Radosław Mozyrko

“Pracuję siedemdziesiąt godzin w tygodniu, praktycznie nie widzę żony i dziecka, więc jakie mam obierać cele? Przyziemne?” – pyta retorycznie Radosław Mozyrko w długim wywiadzie specjalnie dla Młodzieżowego Futbolu. Zapraszamy do drugiej części naszej rozmowy!

Przeczytaj I część wywiadu

Nasza Ekstraklasa to dobra liga dla polskich, młodych zawodników?

Na pewno trudna. Jest bardzo fizyczna, nie wszystkie zespoły grają w ofensywny sposób. Wydaje mi się, że jest to liga, w której łatwiej zadebiutować piłkarzom silnym, albo potrafiącym grać z kontry – są szybcy, mają dobre prostopadłe podanie. Ale prawda jest taka, że jak jesteś dobry i masz charakter, to wszędzie zadebiutujesz.

Mówisz, że nie jesteś specjalistą od seniorskiej piłki. W ogóle nie wiążesz z nią przyszłości?

Nie wiem, mam trzydzieści lat, więc mówienie, co będę robił za dwadzieścia lat, teraz zabrzmiałoby idiotycznie. Na dziś sprawia mi przyjemność praca z młodzieżą i nie widzę siebie w piłce seniorskiej.

Rok temu w wywiadzie mówiłeś, że chcesz zobaczyć Legię w czołowej piątce europejskich akademii piłkarskich?

Trochę przeinaczono moją odpowiedź, a ja autoryzowałem tę rozmowę o szóstej rano, więc szybko mi to przeleciało przed oczami (śmiech). Powiedziałem coś takiego: “Legia Warszawa ma potencjał, żeby być w Top 5 Akademii w Europie”. Za rok czy za trzy na pewno nie, ale pięć lub dziesięć już jak najbardziej. Popatrzmy na zespoły, które już są w tej piątce: Feyenoord, Dinamo Zagrzeb, Partizan Belgrad, Barcelona i Sporting Lizbona. Czy Partizan ma większy budżet albo potencjał niż Legia? Myślę, że nie. Nie mamy zbyt dużej konkurencji w tej części Europy, więc mamy szansę stać się czołową akademią w regionie. Pierwszy zespół ma potencjał, żeby całkowicie zdominować polską ligę i dawać w niej szansę młodym zawodnikom, ale również by grać w regularnie w europejskich pucharach. Ekstraklasa nie promuje młodych piłkarzy na Zachód, tylko robią to rozgrywki europejskie i reprezentacje. Dlaczego Kapustka odszedł za pięć milionów do Leicester City? Przecież nie dlatego, że zagrał świetnie z Pogonią Szczecin w lidze. Trafił tam, bo zaliczył udany występ na Euro 2016 we Francji. Moim zdaniem nasza akademia ma potencjał. Czy jesteśmy już w pierwszej dziesiątce? Nie, nie jesteśmy, czeka nas dużo pracy. W taki sposób sprostowałbym tamtą wypowiedź.

Nie uważasz, że to trochę zbyt ambitny cel?

A jakie cele trzeba sobie stawiać? Pracuję siedemdziesiąt godzin w tygodniu, praktycznie nie widzę żony i dziecka, więc jakie mam obierać cele? Przyziemne? To po co to wszystko? Lepiej mieć bardzo ambitne cele – może do nich dojdę, może nie. W Polsce jest tak, że jak zawiesisz sobie wysoko poprzeczkę i ci się nie uda, to wszyscy wytykają ci porażkę. Nie, postawię sobie wysoki cel i zrobię co w mojej mocy, żeby go osiągnąć. Jak mi się nie uda, ale spojrzę w lustro i powiem, że dałem z siebie wszystko, to będę miał spokojne sumienie. Nudne by było takie życie. To tak jak pójść do Ekstraklasy i powiedzieć, że gramy o czternaste miejsce.

Tobie twój cel udało się zrealizować. Zostałeś menadżerem akademii piłkarskiej?

Tak, miałem kiedyś taki cel, to fakt. Teraz, kiedy tego posmakowałem, zastanowiłbym się dwa razy, zanim go sobie postawiłem (śmiech). W przyszłości, chciałbym posmakować pracy z kadrami młodzieżowymi – czy będę pracować z polskimi, to czas pokaże. Jak nie, to może w innym kraju. Przede wszystkim chcę, żeby praca sprawiała mi przyjemność. To taki zawód, gdzie naprawdę trzeba ciężko zasuwać. Ale prawda jest taka, że gdziekolwiek chcesz osiągnąć sukces, musisz dużo harować i poświęcić swoje życie osobiste. Zmieniłem trochę priorytety – przede wszystkim chcę być szczęśliwy.

