków mamy tak naprawdę dwóch – naszego kapitana, 31-letniego Wojtka Reimana i 37-latka Sławka Szeligę (śmiech). Na to trzeba po prostu poczekać.

Młodzieżowców musieliśmy ściągać z innych miejsc, choć to niedalekie regiony. Michał Domański z Dębicy, były legionista Mateusz Olejarka z Przeworska, wracający po kontuzji Kuba Tabor… Kilkoma musieliśmy się jednak posiłkować z dalszych zakątków Polski, jak chociażby Damianem Sierantem z Wielkopolski, Damianem Nowackim z okolic Łodzi i Szymonem Kobusińskim z Zielonej Góry. Zdolni młodzieżowcy przyjechali do nas zatem z całej Polski, ale myślę i mam nadzieję, że to wkrótce się zmieni. Już niedługo będziemy oglądać wychowanków naszego klubu w pierwszej drużynie Stali Rzeszów.