Przybyła
portel.pl

Z dniem 18 listopada 2018 roku drużyna Olimpii Elbląg U-17 zakończyła swoją przygodę z Centralną Ligą Juniorów. Dopiero ostatnie spotkanie przeważyło o tym, czy zespół będzie wiosną występował dalej w tej samej lidze. O “życiu” po spadku z CLJ opowiedział Karol Przybyła – trener i koordynator Akademii Olimpii Elbląg.

OE: Może na początku przybliżmy kilka podstaw dla laików piłki młodzieżowej. Na jakich zasadach działa Centralna Liga Juniorów i o co walczyliście?

Karol Przybyła: W kategorii U-17 Centralnej Ligi Juniorów są cztery grupy: A, B, C, D. W każdej znajduje się po osiem zespołów. W naszej znalazły się zespoły z województwa łódzkiego, mazowieckiego, podlaskiego i rzecz jasna z warmińsko-mazurskiego. Po zakończonej rundzie, czyli co pół roku, dwa zespoły spadają z ligi, a w ich miejsce wskakują dwa inne, które wywalczyły awans. Grać jest o co, bo oprócz prestiżu i tytułu mistrzowskiego do zgarnięcia jest, jeśli dobrze pamiętam, 20 tys. złotych.

Jest duży niedosyt, że trwało to tylko jedną rundę?

Zdecydowanie, pół roku to za mało. Myślę, że gdybyśmy w tej rundzie przystępowali do rozgrywek, to bylibyśmy krok do przodu. Wiemy, z czym to się je. Chłopcy są teraz świadomi, jak powinno się funkcjonować w realiach Centralnej Ligi Juniorów. Stąd taka wielka szkoda, że spadliśmy od razu po tej pierwszej rundzie. To ma swoje plusy i minusy. Dla tych, którzy nie muszą czekać całego sezonu, żeby awansować to jest fajne, ale dla tych, którzy już awansowali, to chcieliby mieć trochę więcej czasu na aklimatyzację – dla takich zespołów jak my, nazwijmy to “z pogranicza”, ciągle balansujących pomiędzy spadkiem i awansem.

Myśleliśmy, że tym razem będzie inaczej. Nie dużo brakowało. Może trochę szczęścia, trochę zdrowia, bo w tych ostatnich meczach nie mieliśmy kilku podstawowych zawodników. Nie lubię specjalnie się bronić i zasłaniać takimi argumentami, ale było to odczuwalne. Pewnie było to efektem tego, że nigdy wcześniej na takim poziomie i dużej intensywności większość z nich nie grała. Mecze grane praktycznie co tydzień dały chłopakom nieźle w kość i wyglądali po nich, jakby wracali z wojny. Cenne doświadczenie, ale też żal, że na wiosnę nie możemy tam pograć. Nie było źle, a byłoby lepiej. Ciężko było się otrząsnąć, bo zabrakło tylko 3 punktów.

Żal na twarzach zawodników był widoczny. Domyślam się, że mogli być podłamani.

Załamani byli strasznie. Czuli, że brakowało im niedużo i do tego zakończyli rundę spadkiem. Było mi ich szkoda, bo wypadli bardzo dobrze. Wznieśli się ponad swoje umiejętności i dużo meczów pociągnęli, jak to się mówi “z wątroby i serducha”. Do pewnego momentu sezonu mieliśmy tyle samo straconych bramek co Legia Warszawa, także pokazuje to, jak dobrze zawodnicy współpracowali ze sobą w defensywie. O tym, jak zawodnicy wypadli, niech świadczy fakt, że nie spadliśmy z ligi z hukiem, przegrywając wszystko po kolei, jak nasi poprzednicy. Dopiero w ostatnich meczach musieliśmy podjąć ryzyko, otworzyć się i pójść na wymianę ciosów z Escolą i Legią, dlatego te mecze tak wypadły. Wcześniej, kiedy straciliśmy jedną bramkę w meczu, to już było dużo. Szkoda spotkań z Polonią i ŁKS-em, bo byli oni w naszym zasięgu i mogliśmy z nimi wygrać. Jednak tak jak mówię, nie było wstydu.

Co było największym wyzwaniem dla zespołu? Wysoki poziom czy może zwyczajnie brak ogrania?

