walka o punkty
Akademia Pogoni Szczecin, Krystian Rybicki (picgra)

Pogoń do Wrocławia przyjechała po komplet punktów. Gospodarzów również interesowało wyłącznie zwycięstwo. Przy Oporowskiej Śląsk wyrywa zwycięstwo w ostatniej chwili.

Szkoleniowiec Śląska po ostatnim meczu z Motorem wspominał o przygotowaniu fizycznym, które wyglądało blado. Na mecz ze szczecińską ekipą miało być lepiej. Już po pierwszym gwizdku arbitra szybko się o tym przekonaliśmy, albowiem to gospodarze z dużym impetem ruszyli na rywala. “Portowcy” potrzebowali chwili, by z defensywy przejść do ofensywy. Udało się po sześciu minutach gry, gdy pierwszy strzał przyjezdnych skutecznie wybronił Bartłomiej Frasik. Niewiele zabrakło, by Pogoń wyszła na prowadzenie.

– Żałujemy trochę tych pierwszych akcji na początku meczu, bo strzelona bramka na wyjeździe z silnym przeciwnikiem na pewno zmieniłaby dalszy obraz gry – mówi Piotr Łęczyński, szkoleniowiec Pogoni U-18.

WISŁA KRAKÓW DOŁĄCZA DO CZOŁÓWKI. CO DZIAŁO SIĘ W ZABIERZOWIE? – TUTAJ!

Z czasem mecz nabierał tempa, a oskrzydlające ataki mieszały się z walką w środku pola. Pogoń próbowała utrzymać rywala na dystans, wykorzystując pressing przed własną szesnastką. Mimo że inicjatywę przejął Śląsk, to gospodarze mieli problemy z przedarciem się przez zasieki przeciwnika.

W 20. minucie ta sztuka udała się Patrykowi Ostrowskiemu, który wybiegł za plecy szczecińskiej obrony po kapitalnym prostopadłym zagraniu Dawida Musiała. Ostrowski do gry wrócił po wielomiesięcznej pauzie spowodowanej kontuzją, by w swoim drugim wiosennym meczu strzelić bramkę.

Metamorfoza w szatni, agresywniej na boisku. Komplet punktów albo nic!

“Portowcy” na drugą część meczu wyszli jeszcze bardziej zmotywowani, by dzisiaj zdobyć trzy oczka. Wielokrotnie swojej szansy szukał Krystian Rybicki, który coraz częściej opuszczał skrzydło, zbiegając do środkowej strefy. Indywidualne rajdy kończyły się fiaskiem i momentalną próbą kontry ze strony “Wojskowych”.

W 50. minucie prowadzenie podwyższył 16-letni Tomasz Mamis i Śląsk mógł grać spokojniej, szukając ataku z kontry – w swoim stylu. Oddanie pola przyjezdnym finalnie dla Wrocławian mogło okazać się zgubne. – To my po przerwie byliśmy zespołem, który dłużej utrzymywał się przy piłce mimo dwubramkowej straty. Zagraliśmy trochę inaczej i wyglądało to dużo lepiej niż w pierwszej połowie – mówi Piotr Łęczyński.

WYCHOWANEK LEGII NOWYM PIŁKARZEM ZAGŁĘBIA SOSNOWIEC!

Rezultat przyszedł w 74. minucie, gdy po rzucie rożnym w polu karnym gospodarzy w zamieszaniu najlepiej odnalazł się Mateusz Stolarczyk. Idąc za ciosem Pogoń raz jeszcze umieściła piłkę w siatce, doprowadzając do remisu tuż przed końcem meczu. W 87. minucie wreszcie do głosu doszedł Rybicki, który technicznym strzałem nie dał szans Frasikowi.

Zespół ze Szczecina zintensyfikował ataki bokiem boiska, aby jeszcze poszukać trzeciej bramki. “Portowców” interesowała wyłącznie pełna pula, więc nie zamierzali uspokajać gry. Wkradające się zmęczenie doprowadziło do trzeciej bramki dla Śląska w doliczonym czasie gry.

– Przy stracie trzeciej bramki zdecydowały błędy indywidualne. Jesteśmy drużyną, która chce grać o pełną pulę. Mimo ciężkiej pracy na boisku, która pozwoliła nam doprowadzić do wyrównania, dążyliśmy do zwycięstwa. Nie chcieliśmy się cofać, wręcz przeciwnie, walczyliśmy o trzy punkty – mówi trener Pogoni świeżo po spotkaniu. Kibice mogą być jednak zadowoleni, że zespół nie odpuścił do samego końca. – Wracamy bez punktów, ale chcieliśmy pokazać, że gramy zawsze o trzy punkty. Błędy indywidualne na takim poziomie zawsze się zdarzają, a na pełną analizę przyjdzie jeszcze czas. Zawodnicy włożyli wiele sił w to spotkanie, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni – dodaje.

Poniedziałek zaczyna się już w weekend?

Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Cyprian Poniedziałek. Schodząc ze skrzydła na prawą nogę, zostawił na wykroku rywala i strzałem tuż przy ziemi wpakował futbolówkę między słupki bramki Odolczyka. – Dobrze przygotowaliśmy się na ten mecz, znaliśmy atuty Śląska. Jedną z tych zalet dziś wykorzystali tuż przed końcem – kontratak. Na nasze nieszczęście było już zbyt późno, by doprowadzić do remisu – mówi Łęczyński.

Mecz mógł się podobać. Oglądaliśmy dużo walki, szybkiej piłki z wymianą ciosów. Nie zabrakło również bramek, czy zwrotów akcji. Jak twierdzi szkoleniowiec – dziś przegranego, ale głodnego zwycięstw – szczecińskiego klubu – spotkały się drużyny, które mają wysokie aspiracje.

– Momentami brakowało gry w piłkę, a więcej było nieczystej walki, ale obie ekipy dążą do tego, by nasi zawodnicy byli na coraz wyższym poziomie piłkarskim. Dzisiaj było dużo walki, czasem agresji, ale oglądaliśmy też wysokie tempo gry. Spotkały się dziś dwa mocne zespoły, wiedzieliśmy, że będzie to dynamiczne i ciężkie spotkanie.

PozycjaKlubMZRPGZGSGDPkt
130235276314574
2301911076542258
330166854352454
43014885749850
5301461066541248
630144124441346