reprezentanta
Fot. Marcin Pirga

Turniej PROFBUD CUP już za nami. Najwyższa pora, aby przystąpić do podsuwania piłkarskiego święta na krańcach wschodniej Polski. Trener Beniaminka PROFBUD Krosno, sensacyjnego finalisty turnieju, Paweł Tomkiewicz opowiedział nam o tym, jak wyglądały rozgrywki z jego perspektywy.

Bartek Lodko: Ciężko było zorganizować całą imprezę?

Paweł Tomkiewicz: Powiem tak. Całość by się nie odbyła, gdyby nie dwie osoby. Po pierwsze, pomysłodawca tego turnieju i dyrektor naszej akademii Grzegorz Raus, bo to on sześć lat temu zapoczątkował ten turniej, a drugą osobą jest Paweł Malinowski, który mocno wspiera naszą akademię i cały PROFBUD CUP. Mam nadzieję, że naszą grą i całą tą organizacją możemy się panu Pawłowi odwdzięczyć za tą imprezę.

Jesteś z nimi od pierwszego turnieju?

Ja zacząłem pracę tutaj w 2013 roku, także nie byłem obecny na pierwszej edycji. Natomiast już od kolejnego roku, gdy występował rocznik 2005, cały czas w pewnym stopniu pomagam temu turniejowi. Od dwóch lat jestem już bardzo mocno związany z organizacją tego przedsięwzięcia.

Widać, że ludzie związani z Beniaminkiem bardzo dbają o każdy szczegół, żeby wszystko było “zapięte na ostatni guzik”. Moje pytanie, ile dzisiaj godzin spałeś w nocy (śmiech)?

Szczerze, mógłbym spać trochę dłużej, ale dostałem fantastyczną książkę, którą polecam każdemu trenerowi. Do drugiej w nocy z chęcią nią czytałem, także spałem ok. 4 godziny.

Byłeś zadowolony z gry Beniaminka w pierwszym dniu rozgrywek?

Wszystkie drużyny obecne tutaj są na bardzo dobrym poziomie. Spodziewałem się, że Lech, Escola czy Pogoń będą grać bardzo dobrze w piłkę. Nie wiedziałem za to, czego spodziewać się po Szwedach, ale też pokazali się bardzo solidnie. Nam się “udało” wygrać z nimi 4:0, ale przez pierwsze pięć minut nie istnieliśmy w tym spotkaniu. Gdyby mieli więcej szczęścia (na początku spotkania kontuzji doznał najlepszy strzelec zespołu Rasmus Bergvall przyp. red.) ten mecz mógłby mieć zupełnie inny wygląd.

Obstawiałeś przed pierwszym dniem, że uda wam się wejść do finałowej ósemki?

Zawsze mam cel, żeby mierzyć się z najlepszymi. Nie zawsze nam się to udaje, wiadomo, piłka dziecięca uczy dużo pokory. Niejednokrotnie byłem na turniejach, gdzie teoretycznie graliśmy z drużyną, z którą mogliśmy dopisywać już trzy punkty przed meczem, a kończyło się różnie. W pierwszym dniu do ostatniego meczu musieliśmy walczyć z Lechem Poznań, z którym graliśmy dwa razy.

Łącznie?

Tak, od kiedy prowadzę tę drużynę, to była nasza chyba druga potyczka dopiero.

A od kiedy pracujesz?

W kwietniu 2015 roku zacząłem pracę z tą grupą. Za pierwszym razem srogo przegraliśmy, bodajże 0:4.

Udało wam się awansować do finałowej ósemki. Nastawiacie się już teraz na wynik czy jednak cały czas, jak mówi drugi trener Radek Gromala, głównie zależy wam na rozwoju?

Jeden z trenerów powiedział coś ciekawego ostatnio. Zapytał się, kto z was kiedyś wygrał jakiś mecz, turniej, a kto wychował reprezentanta Polski? Dla mnie, jako trenera to najważniejsze, żeby po kilku latach powiedzieć, że wychowałem reprezentanta naszego kraju. Taki jest mój cel. Jak to zrobię? Myślę, że nie przez wyniki, bardziej przez rozwój chłopaków. Wiadomo, wyniki są ważne. Wszyscy mówią inaczej, ale ja twierdzę, że są ważne, ponieważ w pewnym sensie to pomaga tej drużynie wspiąć się na wyżyny. Aczkolwiek wynik nie jest dla mnie tak ważny, jak rozwój. Jeśli mamy szansę i możliwość sięgnąć po pierwsze miejsce, to na pewno nie powiem chłopakom, że “odpuszczamy”. Zawsze gramy o trzy punkty. Dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe.

Widziałem, że studziłeś emocje chłopaków po zwycięskich meczach. Dbasz o to, żeby za szybko nie uwierzyli w siebie?

Zwracam dużą uwagę na samoświadomość. Oni muszą znać swoją wartość, ale muszą też wiedzieć, na co ich stać. Znam przypadki, gdzie chłopcy zostawali Mistrzami Polski w wieku 11, 12 lat, a potem pytanie, co się z nimi stało. Wynik jest najważniejszy czy jednak rozwój? Chłopcy muszą być świadomi, nie mogą odlatywać “w chmury”, bo wygraliśmy dzisiaj swoją grupę. Za dwa lata nikt tego nie będzie pamiętał, a część skończy swoją przygodę z piłką, bo stwierdzą, że coś innego im się bardziej podoba. Na spokojnie, jak będą chcieli odnieść sukces, to poprzez swoją samoświadomość dojdą do upragnionego przez siebie poziomu.

Pytanie z innej kategorii. Jesteś z Krosna?

Nie, pochodzę z małej miejscowości spod Krosna, aczkolwiek, od około 14. roku życia jestem związany z piłką krośnieńską.

Zapytałem Cię o to, bo mam pytanie, czy “boli” Cię, że jesteście gospodarzami turnieju, a np. kibice Lecha, którzy do Krosna mają 650 km na trybunach, was przekrzykiwali?

Myślę, że więcej rodziców mogłoby nas wspomóc. Na pewno to pomaga. Chciałbym podziękować trenerowi Markowi Adamiakowi i Tomkowi Wackowi, że zgromadzili na PROFBUD Arenie kilku chłopaków z rocznika 2004, 2005 i oni wsparli nas swoim dopingiem. Myślę, że jest to ważne, że dzieciaki nawet mając te 10-lat, jeśli chcą grać na stadionach z tysiącami kibiców, to muszą sobie radzić z dopingiem garstki osób. Fajnie by było, gdyby rodzice, kibice, sympatycy futbolu przyszli i nam pomogli. Myślę, że dobrze nagłośniliśmy ten turniej w mediach, ale nikogo za rękę tutaj nie przyciągniemy. Uważam, że PROFBUD CUP to jeden z najlepszych turniejów tego rocznika nie tylko w tej części kraju, ale i w Polsce.


*Rozmowa była przeprowadzona 8 grudnia przed finałami PROFBUD CUP.