Radosław Mozyrko

“Pracuję siedemdziesiąt godzin w tygodniu, praktycznie nie widzę żony i dziecka, więc jakie mam obierać cele? Przyziemne?” – pyta retorycznie Radosław Mozyrko w długim wywiadzie specjalnie dla Młodzieżowego Futbolu. Zapraszamy do pierwszej części naszej rozmowy!

Swoją szkoleniową karierę rozpoczął w Zniczu Pruszków. W 2012 roku zrobiło się o nim głośno, gdy został trenerem w drużynach młodzieżowych Manchesteru United. Wkrótce potem zajęcia na boiskach Czerwonych Diabłów łączył z pracą w Nottingham Forest. Miał okazję trenować młodzież w takich krajach jak Irlandia, Włochy, Japonia czy Stany Zjednoczone. Dziś, ze swoim ponad dziesięcioletnim doświadczeniem, pełni funkcję menadżera Akademii Legii Warszawa.

Młodzieżowy Futbol: Leo Beenhakker powiedział kiedyś: W Polsce rodzi się tyle samo talentów, co w innych wielkich piłkarskich krajach. Ty pracowałeś w różnych państwach, także poza Europą. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

Radosław Mozyrko: Wydaje mi się, że jest w tym powiedzeniu dużo prawdy, tyle że w krajach zachodnich selekcja jest na trochę innym poziomie, co powoduje, że te talenty są skupione bliżej siebie. Są w jednych drużynach i grają ze sobą, w Polsce natomiast są mocno porozrzucane, szczególnie w młodszych kategoriach wiekowych. Dlatego może się nam czasem wydawać, że jest u nas pod tym względem gorzej, że rodzi się mniej talentów, albo że szkolenie jest na dużo niższym poziomie.

U nas zdarza się, że zespół na turnieju, załóżmy w kategorii U12, przegrywa 0:5, podczas gdy w swoich szeregach nie ma nawet najlepszych zawodników z samej Warszawy. Przeciwnik natomiast ma najlepszych ze swojego miasta i z pięćdziesięciokilometrowej okolicy. Inna sprawa, że mimo wszystko w Europie Zachodniej więcej dzieci gra w piłkę niż w Polsce. Procentowo pewnie jest podobnie, jeśli chodzi o talenty, ale wiadomo, że na tysiąc dzieci może przypadać dziesięciu, a na dwa tysiące już dwudziestu wybitnie utalentowanych.

A z tych krajów, w których miałeś okazję pracować, jesteś w stanie wskazać jeden konkretny, gdzie to skupisko talentów było największe?

Tam, gdzie było najbiedniej. Londyn i jego najbiedniejsze dzielnice. Rejony Manchesteru i Liverpoolu, w środkowej części Anglii również. W Anglii widać historyczny podział na klasy społeczne, które mają swoje sporty. Piłka nożna jest dla klasy robotniczej, rugby jest dla klasy średniej, a polo i krykiet są dla klasy wyższej, to również warunkuje tę zależność.

 W zagranicznych klubach pracuje wielu polskich skautów i trenerów, jednak są to trenerzy pracujący wyłącznie przy piłce młodzieżowej. Brakuje natomiast Polaków prowadzących seniorskie drużyny zagranicą. Z czego to może Twoim zdaniem wynikać?

Nie czuję się specjalistą od piłki seniorskiej, więc wymądrzanie się w tym temacie byłoby niewłaściwe z mojego punktu widzenia, co najwyżej mogę zgadywać. Wydaje mi się, że Adam Nawałka, po takich wynikach jakie miał na Euro, przy dobrym agencie, bez problemu znalazłby przyzwoity klub na Zachodzie. Pamiętajmy o tym, że wyniki promują. Jeśli polscy trenerzy będą osiągali dobre wyniki, posiadali kontakty i umiejętność komunikowania się z zespołem, wydaje mi się, że prędzej czy później dostaną szansę poprowadzenia klubu za granicą. Kiedyś przecież pracowali w Grecji, na Cyprze, w zachodniej części Azji.

