gościnności

Wiele razy mówiło się o “polskiej gościnności”, zarówno tej w szlacheckim wydaniu, jak i współczesnym. Choć nie będę ani obalał, ani potwierdzał tezy o przyjmowaniu gości przez naszych rodaków, to trzeba przyznać, że firma Gazprom mogłaby dać każdemu sowitą lekcję, jak przyjąć ponad tysiąc obcokrajowców we własne progi.

Zaproszenia na wydarzenia i turnieje to chyba najprzyjemniejsza część pracy, którą na co dzień wykonujemy w redakcji. Szczerze mówiąc to naprawdę fenomenalne, kiedy młodzi ludzie dostają taką szansę. Zapewne powiecie, po co te przechwałki i publiczne wygłaszanie, jaka to robota nie jest lepsza od innej. Zawsze, gdy jedzie się jednak do kogoś, kto ma chęci i możliwości cię ugościć, warto podziękować. Ten tekst właśnie będzie nie tylko podsumowaniem programu Football For Friendship, ale i podziękowaniem dla wszystkich organizatorów oraz firmy Gazprom, która całe na przedsięwzięcie wyłożyła pieniądze.

Do Moskwy sprawnie dolecieliśmy samolotem z warszawskiego lotniska Chopina, by na moskiewskim Szeremietiewie zostać odebranym przez organizatorów Football For Friendship. Przebiliśmy się po jakiś dwóch godzinach przez potężne stołeczne korki i zameldowaliśmy się w hotelu. Organizatorzy pozwoliwszy na chwilę spokoju, pieczołowicie dopinali wszystko na ostatni guzik, by we wtorek, dzień rozegrania pucharu świata Football For Friendship każdy szczegół był jak wyprana, wyprasowana koszula z poprawionym kołnierzykiem przez dziadka.

Aż dziw bierze, że to nie były profesjonalne rozgrywki

Nadszedł ten dzień. Najpierw wraz z wszystkimi uczestnikami, dziennikarzami i organizatorami z całego globu zeszliśmy zjeść śniadanie, które swoją drogą codziennie zaskakiwało (pozytywnie), mimo tego, że codziennie serwowano to samo. Po sytym posiłku można było pakować manatki i zabrać się do autokaru numer 29, czekając wraz z kolegami po fachu z Serbii, Panamy i kraju gospodarza – Rosji – na odjazd. Zawsze “chwilkę” trzeba było czekać. Wyobraźcie sobie w końcu kordon koło trzydziestu pięciu autokarów jadących przez arterie i tak już zakorkowanej Moskwy. Na szczęście, sprytni organizatorzy postanowili, że turniej, czyli główne danie F4F zostanie rozegrany zaledwie kilka przecznic dalej od hotelu.

Zresztą lokalizacja również nie byle jaka, a wręcz oddychająca poważną piłką i motywująco piękna. Boczna płyta stadionu zespołu Maćka Rybusa wygląda lepiej niż większość stadionów polskiej pierwszej ligi. Sztuczna murawa, nowoczesne, zadaszone trybuny, mogące pomieścić na oko koło siedem tysięcy widzów. Wymiarowe boisko podzielone na sześć mniejszych placów gry pozwoliło szybko i sprawnie rozegrać fazę grupową Pucharu Świata Football For Friendship. Abstrahując od samego turnieju, opakowanie całej imprezy również sięgało najwyższego poziomu, można było się poczuć jak na meczu co najmniej Ligi Europy.

gościnności
Stadion boczny Lokomotivu Moskwa

Między rozegraniem fazy grupowej a dokończeniem pucharu w meczach finałowych była oczywiście przerwa i obiad, ale tym, co na talerzu już nie będę się chwalił. Godzina przerwy i mogliśmy ponownie ruszać, emocje może nie sięgały zenitu, ale spotkania oglądało się coraz przyjemniej. Wszystkie dzieciaki, zarówno te, które wcześniej odpadły w fazie grupowej oraz te z drużyn, które awansowały do dalszej fazy, musiały zjawić się na stadionie. Niegrający dopingowali aktywnie tych jeszcze biegających po murawie. I tak zleciały ćwierćfinały, półfinały. Na trybunach ludzie ani trochę nie wydawali się znudzeni, wręcz przeciwnie, każdy obserwował jedno ze spotkań bądź wdawał się w pogaduszki z nowymi znajomymi. Niektórzy tańczyli, śpiewali, ogólnie widać było, że daleko tym ludziom do zajmowania się codziennymi problemami.

