Zioło
Akademia Piłkarska WBS Warszawa

Już za nieco ponad miesiąc oficjalnie do życia zostanie powołana Akademia BVB im. Łukasza Piszczka. W Goczałkowicach-Zdroju powstaje kompleks, którego nie powstydziłyby się najlepsze kluby na Starym Kontynencie. Zapraszamy na rozmowę z dyrektorem sportowym – Michałem Zioło, który czuwa nad rozwojem całego projektu.

MF: Panie Michale, jakie relacje wiążą Pana z Borussią Dortmund? Na czym polega Pańska rola w projekcie, jakim jest utworzenie Akademii BVB im. Łukasza Piszczka w Goczałkowicach-Zdroju?

ZAPRASZAMY NA WYWIAD Z DYREKTOREM SPORTOWYM RZESZOWSKIEJ STALI – MICHAŁEM WLAŹLIKIEM!

Michał Zioło: Zdarzył się taki rok, że jestem w kilku rolach na raz. Zacznijmy jednak od Borussii. Od 7 lat pracuje w Borussi Dortmund, a dokładniej w BVB Evonik Fußballakademie, natomiast w 2017 roku zostałem jednych członków zarządu Fundacji Akademii im. Łukasza Piszczka, która organizuje kurs na obiektach Akademii WBS Warszwa, jak i wszystkie pozostałe kursy w Polsce. Ponadto, wraz z początkiem 2019 roku zostałem dyrektorem sportowym Akademii Borussii Dortmund, która latem tego roku rozpocznie swoją działalność w Goczałkowicach-Zdroju.

Kiedy narodziła się sama idea utworzenia akademii w naszym kraju?

Pomysł narodził się w naszych głowach 3, może 4 lata temu. W 2016 roku w szkole trenerskiej miałem obronę swojej pracy na licencję UEFA A. Zastanawiałem się wówczas, w jakim temacie napisać tę pracę. Razem z Łukaszem Piszczkiem doszliśmy do wniosku, że warto byłoby napisać koncepcje szkolenia przystosowaną do polskich realiów. To był pewien początek i tak trwa to do dnia dzisiejszego. Na ten moment jesteśmy już blisko realizacji. Wszystko, zarówno przygotowanie merytoryczne, kwestie infrastrukturalne oraz organizacyjne, wymagało wielu poświęceń.

Akademię czeka wielkie otwarcie na samym początku sierpnia. Skąd wezmą się zawodnicy, którzy będą trenować na obiektach w Goczałkowicach?

W pierwszym roku wystartujemy z czterema rocznikami, od 2009 (U-11) do 2012 (U-8). W kolejnych latach, co roku, będzie dochodziła nam kolejna drużyna U-8. Plan jest rozłożony bez żadnej presji czasu. Dopiero po ośmiu latach akademia będzie dysponować drużyną U-19. Co się tyczy samego naboru, to od 12 maja zaczynamy tzw. “Dni Pasji”, które w polskim slangu można przypisać właśnie naborowi. Będziemy tworzyć drużyny z 16 zawodników w rocznikach 2009 i 2010 i 14 w pozostałych rocznikach. Z czasem, gdy akademia będzie zyskiwać kolejne kategorie wiekowej, najstarsze zespoły będą złożone z 18 zawodników. Na każdą grupę będzie przypadać dwóch trenerów. Średnie zainteresowanie przypadające na jeden rocznik to mniej więcej 100 osób.

Czy “elitarność” to sformułowanie, którym możemy opisać powstającą w Goczałkowicach akademię?

Akademia jest oparta na koncepcji, która jest podstawą funkcjonowania również w Dortmundzie. Dla obszaru podstawowego, między U-8 a U-11, ustaliliśmy, że do tych grup będą mogły się dostać jedynie dzieci, mieszkające maksymalnie 50 kilometrów od Goczałkowic. Od U-16, a więc od momentu, w którym możemy mówić o Szkole Mistrzostwa Sportowego, pod uwagę będą brani zawodnicy z całej Polski.