Pierwsze kolejki były zapoznaniem się, o co tutaj w ogóle chodzi. Przygotowując się do startu ligi, spodziewaliśmy się, że będzie ciężko. Zmieniliśmy podejście taktyczne, wiedząc, że to, z czym wcześniej się mierzyliśmy, ma niewiele wspólnego z CLJ. Do tej pory podchodząc do meczu, nie zastanawialiśmy się, czy wygramy, ale ile. Graliśmy w najwyższej wojewódzkiej lidze, grając młodszym rocznikiem i tam zajęliśmy 4. miejsce. Teraz skupiliśmy się przede wszystkim na mocnej obronie i szukania szans w grze z kontrataku. Problemem było dla nas to, że nie było za dużo czasu na właściwe przygotowanie zespołu do rozgrywek. Korzystniejsze jest awansować w przerwie zimowej, po rundzie jesiennej. Okres przygotowawczy jest wówczas o wiele dłuższy. My awans otrzymaliśmy z końcem czerwca, potem był okres urlopowy, do tego rotacja zawodników, więc tak naprawdę miałem może niecały miesiąc na przygotowanie ich do sezonu. Zdecydowanie za mało.

Jak wygląda “życie” po spadku z rozgrywek Centralnej Ligi Juniorów? Na jakim poziomie występujecie obecnie?

Wróciliśmy teraz do rozgrywek wojewódzkich, gdzie gramy w Ekstraklasie Juniora Młodszego, niżej jest tylko 1. Liga Wojewódzka. Jesteśmy po pierwszej kolejce, więc tak naprawdę ciężko coś więcej powiedzieć. Zagraliśmy przeciwko Stomilowi Olsztyn i było to spotkanie daleko odbiegające poziomem od tego, z jakim spotkaliśmy się w Centralnej Lidze Juniorów. Wygraliśmy 3:0 i myślę, że gdyby skończyło się 8:0 czy 7:0 to nikogo, kto ten mecz oglądał, by taki wynik nie zdziwił. Zobaczymy, jak następne spotkania się ułożą. Fajnie, że większość chłopaków, która grała dla nas w CLJ została w drużynie, nawet ci, którzy byli z zewnątrz. Wiadomo, jak się spada, to każdy szuka możliwości gry dalej na tym samym poziomie, ale pewne rzeczy udało się chłopakom uświadomić. Tak samo, jak dla nas awansował rocznik 2001, tak my musimy zachować pewną ciągłość w klubie i wypracować grę dla rocznika 2003.

A jaki jest najbliższy plan na funkcjonowanie akademii? Kiedy ponownie obejrzymy Olimpię na szczeblu Centralnej Ligi Juniorów?

Przede wszystkim chcemy pokazywać się na arenie ogólnopolskiej i to jest nasz cel, jako akademii, by dwie CLJ – U-17 i U-15 – były w Elblągu. Poszliśmy do przodu, jeśli chodzi o szkolenie. Moim zdaniem nawet ten występ w U-17 pokazał, że nie dużo brakuje, by na tym poziomie rywalizować jak równy z równym. W wielu meczach tak było, dlatego myślę, że to jest przede wszystkim kwestia ogrania się. W naszym województwie zaczynamy się dusić, mecze szkoleniowe niewiele nam dają. Wygrywanie 5:0 czy 7:0 nie jest wcale dobrym nawykiem. Potem wychodzimy na mecz barażowy, gdzie po raz pierwszy odczuwamy, że przeciwnik próbuje nas atakować, stwarza nam problemy i jest to dla nas szokiem. Dlatego w trakcie okresu przygotowawczego szukamy trudnych przeciwników, żeby się ogrywać z mocniejszymi.

Gdybyś miał tak obiektywnie umieścić Olimpię na mapie Polski w tych kategoriach młodzieżowych, to jak Ty to widzisz?

Przekładając to na rozgrywki, jak są w seniorach, to na pewno nie w Ekstraklasie, ale sądzę, że dół pierwszej ligi. Ktoś tam się z nami liczy, jesteśmy troszkę za słabi, żeby tym najlepszym robić krzywdę, ale z takimi średniakami radzimy sobie dobrze. Kwestia też jest taka, że roczniki różnią się od siebie potencjałem. Na przykład rocznik 2005, czyli ten, dla którego ewentualnie CLJ “zrobi” zespół 2004, jest bardzo mocny. Jeżdżą po Polsce, grając w różnych turniejach i sparingach i walczą z zespołami pokroju Legii Warszawa, jak równy z równym, więc byłoby szkoda, gdyby rocznik 2004 nie wywalczył dla nich awansu. Myślę, że w kategorii U-15 by sobie świetnie radzili i trzymam kciuki, aby tak było.


Z Karolem Przybyłą rozmawiał: Łukasz Wesołowski (ZKS Olimpia Elbląg)