Euro U21 dało nam na pewno dużo do myślenia, ale czy powinniśmy już martwić się o stan polskiej piłki?

Powiem szczerze, że obejrzałem tylko jeden mecz Polaków. Przed turniejem czytałem w mediach, że mamy sporo argumentów, by osiągnąć sukces – od razu skojarzyło mi się to z pompowaniem balonika przed seniorskim Euro 2012. Wniosek jest prosty, skoro piłkarzom z seniorskiej kadry presja potrafiła zaszkodzić, jak mogła nie mieć negatywnego wpływu na młodych zawodników? Kiedyś na Twitterze przeczytałem śmieszne, ale prawdziwe zdanie:  “Jeśli w piłce młodzieżowej wygrasz, to powiedzą, że nie liczy się wynik, tylko talenty, a jeśli przegrasz, to użyją dokładnie tego samego argumentu”. Czas pokaże. Zdobyli jeden punkt, ale może pięciu zawodników będzie grało regularnie w dorosłej reprezentacji i zrobią fajne kariery. Wtedy za dziesięć lat powiesz, że to był udany turniej.

W kontekście szkolenia, gdzie według ciebie mamy najwięcej do poprawy? Bardziej w trenowaniu zawodników czy edukacji trenerów?

Świadomość. Świadomość, że trzeba ciężko pracować i rywalizować z innymi o miejsce w składzie. Jeżeli chcesz trafić do topowego klubu, to tak naprawdę rywalizujesz z całym światem. Jeżeli chcemy mieć dobre drużyny i dobrą ligę, to musimy mieć świadomość, że będą przyjeżdżać piłkarze zza granicy i zabierać miejsce naszym zawodnikom. To jest ta rywalizacja. Drugą sprawą są kompleksy. Zawodnik z Holandii, Hiszpanii czy Francji może być tak samo dobry lub słaby, jak z Polski. Nie mamy się czego wstydzić.

Jak narodziła się twoja filozofia szkoleniowa? Wzorowałeś się na jednej, konkretnej metodzie czy szukałeś inspiracji u różnych źródeł?

Tutaj, w środowisku polskim, wszyscy uważają, że mam obsesję na punkcie piłki angielskiej. Może zbyt często posługuję się przykładami z Anglii? Ukształtowało mnie kilka filozofii. Piłka holenderska, metodologia z Nowej Zelandii, filozofia pod względem indywidualności z Realu Madryt, podejście do zawodników od angielskiego trenera z włoskimi korzeniami? Nie mam czegoś takiego, jak jedna ulubiona filozofia szkoleniowa. Moim zdaniem dobry trener powinien być trochę jak złodziej, dlatego “kradłem” co uznawałem za najlepsze od wielu różnych szkoleniowców.

Podkreślasz często, że stawiasz na indywidualności. Czy to nie ogranicza potem patrzenia na całość, na drużynę?

A powiedz, czy całą drużynę dasz do pierwszego zespołu?

Całej raczej nie…

Jak pójdzie super, to przejdzie sześciu czy siedmiu. To jest właśnie interpretacja mojej wypowiedzi. Bo jak ja mówię, że stawiam na rozwój indywidualny, czyli dla mnie są najważniejsze jednostki, to czy mówię w tym samym czasie, że ci zawodnicy nie mają mieć umiejętności współpracy, czy tworzenia drużyny? Nie. Dla mnie rozwój indywidualny jest najważniejszy, ale jedenaście dobrych jednostek tworzy dobry zespół. Dobra jednostka potrafi współpracować z innymi zawodnikami, radzić sobie w stresie, komunikować się i funkcjonować w grupie. Jeśli młody piłkarz trafi do drużyny seniorskiej, to tam musi funkcjonować w żywym organizmie, musi się odnaleźć w odpowiedniej taktyce i filozofii pierwszego zespołu. Także mówię jeszcze raz – to jest zła interpretacja moich słów, ale przyznam, że wiele osób odczytuje je w sposób zerojedynkowy.

Najważniejsze cechy u młodych zawodników, które ty najbardziej cenisz?

Szybkość. Szybkość myślenia, szybkie przyjmowanie informacji. Determinacja i  to “coś” w sobie, co go wyróżnia. Na przykład, jeżeli ty super bronisz, to na tym będziemy opierać twoją karierę. Umiejętność, dzięki której trafisz w przyszłości do pierwszego zespołu. Podanie, drybling, strzał z dystansu. Był kiedyś w Lyonie Brazylijczyk Juninho. Może nie był jakimś wybitnym pomocnikiem, tylko miał jedną genialną umiejętność, która pozwoliła mu wskoczyć na ten poziom. David Beckham miał świetne podania i stałe fragmenty gry, statystycznie może nie tak dobre jak Juninho, ale dzięki temu zrobił karierę. Według mnie nie musisz być dobry we wszystkim. Dopóki masz jakąś jedną super cechę, masz szansę na osiągnięcie sukcesu. Jak ktoś jest walczakiem i jego zaletą jest bycie boiskowym “żołnierzem” i przerywanie każdej akcji, to też jest umiejętność, na której można bazować.