W wywiadach często podkreślałeś, że w Manchesterze pracowałeś z psychologiem, a później też psycholodzy byli obecni na treningach dzieci. Polskie kluby na dobrą sprawę nadal się tego uczą.

To się rozwija. Manchester United był akurat prekursorem w tej dziedzinie w Europie. W Legii obecnie też wygląda to przyzwoicie, a na skalę Polski – nawet bardzo dobrze. Coraz większy nacisk kładzie się na pracę psychologów z trenerami, by mogli rozwijać się także pod tym kątem.

Miałem jedno zabawne doświadczenie w Manchesterze. Psychologowie używali tego samego sprzętu, co sędziowie w Premier League. Mieli mikrofon i nagłośnienie, przez co mogliśmy nawzajem się słyszeć mimo, że staliśmy od siebie jakieś 50 metrów. Prowadziłem zajęcia i czułem, jakbym miał kogoś w głowie. Rozmawiam z zawodnikami i nagle słyszę: Zastanów się nad swoją pozycją ciała, popatrz na jego wyraz twarzy po tym, co powiedziałeś.To były drobnostki, ale ciężko się było skoncentrować na prowadzeniu treningu. Mimo to, uważam, że było to bardzo rozwijające doświadczenie. Szkoleniowiec powinien być psychologiem, bo tworzy relacje z zawodnikami. Piłkarze powinni mu ufać, powinien mieć autorytet, szacunek drużyny. Dlatego, jeśli rozwija się pod tym względem, może mieć to duży wpływ na piłkarzy. A od kogo trzeba się uczyć? Od specjalistów, czyli od psychologów sportowych.

 A zaraz przed specjalistami są jeszcze tak naprawdę rodzice. Czy jest jakaś różnica w podejściu rodziców do młodych zawodników np. w Anglii i w Polsce? Dużo mówi się o roli rodzica w kształtowaniu młodego piłkarza. Czy podejście rodziców w Anglii różni się od tego w Polsce?

Rodzice wszędzie są bardzo, bardzo podobni. Jest kilka grup: pozytywnie zakręceni, którzy jeżdżą za dzieciakami wszędzie; tacy, którzy po prostu ufają trenerowi i dają dziecku spokój; inni, w ogóle się nie interesują; zdarzają się też cholernie nerwowi i na każdym kroku kogoś obwiniający. Są też tacy, których interesuje tylko edukacja i dopóki młody chłopak nie zawala szkoły, to wszystko jest w porządku. Wszędzie jest to samo. Różnicą między polską, a angielską piłką młodzieżową jest bardzo mocna solidarność między klubami.

To znaczy?

Wygląda to tak, że jeśli rodzice zachowali się nieodpowiednio, mają ciągłe pretensje do klubu, to ich syn zostaje wyrzucony z akademii. Zwykle istnieje taka nieformalna współpraca między klubami, że jeśli otrzymują informację o wykluczeniu zawodnika z innej akademii z wymienionych wcześniej powodów, to po prostu nie angażują go do swojej. Tutaj występuje ta swego rodzaju solidarność.

Zawodnik bierze przykład z rodziców, ale czy powinien on płacić za ich błędy?

Do pewnego momentu można współpracować i uczyć się siebie nawzajem, ale na którymś etapie ten młody człowiek, poprzez wychowanie i czerpanie wzorców z rodziców jest już zepsuty. Nie uratujesz go, bo jest ukształtowany i wtedy także on wpływa negatywnie na innych. Ty jako trener, menadżer czy koordynator musisz sobie zadać pytanie: czy mam być wielkoduszny i próbować uratować tego jednego, czy uratować dziewięciu następnych.

Czy w Anglii dużo zmieniło się od wypuszczenia słynnego filmiku – Szanuj przeciwnika, szanuj różnorodność, szanuj GRĘ! przez Angielską Federację?