gościnności

Pompatyczny finał

Nadszedł czas finału. Napięcie odpowiednio zbudowane. Na stadion boczny Lokomotivu poczęły przybywać piłkarskie osobistości z topu, jak na przykład Aleksandr Kerzhakov, z którym niebawem ukaże się wywiad na naszej stronie. Atmosfera zagęściła się, gdy za trybunami zaczęły zbierać się olbrzymie grupy dzieci, każde z flagą jednego z krajów “uczestników”. Wszyscy obserwatorzy powoli zajmowali miejsca siedzące. I my usiedliśmy, czekając w niecierpliwości na to, co się wydarzy. I wreszcie, ruszyła muzyka, ruszyły i dzieci z dwóch stron stadionu, każde z wysoko podniesioną flagą. Gdy wszystkie wyszły na murawę, na środek nagle wbiegła grupa młodych oczywiście tancerzy. Po chwili w samym środku układu pojawił się freestailowiec i wykonał kilka fajnych sztuczek z piłką. Tak więc odpowiednia dla finału pompa i celebra, jak to mawia Mateusz Borek, była.

Po wygranym finale drużyna Szympansów na boisku świętowała z dobrą godzinę. Nie zabrakło medali, pięknych pań pilnujących puchar, które wyglądały dość groteskowo w towarzystwie dzieci robiących sobie z nimi zdjęcia. Feta była, confetti również się pojawiło, piękny puchar i medale, które były wręczane przez drużynę przegraną, jak i te za drugie miejsce, wręczane przez drużynę wygraną. Stadion powoli pustoszał, a młodzi wciąż biegali, robili sobie zdjęcia, generalnie istne szaleństwo zapanowało w obozie “Szypmansów” prowadzonych przez młodego trenera z Rosji. Pracowity i pełny emocji dzień dobiegał końca, na horyzoncie w ciemności błyszczał rozświetlony stadion moskiewskiego Lokomotivu.

Mundialowa atmosfera napawa

Następnego dnia, korzystając z wolnej chwili, nie mogliśmy nie skorzystać z okazji wyskoczenia do centrum Moskwy. Plac czerwony, Cerkwie z pięknymi, złotymi dachami oraz piękne stare już stacje moskiewskiego metra, to wszystko robi ogromne wrażenie. Jednakże w tym mieście było coś jeszcze bardziej wzruszającego, coś jeszcze lepszego, co wzbudzało w człowieku uśmiech i autentyczną chęć dołączenia. Kibicowskie szaleństwo. Fani z Ameryki, czyli odcinek numer 344282, jak się doskonale bawić na Mundialu. Coś pięknego, na mieście było więcej Peruwiańczyków, Kolumbijczyków, Meksykanów, Brazylijczyków, Urugwajczyków i Argentyńczyków niż wszystkich innych przechodniów razem wziętych. Ubrani od stóp do głów, poprzebierani z wielkimi flagami swoich państw, niesamowicie żałuje, że żadnemu z nich konkretnie nie zrobiłem zdjęcia, choć pewnie i tak nie uchwyciłbym ich radości w pełni w małym obiektywie.

gościnności
Na samym dole kibic Peru. Któryś z nich musiał się znaleźć na naszych fotografiach!

Autentycznie, gdzie się nie spojrzało, byli kibice. Wiem, że to normalność w stolicy kraju, mieście, w którym są dwa stadiony, na których odbywają się mistrzostwa świata. Jednak można chyba dać chwilę się pozachwycać człowiekowi, któremu po raz pierwszy taka atmosfera się udzieliła. Istotne w Moskwie odczuwałem także duże poczucie bezpieczeństwa. Nie było na niczyjej twarzy widać strachu, paniki, czy innych złych, niepotrzebnych na wielkiej piłkarskiej imprezie emocji. Sam czułem się na ulicy bardzo spokojnie i nawet widok mijanych co kilka minut kordonów Żandarmerii tego nie zakłócił.

