Korona, mistrz
Echo Dnia, Kamil Markiewicz

Runda zasadnicza polskiej Ekstraklasy już za nami. Na naszym piłkarskim podwórku, na przestrzeni ostatnich miesięcy, były obecne zespoły, które zasługują na kilka ciepłych słów. Jednym z nich, bez wątpienia, jest Korona Kielce. “Złocisto-Krwiści” plasują się na 6. miejscu w ligowej tabeli, grają w półfinale Pucharu Polski i przed rewanżem w Gdyni nie są bez szans na awans do wielkiego finału. Drużyna Gino Lettieriego jest drużyną, jak na nasze standardy, dobrze poukładaną. W mojej głowie, przed kilkoma dniami, zrodziło się jednak pytanie, które zamaże obraz zespołu, o którym można wypowiadać się tylko i wyłącznie w samych superlatywach. Nie mylicie się, wszystko przez młodzieżowców, a właściwie ich brak. 

W pierwszej części sezonu, w szeregach pierwszej drużyny, na próżno było szukać nastolatka. Najmłodszym zawodnikiem, który miał okazję pokazać się szerszej publiczności poprzez występy w Ekstraklasie był chorwacki Bośniak, Ivan Jukić. Piłkarz urodzony w Spilice może na moment zamazać nam obraz młodzieżowego marazmu, który panuje w ekipie Lettieriego. Wszystko za sprawą regularnej gry, która w przypadku Jukić’a jest czymś zupełnie naturalnym. Były zawodnik RNK Split rozegrał w naszej lidze 20 spotkań, 3 dołożył w Pucharze Polski. Można zatem pomyśleć, że obecny szkoleniowiec “Scyzoryków” chętnie stawia na piłkarzy młodego pokolenia. Nic bardziej mylnego.

Młodych jak na lekarstwo 

Oczywiście, niektórzy powiedzą, że musiał spaść mi ciężki przedmiot na głowę. Przecież w składzie drużyny jest Marcin Cebula, 22-latek, którego tak naprawdę Korona ukształtowała i nadal kształtuje. Oprócz niego dwóch obrońców, 22-letni Węgier, Akos Keckes oraz o rok starszy, Elhadji Pape Diaw, który w Kielcach chyba się nieco zasiedział, przez co jego kariera nie nabrała tempa, którego sam się spodziewałem. W tym miejscu nie omieszkam zaznaczyć, że żaden sprzed chwilą wymienionych zawodników nie ma na ten moment pewnego miejsca w pierwszej “11”. Wrócę jednak do zawodników odrobinę młodszych.

Jedynym piłkarzem, oprócz Jukića rzecz jasna, którego można z czystym sumieniem zakwalifikować do grona młodzieżowców jest Krystian Miś. 21-letni środkowy obrońca co prawda ma na swoim koncie 9 spotkań w rozgrywkach ligowych i pucharowych, ale na te występy złożyło się niewiele ponad 350 minut. Jakby tego mało, w meczu ze Śląskiem Wrocław Miś wrócił do boisko po blisko półrocznej przerwie! Co zatem ma wpływ na taki stan rzeczy, czy w Kielcach brakuje utalentowanych juniorów? Wręcz przeciwnie.

Korona
Agencja Gazeta, Jarosław Kubalski

Tercet z Centralnej Ligi Juniorów małym kroczkiem naprzód 

W końcu Korona, w CLJ, ustępuje jedynie, wciąż niepokonanej warszawskiej Legii oraz Cracovii. Dobra postawa młodych Koroniarzy nie umknęła odpowiednim ludziom w klubie. Tuż przed inauguracją rundy wiosennej do pierwszego zespołu włączeni zostali: bramkarz – Damian Krążek, oraz dwa zawodnicy drugiej linii: Michał Dziubek i Wiktor Długosz, który jest zawodnikiem ofensywnie stricte usposobionym, mogącym również grać na pozycji skrzydłowego. Najstarszy z tego grona jest Krążek, golkiper ma 19 lat i 10 występów w CLJ. Najkrótszym stażem życiowym może poszczycić się Długosz, który urodził się 1 lipca 2000 roku. Ma on jednak najwięcej minut spędzonych na boisku, co daje mu przewagę nad swoimi kolegami.

Mało kto spodziewał się, że ktokolwiek z wymienionego tercetu będzie stanowić o sile pierwszego zespołu i w rzeczy samej tak właśnie wygląda sytuacja. Młodzi mają się uczyć poprzez regularne treningi z doświadczonymi kolegami. Nie możemy zapomnieć, że wspominana trójka to jedyni zawodnicy w kadrze pierwszego zespołu “Złocisto-Krwistych”, którzy nie świętowali jeszcze 20. urodzin. Cytując zatem klasyka: “lepszy rydz niż nic”. Oczywiście, nie możemy zapomnieć, że na treningi pod okiem Lettieirego są zapraszani również inni zawodnicy drużyny U19. Tego typu zabiegi powinny zaprocentować jednak w przyszłości. Należy mieć nadzieję, że nie jest ona oddalona niczym Warszawa od Władywostoku.

Korona
Wiktor Długosz (foto: Paweł Jańczyk, Echo Dnia)

Sytuacja w Kielcach to tylko mała kropla w (polskim) morzu 

Ciężko sapać niechęcią i mieć w tej sytuacji pretensje do Lettieriego. Trener Korony spisuje się w Kielcach jak należy i wie co robić, żeby efekty w postaci dobrych wyników były widoczne. Jeśli zawodnicy prezentowaliby na tyle wysokie umiejętności, to z całą pewnością zagościliby chociaż w szerokiej kadrze zespołu na mecz Ekstraklasy. Z drugiej jednak strony musimy pamiętać, że gdyby szkoleniowiec, stojący na czele sztabu, nie widział potencjału w piłkarzach, to nie desygnowałby ich do pierwszej drużyny. I to jest duży pozytyw, który napawa optymizmem.

Kto jest jednak odpowiedzialny za obecny stan rzeczy? Pół żartem pół serio można powiedzieć,  że wszyscy. Oczywiście, nie musicie się ze mną zgadzać, ale w naszym kraju został przyjęty dziwny system. Zawodników uznaje się za młodych i utalentowanych w wieku, w którym na zachodzie powinni już stanowić o sile swojego zespołu i mieć pokaźną liczbę meczów na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Niczym mantrę zdarza się nam, również kibicom, powtarzać, że ten gość ma jeszcze czas. Co również godne zapamiętania to głosy, które mówią, że juniorzy pojawiający się na treningach pierwszych drużyn, niezależnie w jakich klubach, mają problemy kondycyjne, nie są w stanie wyrobić pełnej normy i aby zacząć walczyć o miejsce w “11” muszą nadrobić braki w tym aspekcie. Dla mnie jest to zupełnie niezrozumiała i poniekąd patologiczna sytuacja, za którą nie są odpowiedzialni tylko trenerze, fizjoterapeuci i specjaliście, ale niekiedy również sami gracze. Nie wiem jak, wiem natomiast, że jak najprędzej musimy zrewolucjonizować nasze podejście do sprawy, tak aby młodzi Polacy w wieku maksymalnie 20. lat byli gotowi na regularną grę, i to na poziomie Ekstraklasy. W tej sytuacji nie chodzi o moje widzi mi się, tu chodzi o przyszłość polskiej piłki. Wbrew pozorom, nie tylko tej młodzieżowej.