Tak, z pewnością. Prawda jest taka, że w angielskiej piłce amatorskiej dalej mają problemy z rodzicami. Nie wszyscy – to idzie w coraz lepszym kierunku. W Polsce nie wygląda to tak źle, jak to często się to opisuje. Dobrze się pisze o negatywnych rzeczach. Ja widzę taki sam procent dobrych i złych rodziców, czy to w Anglii, czy w Polsce. Jedynie sposób reagowania na tych złych jest tutaj słabszy. Powodem często są płacone składki – kluby nie mają takiej mocy (albo odwagi), żeby twardo mówić: to są nasze zasady, a jak ich nie akceptujesz, to idź do innego klubu. To oczywiste, że klub żyjący ze składek, nie może w ten sposób stawiać sprawy, bo straci źródło finansowania. Aczkolwiek są kluby oraz trenerzy, którzy mają swoje zasady i trzymają się ich możliwie bezwzględnie – lepiej czy gorzej.

Pozostając przy temacie edukacji – dobrze jest poświecić się piłce całkowicie, kosztem szkoły?

Zdecydowanie nie. Szkoła jest bardzo ważna. Nawet jak jesteś super piłkarzem, to prędzej czy później skończysz grać w piłkę. Duża część zawodników zarabia dobre pieniądze, ale jak nie mają głowy na karku, to roztrwonią gotówkę i po karierze zostaną z niczym.

A czy zdarzają się sytuacje, że z powodu słabych ocen dziecko ma zakaz  przychodzenia na treningi czy mecze?

Każdy klub ma inną filozofię. Ja uważam, że karanie dziecka za złe oceny nie jest najlepszym sposobem. Są na pewno lepsze rozwiązania, na przykład dla mnie szkoła jest jak trening piłkarski. Jeżeli jesteś słabszy w jednym aspekcie gry, to znaczy, że masz nie trenować innych? Zajęcia w klubie to też jest część edukacji, bo zawodnicy uczą się nie tylko grać w piłkę, uczą się dyscypliny, odpowiedzialności, współpracy z innymi, ale również zyskują sprawność fizyczną. Dzięki temu będą mogli pracować w policji, wojsku czy straży pożarnej. Zostawianie dziecka w domu i zamykanie go w czterech ścianach, gdzie i tak nie otworzy książki, jest złe.

Należy zadać pytanie: dlaczego ma słabe oceny? Może środowisko w szkole lub domu jest nieodpowiednie? Może sposób nauczania jest nieadekwatny? Dlaczego wielu sportowców ma problemy w szkole? Dzieje się tak, ponieważ często są to osoby, które uczą się przez ruch, czyli przez próbowanie czegoś. W polskich szkołach tego nie ma. Bardzo podoba mi się podejście do edukacji w Finlandii. W fińskich szkołach jest bardzo dużo nauki przez zabawy, gry, wychodzenie na dwór. Uczniowie wiedzy nie czerpią tylko z podręczników, ale wychodzą do parku i uczą się w praktyce.

Na przykład, wspinają po drzewach – to jest wychowanie fizyczne. Wezmą do ręki robaczka – uczą się biologii. Nauczycielka zada im jakieś równanie w odniesieniu do tego, co zastali w parku – to już jest matematyka. Mówi się, że na Zachodzie jest o wiele gorsza edukacja niż w Polsce pod względem poziomu – zgodzę się. U nas nauczysz się suchych faktów, na Zachodzie komunikacji, współpracy w grupie i radzenia sobie z problemami. I teraz pytanie, co jest ważniejsze? Znać wzór na policzenie pola trójkąta, czy posiąść umiejętności wymienione wcześniej? Ważne jest, aby zrozumieć dlaczego coś nie działa. Łatwo obwiniać i karać, ale lepiej się zastanowić, co się dzieje, że TAK się dzieje i znaleźć rozwiązanie.

Uważasz, że wynik w meczach dzieci jest ważny?

