karpat
nowiny24.pl

Sympatycy Karpat Krosno nie mają powodów do radości. Ekipa prowadzona przez Dariusza Lianę na wiosnę będzie musiała grać na szczeblu wojewódzkim. Karpaty w grupie D CLJ U-17 zajęły 7. miejsce, czego konsekwencją był spadek. Podsumujmy jednak, jak krośnieński zespół prezentował się w pierwszej części sezonu.

Drużyna Karpat przygotowania do kampanii rozpoczęła na początku lipca. Piłkarze wraz ze sztabem szkoleniowym wybrali się do Hiszpanii na turniej, gdzie mieli okazję zmierzyć się z drużynami z wielu zakątków świata, m.in. z Argentyny, czy Kolumbii. Na turnieju zajęli wysokie 2. miejsce, ulegając w decydującym starciu kadrze Prowincji Baskijskiej. Następnie zawodnicy dostali ponad tydzień wolnego, aby odpowiednio zregenerować się na obóz przygotowawczy na swoich obiektach. Młodzi piłkarze dostali prawdziwy wycisk, trenując trzy razy dziennie przez sześć dni.

W Hiszpanii miałem do dyspozycji Gabriela Kobylaka, Miłosza Gierczaka, czy Dawida Kosaka, którzy u nas później nie zagrali, ponieważ byli wtedy już piłkarzami innych drużyn. To było trzech zawodników, którzy stanowili kręgosłup drużyny. Uważam, że byliśmy dobrze przygotowani do rozgrywek, wykonaliśmy sporo pracy” – komentuje szkoleniowiec drużyny, Dariusz Liana.

Doświadczenie, czyli czego zabrakło w Krośnie

Krośnianie sezon rozpoczęli 18 sierpnia od wyjazdowego spotkania z Wisłą Kraków. “W pierwszej połowie Wisła nas zmiażdżyła i zdobyła bramkę, ale w drugiej odsłonie meczu mieliśmy trzy dogodne sytuacje do zdobycia gola, a żadnej nie udało się wykorzystać. Mogliśmy z tego spotkania wyciągnąć, chociażby jedno “oczko” – oceniał Dariusz Liana.

Niemniej jednak, po trzech kolejkach bilans drużyny z Podkarpacia wyglądał całkiem optymistycznie. Cztery wywalczone punkty w tamtym momencie dawały im 3. miejsce w ligowej tabeli.

Kolejne starcie u siebie, tym razem z Koroną Kielce i znów spory pech. “Scyzory” po dosyć wyrównanym meczu z Krosna wróciły do domu z trzema punktami. Trener Liana, jako najważniejszy czynnik, takiego obrotu spraw, wskazał brak obycia jego zawodników z grą na tym poziomie: “W spotkaniach z Koroną oraz Wisłą brakowało nam doświadczenia. Powinniśmy w tych starciach zdobyć chociaż jedną bramkę. Nie chcę mówić, że byliśmy lepsi w tych spotkaniach, ale zasłużyliśmy na choćby jeden punkt”.

Czerwona latarnia ligi “zatopiła” Karpaty

W 7. kolejce dla Karpat przyszedł czas na mecz, którego wręcz nie mieli prawa przegrać. Na własnym boisku mierzyli się z zespołem Juventy Starachowice, która była zdecydowanie najsłabszą drużyną w lidze. Mimo to podopieczni trenera Liany zeszli z boiska pokonani. “Ta kolejka była kluczowa. Przegraliśmy 1:2, a do dwudziestej minuty mieliśmy trzy, czy cztery bardzo dogodne okazje i wydawało się, że ten mecz wygramy wysoko. Nagle coś się u nas “zacina” i tracimy bramkę. Chwilę później udaje nam się wyrównać i po minucie znów przegrywamy. Był to bardzo dziwny mecz. Zlekceważyliśmy wówczas rywala” – przyznał Dariusz Liana.

Po pierwszej części jesieni na koncie Karpat było siedem punktów. Dwa mecze wygrali, jeden zremisowali i aż cztery raz musieli uznać wyższość przeciwnika.

Początek drugiej części jesieni wyglądał wręcz identycznie jak pierwszej. Po trzech kolejkach po raz kolejny legitymowali się czterema zdobytymi punktami, a co warto podkreślić, zespołowi udało się wygrać z dobrze prezentującą się w przekroju całej jesieni Resovią.

Być albo nie być, oto jest pytanie

W 12. kolejce doszło do pierwszego z dwóch spotkań “o wszystko”. Gdyby Karpatom udało się wygrać, któryś z pojedynków, czy to z Cracovią, czy to później ze Stalą Mielec, utrzymaliby się w lidze. W obu meczach musieli jednak uznać wyższość rywala. “Gdybyśmy z Cracovią wygrali u siebie, gdzie przy 1:1 był nieodgwizdany karny dla nas i zawodnik przyznaje się po meczu, że był faul, a do tego niesłuszna czerwona kartka dla naszego zawodnika, to utrzymalibyśmy się w lidze. Każdy, kto był na meczu, widział, że kartka została pokazana niesłusznie, tylko sędzia widział inaczej, ale nie był tego pewny. W czwartej minucie doliczonego czasu gry strzelili drugą bramkę i wygrali”- opowiadał w rozmowie z MF Dariusz Liana.