Wobec tego mamy tutaj do czynienia z regionalizmem. Z czego on wynika?

Decydują względy pedagogiczno-społeczne w stosunku do wychowania dzieci. Nie chodzi o to, że chcemy na siłę trenować regionalne dzieci. Jednak poprzez to, że jesteśmy w Goczałkowicach, nie mamy zamiaru obarczać rodziców presją, będącą konsekwencją choćby czasu poświęconego na dojazdy na trening. Dzieci powinny rozwijać się w swoich środowiskach.

Czy każdy rocznik w akademii będzie reprezentowany tylko przez jedną drużynę. czy może tak jak w przypadku niektórych polskich akademii zostaną stworzone dwie ekipy – A i B?

Będzie jedna drużyna. Nie przewidujemy kategoryzowania na lepszych i na gorszych, ponieważ działa to niekorzystnie na motywację dzieci. Mamy jednak projekt, który przewiduje pracę z jak największą liczbą dzieci. Będzie on oparty na współpracy z dziećmi, grającymi w innych klubach. Z jednej strony celem będzie rozwój tych dzieciaków, z drugiej chodzi o możliwość obserwacji i oceny, kto ewentualnie mógłby zasilić naszą akademię w Goczałkowicach. Będzie to funkcjonowało na podobnej zasadzie jak Akademia Młodych Orłów. Zaproszenie otrzymają wszyscy chętni, którzy będą chcieli  trenować pod okiem naszych trenerów w utworzonych na tę potrzebę grupach. Grać i trenować będą jednak w swoich klubach, bo dla tych chłopców regularna gra jest najważniejsza.

Rozmawiamy o strukturze zespołów akademii. Czy oprócz zawodników i dwóch trenerów przewidujecie zatrudnienie specjalistów, takich jak wychowawca, czy psycholog?

W pierwszym etapie działalności na pewno nie. Dla dzieci, mających 8, czy 9 lat, praca z psychologiem to jest na tyle wrażliwy temat i na tyle ciężki do zrealizowania, że my nie chcemy wchodzić w specyfikę tych dzieci. Na pewno jako akademia zrobimy wszystko i zapewnimy poziom wykształcenia naszych trenerów, żeby to trener wiedział, jak ma się zachować w stosunku do zawodnika w danej sytuacji. Naszym celem jest stworzenie dla nich odpowiednich warunków do zdobywania wiedzy. W Polsce często wchodzimy w takie szczegóły, zapominając przy tym, że to są tylko dzieci, które muszą się rozwijać. Jeśli chodzi o starsze roczniki, to ta specyfikacja będzie oczywiście stopniowo wprowadzana.

Mówiliśmy już o naborze zawodników, jednak co z trenerami? Jak będzie przebiegać rekrutacja na tę pozycję w akademii?

Temat trenerów mamy już prawie zamknięty. Brakuje nam jedynie dwóch asystentów jednego asystenta. Jak do tej pory zatrudniliśmy czterech głównych trenerów, co warto podkreślić – na pełen etat. Wszyscy pochodzą z regionu Śląska. Praca w akademii będzie dla nich podstawowym zajęciem, na czym skorzystają nie tylko oni sami, ale też i przede wszystkim dzieciaki. Każdy trening będzie starannie przygotowany, co przełoży się na ich rozwój. Prowadząc rekrutację, zwróciliśmy zdecydowaną uwagę na zaangażowanie, chęć do rozwoju i do pracy. Najważniejsze, żeby trener był zmotywowany i emanował pasją do tego, co chcemy przekazać dzieciom.

Porozmawiajmy o bolączkach, z którymi zapewne spotkacie się po rozpoczęciu pracy docelowej. Czy uważa Pan, że sfera mentalna jest problemem polskich dzieci? Czy w porównaniu chociażby z rówieśnikami z Niemiec poziom koncentracji polskich dzieci jest wyraźnie słabszy?