Na to pytanie udzielę odpowiedzi, którą każdy zinterpretuje inaczej. Uważam, że wynik jest bardzo ważny dla zawodników, a nie dla trenerów. Niezależnie od tego, czy zawodnik ma cztery lata, czy dwadzieścia. Z tym, że wynik – w kontekście rozwoju i rywalizacji na określonym poziomie może być istotny, bo jeśli przegrasz, to na przykład nie awansujesz do kolejnej fazy rozgrywek. Dla trenerów podobnie – mamy przykładowo młodzieżowe reprezentacje Polski, w których czasami trzeba tak pozmieniać składy, żeby ci mniej perspektywiczni piłkarze, którzy na daną chwilę są jednak lepsi od innych, zapewnili awans na turniej, aby ci przyszłościowi mogli doświadczyć takich rozgrywek. Nie ma co rzucać haseł “wynik nie jest ważny” wynik jest ważny dla zawodników, nie dla trenerów.

Zawsze jednak wynik o czymś świadczy?

Tak, jeżeli przegrasz 0:10 to znaczy, że coś jest nie tak. W rozmowach z trenerami pytam przede wszystkim, jak wyglądała gra, czy realizowaliśmy swoje cele, tak drużynowe, jak i indywidualne, a potem dopytuję, czy mecz był wyrównany. Są mecze, które przegrywasz 1:3, a miałeś trzy stuprocentowe okazje do zdobycia bramki i prowadziłeś grę, przeciwnicy za to odpowiedzieli trzema kontrami i wygrali. Innym razem może być 1:1, a cały mecz się broniłeś, udało ci się wyprowadzić jedną kontrę, ponadto sędzia pomylił się na twoją korzyść. Wynik nie jest aż tak miarodajnym odzwierciedleniem tego, co się dzieje na boisku.

Podoba ci się pomysł, żeby nie honorować miejsc i nie tworzyć tabel? Aby wręczać wszystkim drużynom dyplomy i medale za sam udział?

Nienawidzę tego. Sport ma uczyć ludzi rywalizacji i przygotowania do życia. A jak jest w życiu? Czy masz wszystko na tacy? Nie, musisz walczyć o pracę, pensję, dziewczynę, nawet głupi kredyt. Na wszystko trzeba ciężko pracować. Idziesz na rozmowę o pracę i z miejsca ją dostajesz?

Piłka powinna przede wszystkim uczyć życia – trudnego życia. Ono nie jest sprawiedliwe, a już na pewno nic nie dostaniesz za darmo. Dlatego uważam, że tego typu rozwiązanie jest beznadziejne. Jeszcze gorsze, gdy medale zarezerwowane tylko dla najlepszych, dostają wszyscy uczestnicy. Kiedyś było tak, że jak miałeś trzy puchary w pokoju to oznaczało, że byłeś kozakiem. Teraz dwunastoletnie dzieci mają po pięćdziesiąt pucharów, bo dostawały statuetkę niezależnie od tego, które zajęły miejsce.

Rozmawiałem z naszymi trenerami i przekazałem, żeby uczyli organizatorów, a to pewnie będzie długi okres nauki, że jeżeli nie zajmiemy miejsca na podium, to nie przyjmujemy nagród. Nie zajęliśmy dobrego miejsca – znaczy, że nie zaprezentowaliśmy się na tyle dobrze, by otrzymać nagrodę. Kiedy w grudniu byliśmy na turnieju z rocznikiem 2004, w gronie trenerów z różnych klubów odbyliśmy dyskusję na ten temat. Często zarzucali mi, że to niepedagogiczne i niesprawiedliwe podejście. Życie nie jest sprawiedliwe, nie zasłużyłeś na coś, to tego nie dostajesz.

Porażka może być cenniejsza od wygranej?