Tydzień później pojawiła się już ostatnia szansa na utrzymanie Karpat w CLJ. W przypadku zwycięstwa drużyny z Mielca mieli oni zagwarantowane utrzymanie, ale gdyby to ekipa z Krosna wygrała to spotkanie i następne z Juventą, to zostaliby w lidze właśnie kosztem Stali.

Kibice Karpat nie byli świadkami wielkiej ucieczki spod topora. Stal wygrała, a sam mecz w pigułce streścił trener Liana: “Ze Stalą mieliśmy tak naprawdę jedną bardzo dobrą sytuację. Doliczony czas gry, cała moja drużyna wysoko, bramkarz Stali zagrywa do napastnika po ziemi na czterdziesty metr, wyszedł sam na sam i zdobył bramkę, która tylko potwierdziła, że czeka nas gra w lidze wojewódzkiej. Remis i tak by nic nam nie dał, bo potrzebowaliśmy zwycięstwa. Mecz był bardzo wyrównany, było widać dużą presję z obu stron, w końcu spotkanie to decydowało o utrzymaniu”.

Pech prześladowcą Karpat

Na pożegnanie z Centralną Ligą Juniorów przyszła już wyżej wspomniana wygrana nad Juventą. Zgarnięcie trzech punktów nie zmieniło wszakże obrazu całej rudny jesiennej: “Jestem już trenerem od kilku lat, ale takiego pecha, jakiego miałem w tym sezonie, to nie miałem nigdy. Limit szczęścia w piłce nożnej jest równy zeru. Od początku sezonu nam nie szło. To szczęście w ogóle do nas nie wróciło. Mieliśmy wiele meczów, że mogliśmy zdobyć punty, a niestety tak nie było. Wierzę, że gdybym miał pełny skład, piłkarzy, z którymi trenowałem przez wiele lat, to bylibyśmy zdecydowanie wyżej w tabeli. Inni chłopcy dostali szansę, chociaż może nie byli przygotowani, na ten moment od razu, ale nie mam do nich żadnych pretensji, bo dali z siebie 100%. Mówiąc szczerze, to drużyny pokroju Wisły Kraków, czy Korony Kielce powinny z nami wysoko wygrywać, jeśli popatrzymy, jakimi zawodnikami dysponują. Do nas kilku graczy dołączyło dopiero w trakcie przygotowań. Czasem grali nawet w pierwszym składzie, bo mieli spory talent, ale za późno trafili na wyższy poziom. Trenowaliśmy codziennie, bo to nawet nie ma innej możliwości. Po spadku załamaliśmy się trochę, ale przyszłość widzę w jasnych barwach” – komentował opiekun krośnieńskiej młodzieży.

CLJ U-17: SPRAWDŹ, JAK JESIENIĄ RADZILI SOBIE JUNIORZY MŁODSI ŁKS-U ŁÓDŹ!

Z zawodników na duże wyróżnienie zasługuje Szymon Dziadosz, który zagrał wiele bardzo dobrych spotkań, zdobywając przy tym sześć bramek. Nie dziwi zatem, że 16-latek znalazł uznanie w oczach trenera Liany: “Szymon to zawodnik, który w każdej drużynie U-17 w Polsce grałby w pierwszym składzie. Szymon jest już w tym wieku przygotowany do piłki seniorskiej i pewnie trafi w przyszłości gdzieś wysoko. W tej chwili trenuje z pierwszą drużyną Karpat w czwartej lidze. Jest nim zainteresowane bardzo dużo klubów, ale mimo tego zdecydował się zostać w Krośnie przynajmniej jeszcze jedną rundę”.

Powodów do wstydu nie ma

Ciężko powiedzieć, że Karpaty wyraźnie odstawały od innych drużyn w lidze i bez dwóch zdań zasłużyły na spadek. W piłce nożnej potrzebne jest szczęście, a tej drużynie wiele razy tego elementu po prostu zabrakło. Kluczowa okazał się również strata trzech zawodników, którzy grali nawet w podstawowej drużynie Kadry Podkarpacia.

“Uważam, że wykonaliśmy na treningach dobrą pracę. Ja i zawodnicy daliśmy z siebie wszystko. Brakło nam i szczęścia i umiejętności. Liga była bardzo wyrównana i tak naprawdę każdy mógł wygrać z każdym. Z lepszych zespołów każda miała słabszy dzień. Po mojej głębszej analizie składów drużyn, które grały ze mną, to w 90% spotkań wszystkie zespoły były w swoich optymalnych składach. Myślę, że spadamy z ligi z podniesioną głową. Będziemy chcieli wrócić do CLJ, jak najszybciej” – podsumowuje trener Liana.

W miejsce Karpat i Juventy do ligi wskoczą Motor Lublin oraz Podgórze Kraków. Pierwsza wiosenna kolejka już za niewiele ponad miesiąc, 9-10 marca.