Jakub
Maciej Urban, cksport.pl

“Kuba pochodzi profesjonalnie do swoich obowiązków, o czym świadczy jego awans do pierwszej drużyny. Cechuje go znakomity refleks i mam nadzieję, że doczeka się debiutu w Ekstraklasie” – mówił w rozmowie z MF Marek Mierzwa, były trener Osobińskiego. Trzeba jednak powiedzieć, że zabrakło niewiele, a rezerwowy golkiper Korony mecz Ekstraklasy mógłby obejrzeć co najwyżej z wysokości trybun.

Michał Grzela: Każda historia ma swój początek. Dziś jesteś bramkarzem klubu Ekstraklasy, jednak zanim dotarłeś w miejsce, w którym w tej chwili się znajdujesz, minęło kilka ładnych lat. Gdzie i w jakich okolicznościach zaczęła się Twoja przygoda z piłką?

Jakub Osobiński: Można powiedzieć, że takiego piłkarskiego bakcyla złapałem od moich starszych braci. W dzieciństwie bardzo często wychodziliśmy z kolegami na boisko i spędzaliśmy tam całe dnie. Trenowałem w starszych grupach młodzieżowych w Szydłowiance Szydłowiec, a gdy utworzono w klubie mój rocznik, od razu tam przeszedłem.

Ile trwał Twój pobyt w Szydłowcu? Jak wspominasz tamten okres?

Niecały rok. Trenowaliśmy tam pod okiem trenera Rafała Kiljanka i mieliśmy całkiem dobrą drużynę. Bardzo miło wspominam tamten okres.

Urodziłeś się w Skarżysku, ale zacząłeś grać w Szydłowcu. Tam mieszkała Twoja rodzina, czy zadecydował inny czynnik?

Zadecydowało tylko to, że najbliżej położonym szpitalem od Szydłowca, jest ten w Skarżysku.

Zostawmy jednak Szydłowiec. Stamtąd przeniosłeś się do podwarszawskiego Pruszkowa. Skąd zainteresowanie Znicza Twoją osobą?

Zaczęło się od powołania na konsultacje kadry mazowieckiej do Radomia, a stamtąd na konsultacje do Warszawy. Po jakimś czasie dostałem powołanie na na mecz tej właśnie kadry z Podlaskim ZPN. Po jakimś czasie zadzwonił do moich rodziców trener Adam Mrówka i zaproponował przejście do Znicza.

Przyjeżdżasz do Pruszkowa. Jak reagujesz na warunki zapewnione przez Znicz? Spełniają Twoje oczekiwania?

Wiadomo, przychodzę z Szydłowianki, można powiedzieć, że z “piłkarskiej prowincji”, do klubu drugoligowego, gdzie wcześniej grał Robert Lewandowski. Obiekty nie wywarły może na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia, ale było w porządku.

W Zniczu spędzasz 3,5 roku. Twoje przenosiny do Korony podpowiadają, że był to dla Ciebie bardzo udany okres. Czy rzeczywiście uważasz, że optymalnie go wykorzystałeś? Czy może zabrakło czegoś, czego oczekiwałeś wraz z przyjściem?

Szczerze mówiąc, mój pobyt w Zniczu to była swego rodzaju sinusoida. Bywały momenty lepsze, bywały momenty gorsze. Jednym z tych gorszych była końcówka mojego pobytu w tym klubie, kiedy nie dostawałem zbyt wielu szans na grę i w dużym stopniu mnie to podłamało. Nie czułem też żadnego wsparcia ani zaufania od trenerów, a sądzę, że zwłaszcza u młodego zawodnika, jest to bardzo ważna kwestia. Uważam, że nie wykorzystałem optymalnie swojego pobytu w Pruszkowie. Z perspektywy czasu mogę wywnioskować, że są sytuacje, w których teraz postąpiłbym zupełnie inaczej, niż wówczas postąpiłem.

Wspominałeś o tym, że końcówka pobytu w Pruszkowie była dla Ciebie bolesnym doświadczeniem. Jednak, na początku wyglądało to chyba zgoła odmiennie.