Tak jest, dla mnie porażki są najważniejsze. Kiedyś trzeba nauczyć się przegrywać. Jeśli w najmłodszych latach nigdy nie zaznałeś smaku porażki, w późniejszym wieku, kiedy przegrasz pierwszy raz, możesz się porządnie załamać. Ostatnio rozmawiałem o tym z koordynatorami w Legii, meczów ligowych nie możemy kontrolować, bo są ustalone przez lepsze lub gorsze przepisy. Sparingi i turnieje mamy możliwość organizować po swojemu. Jeżeli wygramy więcej niż 60% takich spotkań, to oznacza, że program meczowy był zbyt łatwy i nie stworzyliśmy odpowiedniego środowiska, w którym nasi zawodnicy zostaliby wyciągnięci ze swojej strefy komfortu.

Gdzie znajduje się złoty środek w kwestii kontaktów młodych zawodników z mediami?

Moim zdaniem trzeba przede wszystkim uczyć zawodników, jak rozmawiać z mediami, jakie są zagrożenia. Zadaniem klubu jest stopniowe oswajanie młodych ludzi z mediami. Każdy wywiad z wychowankiem powinien być autoryzowany. Na początku drogi każdego piłkarza powinna być w klubie osoba, która będzie obecna w czasie wywiadu i zareaguje, gdy zajdzie taka konieczność. Jednak moim zdaniem najlepszy jest sposób “cisza i spokój”. Klub odbija piłeczkę i po prostu nie pozwala na wywiady. Gdy młody zawodnik trafia do pierwszego zespołu i w jednym z meczów strzela trzy bramki, to nie należy robić wokół niego niepotrzebnego szumu.

 W jednym z wywiadów wspomniałeś o współpracy zagranicznych, rywalizujących ze sobą klubów i akademii. Tam bardzo naturalne jest, gdy nawet najwięksi rywale wymieniają się spostrzeżeniami na temat metod treningowych czy utalentowanych zawodników. Czy w Polsce może być podobnie?

To już się u nas dzieje. Może nie w całej Polsce, ale na spotkaniach organizowanych w ramach niedawno powstałej “Big 6”, zrzeszenia czołowych akademii w Polsce (Legia Warszawa, Lech Poznań, Pogoń Szczecin, Lechia Gdańsk, Jagiellonia Białystok oraz Zagłębie Lubin przyp. Red.). Dyskutujemy, zarówno formalnie, jak i nieformalnie, o sposobach pracy i metodach szkoleniowych. W listopadzie odbędą się szkolenia dla trenerów zorganizowane przez Big 6. Prawda jest taka, że im mocniejsi rywale tym szybciej my będziemy się rozwijać. W wielu sytuacjach dochodzi również do nieformalnej wymiany informacji. Piłka młodzieżowa funkcjonuje inaczej niż seniorska. Ludzie są bardziej otwarci, bo w grę nie wchodzą aż tak wielkie pieniądze.

I dlatego między innymi powstało Big 6? Dążenie do tego, żeby najlepsi grali z najlepszymi?

Tak, ale również chcemy im wpajać pewne schematy, które rządzą profesjonalną piłką. Po pierwsze – gra z najlepszymi, po drugie – kiedy w juniorskim wieku chłopak mierzy się z Pogonią, Lechem, Lechią, czy Jagiellonią, gdy awansuje już do pierwszego zespołu, wyjdzie na spotkanie przeciwko nim ze świadomością, że grał już z nimi wiele razy. Podobnie jest z turniejami czy sparingami zagranicznymi. Chcemy, aby chłopak w tym kilkuletnim okresie w akademii rozegrał sto pięćdziesiąt meczów z mocnymi rywalami. Później, gdy wyjdzie na boisko w rozgrywkach Ligi Europy czy Ligi Mistrzów, przykładowo przeciwko Ajaksowi Amsterdam, będzie mógł pomyśleć: “grałem z nimi już dwanaście razy, a temu to nawet założyłem trzy siatki”. Po to się gra takie spotkania, żeby się przyzwyczaić do nazwisk i nazw drużyn.

Jakie są plany Big 6 na następne lata?