Piszę to oczywiście z jasną aluzją do wydarzeń we Francji dwa lata wcześniej. Wiele było i jest głosów, że EURO we Francji zostało zorganizowane niepotrzebne, bo nikt w tym kraju nie chciał tej imprezy. Każdy obywatel był zdegustowany i przestraszony wizją ataków terrorystycznych, przez co mistrzostwa kompletnie straciły swoją duszę i w ogóle cała ich otoczka była fatalna. W Rosji od pierwszego kontakt z ludźmi było widać, że jest inaczej, lepiej. (Choć panie na lotnisku sprawdzające wizy wyglądały, jakby w ogóle nie wiedziały, że pracują z obcokrajowcami)

Dziecięce Forum

Popołudniowe dziecięce forum Football For Friendship miało zamknąć i być klamrą całego programu, łącznie organizowanego przez około dziesięć miesięcy. Przed samą galą dane nam było zwiedzić Moscvarium, czyli ogromne moskiewskie akwarium. Całe przedsięwzięcie rozpoczęła przemowa Ikera Casillasa i wiceprezesa Gazpromu. Nie były to najbardziej wzruszające słowa w moim życiu, czytane oczywiście z kartki, ale w tym przypadku i tak miło było zobaczyć z bliska, w nienaturalnym środowisku byłego bramkarza Realu.

gościnności

Zaczęło się show, skaczące i tańczące foki, muzyka i zabawa. Wielki basen na środku Auli był areną zabaw z najpierw fokami, a później orkami. Przyjemne dla oka, nieprzyjemne dla samych zwierząt, ale to odstawmy teraz na bok. Nagrodzono najlepszego strzelca, asystenta, MVP oraz najlepszego bramkarza pucharu. Wyróżnieni została także najlepsza dziennikarka oraz młoda autorka ekologicznej inicjatywy. Nagrody dostawali od różnych osobistości, znów na scenie pojawił się Kerzhakov, również mistrz Europy w rugby na wózkach inwalidzkich, Yuri Kamenets. Efekt estetyczny fajny, w ogólnym rozrachunku więcej szumu niż treści, ale tak to już się odbywa na takich galach.

Mistrzostwa czas zacząć!

14 lipca 2018 roku. Dzień rozpoczęcia Mistrzostw Świata. Ciarki na samą myśl, choć mecz nie za bardzo rozpalał kibicowskie apetyty. Przed takim spotkaniem trzeba było jeszcze chwile pooddychać moskiewskim powietrzem i znów poczuć niesamowitą atmosferę Mundialu. Na ulicach stolicy pojawili się pierwsi Polacy, a właściwie to jeden, i nie mówię o sobie. Ulice były jeszcze pełniejsze, bardziej zatłoczone, mimo tego coraz przyjemnej robiło się w tym międzynarodowym zgiełku. Łączy nas piłka, zdecydowanie. Szkoda, że codzienność nie mogłaby tak wyglądać. Jedyny minusem był zamknięty Plac Czerwony, który był przygotowywany do przyjęcia fanów w strefie kibica. Niestety nie było nam również dane “przywitać się” z Leninem. Szkoda, ale to tylko zachęta do ponownej wizyty w pięknej Rosji.

gościnności
Pomnik Lenina zapraszający kibiców na Stadion

Na samo spotkanie czekaliśmy dość długo. Nasze oczekiwanie rozpoczęliśmy w autokarze, bo aby dostać się na Łużniki, musieliśmy przejechać przez pół Moskwy, w tym przez jej zatłoczone (gorzej niż na Marszałkowskiej) centrum. Gdy dotarliśmy już niedaleko tego pięknego 80-tysięcznika, co jakiś czas mijaliśmy kibiców gospodarzy, ale nie było czuć tej atmosfery. Co innego, kiedy przeszliśmy już za tory, koło których leży sam stadion. Jakieś kilkaset metrów od wejść na teren obiektu już pełno było kibiców, nie tylko Rosji. Ku mojemu zdziwieniu spora grupa przyjechała również z Arabii Saudyjskiej.