Na początku jak najbardziej. Wszystko było w porządku. Aczkolwiek z biegiem czasu, z niektórymi ludźmi w tym klubie po prostu było mi nie po drodze. Przez niektóre zachowania trenerów po prostu się zniechęcałem. Była sytuacja, gdy w meczu z Bronią Radom, rozgrywanym w Pruszkowie, mieliśmy z drugim bramkarzem zagrać po połowie. Wtedy w juniorach do wykorzystania były wszystkie zmiany, więc nie byłoby żadnego problemu. Dostałem polecenie od trenera gdzieś w 20. minucie, żeby iść się grzać, bo będę wchodził w przerwie. Graliśmy wtedy po 80 minut, więc rozgrzewałem się do blisko do 80. minuty tylko po to, aby wejść na niespełna sześćdziesiąt sekund. Nawet nie zdążyłem dobrze dobiec do bramki i sędzia skończył mecz. Czułem się po prostu upokorzony. Jeden z trenerów potrafił mi powiedzieć, że z miesiąca na miesiąc jestem coraz słabszy. Drugi za to stwierdził, cytuję: “Jak Osobiński przechodzi do Korony, to to jest koniec świata”. Teraz te złośliwe hasła, które były rzucane w moim kierunku, tylko napędzają mnie do jeszcze cięższej pracy. Mam paru osobom coś do udowodnienia i nie zamierzam spoczywać na laurach. Wydarzenia z tamtego okresu sprawiły, że jestem silniejszy psychicznie i uodporniły mnie na krytykę.

Jak to mówią, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Czy trenerzy, z którymi wtedy miałeś wątpliwą przyjemność współpracować, tylko w stosunku do Ciebie zachowywali się w taki sposób?

Pamiętam sytuację, w której ten sam trener, który wpuścił mnie na jedną minutę, nie wpuścił jednego z moich kolegów jako jedynego na boisko, bo jak stwierdził potem, zapomniał o nim. Nie jest to poważne traktowanie.

Początek Twojego pobytu w Zniczy wydawał się obiecujący. Kiedy sytuacja zaczęła się psuć?

Jak już wspomniałem, to była sinusoida. Na początku się układało, potem zmienił się trener i przestało się układać. Potem znowu zmienił się trener i było dobrze, a po kolejnej zmianie trenera znów nie było najlepiej.

Zmiany trenerów wiązały się ze zmianą kategorii wiekowej, czy Znicz po prostu miał politykę zmieniania sztabów, jak rękawiczek?

Nie sądzę, żeby to była polityka zmieniania trenerów, jak rękawiczek. Po prostu o zmianach decydowały przypadki losowe, takie jak zmiana klubu czy rocznika.

Klub był obojętny na takie zachowania trenerów? Traktowanie po macoszemu własnych zawodników odbywało się kompletnie bez echa?

Klub był obojętny, ale według mnie, to nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie oczekiwałem wyciągania żadnych konsekwencji. Tak jak ja miałem szacunek do tych osób, tak oczekiwałem tego samego w drugą stronę.

Mimo doświadczenia licznych nieprzyjemności w Pruszkowie udało Ci się odbudować w Kielcach. Od początku czułeś, że to Twój klub, idealnie skrojony pod Ciebie?

Korona to klub, gdzie trenerzy mi zaufali i dali mi szansę, a ja starałem się im odpłacić dobrą grą w meczach oraz ciężką pracą na treningach. Tutaj odzyskałem pewność siebie i krok po kroku kształtowałem swoje umiejętności. Korona to klub, który pomógł mi się w dużej mierze odbudować.

Czy to zaufanie było widoczne już od pierwszego spotkania z przedstawicielami Korony? Kiedy w ogóle pojawiła się możliwość wyrwania z Pruszkowa?

Z racji tego, że zostałem do Kielc ściągnięty, musiałem otrzymać jakiś kredyt zaufania na start. Resztę musiałem wywalczyć sobie sam. Jeśli chodzi o możliwość odejścia z Pruszkowa, to pojawiła się ona w zimowym okienku transferowym przed trzema laty.

Spodziewałeś się zainteresowania ze strony Korony, czy była to dla Ciebie niespodzianka? Nie codziennie klub z Ekstraklasy kontaktuje się z młodymi piłkarzami.

Była to dla mnie mała niespodzianka, ale wraz z rodzicami przyjęliśmy to na chłodno. Postanowiłem, że Korona to ostatnia szansa, żeby o cokolwiek w piłce zawalczyć. Prawdę mówiąc, byłem o krok od zakończenia kariery. Jeżeli przygoda z kieleckim klubem zakończyłaby się w podobny sposób, co epizod w Pruszkowie, to dziś byśmy raczej nie rozmawiali.

Koniec końców nie porzuciłeś swoich marzeń i wytrwałeś. Jeszcze pod koniec pierwszego sezonu w Kielcach zadebiutowałeś w CLJ. Czy to właśnie treningi z zespołem trenera Mierzwy pozwolił Ci stanąć na nogi?