Kontynuujemy to, co robiliśmy w poprzednich sezonach. Cyklicznie rozgrywamy spotkania między naszymi zespołami, obecnie już w czterech kategoriach wiekowych. Wprowadziliśmy również pewne ułatwienie – jeśli potencjalny organizator turnieju spełni odpowiednie wymogi, może zaprosić wszystkie sześć klubów naraz, co podniesie poziom tych rozgrywek. Jesienią rozpoczynamy kolejny projekt – wspomniane wcześniej szkolenia, na których trenerzy będą dzielić się wiedzą.

Dlaczego, twoim zdaniem, tak wielu zdolnych juniorów przepada po wejściu do seniorskiej piłki?

Są różne powody. Jednym z nich jest brak cierpliwości. W piłce młodzieżowej są zawodnicy zawsze pierwsi pierwszy do składu, pierwszy do wszystkiego, trener ma do niego wielkie zaufania, a nagle wchodzi do dorosłej drużyny i nie jest już pierwszy do grania, tylko dwudziesty piąty. Zaczyna się marudzenie. Niektórzy mają kontrakty na tysiąc złotych, a kolega pójdzie do pracy i zarabia trzy czy pięć tysięcy. Zawodnik powinien spać i odpoczywać w łóżku, nie gra, mało zarabia, a znajomi jeszcze wychodzą wieczorami i imprezują.

W Holandii jeden z trenerów powiedział mi, że jak kończysz osiemnaście, dziewiętnaście lat to idziesz do klubu – piłkarskiego albo nocnego. To jeden z powodów – brak cierpliwości albo tworzenie środowiska w piłce młodzieżowej, w którym konkretny zawodnik zawsze był najlepszy. To skoro był najlepszy w U17, dlaczego nie dać go do U19, żeby nie był już najlepszy i miał trudniej? To jest jedna rzecz. Na pewno zmiany trenerów w piłce seniorskiej też nie pomagają.

 W kwestii zagranicznych transferów z naszej ligi – uważasz, że lepiej kiedy zawodnik umocni swoją pozycję w klubie przez dwa sezony, czy powinien odejść jak najszybciej, w stylu chociażby Jana Bednarka?

Każdy przypadek trzeba rozpatrywać na bieżąco – jaki ma charakter, jakim jest człowiekiem, jak się rozwija, do jakiego klubu trafia, jaka tam jest filozofia wprowadzania młodych zawodników, itd. itp. Zarówno Robert Lewandowski, jaki i Bartosz Kapustka wyjechali zagranicę po dwóch sezonach gry w ekstraklasie, ale wybrali inny klub, inne rozgrywki. Arkadiusz Milik, Paweł Dawidowicz i Jan Bednarek mieli za sobą praktycznie jeden-półtora sezonu w ekstraklasie, gdy zdecydowali się na wyjazd – na razie z różnym skutkiem, tutaj nie ma przepisu na sukces.

Czymś jeszcze innym są wyjazdy nieletnich zawodników, którzy w Polsce nawet nie zdołali zaznać piłki seniorskiej. Statystycznie zdecydowanie więcej jest przypadków, gdy tacy chłopcy sobie nie poradzili i dopiero po powrocie do Polski rozpoczynają mozolną wspinaczkę do piłki seniorskiej: w ekstraklasie, czy I lidze. Najlepszymi przykładami są Hubert Adamczyk, Kamil Wojtkowski czy Robert Janicki. Polaków, którzy zrobili kariery po zagranicznym wyjeździe w wieku 16 lat można wymienić na palcach jednej ręki: Szczęsny, Krychowiak, Zieliński, może Salamon? Tymczasem do kraju wróciło może i stu zawodników z ich pokolenia urodzonych w latach 90.

Koniec I części wywiadu

Rozmawiali: JAKUB GODLEWSKI i KONRAD KUSTROŃ

Zdjęcia: JACEK PRONDZYNSKI / legia.com