Domagalski
Michał Grzela

Turniej FAB Residence Semp&Victoria Cup był okazją nie tylko do bacznej obserwacji młodych adeptów futbolu, ale również do ciekawej rozmowy. W ostatni weekend marca do podwarszawskiego Sulejówka zjechali trenerzy największych akademii w naszym kraju. Czy kluby, w których pracują, mogą śmiało być stawiane na równi z zachodnimi akademiami? Co jest naszą bolączką i co moglibyśmy poprawić? MF pyta, trener Śląska Wrocław – Kamil Domagalski – odpowiada.

WIELKA “WOJNA” RUCHU CHORZÓW I GÓRNIKA ZABRZE W CLJ U-17!

MF: Macie okazje mierzyć się tutaj z ekstraklasowymi akademiami. Co na tle rywali, takich jak chociażby Cracovia, czy Wisła Płock, wyróżnia Śląsk Wrocław?

Kamil Domagalski: Od dłuższego już czasu wprowadzamy styl gry, którego chcemy się trzymać. Opiera się on na dominacji, posiadaniu piłki, umiejętnościach technicznych oraz graniu wysokim pressingiem. Chcemy, aby nasi zawodnicy potrafili sobie poradzić pod presją przeciwnika, czasu i ograniczonej przestrzeni. Aby to osiągnąć przede wszystkim muszą dobrze operować piłką, umieć zbierać istotne informacje i wybierać dobre rozwiązania. Bardzo ważna jest dla nas praca trenerów przygotowania motorycznego i na ten aspekt kładziemy również duży nacisk. Mamy rozpisany szczegółowy plan pracy dla wszystkich grup wiekowych. Nasza filozofia sprowadza się do indywidualnego rozwoju piłkarzy, ale zawsze w kontekście gry zespołowej.

Nie o wszystkich akademiach w Polsce można tak jednak powiedzieć.

Są w naszym kraju akademie, które mają jeden rocznik mocniejszy, jeden słabszy, a jednego w ogóle nie mają. Moim zdaniem bierze się to nie tyle z wizji klubu, co po prostu jej braku. Zainteresowanie akademią prezesów klubów często bywa naprawdę słabe. Nie będę przytaczał tu nazw, bo nie to jest najważniejsze, ale porównajmy to z zagranicznymi zespołami. Jeżeli chodzi o naszych bezpośrednich sąsiadów, czyli Niemcy, to tak naprawdę każdy klub Bundesligi ma akademię na topowym poziomie. Infrastruktura, wizja szkolenia – te aspekty mają kluby nawet z 2. i 3. Bundesligi. W Polsce nie ma tego u wszystkich, natomiast, jeżeli chodzi o poziom sportowy, nasze akademie, które są profesjonalnie zarządzane, prezentują podobny poziom. Tak, jak wspomniałem, problem jest taki, że tam robią to wszystkie kluby, powiedzmy od 1. do 3. Bundesligi, a u nas są to tylko te klub, które chcą, czyli wąskie grono.

Nie da się zatem ukryć, że odstajemy. Rodzi się pytanie, jak bardzo?

Ci, którzy faktycznie chcą, wcale nie robią tego wielkim kosztami. Naprawdę odstajemy pod względem infrastruktury i to wszystkie kluby. Nawet kluby, mające najlepszą infrastrukturę w Polsce, są z tyłu w porównaniu z przeciętną zachodnioeuropejską piłkę. Często gramy sparingi z Herthą Berlin. Oni mają taką infrastrukturę, jakiej w naszym kraju nie ma nikt i nie wiem, czy będzie miał. A tak naprawdę akademia Herthy nie jest w ścisłym europejskim topie.

Poziom sportowy jest porównywalny, natomiast infrastruktura to dwa różne światy. Coś jeszcze różni nasze, od chociażby niemieckich akademii?

U nas topowe akademie zabierają zawodników z całej Polski, z innych regionów. Wzmacnianie akademii ma doprowadzić do dominacji w reprezentacji Polski. W Niemczech czegoś takiego nie ma. Być może Bayern Monachium, które może sobie na to pozwolić, ale tam w grę wchodzą już ogromne pieniądze. Pomijając jednak kwestię z Bawarczykami, dzięki takiej polityce niemieckie kluby mają większą możliwość wprowadzania młodzieżowców.

W Polsce tego nie ma?

W Niemczech każdy klub skupia młodych zawodników ze swojego regionu i nie ma takiej rotacji. U nas w Polsce jest tak, że mocny klub często wymienia zawodników, ściąga z drugiego końca Polski i tak naprawdę nie daje czasu się rozwinąć pozostałym. Zawodnicy z regionu, w którym nie ma akademii na dobrym poziomie  nie mają po prostu możliwości rozwijania się we właściwych warunkach. Można zauważyć to na przykładach wielu młodych zawodników grających w ekstraklasie, którzy byli szkoleni w małych klubach.  Moim zdaniem ci chłopcy mieli talent, ale ich poziom mógłby być wyższy, gdyby przez dłuższy systematyczny czas pracowali na bardzo wysokim poziomie.

Większość osób, usłyszawszy takie słowa, zacznie zastanawiać się, gdzie szukać winowajców takiego stanu rzeczy.