gościnności

Wejście na stadion zajęło nam mniej niż 10 minut. W odległości dwustu metrów od stadionu były bramy wejściowe, na których sprawdzane było Fan ID, czyli dedykowana legitymacja fanowska, w którą został wyposażony każdy kibic w Rosji oraz kontrola, podobna jak na lotnisku. Trzeba było przejść przez bramki, pokazać metalowe “ustrojstwa”, a Panie i Panowie na wejściu dokładnie dotykali wszystkich nawet po nogach. Wydawać by się mogło po wydarzeniach z Pucharu Polski z Maja tego roku, że to przecież niemożliwe, a jednak. Wystarczy tylko zobligować do tego odpowiednią liczbę służb i wszystko da się zrobić. Po przejściu przez bramy wystarczył krótki spacerek w towarzystwie tysięcy kibiców na stadion, sprawdzenie bilecików i było się na miejscu.

Russija, Russija!

Przed areną oczywiście pomnik, nie kogo innego, jak Lenina. Łużniki, bez precedensu ogromna budowla, z wielką historią i przede wszystkim piękny stadion. Z zewnątrz zachowano starą, powojenną elewację, lecz wewnątrz jest całkowicie odnowiony. Piękne krzesełka, brak bieżni, czyli trybuny od razu przy boisku i świetna atmosfera. Dodajmy jeszcze niesamowitą panoramę Moskwy, która można zobaczyć z najwyższych pięter tego molocha. Mając miejsca w rogu, mogliśmy przejść się po całym obiekcie, więc trochę stolicy Rosji mogliśmy zobaczyć może nie z lotu ptaka, ale z niemałej wysokości na pewno. Mecz przy całej tej ekscytacji przez przypadek zszedł na drugi plan, choć tak chyba miało być od początku. Spotkanie? Wynik wskazuje na to, że było ciekawie, ale Rosjanie bardzo mozolnie i cierpliwie pracowali na to, by po 90 minutach i doliczonym czasie gry pokonać Saudyjczyków aż 5:0.

gościnności

Rosyjscy kibice zaskoczyli, lecz niestety negatywnie. W pierwszych minutach było także słychać tych z Arabii, ale w zasadzie stać ich było tylko na kilka krótkich przyśpiewek, które chyba na nikim nie zrobiłyby wrażenia. Rosyjska zdecydowana większość jakby nadmiar ograniczona, postanowiła śpiewać przez cały mecz tylko jeden, prosty doping. Rosja, Rosja! Słyszeliśmy z trybun co kilka minut, ale zdecydowanie największy szum na stadionie zrobił się po występie prezydenta Putina. Radość po golach, co naturalne była, ale stadion nie “wybuchał”, jak niektóre trybuny po bramkach swoich drużyn.

Mity obalone, stereotypy nieprawdziwe

Jeśli chcecie zobaczyć tą prawdziwą, dziką Rosję, lepiej przejedzcie się do Warszawy, a zapewniam was, że zobaczycie więcej nieładu i wschodniego piętna niż w Moskwie. Stolica wielkiej Rosji to pomnik wystawiony potędze i sile narodu z wielkim zachowaniem socjalistycznej historii. I nawet to fajne, że ulice, stacje, biblioteki są nazwane imionami osób, o których na przykład w Unii Europejskiej niektórzy boją się wspominać. Moskwa to magiczne miejsce, które z pewnością trzeba odwiedzić nie raz i poznać dogłębnie. Być może Mundial lekko zamazał realną twarz 17-milionowej metropolii, na pewno natomiast zachęcił do ponownego odwiedzenia, prywatnego, w formie turystycznej. Tak, aby zobaczyć i przeżyć jak najwięcej. Spasibo i do svidaniya Moskwo!