Powiem szczerze. Z perspektywy ostatnich siedmiu lat pracy, obserwacji na gruncie niemieckim i na gruncie polskim, uważam, że nie ma jednego czynnika, który o tym decyduje. To jest proces wychowania dzieci. Nie mówię tutaj o samym treningu, ale o wychowaniu w domu, w szkole itd. Przekłada się to na podejście dzieci do wszelkich zajęć, nie tylko do samego treningu. Reasumując, jest wiele aspektów, które wpływają na to, że niemieckie dzieci, gdy patrzy się na nie z zewnątrz, wyglądają inaczej.

Czyli jednak jest różnica.

Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale potwierdza to opinia naszych trenerów – polskie dzieci, będąc w tym samym wieku co niemieckie, wydają się być na innym etapie. W Niemczech młodzi adepci sprawiają wrażenie bardziej doświadczonych i dojrzalszych aniżeli wskazywałaby na to data urodzenia. Mentalność, o której rozmawiamy, jest bez dwóch zdań jednym z tematów, gdzie z polskimi dziećmi jest jeszcze wiele do zrobienia. My jako trenerzy powinniśmy być dla tych dzieci autorytetem pod kątem zachowania, przekazu, a nie tylko z nazwy.

W Polsce od pewnego czasu gorącym tematem jest infrastruktura, a właściwie jej brak, czy też niedobór. Jak to będzie wyglądało w akademii w Goczałkowicach? Czy powstający kompleks będzie można porównać do tego, z czym możemy spotkać się w Niemczech?

Dla mnie – obok zatrudnienia trenerów na pełen etat – była to jedna z dwóch kluczowych kwestii, która sprawiła, że zaangażowaliśmy się w temat akademii. Chcieliśmy, żeby dzieciaki miały do dyspozycji infrastrukturę z prawdziwego zdarzenia.

Akademia im. Łukasza Piszczka w Goczałkowicach

Obecnie budowa dobiega końca, w Goczałkowicach zawodnicy akademii będą mogli trenować na dwóch boiskach hybrydowych pełnowymiarowych. Do tego dochodzi jedno boisko ze sztuczną nawierzchnią do gry 9 na 9 oraz budynek o powierzchni 700 metrów kwadratowych, gdzie znajdować się będą szatnie, odnowa biologiczna oraz miejsca biurowe dla trenerów. Na miejscu będziemy mieli praktycznie wszystko, czego potrzebujemy i to na najwyższym światowym poziomie.

Akademia ma nosić imię Łukasza Piszczka. Czy po zakończeniu kariery Łukasz planuje zaangażować się w ten projekt poprzez stałą obecność na miejscu, w Goczałkowicach?

Ciężko wypowiadać mi się w imieniu Łukasza. W tej chwili jest skoncentrowany na grze w Borussii i to jest dla niego najważniejsze. Z mojej strony, ale też ze strony fundacji widać jednak, że Łukaszowi na tym projekcie bardzo zależy. Nie tylko firmuje to swoim nazwiskiem, ale jest w to po prostu w 110% zaangażowany. Jak to będzie wyglądało po karierze, zobaczymy. Jeżeli czas pozwoli, Łukasz będzie udzielał się co najmniej takim samym stopniu, w jakim teraz.

Akademia zainauguruje swoją działalność 5 sierpnia. Czy już teraz macie jakieś skonkretyzowane plany na najbliższy rok, czy te plany powstaną dopiero wraz z otwarciem?

Plany dotyczą przede wszystkim rozwoju tych chłopaków, z którymi zaczniemy pracę już teraz. Chcemy działać w określony sposób w ciągu najbliższych 3-4 lat. Naszym celem jest jak najwyższa jakość szkolenia oraz zapewnienie regularnej gry, np. poprzez turnieje, tym drużynom, które powstaną wraz z otwarciem akademii.


Z Michałem Zioło 1.05.2019 w Warszawie rozmawiali: Michał Grzela i Hubert Koncewicz