W Polsce każdy właściciel klubu chciałby mieć szkolenie na bardzo wysokim poziomie i wielu wychowanków w pierwszym zespole, jednak niewielu z nich chce przeznaczać na to odpowiednie fundusze. Najłatwiej jest zrzucić winę na trenerów. Nie zgadzam się z tym. Mamy dobrych trenerów, wiedza tych trenerów jest naprawdę duża, a same dzieci garną się do piłki. Co więcej, na pewno nie są to dzieciaki mniej uzdolnione od tych z zachodu. Nie zgodzę się również z tym, że naszym problemem jest przesiadywanie młodych ludzi, zwłaszcza dzieci, przy komputerach, bo na zachodzie uporanie się z tym jest jeszcze trudniejsze. Prawdziwym problemem jest organizacja i nastawienie prezesów klubów, zwłaszcza tych ekstraklasowych.

Wobec tego, co można zmienić?

Należy zmienić podejście włodarzy klubów do szkolenia młodzieży. Gdyby każdy prezes chciał mieć profesjonalną akademię, to zapewne znalazłby pieniądze na kadrę, lepsze obiekty, skauting itd.

Skupmy się teraz na akademii, w której sam Pan pracuje. Jak to u Was wygląda. Ilu młodych kandydatów na piłkarzy trenuje na obiektach Śląska Wrocław?

Unikamy oceniania akademii przez liczbę zawodników. Dla mnie akademia może mieć 200 zawodników, ale to są zawodnicy o najwyższych umiejętnościach. Nie chcemy być jak komercyjne szkółki, które notabene są bardzo potrzebne. Nas jednak interesuje przede wszystkim jakość. Robimy nabory od rocznika 2013 (U-6) i przyjmujemy tylko tych, którzy spełniają nasze kryteria. Na początku w roczniku mamy sześciu, siedmiu zawodników, a potem zwiększamy tę liczbę, nie mając przy tym ścisłych ram, ilu mamy mieć zawodników. Na początku do drużyny przychodzą chłopcy z Wrocławia, a potem zaczynają do nas przyjeżdżać zawodnicy z miast ościennych. Z racji tego, że Wrocław jest dość dużą aglomeracją, dopływ zawodników jest duży.

Wrocław jest dużą aglomeracją, położoną również blisko granicy z Niemcami i Czechami. Wobec tego jak dużą część zawodników stanowią obcokrajowcy?

Na ten moment trenuje u nas trzech chłopców z Ukrainy. Wynika to jednak z tego, że mieszkają oni w Polsce już dłuższy czas. Z drugiej strony dostajemy zapytania od zawodników z Ukrainy, którzy chcą przyjechać do nas na testy. Na ten moment nie jesteśmy nimi zainteresowani, gdyż jedną z głównych zasad naszej akademii jest regionalność. Chcemy przede wszystkim chłopcom z naszego regionu dawać możliwość rozwoju. Jako akademia chcemy utożsamiać się z Wrocławiem i Dolnym Śląskiem.

Jak zatem wygląda współpraca Śląska z innymi klubami w regionie?

Jeżeli mamy chłopca, który dojrzewa trochę wolniej, ale widzimy w nim potencjał, to przenosimy go do klubu, z którym ściśle współpracujemy. Drużyny te mają podobną filozofię do naszej. Prowadzimy szkolenia, organizujemy wspólne zebrania trenerów. Dzięki temu zawodnicy mogą tam się rozwijać, a my nadal ich obserwujemy.

Wspomniał Pan o sparingach z niemieckimi drużynami. Czy Śląsk ściśle współpracuje z zagranicznymi akademiami?

Współpraca rozpoczęła się w momencie, gdy powstała profesjonalna akademia Śląska, czyli w 2012 roku. Została powołana w ramach spółki klubu grającego w Ekstraklasie. Polega ona głównie na tym, że jeździmy do Niemiec na sparingi w różnych kategoriach wiekowych. Organizujemy wyjazdy dla kilku roczników do Lipska i Berlina, bo tam mamy najbliżej. Oprócz tego, na zasadach koleżeńskich, współpracujemy z drużynami z Czech – Slavią i Spartą Praga. Staramy się organizować mecze dwa razy do roku, raz oni przyjeżdżają do nas, a raz my do nich.

Obecnym dyrektorem jest Tadeusz Pawłowski – legenda klubu. Jak dużo jego obecność znaczy dla akademii?

Ma to dla nas bardzo duże znaczenie. Dyrektor Pawłowski cieszy się ogromną reputacją we Wrocławiu. Posiada doświadczenie we wszystkich sferach szkolenia młodzieży. Ma najwyższe licencje na pracę zarówno w piłce młodzieżowej, jak i seniorskiej – UEFA Youth Elite i UEFA Elite. Pracował przez długi czas w zagranicznych akademiach, był również trenerem pierwszego zespołu, więc wie, jak wprowadzić młodego piłkarza do zawodowego futbolu. Jego wskazówki i rady są dla nas bardzo pomocne. Dyrektor traktuje nas poniekąd jak swoich zawodników. Trenuje nas, jak mamy trenować. Na pewno praca z nim to bardzo duża przyjemność.

Śląsk Wrocław jest klubem miejskim. Czy również akademia może liczyć na wsparcie, także finansowe, ze strony miasta?

Obecnie jest duży nacisk ze strony włodarzy miasta, żeby środki przeznaczane na klub były pożytkowane w odpowiedni sposób. Dlatego też z budżetu miasta idą środki dla pierwszego zespołu, ale część z nich jest przeznaczona stricte na akademię. Patrząc na polskie warunki, są to bardzo duże pieniądze, sięgające kilku milionów złotych. Pozwalają nam one funkcjonować na dobrym poziomie.


Z Kamilem Domagalskim w dniu 30.03.2019 rozmawiali: Michał Grzela i Hubert Koncewicz