Na nogi pozwoliła mi stanąć przede wszystkim regularna gra w juniorach młodszych u trenerów Graby i Gębury. Później, dostając szansę częstych treningów oraz debiutu w CLJ u trenera Mierzwy, czułem się bardzo wyróżniony i to dodało mi skrzydeł oraz pewności siebie.

Gra w juniorach młodszych, potem zadomowienie się w zespole trenera Mierzwy, a w końcu mecze Ekstraklasy – na razie z pozycji rezerwowego. To wszystko zadziało się w tak naprawdę w ciągu kilkunastu miesięcy. Spodziewałeś się, że to wszystko potoczy się dla Ciebie, aż tak dobrze?

Wiedziałem, na co mnie stać i że mogę to osiągnąć. Wierzyłem we własne umiejętności. Faktem jest, że stało się to szybko, z czego tym bardziej powinienem być zadowolony.

Można zatem powiedzieć, że przeskok, choć szybki, nie był dla Ciebie szokiem. Nie da się wszakże ukryć, że dla wielu młodych piłkarzy, którzy CLJ, początkowo poprzez treningi z pierwszym zespołem, zamieniają na Ekstraklasę, przejście do seniorskiej piłki bywa trudne. Jak to wygląda u Ciebie?

Miałem brak w zakresie techniki czysto bramkarskiej, ale wraz z trenerem Dreszerem wciąż nad tym pracujemy. Na ten moment śmiało mogę stwierdzić, że jest tylko lepiej. Pracuję nad swoimi mankamentami i staram się je wyeliminować.

Ciężka praca, oznacza nic innego, jak rozwój zawodnika. W konsekwencji tego niektórzy stawiają sobie cele, do których dążą. Czy dla Ciebie takowym jest występ w Ekstraklasie już tej wiosny, czy preferujesz metodę małych kroczków?

Wychodzę z założenia, że nie ma co się podpalać. Ciężko trenuję i cierpliwie czekam, aż ta szansa na występy w Ekstraklasie nadejdzie i będę miał możliwość pokazania się z jak najlepszej strony.

Na razie masz szanse trenować z pierwszym zespołem. Trener Lettieri osobiście poinformował Cię, że przenosisz się do jego grupy? Czy trening bramkarski wśród seniorów znacząco różni się od tego, który oferują trenerzy w grupach juniorskich?

O przenosinach poinformował mnie Mirosław Dreszer, trener bramkarzy pierwszej drużyny. Jeżeli chodzi o różnice w treningu bramkarskim, to wiadomo, każdy trener ma swój własny warsztat. Trener Dreszer zwraca uwagę na drobne szczegóły, które w meczu mogą okazać się kluczowe, co oczywiście pozytywnie wpływa na rozwój umiejętności, pozwala korygować popełniane wcześniej błędy.

Trener Dreszer dba o Twój rozwój bramkarski. A Gino Lettieri? Podpowiada, czy jest jedynie obserwatorem podczas treningu?

Jeżeli chodzi o bramkarzy, to trener Lettieri czasami da jakąś wskazówkę. Nie zdarza się jednak to zbyt często.

A jak to wygląda w szatni, przed meczem i w przerwie. Trener jest żywiołowy, czy raczej stonowany?

Raczej stonowany.

Wróćmy jeszcze na chwilę do czasów już dość zamierzchłych, choć ostatni raz w CLJ grałeś na początku tego sezonu. Uważasz, że te rozgrywki to dobra “rozgrzewka” dla kandydatów na piłkarzy, czy jednak lepszym rozwiązaniem byłoby rzucenie młodego zawodnika na głęboką wodę, na przykład do III ligi?

Z pewnością dużo zależy od predyspozycji danego zawodnika. CLJ jest dobrą, wyrównaną ligą i jest odpowiednia do podnoszenia swoich umiejętności. Lepiej jest jednak krok po kroku łapać minuty w piłce seniorskiej i nabywać bardzo potrzebne doświadczenie.

CLJ to jednak przeszłość. Teraz zapewne myślisz o tym, co tu i teraz i o tym, co przyniesie przyszłość. Właśnie – przyszłość. Co masz w głowie, słysząc to hasło?

Na pewno codziennie staram się o to, żeby ta przyszłość była, jak najlepsza. Został mi ostatni rok nauki, mam zamiar skończyć szkołę i zdać maturę. Chcę grać jak najwięcej. Na razie czekam na swoją szansę debiutu. Z biegiem czasu nauczyłem się, że cierpliwość popłaca, więc bez stresu czekam na swoją szansę.