A szkolenie nie zmierza w tym kierunku, żeby tworzyć bardziej wszechstronnych zawodników

Nie… Zgodzę się z tym, że piłkarze są uniwersalni pod tym względem, że potrafią odnaleźć się na innych pozycjach i grać w płynnych formacjach. Jednak dalej polega to na opieraniu się na mocnej stronie zawodnika. Podajcie mi przykład gościa, który ma wszystko.

Mi zawsze do głowy przychodzi Paul Pogba.

On ma wszystko?

Może nie wszystko, ale umie grać do przodu, w obronie też sobie radzi, jest silny, szybki, dobry technicznie, ma strzał z dystansu, potrafi grać jeden na jeden?

Okej, czy ma dobre przerzuty? Ma. Czy umie grać wślizgiem, czy dobrze gra w powietrzu? Czy jest super liderem? Czy potrafi grać w różnych formacjach? Nieliczni mają wszystko. Dla mnie kimś takim był Steven Gerrard. Dałbyś go na prawą obronę czy na atak, i by sobie poradził. Z drugiej strony – czy Leo Messi ma wszystko? Nie, ale tę mocną stronę, o której mówiłem, ma na nieosiągalnym poziomie. Prawda jest taka, że nawet w przeciętnych klubach są zawodnicy, którzy mają w sobie coś dobrego i dzięki temu robią karierę. Ja tak patrzę na selekcję.

Czy zdarzają się jeszcze sytuacje w klubach, że dziecko zostaje odrzucone ze względu na niski wzrost?

W Legii Warszawa tego na pewno nie ma. Wydaje mi się, że w innych klubach też nie. To oczywiście zależy w jakimś stopniu od filozofii drużyny i podejścia trenerów. Jeśli akademia zakłada, że optymalnym wzrostem dla zawodników jest metr osiemdziesiąt pięć, to nie możemy powiedzieć, że źle selekcjonuje. Jeżeli nie chcą mieć małego Messiego czy Iniesty, to ich prawo. Podobny przykład to Athletic Bilbao – tam grać mogą tylko miejscowi Baskowie. Mogliby mieć dwa razy lepszego gracza z Madrytu, ale tego nie robią. To jest ich filozofia.

Kto według ciebie jest najlepszym polskim zawodnikiem młodego pokolenia?

Piotrek Zieliński, ale chyba już jest za stary (śmiech). Nie lubię się wypowiadać o piłkarzach, których nie widziałem na żywo. Piotrek bardzo mi się podobał, kiedy widziałem go w akcji w meczu Polski z Anglią na Wembley za trenera Fornalika (porażka 0:2 – przyp. red.). Zieliński już wtedy wyglądał bardzo dojrzale, sam fakt, jak się poruszał, jak podawał, jak znajdował przestrzenie, jak tworzył linię podania, jak rozumiał grę… To było coś wyjątkowego.

Ostatnio głośno jest o 18-letnim Sebastianie Szymański, który jest ponoć największym talentem Legii od lat.

Powiem szczerze, że gdy przychodziłem do Legii, wiele osób mówiło, że Sebastian jest wielkim talentem, ale gdy wówczas obserwowałem go, chociażby jesienią minionego roku, wyglądał przeciętnie. Miał jednak przebłyski, a dobrzy zawodnicy, nawet gdy mają obniżkę formy, tym się właśnie charakteryzują. Później prezentował się już znacznie lepiej. Na pewno ma duży potencjał, a w Legii jest jednym z tych piłkarzy, którzy mnie rajcują najbardziej. Jest już jednak członkiem pierwszego zespołu i nie traktuję go jako młodego zawodnika. W Ajaksie mówią “good enough is old enough”. Dla mnie Sebastian to już senior.

Co poradziłbyś naszym czytelnikom – młodym piłkarzom, którzy chcą osiągnąć sukces w piłce?

Udzielę teraz jakiejś odpowiedzi, a potem rodzice tych piłkarzy będą mnie za to ścigać (śmiech). Na pewno to, co jest bardzo często powtarzane przez wszystkich od ponad pięćdziesięciu lat – poświęcenie. Naprawdę trzeba się wszystkiemu poświęcić. Spanie, odżywanie, liczba godzin treningów, do tego wiara we własne umiejętności i podnoszenie się po porażkach. To jest klucz do sukcesu.

Przeczytaj I część wywiadu


Rozmawiali: JAKUB GODLEWSKI i KONRAD KUSTROŃ

Zdjęcia: JACEK PRONDZYNSKI / legia.com